Ilość dni: 1
Ilość osób: 2
Prowiant: kanapki, woda – 12,45 zł
Transport: ok 233 km ok 53,59 zł
Koszt całkowity: 66,04zł ; 33,02 zł/os.
Siadając do pisania odurzony mocną sypaną kawą z kubka próbuję jeszcze skierować światło lampki prosto w twarz. Szukam nadaremnie jeszcze substytutu dnia, który właśnie chyli się ku końcowi. Mocne jesienne promienie słońca, które towarzyszyły nam podczas tej małej wyprawy, nie odpuszczały nas praktycznie na krok. Gdy tylko mgła postanowiła, że ustąpi wskoczyliśmy w samochód na zdjęcia.
Miał być miejski reportaż, architektura, lecz nie ta piękna tylko taka prosta przerośnięta kiczem i kilka innych tematów. Jednak natura wygrała. Wygrała zdecydowanie. Okolice przed Włodawą zawsze urzekały mnie swoim spokojem. Innym życiem, takim jakby bez zegarków… rytmem bliżej natury. Przejeżdżając przez spokojne miejscowości wyszukiwałem jeszcze na miejscu pasażera miejsca idealnego na zdjęcia… i wygrał Więzienny Rów. Meandrujący ciek wodny, który przecinał płaską okolicę na dwie części. Snując się między łąkami i konarami drzew, które dzielne bobry przytargały nad samą wodę. Widok bajeczny. Wjeżdżając na łąkę widzieliśmy w oddali jeden samotny domek. Przedwojenny, drewniany, pusty. Dowiedzieliśmy się, że wcześniej tu była wieś, cała ogromna osada… ale gdzie?! No właśnie na tej łące, na której właśnie staliśmy.
Urokliwe… urokliwe i zarazem przerażające. To jak to wszystko przemija, a potem ślad po tym wszystkim znika. Zostaje wspomnienie w opowiadaniach przekazywanych przy spacerze albo jakimś nudnym niedzielnym obiedzie. Smutne ciut, tak odejść w zapomnienie. Weselszy jest fakt, że ludzie po prostu się stąd przenieśli, szukając lepszego miejsca… nikt ich stąd ponoć nawet nie próbował przeganiać. Po tym dość specyficznym przeżyciu, szliśmy w dół, razem z prądem rzeki. Mieniące się, spadające liście i ciepła herbata na postawionej bez przyczyny ławce w takich warunkach smakowała najlepiej. Prawdziwie i zdrowo. I do tego powinniśmy dążyć wszyscy w czasie, gdy nieprzyjazny jest świat. Nie do centrum miast lecz zabrać rodzinę albo przyjaciół i naturalnie naturę choć trochę eksplorować. Odkrywać i doświadczać, patrzeć i doceniać. Uczyć się jak życie kreować, jak ciut do warunków się przystosować.
Tego na dziś, na jutro, na zawsze.
Ja, staś
i podróży tej kompan – Grzegorz.










