Północ poleca się na parę dni.
(Gdynia-Gdańsk-Hel-Mikoszewo)
Ilość dni: 4 (3 noce)
Ilość osób: 2
Nocleg: 300 zł
Jedzenie: (w tym obiady, śniadania, przekąski na mieście i napoje) – 280,14 zł /2 osoby/4 dni
Paliwo: Lublin-Gdynia-Lublin ok. 1120km, 299,26 zł
Bilety: 2×50 zł+2×15 zł (prom+rower)[pociąg wychodzi taniej];
2x25zł (Centrum Nauki Hevelianum)
Suma: 180zł
Koszt całkowity: 1059.4 zł
Koszt na osobę: ok 529,7 zł Koszt na dobę/osobę : 132,43 zł
Są takie miejsca na świecie w których zostawia się kawałek swojego serca, na zawsze. I to właśnie chyba wyróżnia „zwiedzaczy miejsc” od podróżników, Ci drudzy muszą mieć wystarczająco ogromne serce do wszystkiego co wokół żeby móc jego cząstkę gdzieś porzucić… w nich winno się szukać przyjaciół, tych co rozpalą w nas ogień. – mam cichą nadzieję, że to co napisałem za parę dziesięcioleci będzie cytowane choćby w jakiejś dobrej podróżniczej książce…
Odurzony kawą i lekką muzyką ze słuchawek wpatrując się w walizki, które już są na wpół gotowe do kolejnej lekkiej wyprawy postanowiłem napisać relację z północy. Zatem zacznijmy już.
Dzień I
Dojeżdżając do Gdyni na rozpościerającym się przed nami horyzoncie widzieliśmy rysujące się chmury, które zaczynały się piętrzyć coraz potężniej. Trasa była lekka bo przejechaliśmy ją nocą, zamieniając się co jakiś czas. To dobry sposób by nie stracić dnia po przejechanej nocy. Po szybkim zrzuceniu bagaży do pokoju, zdjęliśmy rowery i przygotowaliśmy sprzęt. Choć obłoczki zmieniły raczej kształt na bardziej agresywny nie zniechęciło nas to do lekkiego szlaku ok 70 km szlakami rowerowymi ( UE 10, 13) do tak ukochanego przez nas Gdańska, gdzie złapał nas srogi deszcz. Po szybkim rekonesansie co się zmieniło przez ostatnie 3 miesiące usiedliśmy w barze gdzie przesympatyczna Pani Ula przyrządziła schabowego z fryteczkami. Po krótkim spacerze wskoczyliśmy na rowery żeby jeszcze na chwilę pokręcić po okolicy zanim wrócimy do Gdyni. I tu warto by się z lekka rozpłynąc nad ścieżkami rowerowymi i kulturą kierujących. Zawsze dobrze jeździło mi się po Gdańsku i Sopocie bo ścieżki są w dobrym stanie i bajecznie oznaczone. Wisienką na torcie są kierowcy, którzy bardzo powaząnie podchodzą do rowerzystów. Ogromny szacun. Faktem jest, że jazda ścieżką rowerową połaczoną z deptakim wymaga cierpliwości, ale wszystko jest dla ludzi. Wszyscy są na wakacjach. I jak ktoś idzie ściezką to i zejdzie przy dzwonku i przeprosi. Dobry dzień.
Dzień II
To był główny powód dlaczego wybraliśmy noclegi w Gdyni. We wrześniu prom na Hel odpływa tylko stamtąd. I pewniakiem jest jedynie godzina 10:00. Reszta godzin jest okryta tajemnicą… zbierze się ekipa na prom płyniemy, nie zbierze nie płyniemy… w sumie brzmi jak sens. Ogólnie ceny nie są z tych najniższych, bo 50 zł/os +15 zł rower. Pociąg wychodzi taniej, ale stwierdziliśmy, że nie codziennie pływamy tym promem i chcieliśmy zrobić całą pętelkę. Po zejściu z promu o 11:15 uderzyliśmy na koniec helu żeby zobaczyć gdzie się kończy Polska, a zaczyna woda. I tak wzdłuż tego ogonka na mapie jechaliśmy aż do Władysławowa a potem do Rewy, by dojechać do Gdyni. I tutaj nawet największa maruda przyzna, że ta ścieżka jest po pierwsze w pełni bezpieczna po drugie jest mega utrzymana. Miejscami Asfalt na ścieżce mieliśmy lepszy niż na drodze obok. Była kostka fakt. Ale w dużej mierze była mocno utwardzona droga. Mocno, bo jeśli przejechaliśmy na luzie przełajem i szosą na turystycznej gumie to musiało być cacy. Oznaczenie… jak po nitce do kłębka. Bardzo dużo Parkingów dla rowerów. Fajnie opisane miejsca z opisem roslinności i zwierząt na danym terenie. Czysto, naprawdę czysto. Polecamy, szczególnie Hel – Władysławowo dla całych rodzin. Bo bezpiecznie, a i wiedzy można coś uszczknąć. Rewa to głównie zachód i wyjście w morze. Widok tak nieziemski, że kolana miękną. Film oddaje zaledwie część, ale musisz mi wierzyć – sztos! W sumie ok 80- 87 km (wyłączył się zegarek po drodze, taki psikus)
Dzień III
Plan był na Łebę i żeby tam pośmigać ścieżkami aż pod wydmy… plan, bo pogoda pokazała, że ma wobez nas ciut inne plany. Niby z cukru nie jesteśmy, ale zaraz góry, a i wiatr na ryj nie napawa optymizmem. Tak! To był ten dzień, w którym nie chcieliśmy szlifować naszych i tak już silnych charakterów. Dlatego z całą naszą mocą wjechaliśmy w Centrum Nauki Hevelianum. No i tu się zaczęło. Jak dzieci, ku#$a jak dzieci! Wystawy gdzie trzeba samemu działać, żeby sprawdzić swój refleks, doświadczenia wyjaśniające zawiłości arytmetyki czy prawa fizyki… Kasia ma nawet zdjęcie z niedźwiedziem! 3 godziny! 3 godziny przedniej zabawy. I dla dzieciaków i dla dorosłych. Dodatkowo ogromna wystawa o ekologii o segregowaniu i o konsekwencjach płynących z tego, że robimy coś na przekór temu gdzie mieszkamy. Moim zdaniem jest to pozycja obowiązkowa, nie tylko dla uczniów. Potem oczywiście Gdańsk, w centrum akurat był zlot jachtów… i tu stałem jak dziecko. Bo to coś niesamowitego jak potęga konstruktorów inżynierów spotyka się z potęgą jaką jest woda i jeszcze współgra ze sobą. Na deser chwyciliśmy Sopot. Czyli moje małe dzieciństwo, w którym brzoskwinia z piachem nabierała smaku. Ale smak się zmienia. Próbowałem tego rarytasu z dzieciństwa… ogólnie wrażenia raczej skrajne
Dzień IV
Powrót, ale przed powrotem nie można tak po prostu wyjechać. Ujście Wisły, królowej polskich rzek w Mikoszewie. Sporo pływamy po Wiśle, a i ja kiedyś rozpalony marzeniem (którego do końca nie zrealizowałem) w związku z tym chciałem chciałem dopłynąc właśnie tam. Widok potęga. Choć nie mieliśmy już czasu na eksploracje terenu rowerami to widzieliśmy fragmenty jak szliśmy i wrażenia jak z całości wyjazdu.. .nieziemskie! Nie mieliśmy czasu, bo ja jestem raczej z tych zero jedynkowych i dla mnie być nad morzem ale się nie kąpać to jak nie być. Proste. I co jest piękne? Niedziela, południe, a ludzi jak na lekarstwo. Bo wrzesień. Tu poza centrum życie wraca do swojego innego spokojnego nadmorskiego biegu. Tu przypływy wyznaczają czas. Tu się lepiej pije kawę wtedy, słońce ma lepszy smak, a i książki jakoś bardziej w głowę wchodzą. I tak to kończę dopijać kawę, spoglądając na tą co to po pokoju się krząta, szukając wśród walizek jeszcze paru wspomnień… No nic zbierać się czas na kolejną wyprawę.
Pisz jeśli będziesz chciał wiedzieć więcej
My,
Kasia i staś.





















