Bieszczady i Przemyśl(2020)

Bieszczady.
Nie tylko połoniny i Tarnica.


Zakwaterowanie camping – 3 dni(2 noclegi) 138,50 zł
Transport: (ok 640km) 148,14 zł
Bilety (3 muzea) 25 zł/ os. 50 zł
Bilety BPN 8zł/ os. 16 zł
Jedzenie camping (kuchnia własna) – 104,18 zł
Jedzenie Niedziela obiad ( 2x pizza, 2x kawa) – 45,50 zł
Koszt całkowity: 502,32 zł (251,16zł/os.) _ 83,72 zł/os/dzień

Pierwszego dnia po rozłożeniu się na campingu, który od wody (Solina) jest jakieś 30-50 metrów warto posiedzieć chwilę na skalistych plażach bądź wykapac się w ciepłej już wodzie. Należy jednak pamiętać że to góry i w wodzie ukształtowanie terenu też jest pod dużym kątem, zatem momentalnie można stracić grunt pod nogami…. dlatego!!… tylko sprawdzone kąpieliska i ratownik!!

Po chwilowym relaksie nad wodą można wskoczyć na rower i tam jeździć… MTB, przełajem czy szosówką. Jest tu duży respekt dla kolaży i nie spotkałem się z ciasnym wyprzedzaniem na lusterko. Bezpiecznie i miło. Jeśli ktoś woli unikać dróg to też znajdzie sporo tras rowerowych, niektóre są naprawdę przygotowane nawet pod rekreacyjne przejazdy bez uporczywych podjazdów. Ja osobiście wybrałem duży fragment Małej Pętli Bieszczadzkiej. Na trasie jest kilka sklepów, w których kupimy batona czy wodę na dalszą trasę. (można wszędzie płacić kartą) Mapy są czytelne a oznaczenia na drzewach lub słupach są odsłonięte tak żeby się nie zgubić. Ok 75 km po górach… Polecam.

Drugi dzień to spacer po górach. Tutaj oczywiście trasy dobieramy pod swoją sprawność, sprzęt, który mamy i warunki atmosferyczne. Sprzętu specjalistycznego nie trzeba, ale unikałbym coraz powszechniejszej praktyki torebek i trampek. Ponadto jeśli chcemy zobaczyć ostatki bieszczadzkich szlaków warto wybrać się na inne wzniesienia niż Tarnica czy połoniny. My wybraliśmy Bukowe Berdo- Halicz – Wołosate (24 km).

Wejście zaczęliśmy od miejscowości Widełki… mało osób i jest gdzie zaparkować za free. To dało szansę na przejście trasy obcując z naturą. Początek trasy to strome podejście, ale potem widoki rekompensują wszystko i idzie się w miarę gładko. Jedyne utrudnienie to schodki które są ustawione losowo albo na półtora albo na pół kroku 🙂 Trasa czysta, to zaczyna dobrze świadczyć o Nas – turystach. Powrót z Wołosatego to samochodu zaliczyliśmy autostopem.

Trzeci dzień to wylegiwanie się do świtu. Bo trudno jest spać dłużej gdy ma się z okna takie widoki. Cudowny wschód słońca z parującą Soliną budzi tak, że zapomnieliśmy wypić kawy. Leniwie pakując swój mały obóz ok 10 ruszyliśmy w trasę do Przemyśla. (Mieliśmy wybrać się na kajaki, ale chcieliśmy zwiedzić coś jeszcze, a słonce od rana paliło zatem typową wodę na desce czy kajaku odpuściliśmy). Przemyśl to cudne miasto w południowo-wschodniej Polsce. Wielokulturowość tego miasta przenika wszędzie, a mnogość kościołów i jednokierunkowych uliczek przyprawia o zawrót głowy.

Udało nam się pójść do 2 muzeów.
Pierwszy budynek(Muzeum Ziemi Przemyskiej) w zamyśle miał przypominać fragment przemyskiej twierdzy i wyodrębniając go z reszty jest naprawdę ładny… ale… zupełnie się nie komponuje z uliczkami i kamienicami tego miasta. Może za parę lat porośnie trochę bluszczem, to będzie jak znalazł.
Samo muzeum 3+. Oddzielne pomieszczenia są słabo połączone w logiczną całość, a na korytarzach brak strzałek wskazujących kierunek zwiedzania. Do eksponatów są opisy, lecz w innym miejscu gabloty. Jeśli ktoś nie wie co to rapier, albo jaka łuska była do jakiej broni to popatrzy, nie zapamięta i pójdzie.
Muzeum Dzwonów i Fajek robi ciut większe wrażenie, bo opisy są bardziej spójne. No i broni się tarasem widokowym, którego widok rozpościera się na miasto… za to plus. Na tarasie zdjęcia z oznaczeniem budynków, gdzie co się znajduje co pozwala bardziej poznać topografie miasta. To przyjemny akcent tego miejsca. To muzeum 4.
Szybki obiad i w trasę, żeby jeszcze zdążyć usiąść w fotelu przy wieczornej kawie na balkonie upajając się miejskim zachodem słońca.
Wróciliśmy!
My. staś i Kasia.