Świat luksusowej motoryzacji na wyciągniecie ręki – Maranello i Modena

Każdy zna Ferrari. Znaczek czarnego konia na żółtym tle z flagą Włoch u górze. A muzeum? Muzeum jest wisienką na torcie podczas podróży po Północnych Włoszech dla niejednego miłośnika motoryzacji.  Ale czy tylko miłośnicy motoryzacji znajdą coś dla siebie?

Dojeżdżając do Maranello nie sposób pomylić się z czego słynie miasto. Już z daleka wiadomo, że małe niepozorne miasteczko swoją sławę zyskało właśnie dzięki muzeum i fabryce luksusowych, sportowych samochodów – Ferrari. Ulice są przepełnione emblematami i symbolami związanymi z marką. Im byliśmy bliżej celu tym większe tłumy i więcej „znaków”, że podążaliśmy w odpowiednim kierunku. Faktem jest, że problem z zaparkowaniem jest spory i dobrze jest uzbroić się w cierpliwość podczas szukania miejsca. Jest kilka parkingów płatnych, które nie mają limitów czasu, ale i są parkingi bezpłatne, które umożliwiają postój do 30,60,90 minut. Darmowe parkingi o najdłuższym możliwym czasie postoju są oczywiście położone najdalej od muzeum. Nam udało się wcisnąć samochodem na parking tuż pod muzeum(płatny), lecz było to okupione 20 minutowym jeżdżeniem i polowaniem na dogodny parking.

Będąc poza sezonem(my byliśmy we wrześniu) nie trzeba kupować biletów przez Internet – upoważniają one do szybszego wejścia poza kolejką. Zwykła kolejka w danym okresie, o ile nie przyjedzie autokar turystów, to czas około 10 minut żeby wejść do budynku. Przed wejściem znajduje się zadaszenie dla oczekujących co jest miłym akcentem gdy chodzi o włoskie Słońce. Sama logistyka muzeum jest bardzo dobrze zorganizowana. Kilka kas, do których kieruje pracownik pilnujący oczekujących. Po zakupieniu biletów (bilet podwójny na oba muzea to 38 euro za osobę) można śmiało ruszać w wir luksusu.

Muzeum składa się z kilku pięter z luźno ustawionymi samochodami. Mimo czytania poszczególnych opisów nie doszukaliśmy się zasadności pomieszania samochodów ze względu na lata produkcji. Nie przeszkadzało to jednak nadmiernie w zwiedzaniu, a może i dodało ciekawego kontrastu poszczególnym generacjom. Oprócz samochodów w przeszklonych gablotach obok znajdowały się silniki danych modeli. Dodatkowo można było zobaczyć  podzespoły takie jak między innymi  tarcze hamulcowe, zaciski, kierownice i tapicerki.  Przechadzając się po muzeum można siąść w symulatorze i wjechać na wirtualny tor.(Koszt takiej zabawy za 7 minut to około 35 euro). Całość wieńczy przestronna galeria aut tej marki, które wygrały wyścigi F1 w konkretnych latach. Obracając się mogliśmy podziwiać medale i puchary z tych właśnie wydarzeń.

Całe muzeum w Maranello ze zdjęciami i czytaniem opisów można śmiało przejść w 60 – 90 minut. Korzystając z dodatkowych atrakcji jak symulator czy zakupy w sklepie oczywiście czas ten będzie odpowiednio dłuższy : )

Przejazd z Maranello do muzeum Enzo Ferrari w Modenie zajęło nam około 25 minut. Na miejscu czekał na nas spory parking z którego udaliśmy się do głównego budynku (jest ich dwa).

Wejście na główną wystawę  jest otwierane co 30 minut. Spowodowane to jest projekcją filmu historycznego o Enzo Ferrari. Zanim jednak wyświetlony zostanie film swobodnie można chodzić i podziwiać na ogromnej sali kilkanaście egzemplarzy aut. Na ścianach hali znajdują się kierownice, a w regałach poniżej można zobaczyć materiały z jakich jest wykonana tapicerka w danych modelach. My do budynku głównego weszliśmy w trakcie trwania seansu i Pani uprzejmie poinformowała nas, że w czasie oczekiwania możemy usiąść przy stolikach lub pójść zwiedzić wystawę w drugim budynku, który był kiedyś pierwszym zakładem produkcyjnym. My wybraliśmy oczekiwanie i  już po 10 minutach szusowaliśmy miedzy autami przyglądając się idealnie skrojonej linii sportowych samochodów. Po filmie, który pogłębił wiedzę przeczytaną na planszach poszliśmy do drugiego budynku, w którym spędziliśmy kilkanaście minut. Całe muzeum zajęło nam około godzinę.

Warto zajrzeć do obu muzeów, lecz jeśli napięty grafik pozwala zwiedzić tylko jedno, to naszym zdaniem lepiej wybrać to w Maranello. Jest zdecydowanie więcej do zobaczenia, ponadto dzieci mogą się wyszaleć przy nieco większej ilości atrakcji.

I z tym motoryzacyjnym akcentem ruszamy w dalszą drogę.

Do zobaczenia,

Kasia i staś.