Włoska Droga… CHIOGGIA


(Artykuł jest fragmentem wyprawy, którą odbyliśmy we wrześniu 2023. Zajrzyj do całej WŁOSKIEJ DROGI)

Rozpoczynając naszą podróż do Włoch mieliśmy szczerą ochotę dojechać na południowo zachodni kraniec Toskanii „na strzała” i potem leniwie włóczyć się po tej cudownej krainie…
i jak zwykle coś poszło nie tak  🙂

Powodem naszych pozytywnych skądinąd perypetii jest cudowny krajobraz, któremu nie sposób się oprzeć.  I tak od słowa do słowa jadąc samochodem zamiast przelecieć przez część Włoch autostradami i zatrzymując się dopiero w Albinii postanowiliśmy odpocząć ciut w ‘małej Wenecji’.

Pisząc ‘Mała Wenecja” mam na myśli, cudownie kolorową miejscowość o nazwie Chioggia, która swoim portowym klimatem przyciąga entuzjastów owoców morza (To tutaj jest największy targ rybny w regionie). Wydaje się być małym miasteczkiem na skraju Morza Adriatyckiego, a tym czasem jej powierzchnia jest większa od powierzchni Lublina. 

Za dnia spokojna i wywarzona, by móc po zachodzie słońca przerodzić się w tętniące nocnym życiem miasto. Te kontrasty nadają niesamowitego efektu. My jako widzowie tego „dobowego” spektaklu byliśmy urzeczeni jak szybko ten świat się zmienia.
Opuszczając spacerem nocną wrzawę wróciliśmy następnego ranka w to miejsce na rowerach.

Wyjątkowe mosty i wąskie uliczki przypominają z lekka Wenecję, lecz taką fajną, mniej tłoczną. Intensywniejsze zapachy mogliśmy poczuć jedynie na rynku rybnym. Kanały i mosty były czyste. Zadbane uliczki nawet te mniejsze i cichsze również były czyste, co zaowocowało masą cudnych zdjęć.

W mieście warto zwrócić uwagę na najbardziej okazały marmurowy most – Ponte di Vigo, który był niejako bramą miasta od strony wody. To właśnie tędy wpływali wszyscy, którzy chcieli odwiedzić miasto.

Kolejnym miejscem wartym zobaczenia i poczucia się jak w Wenecji jest Corso del Popolo – najważniejsza ulica. Jej urok jest zapierający dech, lecz największe uniesienia przeżyliśmy wchodząc w boczne uliczki stykające się z Tą główną.

Ważnym elementem miasta, który witał przybywających od strony lądu jest XIV wieczna Porta Garibaldi. Warto choć na chwilę przenieść się w czasie i choćby zbliżyć się do tej pięknej bramy.


Choć kolorowe budynki kontrastują z odrapanymi kamienicami, a łodzie ‘na bogato’ z małymi łódeczkami do połowu kilkunastu ryb dziennie, to nigdzie nie da się wyczuć jakiegoś podziału…
No chyba że chodzi o korek… wtedy jak się siedzi w nowym BMW to się siedzi, a stara podrapana Vespa pierdzi radośnie nie zważając na nic.

I takie to Włochy są.
W takich właśnie ludzie się zakochują.

Przeczytaj kolejny wpis z naszej podróży.
A może chcesz odkryć ciut z nami PÓŁNOCNE WŁOCHY?

Do zobaczenia,
Kasia i staś.