Zamość poleca się na mały wypad.

Ilość dni: 1
Ilość osób: 2
Prowiant: kanapki, woda, pizza, kawa – 46,29 zł
Transport: ok 200 km 45,68 zł
Bilet: 2x25zł.
Koszt całkowity: 141,97 zł ; 70,99 zł/os.

Siedząc na balkonie mieszkania, próbuję odchylić się na fotelu jak najmocniej w tył, z jednej strony by leniwie sięgnąć po kubek kawy, który zostawiłem na nasłonecznionych płytkach, z drugiej by jeszcze choć ciut tego słońca zaznać zanim siądę do pisania. Z każdym skracającym się dniem czuję jakby moje wyjazdy były mniej pełne… jakby mi brakowało czasu na architekturę, na książkę w parku czy na pogawędki przy kawie w kawiarni. Ale za to docenić można często mokre od deszczu miasto nocą, gdzie kostka brukowa nadaje uliczkom blasku, a krople deszczu grają marsza na parapetach.

Całą wyprawę zaczęliśmy spontanicznie jak zawsze zresztą z Lublina. Budząc się o świcie lekko zaskoczeni. Zaskoczeni bo miał być pochmurny dzień, a pogoda miała być idealna na latawca, a nie na przechadzki po mieście. Pijąc poranną, budzącą kawę widziałem z okna jak budzi się reszta świata. Pogodnego, słonecznego świata. I tak to w drogę. Na Zamość, do twierdzy. Choć miasto znamy już dość dobrze to często wracamy do Arsenału. Tam znajduje się znakomita plansza z projekcją historii twierdzy i zmian, które jej dotyczyły. Przy Zakupie pełnego biletu można zwiedzić cały obiekt składający się jeszcze z dwóch wystaw. W obu jest broń, tylko że zgrabnie podzielona od siebie epokami. Na szczególną uwagę lekcji historii zasługuje pełne zestawienie o II Wojnie Światowej. Naprawdę ciekawa ekspozycja z klarownymi opisami. Po niespełna 2,5 godzinnej wizycie, naszym kolejnym celem był rynek, który swoim ratuszem i ormiańskimi kamienicami zachwyca stylem. Jeśli mam być szczery to gdybym nie znał całej historii twierdzy, to miejsce było by jedynie piękne architektonicznie. Ale historyczne smaczki nadają temu miejscu jeszcze więcej czaru. Pojecie szwedzkiego stołu, które jest nam tak dobrze znane ma korzenie właśnie w tym miejscu, a poczucie, że tym samym brukiem przechadzali się i przechadzają wciąż światowej sławy artyści pozwala mi uważać, że jest to prawdziwie wyszukane miejsce, zarówno na odpoczynek jak i na to by usiąść w zadumie i tworzyć. Rynek pełen gwaru z letnich ogródków przyciągnął nas na kawę i wiadomo … pizzę. Najedzeni i oczarowani miejscem wyruszyliśmy w stronę rotundy, którą niestety mogliśmy obejrzeć jedynie z zewnątrz z powodu remontu. Miejsce niesamowicie przygnębiające z racji jej historii… W czasie II wojny było to miejsce rzezi, a sama rotunda stała się swoistym pomnikiem osób pomordowanych. Wracając pod mury twierdzy odwróciliśmy się nieśmiało raz jeszcze w stronę rotundy, której remont ma się skończyć niebawem. Wiem, że będę musiał tu wrócić, zobaczyć jak wygląda pomnik, który nigdy nie powinien powstać… bo te czasy nie powinny mieć miejsca.

Coraz mniej się mówi o takich miejscach, o Dzieciach Zamojszczyzny, o historii.

A szkoda… bo historia miast to nie tylko architektura, czy jaki sławny w tej czy innej kamienicy mieszkał. To też jest ważne. Fakt. Lecz czasem warto popatrzeć na takie miejsca przez inny pryzmat.

Wejść w boczne uliczki czy podwórka w kamieniczkach… tam czasem zatrzymuje się świat.

I takich podróży, Nie tylko w hotelach,
a takich by odkrywać,
doświadczać
i zwiedzać.
My, Kasia i staś.