Ilość dni: 4
Liczba osób: 2
Zakwaterowanie: 526,4 zł
Jedzenie: 253,65 zł
Paliwo: tutaj to kwestia indywidualna więc wyliczenie samego transportu pozostawiam Tobie.
Koszt całkowity: 780,05 zł Koszt osoba/ dzień: 97,5zł
Ostrowo…. czyli ostry spontan.
Planowo miałem jechać wybrzeżem Polski nocując za każdym razem w innym miejscu. Kasia miała zwiedzać poszczególne miasteczka, a popołudniami mieliśmy chodzić na plażę i ucztować przy zachodzie słońca. Jedyne co się sprawdziło z wyjazdu to to ostatnie… choć i z samym chodzeniem był mały problem. Otóż moja Szakira, schodząc w pośpiechu ze schodów nie wymierzyła, źle wyszła z progu i telemark skończyła na SORze z obitym kolanem i kostką w kształcie weselnego pasztecika. Suma sumarum nic groźnego się nie stało, bo tylko ponaciągała to czego nagciągac nie powinna. Tak czy inaczej z kierowaniem był spory problem. Wiec szybka akcja i zarezerwowaliśmy noclegi w mega pensjonacie. Kuchnie mieliśmy wyposażoną na ful, czysto, schludnie i cisza… błoga cisza. To było cudowne bo jakieś 2,5 km dalej była totalna wakacyjna straganowa rozpierducha. Taki kontrast. Pokój z łazienką na wysoki połysk, widać, że gospodarze dbają o to by wczasowicz czuł się dobrze.

Dzień I.
Wykorzystując to, że mój Tata wprowadził do produkcji rowery wyprawowe skorzystałem z okazji testów, które przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Pierwszy dzień wykręciłem lekko ponad setkę na Hel i z powrotem. Trasa malownicza, łagodna i przyjemna. Każdy może z niej skorzystać. I tak też było, osoby starsze, dzieciaczki z rodzicami no i oczywiście zapaleni rowerzyści, którzy pędzą na oślep, nie używając hamulców. Proste… co to za frajda jeździć z hamulcami. Ich było na szczęście miało więc można było skorzystać z uroków tego miejsca. Sama trasa spokojna, tylko przy dojazdach do miejscowości trzeba zwolnić, bo wakacyjny świat wesoło pokrzykując galopuje jak chce na znaki nie patrząc. Lato, a wiadomo lato wybacza wszystko. Pełno knajpek na trasie więc nawet ja wróciłem do naszego pokoju najedzony. To dobry moment żeby powiedzieć EuroVelo 10 ma świetny kawałek na Hel. Polecam.




Dzień II.
Po tym jak słońce i temperatura wymiotły mnie do świata spanka i piżamki dnia poprzedniego wstałem i postanowiłem, że pojeżdzę trochę inaczej. Trochę bardziej „górzyście”. No bo jeśli ktoś nie wie to Pomorskie wcale nie jest takie płaskie… lodowiec zrobił swoje i pozostawił sporo pagórków które pokonywałem tego dnia. Jezioro Żarnowskie z piękną czyściutką wodą, cudowne podjazdy, linia starej trasy kolejowej oraz typowe drewniane chaty bądź trochę nowsze ceglaste dodawały animuszu miejscu jakim jest pomorskie. Żar lejący się z nieba nie przeszkodził w pokonaniu krótkiej ale wymagającej trasy…. prawda jest taka, że wróciłem bardziej zaorany niż po Bieszczadzkich szlakach. Ale warto. Podjazdy może i się dłużą, ale za to krajobraz wokół daje tyle szczęścia, że nawet teraz to pisząc nie wyobrażam sobie jakbym miał tam nie wjechac drugi raz. I tak to dotarliśmy do finału dnia drugiego, tak samo jak dzień wcześniej zwięczonego zachodem słońca na plaży. Cudo.





Dzień III
Ten dzień to Zatoka, a właściwie ostre katowanie nóg na Cypel rewski. Ale spokojnie… ostre bo sam tak chciałem. Sama trasa, łagodna… malownicza i cudownie spokojna. Chyba, że wie się że po tych terenach tym cudnym sprzętem jeździ się ostatni dzień to trzeba nogę podgonić. Tak czy inaczej tę trasę szczególnie polecam Rodzicom z dzieciaczkami, masa plansz opisujących dane gatunki zwierząt na tym terenie, kilka muzeów po drodze, portów na pewno nie znudzą małych odkrywców przygody. Fragment tej trasy pokonaliśmy z Kasią rok wcześniej i szczerze mówiąc w tym roku zachwyca mnie jeszcze bardziej. To był dobry dzień dla moich nóg, Kasi noga po kąpielach w morzu też doszła do siebie więc mogliśmy wybrać się na spacer plażą gdzie na końcu oczywiście zgłodniałem. Zjedliśmy obiadokolację w cudownej knajpce. Dorsz i filet z łososia… 58 zł. Oczywiście mogliśmy pójść do knajpy na samym środku deptaku, ale nie wiem czy mieli byśmy za co wrócić do domu. Pytanie Czy lepiej zjeść drogo w blasku jupiterów, pompowanych flemingów i prażonej kukurydzy… czy gdzieś na uboczu w sympatycznej knajpce z mega miłą obsługą za niewygórowaną cenę… to pozostawiam do oceny Tobie.




Dzień IV
To przerzut na Roztocze… wiem wiem duży rozstrzał, ale tam też spędziliśmy parę pieknych dni o których napiszę następnym razem …A teraz podsumowanie…Czy było warto jechać tyle kilometrów żeby pojeździć trochę ponad 200 km rowerem? To zależy dla kogo… pewien jestem jednak, że widoku ze szczytów czy wrażeń z podjazdów i zjazdów nikt mi nigdy nie zabierze. Czy warto jeździć rowerem z jednego miejsca(Ostrowo)? Plan był inny, a wyszło inaczej… moim zdaniem sztuką jest się dostosować do obecnych warunków… a czy świat to zrozumie? Kto wie.Czy na rowerze miałem jedną koszulkę, której nie zmieniałem? Miałem jedną koszulkę i tu uwaga… prałem ją codziennie. Swoją drogą chciałbym zobaczyć kogoś kto w sakwach wozi wszystko inne na każdy dzień
Wiem, jechałem i wracałem mogłem wziąć więcej rzeczy. Ale Spakowałem się wcześniej i miałem w planie prać i prałem
A co
Napisy końcowePodróżowanie daje nam szansę na poznanie kultury, miejsc, ludzi no i też samego siebie. Tym jest podróżowanie dla mnie.
Takich podróży.
Sobie i Wam.
Ja, staś.
