Podróżując po niedocenianym z lekka regionie Marche nie sposób nie odwiedzić miejsca, tak bardzo zapierającego dech w piersiach, jakim jest Wąwóz Furlo. Choć trasa widokowa to niecałe 4 kilometry w jedną stronę to pozostaje w pamięci na bardzo długo. Jednym słowem WARTO!

Wąwóz powstał dzięki nieustannej pracy rzeki Candigliano, która przez miliony lat żłobiła w wapiennych skałach głęboką dolinę. Będąc niemalże na środku wąwozu, u brzegu rzeki warto zatrzymać się na moment, by oczami zawędrować na sam czubek wąwozu po niemalże pionowych ścianach. Widok rwącej rzeki i tych wapiennych skał zapiera dech w piersiach.


Na trasie przejazdu jest zatoczka dla aut (zmieszczą się 3 max 4 auta). Trzeba mieć ogromne szczęście, by można się było tam zatrzymać. Nam udało się jedynie dlatego, że było poza sezonem i gdy nadjeżdżaliśmy to akurat jeden samochód odjeżdżał. Widok z samochodu jest słaby i dlatego postanowiliśmy znaleźć parking, który znajduje się jakiś kilometr od trasy widokowej (naprzeciwko Albergo Ristorante Birra al Pozzo znajduje się sporo miejsca, gdzie można się zatrzymać za darmo). W dalszą drogę udaliśmy się naszymi rowerami. Świetną opcją jest też spacer. Trasa ma wyznaczony pas dla pieszych, który jest oddzielony od głównej drogi małymi odbojami widocznymi na zdjęciach.

Przemierzając ten szlak możemy z lekka poczuć się jak starożytni Rzymianie. To oni odkryli wąwóz i stał się on fragmentem strategicznego szlaku łączącego Rzym z Adriatykiem. O tym jak ważnym traktem był dla Cesarstwa, świadczy tunel znajdujący się na trasie wąwozu. Właściwie tuneli jest dwa. Ten obecnie udostępniony dla ruchu aut, pieszych i rowerowych (większy) również został wybudowany przez Rzymian. Na strategiczność trasy wskazuje jeszcze fakt zbudowania kilku tuneli ściekowych, dzięki którym woda ściekająca z gór nie zalewała drogi, a wpadała bezpośrednio do rzeki.

Warto pamiętać, by na piesze bądź rowerowe zwiedzanie zabrać ze sobą wygodne buty, czapkę na głowę i wodę. Nie można też zapomnieć o aparacie, by uwiecznić te piękne miejsce. Na trasie nie ma toalet, ale przy tak małym dystansie to nie powinno być przeszkodą.
My wybraliśmy się tutaj w połowie września i uważamy, że to był strzał w dziesiątkę. Temperatury nie dawały się nam aż tak we znaki, a drzewa zaczynały przejawiać symptomy zbliżającej się nieuchronnie jesieni, mieniąc liście piękną paletą barw.
Z takim widokiem Was zostawiamy,
Kasia i staś.
