Muzeum POLIN poleca się ….
Bilety do muzeum normalny 20zł/szt. x2 = 40 zł
Audioprzewodnik 12zł/szt. x2 = 24 zł
Jedzenie 30 zł x2 =60 zł (i tu można było spokojnie uskutecznić Janusza Cebulaka i wziąc jeden zestaw, tyle tego było)
Transport 300 km ok 85 zł
Inne: hulajnogi, które dają niebotyczną możliwość szybkiego transferu w mieście w oddalonych punktach 9 zł
Koszt całkowity: 218 zł / 109 zł/osoba.
POLIN Muzeum Historii Żydów Polskich.
Naszą podróż zaplanowaliśmy dzień wcześniej. Obecnie analizując ostatnie 2 tygodnie to wystarcza, żeby kupić bilet z dnia na dzień. Strona internetowa mega intuicyjna i można naprawdę szybko i sprawnie kupić co się chce i na kiedy. Przy zakupie biletu warto skorzystać z opcji z audioprzewodnikiem lub jeśli ktoś woli to z przewodnikiem. My osobiście uważamy, że audioprzewodnik to najlepsza opcja. I tutaj warto pamiętać o tym, o czym ja często zapominam. Słuchawki przewodowe. W obecnym momencie wirusowym, rzadko muzea wypożyczają słuchawki, można wszystkiego słuchać przez wbudowany głośniczek, ale zawsze to ręka się męczy od ciągłego trzymania aparatu przy uchu. Samo muzeum myślałem, że mnie nie zaskoczy. Po obejrzeniu Bramy Poznania, MIIWŚ, Muzeum Solidarności ciężko mi było się nastroić na „wow” na samym wejściu. I tu się grubo myliłem.

Od samego wejścia super aranżacja wnętrz, wszystko idealnie opisane i zgrane tak, żeby zwiedzający się nie znudził. Konkretny temat można było zgłębić jeszcze bardziej czytając poszczególne tabliczki. Dodatkowe atrakcje jak podbijanie pieczątek czy używanie prasy drukarskiej jedynie podniosło walor miejsca. Są również miejsca gdzie można przysiąść i wysłuchać różnych dodatkowych lektorów. W tym celu wystarczy wyłączyć na chwilę audioprzewodnik i wsłuchać się kolejną lekcję. Dużo jem, a jak za długo nie jem to jestem zły i nie mogę się skupić. A jak nie mogę się skupić to jestem podwójnie zły i wtedy jestem nieznośny. Dlatego Kasia zazwyczaj bierze batona albo kanapkę w torebkę żebym jakoś dotrwał do końca…. i tu kolejne zaskoczenie, bo można przerwać oglądanie i wejść (lub wjechać windą na pięterko i w restauracji skosztować smakołyków).Prostota, cenię to. Wracamy oglądając dalej. Trzy godziny to całkowite minimum na ogarnięcie wszystkiego. Spokojnie moglibyśmy spędzić tam więcej czasu. Ktoś ostatnio mi powiedział, że jemu starczyło 90 minut… no ok, ale po muzeum się nie biega… tego uczą w przedszkolu. 60 lekcji audioprzewodnika powoli zakończyło naszą podróż przez 1000 lat historii.Wychodząc z budynku można przystanąć przy monumentalnym pomniku, który pięknie się prezentuje z bryłą budynku.
Reasumując, muzeum w świetnym nowoczesnym stylu z wieloma udogodnieniami dla dzieciaków oraz osób niepełnosprawnych. Następnie kroki skierowaliśmy na jedzenie, które również mnie zaskoczyło. Dużo, bardzo dużo. Bar Gdański… Zupa, drugie, kompot, deser. 30 zł. Wstyd się przyznać, ale zostawiłem ziemniaczki. Jak wesoła kulka wytoczyłem się z tej cudnej jadłodajni i złapaliśmy dwie hulajnogi, żeby się teleportować na stare miasto, gdzie lekkim spacerem po szlaku powstania warszawskiego skończyliśmy naszą podróż po innej niż co dzień Warszawie. Wróciliśmy do domu.
Bogatsi w wiedzę.
Warto.
My, Kasia i staś.










