Góry jesienią – czy to masz?

Góry jesienią są świetną formą spędzenia wolnego czasu. Tonąc w złotej aurze opadających liści można zatracać się bez końca w pięknych widokach wokół. Trzeba jednak pamiętać, żeby się dobrze przygotować, bo czas ten obfituje w kilka zagrożeń, które mogą popsuć nawet najlepszy wyjazd.
Przygotowaliśmy dla Was listę podstawowego ekwipunku niezbędnego w takiej wyprawie.  I jest to absolutne minimum.

W drogę!

UBRANIA

Kurtka przeciwdeszczowa –  pogoda w górach szybko się zmienia nie tylko jesienią. Warto pamiętać, że warunki na dole mogą się skrajnie różnić względem tych na górze. Bycie zmoczonym przez deszcz jest nie tylko nieprzyjemne, ale też niebezpieczne. Przeszywający wiatr momentalnie wychłodzi ciało stwarzając realne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia.

Koszulka x2  –  celowo zaznaczamy ilość sztuk. Długie podejście wyciska z turysty pot, który potem kumuluje się na koszulce. Najlepiej zmienić koszulkę na suchą tuż przed wejściem na szczyt jeszcze w linii drzew. To poprawi komfort i bezpieczeństwo przed wychłodzeniem.

Koszulka termiczna – świetną opcją są koszulki termiczne, które są niezbędne podczas górskich wypraw.

Polar –  najlepiej jakby był na zamek. Ciepłe okrycie da nam izolację przed zimnem, a w przypadku podejść śmiało można będzie go wygodnie rozpiąć regulując tym temperaturę.

Spodnie długie –  najlepiej z odpinanymi nogawkami. Są bardzo popularną trekkingową opcją. Dzięki systemowi zamków możemy z długich spodni zrobić krótkie i w ten sposób robić podejścia w cieplejsze dni, a na szczycie, gdy jest chłodniej, założyć nogawki z powrotem.

Skarpety x2 –  Nawet jeśli nie przemoczymy butów to stopy mogą się spocić. Warto mieć ze sobą drugą parę skarpet. My podczas długich wędrówek używamy specjalnych skarpet trekkingowych i talku.

Rękawiczki – nie ma nic gorszego niż skostniałe palce i próba zdobywania szczytu z rękami w kieszeniach idąc po kamieniach. Jest to i niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Dla zmarzluchów polecamy dwie pary rękawiczek jedne „podejściowe” cienkie i drugie neoprenowe na szczyt. Można założyć jedne na drugie i wtedy będzie jeszcze cieplej.

Buff x2  – cienki buff jest świetny pod szyję i jako maska na twarz. Drugiego używamy zazwyczaj jako opaska albo cienka czapka na wchodzeniu pod górę zamiast czapki. Na szczycie oba przyjmują formę szalika.

Czapka  –  szczególnie przydaje się na otwartych przestrzeniach, gdzie wiatr osiąga sporą prędkość. Chroni uszy i zatoki. A fajna czapka, fajnie wygląda – wiadomo.

Buty – wygodne, sprawdzone, rozchodzone. To są podstawy podstaw. Dodamy jeszcze żeby były za kostkę i dobrze zaimpregnowane.

SPRZĘT

Worek na śmieci x2 (4) – pierwszy faktycznie jest na śmieci, które zabieramy ze sobą w dolinę do śmietnika. Drugi jest na tę przepoconą koszulkę i skarpety, które lepiej żeby nie leżały koło kanapek. Jesienią często trzeba się przeprawić przez grzęzawisko. Tak jak ja ostatnio. I tonąc w błocie myślałem o tym, że mogłem założyć worki na buty zanim wlazłem po pół łydki w błotnistą breję. Buty na pewno by podziękowały.

Kije –  nie są obowiązkowe, ale my już nie wyobrażamy sobie chodzenia bez nich. Przy wejściach odciążają nogi, przy zejściach pomagają w utrzymaniu równowagi.

Raczki – jakiekolwiek oblodzenie lub choćby prognoza drobnego śniegu wymaga raczków. Zapewniają komfort przy chodzeniu i poprawiają kontakt ze śliskim podłożem (pamiętaj, żeby za każdym wyjściem w góry sprawdzić ich stan)

Stuptuty – szczególnie ważne, gdy możemy zmoczyć nogawki o rosę, krople po deszczu czy po prostu zachować w miarę czyste spodnie podczas wędrówki.

Plecak z oddychającymi plecami – Odpowiednio dobrany plecak staje się przyjacielem każdej przygody. System oddychających pleców docenimy szczególnie wtedy, gdy zdejmując plecak na polanie z koszulki na plecach nie będzie ciekło jak z kranu.

Bidon na wodę/termos –  odpowiednia ilość płynów jest niezbędna, bo często nie ma możliwości uzupełnienia zapasów choćby z powodu braku źródełek. Dużo praktyczniejszy od dużej butelki jest bidon, z którego szybko możemy się napić nawet nie zatrzymując się podczas marszu.

Coś do jedzenia –  odpowiednie ilości racji żywieniowych są obligatoryjne. My zawsze zabieramy ze sobą 'coś ekstra’ na wszelki wypadek. Spadek energetyczny jest na pewno nieprzyjemny, a skrajny jest wręcz niebezpieczny.

Koc życia –  mam nadzieję, że nigdy Wam się nie przyda, ale warto go mieć w momencie, gdy idąc doznamy groźnej kontuzji i będziemy zmuszeni czekać na pomoc ( tutaj pamiętajcie, że pomoc wzywa się w skrajnych przypadkach. To nie jest taksówka dla zmęczonych turystów – to smutne, że coraz częściej trzeba o tym wspominać)

Czołówka –  czasami szlak spłata nam figla i napotkamy nieoczekiwane trudności wydłużające podróż. Koniecznym jest wtedy oświetlenie sobie drogi po zmroku. Celowo nie piszę tutaj o latarce, żeby podczas marszu mieć wolne ręce.

Odblaski –  w momencie powrotu do bazy po zmroku idąc ulicą bez chodnika bądźcie widoczni. Jakkolwiek myślicie, że źle wyglądacie w kamizelce… po prostu ją załóżcie. Prosimy!

Mapa  – lepiej, aby telefon z mapami turystycznymi czy inną aplikacją pozostał naładowany. Papierowa mapa zawsze powinna być częścią wyprawy. Nawet jeśli jej nie użyjecie to super inteligentnie będziecie wyglądali na insta z mapą i górami w tle. Serio!

Ubezpieczenie –  każda wyprawa, mniejsza czy większa niesie ze sobą ryzyko. Warto tego ryzyka unikać ale jeśli się nie da, to przynajmniej lepiej się zabezpieczyć niż płacić za helikopter.

Gaz łzawiący – na szczęście nigdy nie mieliśmy „okazji” ożywać, ale mamy zawsze ze sobą.

Plastry na otarcia i pęcherze – nawet dobrze znoszone buty mogą się źle ułożyć i narobić takiego bigosu, że powrót do bazy będzie jedną wielką męką. Dobrze jest mieć taki zestaw w plecaku i przy pierwszych objawach je zastosować. Nie ma co strugać bohatera. To ma być przyjemność.

To są jedynie podstawowe rzeczy, które powinno się mieć. Oczywiście moglibyśmy jeszcze pisać dużo dużo więcej, ale zabranie nadprogramowych kilogramów też nie jest najlepszą opcją.
Życzymy Wam cudownych wypraw, pięknych widoków i najlepszych wspomnień.
I pamiętajcie, że czasem to nie cel a droga sama w sobie jest największą przygodą!

Buziak!
Kasia i staś.