Ilość dni: 2
Ilość osób: 2
Nocleg: 70,2 zł
Jedzenie: (w tym obiady, śniadania, przekąski na mieście i napoje) – 138,49 zł /2 osoby/2 dni
Paliwo: Lublin-Łódź-Piotrków Trybunalski-Lublin ok 600 km – 139.36zł
Bilety: 20 zł
Koszt całkowity: 368,05 zł
Koszt na osobę: ok 184,03 zł Koszt na dobę/osobę : 92,01 zł
Łódź jakiej chyba nie zna świat…
Przeglądając na gorąco notatki z podróży i surówki zdjęć, które tasuję kolejnym łykiem kawy jestem prawdziwie zaskoczony…. Zaskoczony bo mówiąc znajomym, że na weekend jadę właśnie tam pytali „Po co?” Pozwolę sobie podjąć próbę przekonania Cię jak bardzo to Łódź ma duszę…
Zacznijmy od tego, co każdy raczej wie… Piotrkowska to ulica tak długa i tak pełna wszystkiego, poczynając od restauracji przez pomniki i rzeźby na cudownych podwórkach i muralach kończąc. Tu się dzieje życie… czy jest deszcz czy słońce subtelnie praży, tu bruk nie stygnie od stukotu obcasów, od śmiechów, kaw i kuflów piw. Nic więc dziwnego, że naszą podróż zaczeliśmy właśnie tam. Mimo że staraliśmy się przygotować do wyjazdu żeby wyhaczyć jak najwięcej „ciastek” to wizyta w informacji turystycznej i otwartość ludzi tam pracujących pokazała nam co to jest prawdziwa gościnność. Po kilkunastominutowym wykładzie przy mapie miasta ruszylismy na szlak. Naszym celem były podwórka, murale, fabryki i wszystko co inne.
Każdy kolejny krok przez tą ulicę napawał zdumieniem artyzmu. OFF Piotrowska perfekcyjnie wprowadza w industialny styl miasta w połączeniu ze świetnymi knajpkami. I tu warto by się zatrzymać i rozejrzeć nieco. Mają tu chłopaki rozmach…. ogromne budynki fabryczne pokazują jaka to potęga. A ta ceglana potęga jest moim skromnym zdaniem z lekkością skomponowana z nowoczesną architekturą. Przenikają się subtelnie na każdym kroku, nie ścierają się i nie gryzą, a komponują w spójną całość. Idąc w dół ulicą możemy trafić na jednorożca, na kolejne murale i na kolejne podwórka. Te ogromne prace wielu ludzi i te małe graffiti pojedynczych osób wynoszą na fale i pozwalają płynąc w artyźmie tego miejsca. Dwa skraje ponad czterokilometrowej ulicy prowadzą nas do dwóch fabryk, tak industialnie podobnych, tak bardzo różnych. Jest to niesamowita gratka dla osób, które z architekturą są za pan brat. Istne ciastka na mapie Łodzi. Faktem jest, że niektóre budynki są już raczej ruiną lecz i to dobrze koreluje z odrestaurowanymi częściami zabytków. To w znakomity sposób pokazuje nieuchronny upływ czasu.
Ulica, którą się przechadzaliśmy jest długa, nawet bardzo. Wszystkie zakamarki, zaułki i ciekawe miejsca dają kilkanaście kilometrów w nogach. Przyjemne kilkanaście kilometrów choć wolelibyśmy skorzystac z rowerów miejskich, których niestety jak na lekarstwo… no i stacje tylko w głównych punktach strategicznych. Nasze lekko zmęczone nóżki były niesione od punktu do punktu choćby przez Wróbelka Ćwirka czy Filemona. Postacie z bajek są poukrywane w tej miejskiej dżungli co jest idealnym pretekstem by najmłodsi dowiedzieli się coś o bajkach ale i wybrali się w podróż po parkach i zielencach na wielkie poszukiwania. Jako fanatycy barów mlecznych znaleźliśmy mega fajną knajpkę w podobnym stylu i po zjedzeniu obiadu udaliśmy się jeszcze na króciutki spacer z kawą pitą przy Tuwimie. Stamtąd udaliśmy się by zameldować się w pokoju… na Piotrkowskiej, w cichym podwórku, gdzie mieliśmy wszystko … za 70 zł! Raj. I tak to pierwszy dzień dobiegał powoli końca. Drugiego dnia od rana lekko padało, ale to nie zwolniło nas z obowiązku zwiedzenia całej reszty atrakcji. Getto, cmentarz żydowski, Manufaktura, stary Rynek i wiele innych czyli to co znajdowało się w górę ulicy. Faktem jest że stary Rynek nas nie powalił na kolana oprócz okazałej budowli na placu kościelnym. Ale za to skręcając lekko w lewo znajduje się Manufatura… obecnie ogromny kompleks który jest jedną wielką galerią, ale po części są to budynki dawnej fabryki Poznańskiego. Odrestaurowane budynki i te nowe kreowane na budowle fabryki robią ogromne wrażenie.
Tuż obok całej infrastruktury najduje się kościół drewniany, przeniesiony z innego miejsca… najstarszy, cudny! Schodząc drugą stroną ulicy weszliśmy w Pasaż Róży. Całe podwórko jest w lustrzanej mozaice. Przy przebijającym się słońcu dawało to nieziemski widok. Chwilę mi zajęło zanim w koncu ogarnałem, że nie sposób zrobić idealne zdjecie oddając to miejsce. Tu trzeba być.
Powoli się zbierając zahaczyliśmy o Dworzec, no i tutaj rozmach Łodzian przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Tak skomponować stal, szkło z infrastrukturą okolicznych kamienic i z Centrum Nauki i Techniki to jak dla mnie majstersztyk. Choć pewnie znajdziemy wielu, którym to się nie podoba.
Tutaj do głosu dochodzi gust, a o nim się nie dyskutuje
Na koniec cmentarz żydowski, tam padający deszcz i szelest kropel po rozpościerającym się bluszczu napawał dreszczem. Warto zatrzymać się tam żeby zobaczyć jeden z najwiekszych grobowców żydowskich na świecie no i grób rodziców Tuwima. Powrót do domu to szybka kawa z pizzą na piotrowskim rynku…
dlaczego w Piotrkowie?! Bo Kasia w stroju mimionka musiała sobie skoczyć ze spadochronem…. ot co!
Reasumując…
Świat dziś zbyt dużo traci patrząc przez pryzmat utartych słów.
Łódź, dziękuję za gościnę, za streetart, za architekturę,
Wam dziś, czapki z głów.
My,Kasia i staś.
















