(Artykuł jest fragmentem wyprawy, którą odbyliśmy we wrześniu 2023. Zajrzyj do całej WŁOSKIEJ DROGI)
Będąc w cudownej Toskanii, kojarzonej często głównie z krętymi drogami, rzędami cyprysów, gajów oliwnych i niekończących się pól winorośli, warto zjechać na chwilę nad Adriatyk, by odwiedzić wyjątkowy Park znajdujący się kilkanaście kilometrów na południe od Grosseto.

O wyjątkowości parku dowiadywaliśmy się z Kasią nie raz podczas naszych jesienno-zimowych wieczorów, gdy zaczytywaliśmy się w szeroko pojętej kulturze i tradycjach Włoch, ślęcząc nad artykułami na blogach i przewodnikach. Jasnym było, że podczas naszej podróży odwiedzimy to miejsce. I właśnie tym miejscem chcemy się z Wami podzielić.
O parku
Park Maremma to wyjątkowe miejsce, choć słowo wyjątkowe jest tu sporym niedopowiedzeniem. Jest unikatem na skalę zarówno Włoch, jak i Europy. Powodem tego jest jego dzikość oraz zachowanie fauny i flory w niemal nietkniętym wymiarze. To właśnie tu można obserwować niespotykane gdzie indziej odmiany roślin i gatunki zwierząt. Dzikie plaże, klify, bagna i lasy są gratką nie tylko dla koneserów przyrodniczej przygody i botaników, ale jest to też cudowne miejsce do spędzenia czasu z rodziną. Założony w 1975 roku park jest drugim tego typu parkiem we Włoszech. Jego powierzchnia obszaru chronionego to blisko 9000 ha… Ale od początku ….

Informacje praktyczne
Zanim wybraliśmy się do parku sprawdziliśmy czy jest on w ogóle dostępny, nie tylko ze względu na ograniczony dzienny limit wejść, ale również ze względu na to, czy warunki atmosferyczne pozwalają na zwiedzanie. Czasami trasy są zamknięte lub z uwagi na ekstremalną suszę można je zwiedzać jedynie z przewodnikiem, gdyż władze parku obawiają się zaprószenia ognia i ewentualnej nieopisanej straty – ma to sens.
Gdy okazało się, że wszystko idzie po naszej myśli udaliśmy się do miejscowości Alberese, gdzie znajduje się informacja turystyczna i kasa biletowa. Bilety można również kupić przez internet, a ich koszt w obu przypadkach to 5 euro za osobę. Na miejscu otrzymaliśmy mapę parku z dokładną instrukcją, gdzie wjechać, gdzie skręcić.
My wybraliśmy szlak, który ma 21 km z możliwością rozbudowy o kolejne 7 km.


Tutaj warto zatrzymać się na chwilę, by wspomnieć o tym, że tras jest dość dużo. Piesze, rowerowe, konne, jak i spływ kajakiem (nie znaleźliśmy w aktualnej ofercie). Brak roweru nie jest problemem, ponieważ można go wypożyczyć przy budynku kasy parku za kilka euro.
Jeśli nie chce się wydawać pieniędzy na bilet do parku jest też dostępna darmowa trasa, która jest fragmentem trasy płatnej. Osobiście odradzamy tę opcję, bo nie daje takich wrażeń jak przejechanie całej drogi w parku.
Próba pokonania parku „na Janusza” to koszt 100 euro kary, wiec raczej nie warto, no chyba że ktoś chce wesprzeć mieszkające tam dziki, które dzięki swojej obecności stały się symbolem parku.

Trasa
Wjeżdżając do parku przez bramę czekał nas łagodny 3 kilometrowy podjazd, który pokonaliśmy po asfaltowej drodze. Podczas podjazdu natrafiliśmy na znaki ostrzegające o dzikich zwierzętach w szczególności o dzikach. Nie spotkaliśmy jednak dzików. Spotkaliśmy dzikie krowy i oszałamiająco dużo GZÓW (żeby zrobić jakieś zdjęcie bez użycia jakiegoś środka na insekty trzeba mieć nie lada umiejętności fotograficzne i taneczne) – środek na insekty obowiązkowy! Sama jazda jest obłędna i zapiera dech w piersiach. Asfaltowa wąska ścieżka, która jest tam jedyną ingerencją człowieka, daje poczucie bezpieczeństwa i kontroli roweru podczas zjazdów. To dzięki niej można zerknąć w bok podziwiając naturę. Uważam, że jest to świetny pomysł. Zresztą jest to bardzo dobre rozwiązanie w przypadku jakiejś akcji ratunkowej. Nieco za połową parku droga w równinach zamienia się z asfaltu na dobrze ubitą drogę leśną bez korzeni, co również daje poczucie swobody w jechaniu i bliższego kontaktu z naturą. Ponadto krótki odcinek „rozbudowanej” trasy był po części szutrowy. Z atrakcji, o której osobiście nie wiedziałem, było piękne wejście na plażę, które trochę przypominało wejście na wydmy w Łebie. Warto mieć ze sobą zapięcie rowerowe żeby przypiąć rowery do stojaków w drodze na plażę.
Podczas podróży trzeba pamiętać o odpowiedniej ilości wody, bo pierwsze miejsce, gdzie można uzupełnić wodę znajduje się na końcu parku.


Droga powrotna była dla nas najbardziej męcząca. I wcale nie ze względu na jakość drogi, ponieważ ścieżka rowerowa była płaska jak stół, lecz powodem był ogromny wiatr, który skutecznie powstrzymał nas nie tyle od bicia życiowego rekordu prostej, co nawet spokojnej łagodnej jazdy po dolinie.

Posumowanie Trasa, którą pokonaliśmy nie była nazbyt wymagająca, a mała ilość osób na szlaku pozwalałaby się czuć rodzicom z dziećmi bezpiecznie. Miejsce na plaży jest idealnym przystankiem na uzupełnienie utraconych kalorii podczas drogi, a wiatr od morza skutecznie odstrasza gzy z otwartej przestrzeni.
Jest to idealne miejsce na samotną wyprawę jak i rodzinny wypad. Każdy znajdzie coś dla siebie.
My znaleźliśmy i polecamy Wam gorąco to miejsce.
Kasia i staś.
