Jesienne Bieszczady (Rabia Skała i szlak graniczny)

Czołem załoga!

Dzisiaj zabieram Was w bieszczadzkie góry, gdzie spróbuję przejść kawałek szlaku z Wetliny przez Rabią Skałę na Małym Jaśle kończąc. Początek listopada w górach to cała plejada atrakcji, a ja uwielbiam takie „wyzwania”. Deszczowa pogoda poprzednich dni poprzecinała trasę błotnistymi przeszkodami więc bierzcie dobre buty i ruszajcie ze mną!
W drogę!

Swoje wejście zacząłem w miejscowości Wetlina i wspinałem się żółtym szlakiem, aż do Rabiej Skały. Trasa ta jest trochę wymagająca, a miejscami podejście może przysporzyć kłopotu. Z jednej strony trzeba zwrócić uwagę na nachylenie terenu podczas wspinaczki, ale też na liście szczelnie pokrywające niczym dywan wszelkie nierówności terenu oraz liczne kałuże i grzęzawiska.
W warunkach, których szedłem warto mieć ze sobą kije, które bardzo ułatwiają marsz. Cały opis wyposażenia w góry znajdziecie w tym artykule.

Krajobraz z opadających liści i złotego poszycia niemal całego lasu wynagradza trudy, które można napotkać na drodze. Lśniące liście mieniące się w opadającej lekkiej jesiennej mgle zachęcają do ciągłych przystanków i chwili wytchnienia. Pamiętajcie jednak, że Bieszczady to góry i  zwiększające się nachylenie skutecznie może zniechęcić i spowolnić wielu turystów, którzy twierdzą, że Bieszczady jednak górami nie są. Ten szacunek do terenu warto okazać już w momencie planowania trasy, by nie trzeba było wracać po zmroku, narażając się na niepotrzebne niebezpieczeństwo.

Odcinek Wetlina – Jawornik pokonałem w czasie 60 minut. Jest to blisko 4 km, które na mapach jest wyliczone na 1 h 40 min do przejścia. Podejście było w miarę proste bez większych utrudnień co widać po nadrobieniu aż 40 minut. Pamiętajcie o zakupie biletu do Parku, ponieważ szlak na Rabią Skałę prowadzi granicą Parku Narodowego.  A jak już jesteśmy przy Parku to warto się na chwilę nad nim pochylić.

Park jest jednym z 23 Polskich Parków Narodowych. Jest czwartym co do wielkości parkiem w Polsce i największym Parkiem w polskich górach. Powstały w 1973 roku w Bieszczadach Zachodnich jest ostoją miedzy innymi dla 58 gatunków ssaków, w tym rysia który jest wpisany w herb Bieszczadzkiego Parku Narodowego.  Teren posiada całą siatkę pieszych szlaków turystycznych, które można dostosować do swoich możliwości. Ja przechodząc szlak, który opisuję chcę pokazać, że Bieszczady to nie tylko połoniny i Tarnica ale też wiele pięknych miejsc, które również są warte zobaczenia.

Często (co widać na filmie na kanale) zmieniam czapkę na Buffa i odwrotnie. To nie dlatego, że nagrywałem przez kilka dni, ale dlatego, że chodzę w dość szybkim tempie i na podejściach w czapce jest mi za gorąco, a bez czegokolwiek obawiam się przeziębienia zatok. Często też zakładam lub zdejmuję bluzę, a po dużych podejściach mam na zmianę koszulkę żeby nie przewiało mnie na otwartej przestrzeni. Moim zdaniem jest to najlepsza opcja żeby nie zagotować się podczas dłuższego spaceru.

Na Rabią Skałę z Wetliny dotarłem w czasie 2 godzin i 20 minut wliczając w to wszystkie przerwy na jedzenie i przebieranie się. Jest to dobry czas patrząc na to że jest to 8 kilometrów, a Aplikacja „Trasy turystyczne” pokazuje grube 3 godziny i 15 minut. Z czasu jestem bardzo zadowolony i mogę iść spokojnie dalej szlakiem granicznym.

Szlak graniczny miejscami  jest ciut bardziej widokowy. Z widokiem jednak wiąże się wiatr, który hula jak chce i mimo umiarkowanego zmęczenia przez szybkie tempo nie pozwala na dłuższe postoje. Na szczęście na trasie jest parę kamieni, które osłaniają od wiatru i można się zatrzymać, żeby zjeść kanapkę i choć na chwilę rozpłynąć się nad widokami majestatu tego miejsca.

Po 4 godzinach i 45 minutach od rozpoczęcia trasy dotarłem na Okrąglik. To całkiem dobry czas bo odczyt z map pokazuje około 6 godzin i 15 minut. Jestem zadowolony z tego czasu, obłędnych widoków i tej wolności. Zawsze chodząc po górach wpadam na nowe pomysły i oprócz bagażu nowych doświadczeń wyniesionych z trasy w plecaku mam parę planów na przyszłość. To jest to co uwielbiam w tym wszystkim najbardziej. Ale szlak się jeszcze nie kończy. Idę w stronę Małego Jasła – mojego ulubionego szlaku rozgrzewkowego, który nie raz dał mi się we znaki podczas zimowych wyjść w góry.

Powoli kończę swoją przygodę i dziękuję Wam za wspólnie spędzony czas. Mam nadzieję, że ten i inne artykuły będą dla Was inspiracją i spotkamy się niedługo na szlaku!

Do zobaczenia!
staś!
Cześć!

#wetlina #rabia_skala #bieszczady

Jesień w górach!! CO ZABRAĆ!

Nie od dziś wiadomo, że góry są miejscem o jednych z najbardziej majestatycznych i wyjątkowych widokach. A jak dodamy do tego jesienną aurę ze złotymi liśćmi i czerwonym zachodzącym słońcem to już w ogóle wyrywa nas z butów i czasem zapominamy o tym co istotne, ważne lub nawet obligatoryjne.

Oprócz wiadomego ekwipunku, jakim jest plecak, w który spakujemy wyjątkowe widoki i butów, które zaniosą nas na każdy szczyt, odnoszę wrażenie, że coraz częściej zapominamy o podstawach. Z sezonu na sezon z miesiąca na miesiąc wydaje mi się, że nasza pamięć jest jeszcze bardziej krótka. Wszystkich nas. Dlatego właśnie postanowiłem stworzyć listę tych rzeczy, o których zapominać się nie powinno lub po prostu nie można.

Możesz ją pobrać również tutaj:

Całość podzieliłem na trzy kategorie:

  • muszę mieć
  • powinienem mieć
  • dobrze mieć.

I w takiej piramidzie powinno się o tym pamiętać 🙂

Muszę mieć:

  • Kurtka przeciwdeszczowa – góry to potęga nie do okiełznania. Wychodzę jest mega cieplutko i przyjemnie, za parę chwil potężny deszcz niszczy plany na szczyt. Dlatego kurtka… jak jestem zmęczony na zejściu i mam wybierając czy mam być przemoczony czy nie to wolę całą energię spożytkować na bezpieczne zejście niż na ogrzanie organizmu w przemoczonych ciuchach.
  • Czołówka (latarka) – osobiście jestem za czołówką, niż latarką. Proste wyjaśnienie… idąc po śliskiej ścieżce nie raz zaryłem tyłkiem o ziemie, a człowiek zawsze asekuruje się rękami… i babach latarka przestaje działać, a i my mamy nadgarstek jakoś dziwnie wygięty… druga kwestia to kijki, nie da się trzymać latarki i kijków naraz i żeby to bezpieczne było.
  • Mapa – nawet najlepszy telefon może stracić zasięg i cały misterny plan z najlepszymi aplikacjami bierze w łeb.
  • Powerbank – bo nawet najlepszy telefon może się rozładować, a zawsze warto mieć kontakt ze światem choćby w sytuacji kryzysowej, połączenie alarmowe zazwyczaj wykonać się da.
  • Koc termiczny – raz mi się zdarzyło, że będąc w górach nawet kurtka nie dała rady i przemokłem do suchej nitki. Przy dużym wietrze można się bardzo szybko wychłodzić co jest niesamowicie niebezpieczne. A koc jest lekki, mały i ratujący w takich sytuacjach.
  • Kamizelka odblaskowa – to jest hicior i jest w mojej czołówce tematów do zabrania… często wracam do samochodu drogą bo innego przejścia nie ma, albo po prostu nie starcza czasu na zrobienie dobrej pętelki. Te kilka odblaskowych pasków naprawdę widać i nie raz mi uratowało tyłek jak wracałem ze szlaku. I stresu mniej.
  • Woda/jedzenie – i nie chodzi tu o chipsy i cole, ale o tym napiszę oddzielny artykuł.

Powinienem mieć:

  • Stuptuty – szczególnie przy wejściu i zejściu na błotnistych szlakach albo w deszczu, albo nad ranem… cel jeden – nie przemoczyć nogawek i butów. ( w zimie żeby dodatkowo śnieg nie sypał się do butów). Sprzęt zbawienny, poprawia komfort podróżowania i trzyma ciepło – plusik dla zmarzluchów.
  • Rękawiczki – zwykłe ogrodniczki podgumowane będą ok. Zazwyczaj takie warto wziąć w góry bo ich nie szkoda to jedno, a po drugie świetnie trzymają się konarów, kamieni czy łańcuchów przy wejściu czy zejściu.
  • Raczki – zmienność pogody jest nieodzowna w górach dlatego jeśli nie mam ze sobą raków na wyższe partie gór to zabieram małe raczki, które znacznie poprawiają przyczepność do podłoża.
  • Plastry – zawsze mam plastry, bo nawet idealnie schodzone buty mogą czasem nie podejść i cała frajda z wypadu idzie w niepamięć gdy muszę schodzić jakbym szedł po rozżarzonych węglach.
  • Kijki – choć nie jest to sprzęt obowiązkowy ja nie wyobrażam sobie już chodzenia bez kijków. Poprawiają stabilizację i dają kontrolę zarówno na wejściach jak i na zejściach. Nie mówiąc o tym, że odciążają zmęczone kolana.

Dobrze mieć:

  • Mała mata. – 40 x 40 cm będzie ok. jak już wdrapuję się na szczyt to jestem urzeczony miejscem, kładę plecak wyjmuję termos i kanapkę i siadam tyłkiem na kamieniu. Tyłkiem na mokrym kamieniu. Gacie mokre i jakoś tak ogólnie komfort mi się zmniejsza… a jak mam matę, to jakoś tak przyjemniej.
  • Lornetka – po prostu lubię patrzeć na to co daleko. Może i Ty chcesz 🙂

To lista najbardziej podstawowych rzeczy, które zawsze zabieram ze sobą. Stworzyłem ją, żeby zawsze o tym pamiętać. Mam nadzieję, że posłuży i Tobie.

Jeśli chcesz coś dorzucić… śmiało 🙂

Do zobaczenia na szlaku!

Ja staś.