Mówi się, że to Włosi mają swoisty temperament i nie przestrzegają przepisów. Prawda jest taka, że rzadko można spotkać mieszkańców Italii, którzy by się spieszyli w aucie. Nie wybielam ich, mają swoje za kołnierzem, ale przekraczanie dozwolonej prędkości to nasza przykra domena za którą w najlepszym przypadku płacimy coraz wyższym mandatem. Choć wielu kierowców odcinkowe pomiary prędkości, fotoradary, radary rejestrujące przejazd na czerwonym świetle itp. traktuje jako zło konieczne, które jest wymierzone w ich portfele, to statystyki pokazują znaczny wzrost bezpieczeństwa na drogach co przekłada się na mniej poszkodowanych i ofiar w wypadkach.
W związku z KPO do końca wakacji mają zostać oddane do użytku 128 nowe urządzenia rejestrujące, co sumarycznie przełoży się na blisko 770 urządzeń na drogach w całej Polsce. Warto zapoznać się z ich listą i miejscami instalacji, by wyjazdy były bezpieczne, a pieniądze z portfela zostały przeznaczone na inwestycje lub na inne przyjemności.
Ważne!
Jako że miejsca, w których powstają nowe urządzenia pojawiają się dynamicznie warto zaglądać na stronę tuż przed wyjazdem.
Kliknij w mapę, a w następnej zakładce uruchomi się interaktywna mapa na oficjalnej stronie:
Warto w tym miejscu pochylić się nad tym, że wielu użytkowników dróg traktuje różnego rodzaju radary jako progi zwalniające. Widząc znak ostrzegający o takim urządzeniu bądź dostając powiadomienie z popularnej aplikacji wielu redukuje prędkość sporo poniżej zalecanej. W najlepszym przypadku to znacząco pogarsza płynność ruchu, a w najgorszym prowadzi do potężnego zagrożenia bezpieczeństwa na drodze.
Zdaję sobie sprawę, że temat ten ma wielu przeciwników jak i orędowników.
Jedynie co mogę to sobie i Wam życzyć bezpiecznej drogi ; )
Film z tego miejsca możesz obejrzeć na końcu artykułu 🙂
Podkarpacie kojarzy się nam zazwyczaj z połoninami Bieszczadów, dziką przyrodą i drewnianymi cerkwiami. Jednak w sercu Beskidu Niskiego, niedaleko Krosna, skrywa się miejsce o znaczeniu globalnym. To tutaj, wśród gęstych lasów wsi Bóbrka, narodził się przemysł, który na zawsze odmienił oblicze cywilizacji. Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza to nie jest zwykły skansen – to najstarsza na świecie kopalnia ropy naftowej, która wciąż pozostaje czynna.
Człowiek, który podarował nam światło
Zanim zagłębimy się w leśne alejki muzeum, musimy zrozumieć postać, bez której to miejsce by nie istniało. Ignacy Łukasiewicz – farmaceuta, chemik, społecznik i wielki patriota. Choć historia ropy naftowej kojarzy się nam dziś z teksańskimi potentatami, to właśnie skromny Polak w 1853 roku we Lwowie przeprowadził pierwszą na świecie frakcjonowaną destylację ropy, uzyskując naftę.
Łukasiewicz nie był jednak typowym biznesmenem nastawionym wyłącznie na zysk. Gdy 31 lipca 1853 roku w lwowskim szpitalu przeprowadzono pierwszą operację przy świetle jego lampy naftowej, świat wkroczył w nową erę. Kilka lat później, w 1854 roku, wraz z Tytusem Trzecieskim i Karolem Klobassą-Zrenckim, założył w Bóbrce pierwszą na świecie spółkę naftową.
Warto wiedzieć: Łukasiewicz był postacią wyjątkowo szlachetną. Finansował budowę dróg, szkół i szpitali, walczył z alkoholizmem wśród robotników i stworzył pierwszy system ubezpieczeń społecznych dla pracowników kopalni. Mówiono o nim, że „drogi na Podkarpaciu brukowano jego groszem”.
Spacer wśród „kopanek” – co zobaczymy w Bóbrce?
Muzeum w Bóbrce to przestrzeń unikalna, ponieważ łączy w sobie urok spaceru po lesie z surowością technologii przemysłowej. Teren obejmuje ponad 20 hektarów, na których rozmieszczono historyczne i nowoczesne urządzenia.
Szyby, które pamiętają XIX wiek
Największą atrakcją muzeum są dwie oryginalne kopanki (ręcznie kopane szyby naftowe) z połowy XIX wieku:
Kopanka „Franek” – powstała około 1860 roku, o głębokości 50 metrów.
Kopanka „Janina” – pogłębiana do dziś, sięgająca 156 metrów.
To, co najbardziej uderza zwiedzających, to fakt, że obie te „studnie” są wciąż aktywne. Zaglądając do wnętrza szybu „Franek”, możemy zobaczyć na dnie taflę czarnej, gęstej cieczy i poczuć charakterystyczny, ostry zapach ropy, który towarzyszy nam podczas całego zwiedzania.
Biały Dworek i laboratorium
W centrum muzeum stoi klasycystyczny dworek, w którym mieszkał sam Łukasiewicz. Wewnątrz możemy przenieść się w czasie – odtworzono tam aptekę z epoki, laboratorium chemiczne oraz salonik, w którym zapadały kluczowe decyzje dla rozwoju przemysłu naftowego. Ekspozycja multimedialna pozwala „spotkać się” z Ignacym, który w formie hologramu opowiada o swoich badaniach.
Najciekawsze fakty i ciekawostki o muzeum
Bóbrka to miejsce pełne anegdot i faktów, które potrafią zaskoczyć nawet największych miłośników techniki. Oto zestawienie najciekawszych z nich:
Ciekawostka
Opis
Najstarsza na świecie
Choć Amerykanie szczycą się szybem Drake’a w Pensylwanii (1859), kopalnia w Bóbrce działała już 5 lat wcześniej (1854).
Wizyta Rockefellerów
Podobno przedstawiciele Standard Oil (firmy należącej do Johna D. Rockefellera) odwiedzili Bóbrkę, by podpatrzeć metody wydobycia i organizacji pracy stosowane przez Łukasiewicza.
Zapach sukcesu
W Bóbrce ropa naftowa znajduje się tak płytko, że po ulewnych deszczach charakterystyczne „tłuste oczka” można czasem dostrzec bezpośrednio w kałużach na leśnych ścieżkach.
Obelisk upamiętniający
Na terenie muzeum znajduje się kamienny obelisk ustawiony przez samego Łukasiewicza w 1872 roku z napisem: „Dla utrwalenia pamięci założonej kopalni oleju skalnego w Bóbrce”.
Ropa jako lekarstwo
Zanim nafta stała się paliwem, ropa naftowa (zwana olejem skalnym) była używana przez miejscowych jako lekarstwo na choroby skóry u bydła oraz do smarowania osi wozów.
Dlaczego warto tu przyjechać?
Muzeum w Bóbrce to nie tylko lekcja historii, ale przede wszystkim inspirująca opowieść o polskiej pomysłowości. To tutaj narodził się nowoczesny świat – bez nafty nie byłoby lotnictwa, nowoczesnego transportu ani plastiku.
Atmosfera tego miejsca jest niezwykła. Stare, drewniane kieraty, kuźnie i wieże wiertnicze idealnie komponują się z otaczającym je lasem. Spacerując alejkami, mamy wrażenie, że czas się zatrzymał, a jedynym sygnałem postępu jest nowoczesna sala multimedialna, która w przystępny sposób wyjaśnia, jak dziś wydobywa się gaz i ropę.
Wizyta w Bóbrce to obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto chce zrozumieć, jak wielki wpływ na losy świata mieli polscy odkrywcy. To podróż do źródeł energii – dosłownie i w przenośni.
Dzisiaj zabieram Was w bieszczadzkie góry, gdzie spróbuję przejść kawałek szlaku z Wetliny przez Rabią Skałę na Małym Jaśle kończąc. Początek listopada w górach to cała plejada atrakcji, a ja uwielbiam takie „wyzwania”. Deszczowa pogoda poprzednich dni poprzecinała trasę błotnistymi przeszkodami więc bierzcie dobre buty i ruszajcie ze mną! W drogę!
Swoje wejście zacząłem w miejscowości Wetlina i wspinałem się żółtym szlakiem, aż do Rabiej Skały. Trasa ta jest trochę wymagająca, a miejscami podejście może przysporzyć kłopotu. Z jednej strony trzeba zwrócić uwagę na nachylenie terenu podczas wspinaczki, ale też na liście szczelnie pokrywające niczym dywan wszelkie nierówności terenu oraz liczne kałuże i grzęzawiska. W warunkach, których szedłem warto mieć ze sobą kije, które bardzo ułatwiają marsz. Cały opis wyposażenia w góry znajdziecie w tym artykule.
Krajobraz z opadających liści i złotego poszycia niemal całego lasu wynagradza trudy, które można napotkać na drodze. Lśniące liście mieniące się w opadającej lekkiej jesiennej mgle zachęcają do ciągłych przystanków i chwili wytchnienia. Pamiętajcie jednak, że Bieszczady to góry i zwiększające się nachylenie skutecznie może zniechęcić i spowolnić wielu turystów, którzy twierdzą, że Bieszczady jednak górami nie są. Ten szacunek do terenu warto okazać już w momencie planowania trasy, by nie trzeba było wracać po zmroku, narażając się na niepotrzebne niebezpieczeństwo.
Odcinek Wetlina – Jawornik pokonałem w czasie 60 minut. Jest to blisko 4 km, które na mapach jest wyliczone na 1 h 40 min do przejścia. Podejście było w miarę proste bez większych utrudnień co widać po nadrobieniu aż 40 minut. Pamiętajcie o zakupie biletu do Parku, ponieważ szlak na Rabią Skałę prowadzi granicą Parku Narodowego. A jak już jesteśmy przy Parku to warto się na chwilę nad nim pochylić.
Park jest jednym z 23 Polskich Parków Narodowych. Jest czwartym co do wielkości parkiem w Polsce i największym Parkiem w polskich górach. Powstały w 1973 roku w Bieszczadach Zachodnich jest ostoją miedzy innymi dla 58 gatunków ssaków, w tym rysia który jest wpisany w herb Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Teren posiada całą siatkę pieszych szlaków turystycznych, które można dostosować do swoich możliwości. Ja przechodząc szlak, który opisuję chcę pokazać, że Bieszczady to nie tylko połoniny i Tarnica ale też wiele pięknych miejsc, które również są warte zobaczenia.
Często (co widać na filmie na kanale) zmieniam czapkę na Buffa i odwrotnie. To nie dlatego, że nagrywałem przez kilka dni, ale dlatego, że chodzę w dość szybkim tempie i na podejściach w czapce jest mi za gorąco, a bez czegokolwiek obawiam się przeziębienia zatok. Często też zakładam lub zdejmuję bluzę, a po dużych podejściach mam na zmianę koszulkę żeby nie przewiało mnie na otwartej przestrzeni. Moim zdaniem jest to najlepsza opcja żeby nie zagotować się podczas dłuższego spaceru.
Na Rabią Skałę z Wetliny dotarłem w czasie 2 godzin i 20 minut wliczając w to wszystkie przerwy na jedzenie i przebieranie się. Jest to dobry czas patrząc na to że jest to 8 kilometrów, a Aplikacja „Trasy turystyczne” pokazuje grube 3 godziny i 15 minut. Z czasu jestem bardzo zadowolony i mogę iść spokojnie dalej szlakiem granicznym.
Szlak graniczny miejscami jest ciut bardziej widokowy. Z widokiem jednak wiąże się wiatr, który hula jak chce i mimo umiarkowanego zmęczenia przez szybkie tempo nie pozwala na dłuższe postoje. Na szczęście na trasie jest parę kamieni, które osłaniają od wiatru i można się zatrzymać, żeby zjeść kanapkę i choć na chwilę rozpłynąć się nad widokami majestatu tego miejsca.
Po 4 godzinach i 45 minutach od rozpoczęcia trasy dotarłem na Okrąglik. To całkiem dobry czas bo odczyt z map pokazuje około 6 godzin i 15 minut. Jestem zadowolony z tego czasu, obłędnych widoków i tej wolności. Zawsze chodząc po górach wpadam na nowe pomysły i oprócz bagażu nowych doświadczeń wyniesionych z trasy w plecaku mam parę planów na przyszłość. To jest to co uwielbiam w tym wszystkim najbardziej. Ale szlak się jeszcze nie kończy. Idę w stronę Małego Jasła – mojego ulubionego szlaku rozgrzewkowego, który nie raz dał mi się we znaki podczas zimowych wyjść w góry.
Powoli kończę swoją przygodę i dziękuję Wam za wspólnie spędzony czas. Mam nadzieję, że ten i inne artykuły będą dla Was inspiracją i spotkamy się niedługo na szlaku!