Lublin w Blasku Tysiąca Świateł: Odkryj Lumina Park!

Jeśli szukacie miejsca, które wyrwie Was z jesienno-zimowej szarugi i wciągnie w świat baśni to mamy dla Was wspaniałą informację! Atrakcja znajdująca się w Ogrodzie Botanicznym UMCS w Lublinie co roku wywiera ogromne wrażenie na zwiedzających, a nam w tym sezonie odpięła wrotki!

W drogę!

Tę zapierającą dech w piersiach atrakcję można zobaczyć codziennie od godziny 16 do 21, przy czym trzeba pamiętać, że ostatni zwiedzający są wpuszczani o godzinie 20. I w sumie słusznie, bo żeby zobaczyć ten niezwykły spektakl gry świateł dokładnie potrzeba było nam około godziny.

Nam udało się zaparkować na bezpłatnym parkingu pod samym wejściem, które znajduje się od ulicy Willowej. Miejsca do zostawienia samochodu jest sporo, a wszyscy, którzy obawiają się, że po zmierzchu ominą tę atrakcję zapewniamy, że neon przy samym wejściu jest tak duży, że ominąć się jej nie da : )

Jeśli chodzi o bilety to najlepiej zakupić je na oficjalnej stronie, do której link znajdziesz >tutaj<.

Tegoroczny spektakl zabierze Was w świat Alicji z Krainy Czarów i możemy Was zapewnić, że nie będziecie zawiedzeni tą przygodą. Dodatkową atrakcją jest aplikacja z zadaniami do wykonania. Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi, przy wyjściu otrzymacie mały podarunek.

Jeśli mam być szczery to osobiście byłem sceptycznie nastawiony do tego widowiska i gdzieś głęboko, w środku Staszka, kręciłem nosem na tę przygodę. I biję się w pierś, że tak myślałem, bo było naprawdę epicko.

A mieliśmy przyjemność z Kasią być członkami zacnej Ekipy, w której były jeszcze nasze wybitne ziomki – Ola i Bartek.

Całą czwórką gorąco Wam polecamy tą atrakcję.
Bo warto!

Acha, jeśli wcześniej padało to nie siadajcie na tronie, serio : )

Włoski klimat Lubelszczyzny… wyprawa rowerowa w okolicy Kazimierza D.

Ilekroć jeżdżę po tej okolicy czy to rowerem czy samochodem, to czuję się jakbym na te parę chwil przenosił się do Włoch. Tych spokojnych, prowincjonalnych.

Dzisiejszą wyprawę rozpocząłem z Puław. W moim przypadku był to dość łatwy wybór, bo w nich mieszkam, ale jeśli chcesz wyruszyć moim szlakiem, a nie mieszkasz w okolicy, to gorąco polecam pociąg. Bilet za rower to niecałe 10 zł, a koszt biletu dla pasażera jest zależny od długości trasy i ewentualnych zniżek. Tutaj polecam zawsze godziny poranne, bo jest nieco taniej…. a jak się da pojeździć w środku tygodnia to często można dorwać naprawdę tani bilet.

Ale wróćmy na szlak….

Trasa z Puław do Bochotnicy wiedzie wzdłuż wału, co daje bardzo przyjemny początek przygody w otoczeniu natury. Jest wyłożona kostką brukową co dla niektórych może być minusem, ale to już kwestia gustu.
Na wysokości zjazdu na przeprawę promową Bochotnica -Nasiłów należy skręcić ze ścieżki w lewo i dojechać do głównej szosy łączącej Puławy z Bochotnicą. Na rozjeździe w prawo i po paruset metrach na rondzie w lewo.

Zanim prawdziwa przygoda się rozkręci warto uzupełnić płyny, bo przez następne kilometry sklepów jest jak na lekarstwo. Sklep popularnej sieci znajduje się po lewej stronie drogi tuż przed zjazdem na Opole Lubelskie i Annopol.


To tu zaczyna się pierwsza wspinaczka, premia górska i koszulka w grochy na szczycie. I na tym szczycie właśnie powoli zaczyna się włoski klimat. Wąska droga z leniwie wleczącymi się samochodami i linią drzew aż po horyzont. Po obu stronach drogi znajdują się winnice i sady. Droga lekko meandruje i daje się odczuć kilkoma podjazdami i nielicznymi, ale szybkimi zjazdami. Typowy spokój. Po pokonaniu lekko ponad 34 kilometrów docieram do Opola Lubelskiego, w którym również można uzupełnić zapasy wody. W takie dni jak dziś, gdzie ostre słońce tnie od samego rana warto pamiętać (Ba!) trzeba! o dobrym nawodnieniu.


Trasa przez Opole przebiega w miarę gładko. W miarę, ponieważ ścieżka rowerowa jest współdzielona z pieszymi, co lekko spowalnia cały przejazd, ale za to pozwala popatrzeć na miasto z ponad 600 letnią tradycją. Po opuszczeniu granic miasta ścieżka się kończy i wrócić można na drogę, która prowadzi do miejscowości Łaziska. W niej właśnie skręcić trzeba na Wilków i dalej jechać drogą wśród pól i lasów zaciągając się zapachem lasu. W samym Wilkowie na rozjeździe dróg należy skręcić w lewo i tylko parę kilometrów dalej znajduje się kolejna okazja do „spalenia nogi”. Zaraz za miejscowością Dobre znajduje się srogi podjazd, który powoduje lekką spinkę na udzie (osobiście uwielbiam to uczucie).

Zaraz za podjazdem krajobraz zmienia się znów na sadowo-winnicowy, by już po kilku kilometrach wjechać do zatłoczonego przez turystów Kazimierza Dolnego.
To miasteczko nad Wisłą przyciąga przez cały rok artystów i gro turystów z całej Polski (osobiście polecam zwiedzać poza sezonem).

Po wyjechaniu do Kazimierza dojeżdżając do ronda w Bochotnicy z bagażem pięknych „włoskich” obrazków zaczyna się powrót z wyprawy. Raczej leniwy, spokojny, niż mocny i wyciskający.

Po 83 kilometrach mogę powiedzieć jedno. Jeśli planujesz wypad rowerowy w góry czy do Włoch to jest to cudowne miejsce, by się do tego przygotować.
Trasa jest przeznaczona dla średniozaawansowanych i raczej tak trzeba ją traktować. Brak pobocza w większości drogi (Bochotnica – Opole) może lekko zniechęcić do rodzinnej wycieczki. Ale za to trasa od Kazimierza do Łazisk (w drugą stronę) jest spokojna i powinna być bułką z masłem dla rodziców z wesołą gromadką czy to w przyczepce czy na własnych bolidach.

Do zobaczenia na szlaku,
staś.

Zamojskie ZOO – miejsce pełne atrakcji.

Spędzając wakacje na Roztoczu lub przyjeżdżając do Zamościa choćby na jeden dzień, warto wybrać się do miejsca, w którym spokojnie spędzimy parę godzin ucząc się o zwierzętach z różnych zakątków świata.

Nasz niedzielny poranek rozpoczęliśmy od zwiedzania ZOO w Zamościu. Celowo piszę o niedzielnym poranku, ponieważ najwięcej osób zwiedza takie miejsca w weekendy i chcieliśmy na własnej skórze się przekonać o tłumach napierających na kasy biletowe w pierwszy weekend wakacji.
I tu przyjemne zaskoczenie, bo przyjechaliśmy ok 10:30, a na parkingu było kilkanaście samochodów.

Kupiliśmy bilety (normalny: 40 zł ulgowy: 30 zł) i rozpoczęliśmy naszą przygodę.
Pełen cennik poniżej:

Ogród Zoologiczny to całkiem spory obszar zajmujący 13,8 ha, gdzie mieszka ponad 2500 zwierząt z różnych zakątków świata. Ogród im. Stefana Milera jest jedynym takim ogrodem na Lubelszczyźnie i jednym z nielicznych na wschodzie Polski. Cieszy się ogromną popularnością, którą widać było jak już kierowaliśmy się ku wyjściu… ale po kolei : )

Przy kasie biletowej otrzymaliśmy mapkę ZOO ( dodatkowa duża znajduje się tuż przy wejściu), która zdecydowanie ułatwia zwiedzanie. Dodatkowo znaki przy ścieżkach pokazują, gdzie znajdują się konkretne zwierzęta. Jedynym minusem jest to, że nie ma oznaczonego kierunku zwiedzania. Choć jak później pomyślałem ma to też swoje plusy, bo po przejściu przez kasę każdy idzie w swoją stronę, co nie powoduje ogromnych kolejek przy początkowych wybiegach dla zwierząt. : )

Przechadzając się po ZOO, zmęczeni zwiedzaniem, czasem siadaliśmy na ławeczce i podziwialiśmy różne gatunki zwierząt. Zmęczyć się można, bo spędziliśmy tam 2,5 h, a podejrzewam, że moglibyśmy jeszcze tam posiedzieć. Dodatkowo dla najmłodszych są przygotowane place zabaw, gdzie mogą dać upust roznoszącej je energii. : )

Do dyspozycji zwiedzających są jeszcze knajpki, gdzie można kupić lody, napoje i skromny fastfood. Dla osób ceniących sobie swoje jedzenie lub coś zdrowszego jest też miejsce ze stołami gdzie można usiąść i zjeść własny posiłek. My wybraliśmy właśnie tę drugą opcję. Pod daszkiem, w cieniu. Przyjemnie.

Bardzo miłym akcentem jest wyjście naprzeciw rodzicom małych szkrabów, które trzeba przewinąć w najmniej oczekiwanym momencie, albo choćby nakarmić w zaciszu. W tym celu jest postawionych kilka domków „przyjaznych maluchom”, gdzie znajduje się kanapa, przewijak i kran. Super opcja!

Zamojskie ZOO jak i cały region Roztocza rozwija się w szybkim tempie i to widać. Jest to świetne miejsce dla dzieciaków, które oprócz poznawania nowych, nieznanych dotąd im gatunków mogą zbierać pieczątki ze swojej wyprawy. Nieco starsi z pewnością usystematyzują sobie wiedzę na temat bardziej czy mniej zagrożonych gatunków. 🙂

Z całą pewnością jest to miejsce, gdzie warto przyjechać i spędzić około 2-3 godziny ucząc się przy tym i dobrze bawiąc.

Acha i pamiętajcie….

Do zobaczenia na szlaku,
Kasia i staś.