Rowerem wokół MALTY!

Czołem Załoga!

Pozwólcie zabrać się na przygodę, która wycisnęła z nas siódme poty. Spowodowała, że nogi w niektórych momentach paliły żywym ogniem, tętno próbowało wyskoczyć poza skalę na niektórych podjazdach, ale widoki… widoki i cudowne obcowanie z naturą zrobiły taką robotę, że zostanie to z nami na zawsze. Czy zrobilibyśmy to znów? OCZYWIŚCIE! Pozwólcie nam zabrać się na wyprawę rowerami wokół Malty.

W drogę!

Zanim na dobre wyruszymy w drogę, warto dodać że my rowery wypożyczyliśmy z wypożyczalni od bardzo miłej Pani, która mocno trzymała za nas kciuki na wieść o naszym planie, zaoferowała pomoc gdyby coś poszło nie tak i wyposażyła nas w pełen zestaw potrzebnych sprzętów do bezpiecznego pokonania trasy. (O tym gdzie można znaleźć tę wypożyczalnię przeczytacie pod koniec artykułu.) Oczywiście można zabrać rowery ze sobą, ale nasze walizki na rowery jeszcze wtedy nie dotarły więc wybraliśmy opcję wypożyczenia.

Mapa trasy rowerem wokół Malty

Naszą przygodę rozpoczęliśmy od Saint Paul’s Bay i kierowaliśmy się w stronę wyspy Gozo. Pierwsze kilka kilometrów to raczej praca głowy, a nie mięśni, która musiała intensywnie walczyć z przyzwyczajeniem, że tutaj ruch jest lewostronny, a wiele znaków jak choćby STOP jest raczej traktowany jako urozmaicenie krajobrazu, a nie jakaś górnolotny przepis o ruchu drogowym. To południowy styl i warto się do tego przyzwyczaić mając oczy dookoła głowy. Warto jednak wspomnieć, że podczas wyprawy na rowerach czuliśmy się bezpiecznie, bo kierowcy wyprzedzali nas w dużej odległości.

Widok na klify Dingli

Na bardziej ruchliwych trasach korzystaliśmy z nieuczęszczanych, dobrze utrzymanych chodników, bo tutaj raczej jeździ się samochodami niż spaceruje.

Po dojechaniu do punktu widokowego z którego widzieliśmy port, Comino i Gozo stwierdziliśmy, że czas udać się na jeszcze mniej uczęszczane ścieżki, by dojechać do pięknych atrakcji oferowanych przez wyspę.

Punkt widokowy Cirkewwa

Naszym kolejnym, krótkim przystankiem była wioska Popeye’a którą postanowiliśmy zobaczyć jedynie z góry. Wiele osób, powiedziało nam, że jest to idealne miejsce dla rodzin z dziećmi, a dorosłym z pewnością wystarczy widok z góry na wioskę. I faktycznie widok na miejsce, które pamiętamy z dziecięcych lat gdy oglądaliśmy film jest obłędny i pięknie przywołuje wspomnienia.

Wioska Popeye

Zanim wyruszyliśmy w kolejny etap naszej rowerowej wędrówki, zrobiliśmy sobie mały postój by zjeść drugie śniadanie i odpocząć chwilę przez najtrudniejszym etapem. Otóż mniej więcej od wioski Popeye’a do okolic Świątyń Megalitycznych trasa jest najbardziej wymagająca. Składa się z wielu podjazdów i zjazdów. Żeby objechać wyspę w pełni wybieraliśmy również drogi szutrowe i kamieniste co znacznie spowalniało naszą przeprawę przez ten teren. Mimo zmęczenia widoki które widzieliśmy z pozycji siodełka zapierały dech w piersiach i warto było się trochę zmęczyć by to wszystko zobaczyć.

Podjazdy na Malcie

WAŻNE!

Na tym etapie dobrze mieć zapas wody i jedzenia, bo ilość sklepów jest ograniczona, a żeby do jakiegoś dojechać należałoby zjechać z trasy nadrabiając parę kilometrów.

Kolejnym celem naszej wyprawy po wiosce Popeye’a były klify Dingli (około 40 km podróży) osiągające wysokość 250 metrów. Niesamowita formacja skalna wyłaniająca się z wody daje do myślenia, jak mały jest człowiek względem świata. Ich nazwa pochodzi od sir Tomasa Dingleya rycerza Zakonu Maltańskiego, który osiadł na tych terenach. Warto spędzić tu chwilę i przyjrzeć się falom roztrzaskującym się o pionowy niedostępny brzeg wyspy.

Widok na Klify z rowerami

Po krótkim zebraniu sił wyruszyliśmy w stronę Świątyń Megalitycznych, miejscowości Marsaxlokk i Marsaskala (około 58 km podróży), o których więcej możecie się dowiedzieć z artykułu z naszej poprzedniej wizyty na wyspie. Tutaj zatrzymaliśmy się jedynie na chwilę, by popatrzeć na łódeczki kołyszące się na wzburzonej wodzie.

Zanim wybierzemy się dalej warto dodać, że kierunek naszej podróży ułożyliśmy celowo. Chcieliśmy najbardziej wymagające etapy mieć za sobą jak najszybciej, a lżejszą końcówkę traktować jak „przejażdżkę po parku”.

Wykres przewyższeń trasy


Jak sami zobaczycie koleje dwa etapy: do Valetty i ze stolicy do wypożyczalni, żeby oddać rowery były gładkie i nie miały wielu przewyższeń.

Ciężkim etapem pod względem logistyki była stolica, o której możecie w pełni przeczytać tutaj.

Valetta - ścieżka rowerowa

Trafiliśmy na godziny szczytu i duże korki. Nie wszędzie były ścieżki rowerowe, a omijanie samochodów w korku nie było łatwe ze względu na wąskie przejazdy pomiędzy samochodami. W sumie to bardzo ucieszył nas fakt, że już mieliśmy ją za sobą, a do domu zostało nam jedynie około 20 kilometrów.

Vallettę warto zwiedzić bez rowerów, bo wąskie uliczki i niezliczone ilości turystów nie sprzyjają podróży z rowerem. (FILM Z VALLETTY ZNAJDZIECIE TUTAJ)

Ostatni etap podróży zleciał dosłownie w moment. Idealny pas dla rowerów wyznaczony przy drodze nr 1 zaprowadził nas jak po sznurku do samego celu. To było idealne zwieńczenie trasy. Szczególnie na samej końcówce, mogliśmy wtedy pędzić rowerami i podziwiać linię brzegową nieopodal.

To była wspaniała przygoda choć odrobinę wymagająca. Przewyższenia w początkowej fazie zmuszały do kręcenia korbą mocniej, a tętno sięgało najwyższych pułapów.

Czy warto ?

Tak, Tak i jeszcze raz tak.
My zrobiliśmy to na zwykłych rowerach trekkingowych. Choć w wypożyczalni są też rowery elektryczne, co z pewnością ułatwia podjazdy.

Gorąco polecamy tę wypożyczalnię, bo sprzęt jest w dobrym stanie, a my czuliśmy się zaopiekowani.

(link do wypożyczalni)

Dane techniczne:
Dystans: 96,44 km
Czas netto: 7:08;46
Czas brutto: 10:42:17

  • dużo czasu straciliśmy (około 40 min) na tym, że musieliśmy zmienić szlak i generować nową ścieżkę
  • Kasia miała „małą przygodę” z chodnikiem, która zabrała nam 40 min na obmywanie obtarć i dłuższy odpoczynek.
  • reszta czasu to upajanie się widokami.

Dzięki, że byliście z nami! Do zobaczenia w kolejnej przygodzie!

Kasia i staś.

Malta – część północno-zachodnia

(Na końcu artykułu znajdziecie film oprowadzający po tej części wyspy)

Czołem Załoga!

Dziś zabieramy Was na Maltę. Parę miesięcy temu byliśmy na południowym wschodzie tej wyspy, teraz postanowiliśmy zwiedzić jej północną część. Chcemy Was zabrać w podróż, by dowiedzieć się nieco o Wyspie Świętego Pawła, odwiedzimy Oceanarium, przejdziemy kawał szlaku linii Viktorii i zahaczymy o klify Dingli. Przyjrzymy się wiosce Popeye’a, a w Rabacie odwiedzimy katakumby i rzymską willę. O wszystkich tych i innych atrakcjach przeczytacie w artykule.

Gotowi?
W drogę!

Na początek warto powiedzieć, że naszą bazą wypadową przez kilka dni było Saint Paul’s Bay, w którym spędziliśmy świetny czas i skąd wybieraliśmy się w podróże piesze, autobusowe i rowerowe.

Jeśli nie wypożyczacie samochodu bojąc się o ruch lewostronny i południowy temperament Maltańczyków, koniecznie kupcie przejazdówkę na komunikację miejską. Jest to świetna opcja do podróżowania po wyspie. Upoważnia ona również do transportu po Gozo, o którym powstał kolejny film.

Zresztą, z całej Malty powstało w sumie 6 filmów, do których obejrzenia serdecznie Was zapraszamy.

Ale wracamy do tematu.

National Aquarium - Malta

Naszą przygodę rozpoczynamy od Oceanarium, w którym śmiało można spędzić około 2 godziny przyglądając się egzotycznym okazom ryb i innych potworków z głębin. Jest to świetna atrakcja zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Całość znajduje się na poziomie -1. Na 1 piętrze znajdziecie wystawę artefaktów wyłowionych z przybrzeżnych wód oraz liczne fotografie wraków statków nierzadko eksplorowanych przez nurków. Jeśli zaczniecie czuć głód to wystarczy, że zejdziecie na parter do restauracji, w której odzyskacie siły do dalszego zwiedzania. Teren wokół obiektu posiada place zabaw i jest położony przy nabrzeżu, więc idealnym będzie spędzenie chwili czasu na świeżym powietrzu wsłuchując się w szum fal.

Jeśli będziecie mieli trochę czasu i umiarkowaną kondycję to warto wybrać się, by z bliska zobaczyć Pomnik Świętego Pawła na wyspie pod tą samą nazwą. O ile sam pomnik widać z daleka i nie ma konieczności zobaczenia go z bliska, to ten lekki trekking jest zapowiedzią całego preludium niesamowitych barw wody, skalnych formacji i niemalże dzikich plaż, na które mało kto się zapuszcza. Jest to wspaniała opcja, jeśli chcecie choć na chwilę uciec od miejskiego zgiełku.

Widok na morze - Malta


Jeśli już jesteśmy przy samym Świętym to należy powiedzieć, że ponoć w roku 60 n.e. Św. Paweł transportowany do Rzymu jako więzień podczas sztormu rozbił się o brzegi wyspy. Za cud uznano to, że cała załoga w liczbie 276 osób przeżyła tę katastrofę. Przebywał tutaj przez parę miesięcy nauczając i uzdrawiając chorych, między innymi ojca Publiusza, rzymskiego zarządcę wyspy. Okres ten jest uważany za początek chrystianizacji Malty.

Następną atrakcją na mapie wyspy jest wioska Popeye’a. Jest to scenografia z filmu o tej samej nazwie, który powstawał na wyspie w 1980 roku. W postać głównego bohatera wcielił się Robin Williams, grając marynarza, który po zjedzeniu puszki szpinaku doznawał niesamowitej siły. W miejscu, gdzie toczyła się akcja filmu obecnie znajduje się park rozrywki, który ma swoich fanów głównie wśród najmłodszych. Starszym podróżnikom z całą pewnością wystarczy widok z punktu widokowego.

Jeśli będziecie po tej stronie wyspy bliżej wieczora to weźcie ze sobą koc i jakieś smakołyki, bo zachody słońca są tutaj obłędne!

Świetną opcją na zachód i na trekking są Clay Cliffs. Majestatyczne formacje skalne, które przypominają wylany beton sięgający samych brzegów wody. Glina, bo to z niej są te łagodne klify, nie przepuszcza wody, co tworzy pęknięcia i charakterystyczną fakturę przypominającą skórę słonia. Podczas pochmurnego dnia można odnieść wrażenie, że jest to krajobraz niemalże księżycowy. Choć dni deszczowych jest mało to należy jednak uważać, gdy traficie na taką aurę podczas zwiedzania, bo glina staje się wtedy bardzo śliska, ciężka i klejąca.

Z pięknych widoków sięgających aż po horyzont zabieramy Was, by powłóczyć się choć przez chwilę po wąskich uliczkach starego rzymskiego miasta Melite. Problem polega na tym, że nie znajdziemy go na mapie, bo po najeździe Arabów w 870 r miasto zostało rozdzielone na Obwarowane miasto – Mdina i przedmieścia – Rabat. Co ciekawe, z arabskiego Mdina oznacza właśnie miasto, a Rabat przedmieście. Jest to o tyle ważne, że miejsca te przenikają się i dopełniają, a co za tym idzie warto wygospodarować chwilę czasu na to, by zwiedzić oba.


Zaczynając od Mdiny warto podkreślić, że jest ona uważna za miasteczko ciszy. Mieszka tu około 200 osób, a na murach turyści mogą zobaczyć tabliczki, by nie zachowywać się głośno. Imponujących rozmiarów mury obronne, z których widać dobry kawałek wyspy pokazują strategiczne znaczenie tego miejsca w poprzednich wiekach.

Dwie potężne bramy wyprowadzają nas niemalże wprost do jednego z większych parków na wyspie imienia premiera Malty – Howarda. Skrywając się w cieniu drzew dochodzimy do Muzeum Rzymskiej Willi.

Możemy tam zobaczyć piękną przestrzenną mozaikę i choć trochę poznać historię tego miejsca. Tutaj warto kupić bilet umożliwiający jeszcze wejście do Katakumb znajdujących się w Rabacie, do którego chcemy Was teraz zabrać.

Idąc ulicą wita nas bazylika Św. Pawła z 1683 roku. To nieopodal tego miejsca, w podziemiach znajduje się grota Św. Pawła, gdzie ukrywał się podczas pobytu na Malcie. Warto poświęcić trochę czasu, by wybrać się również do katakumb św. Pawła, które są ogromną podziemną nekropolią ze zdobieniami z poprzednich wieków. Będąc w muzeum pamiętajcie, by wziąć ze sobą słuchawki, bo tuż przy wejściu można pobrać audio przewodnik na telefon, co zdecydowanie ułatwia zwiedzanie.

Wracając na łono natury przejdziemy się kawałkiem Viktoria Lines. Jest to linia fortyfikacji obronnych Malty zwana również Wielkim Murem. Jej budowa trwała niemal 25 lat i ukończyła się w 1899 roku. Głównym celem tej rozległej budowli było stworzenie ochrony dla Wielkiego Portu. Malta od zawsze miała strategiczne znaczenie i wielu chciało ją mieć na własność, a oddanie do użytku w 1869 Kanału Sueskiego tylko zwiększyło strategiczne położenie wyspy. Szlak wzdłuż murów nie jest wymagający, ale warto pamiętać, by mieć ze sobą nakrycie głowy odpowiednią ilość wody i trochę jedzenia, bo nie ma tam sklepów, a cienia by się pod nim skryć jest jak na lekarstwo.

Szlak można zacząć w wielu miejscach, choć warto zajrzeć tam, gdzie jest pinezka, bo znajdziecie tam jedną z kolejnych atrakcji wyspy. Mowa tutaj o cart ruts, czyli tajemniczych liniach przypominających swoim równoległym wyżłobieniem tory lub ślady po kołach. Ich powstanie datuje się na ok 2000 r. p.n.e. i co ciekawe, ich powstanie i zastosowanie nadal jest owiane tajemnicą, nad którą łamią sobie głowy najlepsi archeologowie świata. Takich miejsc jest wiele na wyspie, a ta jest jedynie jedną z nich.

Nierozpoznane dotąd wyżłobienia na Macie - cart ruts

Pozwólcie, że zabierzemy Was teraz, by na chwilkę zerknąć na klify Dingli. My zaliczyliśmy tę atrakcję na rowerach okrążając wyspę. Film z naszej wyprawy możecie zobaczyć na kanale.

Klify Dingli to niesamowite pionowe ściany sięgające ponad 250 metrów, które nie jednego wprawią w osłupienie. Jest to naturalna linia obronna wyspy nie do sforsowania. Swoją nazwę zawdzięczają sir Tomasowi Dingleyowi, rycerzowi Zakonu Maltańskiego, który osiadł na tych terenach. Dziś są niesamowitą atrakcją turystyczną i punktem obowiązkowym podczas zwiedzania.

Kasia z panoramą klifów na Malcie.

Powoli kończymy zwiedzanie, ale jeszcze na chwilę zabieramy Was w zaułki Mosty. To miasteczko mogłoby wydawać się tylko kolejnym przystankiem na mapie, gdyby nie fakt, że w samym jego sercu kryje się architektoniczny gigant – słynna Rotunda.


Sanktuarium Wniebowzięcia Matki Bożej z XIX wieku zmienia jednak wszystko. Kopuła o średnicy wewnętrznej 37,2 m plasuje budowlę w top największych na świecie. Warto wejść do środka, a nawet na kopułę, żeby zobaczyć ogrom tej budowli, a z tarasu widokowego panoramę miasta. Podczas bombardowań 9 kwietnia 1942 roku 500 kilogramowa bomba przebiła kopułę i wpadła do świątyni wprost pod nogi wiernych. Nie wyrządziła jednak szkód, ponieważ… nie wybuchła, co powszechnie jest nazywane Cudem Bomby.

Zwiedzając świątynię można przeczytać również o historii tego miejsca i zejść do schronów używanych podczas II wojny światowej. Jest to potężna dawka wiedzy i lekcja historii, która miejmy nadzieję, nigdy się nie powtórzy.

Dziękujemy Wam za wspólnie spędzony czas

Do zobaczenia w kolejnej podróży.

Kasia i staś.

Malta – ciekawostki i przydatne informacje

(poniżej znajdziesz film o ciekawostkach)


Czołem Załoga!
Planując odwiedzić Maltę, wyspę basenu śródziemnego warto nieco zapoznać się z tym miejscem, bo jest to miejsce szczególne. Przygotowaliśmy dla Was oprócz filmu o Valeccie i zwiedzaniu wyspy ten z listą najważniejszych informacji.

W drogę!

  • Malta plasuje się na 10 miejscu listy najmniejszych państw świata i 1. Najmniejszym krajem Unii Europejskiej. Mimo swojej małej powierzchni ma do zaoferowania niesamowicie dużo. Zaczynając od historii, architektury, krajobrazów, festiwali czy jedzenia.
Pomnik Niepodległości na Malcie. Valletta.
  • Wybierając się na Maltę należy pamiętać o pozostałościach imperium brytyjskiego. Na wyspie obowiązuje ruch lewostronny, znaki stop są bardzo umowne, a przejścia dla pieszych są jedynie w najbardziej newralgicznych miejscach.
  • Oprócz ruchu lewostronnego istotną kwestią są gniazdka w budynkach, one również są przystosowane do angielskich wtyczek, dlatego warto zaopatrzyć się w adapter wybierając się w podróż.
  • Na wyspie nie ma pociągów ani metra, ale za to jest prężnie działająca komunikacja miejska. Tutaj warto pamiętać o tym, że każdy przystanek jest „na żądanie”, a autobusy nie zjadą do zatoczki jeśli nie podniesiemy ręki komunikując kierowcy chęć wejścia do środka.
    I na komunikacji na chwilkę się zatrzymajmy.
  • W sezonie letnim pojedynczy przejazd kosztuje 2,5 Euro i upoważnia on do jazdy komunikacją z przesiadkami przez 2 godziny. Istnieją też karty na 12 przejazdów oraz na cały tydzień. Te można kupić w wybranych miejscach na wyspie miedzy innymi na lotnisku. Bilety jednorazowe są dostępne u kierowcy.
  • Malta to jedna wielka kociarnia. Koty są niemal wszędzie. W parkach i na skwerach znajdują się specjalne prowizoryczne domki dla kotów i specjalnie wyznaczone miejsca na dokarmianie zwierząt.
  • Bardzo przydatną opcją są słuchawki. Większość muzeów ma swoje audio przewodniki w wielu językach, które można poprać przez kod QR na swoje urządzenie mobilne przy kasach biletowych. Jest to o tyle dobra opcja, że mamy wolne ręce podczas zwiedzania i więcej można zrozumieć gdy nie rozprasza nas szum wokół.
  • Malta jest stosunkowo młodym Państwem, bo dopiero w 1964 ogłosiła swoją niepodległość. Wcześniej wyspa przechodziła z rąk do rąk. Była w rękach Fenicjan, Rzymian, Hiszpanów, Francuzów i Brytyjczyków.
  • Biorąc pod uwagę punkt poprzedni, każdy kto wnikliwie odkrywa wyspę zauważy przenikanie się tych wielu kultur i wpływ ich na obecny krajobraz i społeczeństwo.
  • Jednymi z bardziej rzucających się w oczy pozostałości są czerwone budki telefoniczne i skrzynki na listy pochodzące w Wysp Brytyjskich.
  • Spacerując stolicą, jak i całą wyspą można odnieść wrażenie, że całość jest jedną wielką warownią. I słusznie.
  • Podczas I wojny światowej Malta odegrała rolę największego szpitala Europy lecząc i rehabilitując żołnierzy, którzy ucierpieli na froncie. Podczas II wojny światowej została nazwana przez Winstona Churchilla niezatapialnym lotniskowcem. Wyspa odegrała wtedy niesamowitą rolę podczas wejścia aliantów na Sycylię a potem w głąb Włoch.
  • Fortyfikacje i umocnienia nie powstały jednak podczas zawieruchy obu wojen światowych lecz dużo wcześniej, a to za sprawą Zakonu Szpitalników.
  • Jest to zakon rycerski funkcjonujący do dziś i posiadający nieruchomości również na Malcie. To oni, Kawalerzy Maltanscy utworzyli ciąg fortyfikacji, który od początku ich przybycia na wyspę w 1530 roku chronił mieszkańców i zakon przed wrogiem ze wszystkich stron.

I tak płynnie przechodzimy do zróżnicowania terenu.

  • Na wyspie każdy znajdzie coś dla siebie, od trekkingu przy klifach, przez imprezy na północnym brzegu wyspy, na atrakcjach takich jak nurkowanie i jazda quadami po bezdrożach kończąc.
  • Jeżeli jednak historia jest dla kogoś priorytetem to również nie będzie zawiedziony. Megalityczne świątynie, muzeum archeologiczne z ciekawymi eksponatami i perełki architektoniczne to tylko kilka z możliwości zatracenia się w tym miejscu.
  • Pasjonaci jedzenia będą zachwyceni ilością knajpek i kawiarenek tuż przy morzu oferujących szeroki wachlarz potraw śródziemnomorskich. Talerze owoców morza są naprawdę warte spróbowania w małych knajpkach przy porcie. Daje to gwarancje spróbowania naprawdę świeżych dań. Ci którzy nie przepadają za takimi daniami, podniebienia uratuje pizza.
  • Jedzenie jest jednak zgubne. Malta i jej mieszkańcy borykają się z dużym problemem otyłości. Z danych z 2019 roku wskaźnik otyłości wynosił 28,7%. Kolejne badania nie przynoszą lepszych informacji, a tendencja do tycia jest coraz większa.
  • To nie przeszkadza wcale Maltanczykom świętować. Znani są oni z uwielbienia do festiwali i puszczania fajerwerków. Jeśli będziecie mieli okazje być na jednym z takich festiwali po prostu dajcie porwać się tłumowi, który zaniesie was w najwspanialsze miejsca, pokazując to co niedostępne w normalny dzień.

Takich wrażeń i wielu wspaniałych chwil na wyspie.
My,
Kasia i staś.

Valletta – maleńka stolica z setkami atrakcji.

(Na samym dole znajdziesz odnośnik do filmu)

Czołem Załoga!
Dziś zabieramy was do drugiej co do wielkości najmniejszej stolicy w Europie i na świecie. Do Valletty.
I jeśli myślicie, że na niecałym kilometrze kwadratowym nie da się upchać niezliczonej liczby atrakcji to spróbujemy Was wyprowadzić z błędu!

W drogę!

Znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO miasto jest często nazywane muzeum pod gołym niebem. I nie bez kozery ponieważ jest to obszar o jednym z największych zagęszczeń zabytków na świecie. Co więcej Valletta jest najbardziej słoneczną stolicą w Europie oraz najdalej wysuniętą stolicą Europy. Tych „NAJ” jest zdecydowanie więcej ale zacznijmy od początku.

To co widzimy obecnie, układ budynków i ulic na planie hippodamejskim, czyli planie, w którym ulice przecinają się pod kątem prostym, wyszło z pod szkiców ucznia Michała Anioła, którym był Francesco Laparelli. Całość została stworzona dokładnie, by w jak najlepszej formie można było strzec półwyspu. Wykonanie jednak było z lekka na prędce ponieważ zakon Joannitów, który miał się osiedlić na półwyspie obawiał się kolejnego oblężenia przez Turków. Tutaj warto zwrócić uwagę, że zakon przybył na wyspę w 1530 roku i osiedlił się w Birgu – Półwyspie nieopodal obecnej stolicy, gdzie znajduje się fort świętego Anioła. Ze względów militarnych Birgu byłoby ciężkie do obrony stąd plan relokacji siedziby. I tym sposobem w 1571 roku zakon przeniósł się do obecnej stolicy. Kolejne lata to sukcesywna rozbudowa miasta, która dziś cieszy oko niejednego turysty.

Podróż po mieście rozpoczynamy od fontanny Trytona, która powstała w 1959 w stylu, który miał współgrać z już nieistniejącą główną bramą miasta. Ten punkt orientacyjny miasta przedstawia trzy trytony czyli pół ryby pół ludzi trzymających nad głowami wielką misę, która nawiasem mówiąc po kilkunastu latach spadła potężnie uszkadzając fontannę. Gruntowne prace renowacyjne przeprowadzono w 2017 roku. Obecnie najlepiej podziwiać fontanne wczesnym rankiem skąpaną w blasku słońca lub wieczorem pięknie oświetloną kolorowymi lampami.

Pozostawiając za plecami plac z fontanną, który jeszcze przed jej powstaniem był dworcem autobusowym kierujemy się przez bramę miejską, by zaraz za nią po prawej stronie podziwiać budynek o całkiem oryginalnym kształcie. Jest to siedziba parlamentu Malty. Budynek miał swoją inaugurację w maju 2015 roku. Monumentalna bryła dla jednych jest kontrowersyjnym elementem wśród zabytków dla innych powiewem świeżości już na początku zwiedzania.

Naprzeciwko budynku w jednym ze sklepików znajduje się całkiem tania przechowalnia bagażu, którą możemy śmiało polecić. Pamiętajcie jednak, że nie jest ona całodobowa.

Idąc wzdłuż główną ulicą możemy zobaczyć budynek Opery Królewskiej z drugiej połowy XIX wieku. Właściwie to możemy zobaczyć to co z niego zostało po nalotach z kwietnia 1942 roku. Dziś możemy podziwiać jego nieliczne kolumny i taras, ale przed wojną był to ponoć najpiękniejszy budynek stolicy. Obecnie pozostałości zostały przystosowane do wydarzeń kulturalnych takich jak przedstawienia i koncerty.

Kolejną atrakcją dla pasjonatów historii dawnej jest muzeum archeologiczne znajdujące się nieopodal po naszej lewej idąc wciąż główną ulicą. Jest to punkt obowiązkowy dla wszystkich, którzy zwiedzając całą wyspę chcą lepiej zrozumieć przenikanie się wielu kultur w tym miejscu, zaczerpnąć wiedzy na temat świątyń megalitycznych czy ogromnych wpływów innych narodów na ten niewielki skrawek ziemi.

Konkatedra św. Jana, którapowstała w drugiej połowie XVI wieku jest punktem obowiązkowym zwiedzania. Mimo, że fasada budowli nie jest okazała to wchodząc do środka można poczuć jak kolana lekko się uginają pod natłokiem dojrzałego barokowego przepychu i precyzją każdego detalu. Tutaj warto pamiętać o tym, że bilety najlepiej kupić online, bo dzięki temu unikniemy stania w kolejce. Ważne jest również to, by zabrać ze sobą słuchawki ponieważ przy wejściu można pobrać aplikację z audio przewodnikiem, która ułatwia zwiedzanie i przekazuje wszystkie cenne informacje.

Po wyjściu warto skierować się w stronę Placu świętego Jerzego, na którym znajdują się piękne posągi oraz Pałac Wielkiego Mistrza. Zbudowany w 1571 budynek był centrum administracyjnym i siedzibą Wielkiego Mistrza Zakonu Maltanskiego. Za czasów brytyjskich służył jako pałac gubernatora, a dziś jest siedzibą prezydenta Malty. Sale są udostępnione do zwiedzania codziennie, za wyjątkiem dni w których budynek pełni funkcje państwowe. Bogate zbiory zbrojowni z całą pewnością zachwycą niejednego pasjonata militariów.

Podążając w dół główną ulicą zza budynków wyłania nam się okazały Fort świętego Erazma, bardziej znanego jako święty Elmo. Zbudowany w drugiej połowie XVI wieku pełnił rolę obronną aż do 1972 roku. Fort musiał się zmierzyć z ogromnym najazdem Turków osmańskich jeszcze w fazie budowy. Mimo, że jeszcze niedokończony spisał się świetnie odpierając atak. Po najeździe budowla została jeszcze bardziej rozbudowana, wzmocniona i włączona w system murów obronnych miasta. Dziś budowla jest muzeum oferującym podróż w głąb militarnej historii wyspy, która odcisnęła ślad i ukształtowała to miejsce.

Zanim przemierzymy kolejne miejsca warte zobaczenia chcemy się zanurzyć w wąskie uliczki, które chronią od zgiełku i palącego październikowego słońca. Spacerując z wolna warto zwrócić uwagę na piekne, kolorowe, zabudowane, drewniane balkony i balkoniki jakby przyklejone do budynków. Jest to punkt rozpoznawczy Valletty jak i całej wyspy. Brukowane uliczki skrywające historie na każdym rogu przenoszą w czasie. Pamiętajcie jednak, że łatwo się zatracić w tym spacerze i jeśli jesteście głodni to zerkajcie na zegarek, bo na Malcie również obowiązuje siesta podczas której knajpki i bary podają jedynie napoje. Gdy już z lekka zregenerujemy siły możemy wybrać się w dalszą podróż po zabytkach.

Brama Viktorii jest jedyną zachowaną z dawnych czasów bramą miejską z obrębie fortyfikacji. Została zbudowana przez Brytyjczyków w 1885 roku i nazwana na cześć królowej Viktorii. Łączyła ona miasto z Wielkim Portem. Powstała w miejscu dawnej dużo mniejszej bramy miejskiej, która musiała zostać zamieniona na obecną z powodu wciąż rosnącego ruchu w tym obrębie miasta. Teren ten był pełen gwaru i ruchu między innymi przez targ rybny znajdujący się w porcie.

Brama nie jest jednak jedyną pamiątką po Brytyjczykach, jest ich wiele ale szczególnie rzucają się w oczy wciąż liczne w mieście czerwone budki telefoniczne oraz typowe skrzynki na listy.

Wielki Port jest przystankiem dla wodnych taksówek, którymi można się dostać do Birgu, ale i dla wielkich wycieczkowców, które zatrzymują się tu by uzupełnić zapasy, a turyści na szybko zwiedzić najbliższą okolicę. Port miał również strategiczne znaczenie w przeszłości. Wcinający się w ląd na długości 3,6 kilometra pas wody o głębokości około 10 metrów przyjmował przez wieki statki rybackie jak i wielkie floty wojskowe. To dzięki tak dogodnemu ukształtowaniu terenu Malta stała się idealnym miejscem łączącym Afrykę z Europą.

Przechodząc wzdłuż portu warto wzrokiem wspiąć się na mury obronne miasta które z tej perspektywy robią naprawdę ogromne wrażenie.

Kolejną atrakcją są Ogrody Baraka skąd rozpościera się piękny widok na Fort Świętego Anioła w Birku. Niesamowicie widokowy punkt miasta jest pełen pomników i tablic pamiątkowych. Warto zwrócić uwagę, że jedna z tablic upamiętnia polskich marynarzy. Do ogrodów można dostać się spacerując uliczkami bądź wjechać windą z dołu przy Wielkim Porcie. Widok z ogrodu zabiera dech w piersiach o świcie ale wieczorem przy blasku lamp i częstym fajerwerkom również jest fascynujący.

Huk fajerwerków jest częsty ponieważ Maltańczycy uwielbiają tę rozrywkę. A jeśli jesteśmy przy huku i ogrodach to warto być tutaj około 12 i 16 bo o tych godzinach niemal codziennie są salwy z armaty.

Wychodząc z ogrodów Swoje kroki warto skierować w stronę placu na którym znajduje się między innymi Zajazd Kastylijski i Kościół Matki Bożej Zwycięskiej.

Zajazd Kastylijski był jednym z ośmiu miejsc zamieszkania rycerzy zakonnych kawalerów maltańskich w Valletcie. Ukończony w drugiej połowie XVI wieku był jednym z okazalszych barokowo manierystycznych budynków w mieście. Dziś znajduje się w obiekcie siedziba premiera Malty. Fasada budynku daje do myślenia jakimi zasobami dysponował zakon podczas budowy.

Przy placu znajduje się jeszcze jeden z wielu kościołów znajdujących się w mieście. Ten jednak ma szczególne znaczenie, ponieważ szacuje się iż jest to pierwszy kościół w Valletcie. Miał on być darem za odparcie przez zakon i mieszkańców Malty oblężenia Turków osmańskich w 1565 roku. Pochowano tam wielkiego mistrza i założyciela Valletty, lecz po wybudowaniu konkatedry jego szczątki przeniesiono właśnie tam.

Nieopodal placu w jednym z bastionów znajduje się Bank Malty. Warto zwrócić uwagę na okolice, która przykuwa szczególną uwagę swoimi ogromnymi, pionowymi ścianami murów obronnych.

Schodząc w dół schodkami przy parlamencie znów znajdujemy się przy głównej bramie i rzucamy ostatnie spojrzenie na fontannę od której zaczynaliśmy naszą podróż. Zdajemy sobie sprawę, że moglibyśmy ciągnąć naszą opowieść jeszcze godzinami, ale chcemy pozostawić również Wam coś do odkrycia. A jest wiele.
Napiszcie koniecznie co Wam najbardziej podobało się w mieście.
Koniecznie zobaczcie inne materiały, które przygotowaliśmy

Do zobaczenia na szlaku!
Kasia i staś

Alberobello: Magia białych domków i mruczących mieszkańców

Czołem Załoga!
Wyobraźcie sobie miasteczko, które wygląda, jakby żywcem wyjęto je z kart baśniowej opowieści lub osady smerfów. Białe ściany, stożkowate dachy z tajemniczymi symbolami i labirynt wąskich uliczek. Witajcie w Alberobello – perle włoskiej Apulii, która od 1996 roku dumnie widnieje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

W drogę!

Skąd wzięły się trulli? Historia sprytnego oszustwa

Choć domki trulli wyglądają uroczo, ich powstanie nie wynikało z estetyki, ale… z chęci uniknięcia podatków. W XVII wieku hrabia Conversano, ówczesny właściciel tych ziem, chciał uniknąć płacenia daniny od nowo powstałych osad na rzecz króla Neapolu.

Nakazał więc budować domy wyłącznie z lokalnego wapienia, bez użycia zaprawy murarskiej (metodą „na sucho”). Dlaczego? Bo gdy tylko na horyzoncie pojawiali się królewscy poborcy podatkowi, mieszkańcy mogli w kilka chwil rozebrać dachy i ściany. Według prawa „niedokończone” domy nie podlegały opodatkowaniu. Gdy urzędnicy odjeżdżali, domki w mgnieniu oka składano z powrotem. 

Nie ma nieruchomości nie ma podatku. Można ? można! 

Dwie twarze Alberobello: Rione Monti vs. Aia Piccola

Zwiedzając miasteczko, szybko zauważycie, że domki dzielą się na dwie główne części, które oferują zupełnie inne doznania:

  1. Rione Monti: To najbardziej turystyczna dzielnica. Znajdziecie tu ponad tysiąc trulli, w których mieszczą się sklepiki z pamiątkami, kawiarnie i warsztaty rzemieślnicze. To tutaj zrobicie najbardziej „pocztówkowe” zdjęcia, ale przygotujcie się na tłumy.
  1. Nieopodal via Giuseppe Verdi: To prawdziwa oaza spokoju. W tej dzielnicy wciąż mieszkają lokalsi, nie ma tu tylu komercyjnych szyldów, a pranie suszące się nad głowami dodaje miejscu autentyczności. To idealne miejsce na powolny spacer i poczucie ducha dawnych Włoch.

Koty – prawdziwi gospodarze miasta

Jeśli kochacie zwierzęta, Alberobello skradnie Wasze serce jeszcze jednym szczegółem: koty są tu absolutnie wszędzie. Wygrzewają się na szarych, kamiennych dachach, drzemią na białych schodkach i z gracją przeciskają się między nogami turystów.

Mieszkańcy dbają o swoich czworonożnych sąsiadów, wystawiając im miseczki z jedzeniem. Koty stały się nieoficjalnym symbolem miasta – niemal w każdym sklepie z pamiątkami znajdziecie magnesy lub figurki z motywem kota siedzącego na dachu trullo.

Nocleg w stożkowym domku? To możliwe!

Alberobello to nie tylko skansen, to żyjące miasto. Jedną z największych atrakcji jest możliwość zarezerwowania noclegu wewnątrz trullo.

Mimo surowego, kamiennego wyglądu z zewnątrz, wnętrza są zazwyczaj odnowione i bardzo komfortowe. Grube mury zapewniają naturalną klimatyzację – latem dają upragniony chłód, a zimą trzymają ciepło. To wyjątkowe przeżycie, gdy rano otwierasz niskie, drewniane drzwi i od razu witasz się z budzącym się do życia, białym miasteczkiem.


Alberobello to miejsce, które po prostu trzeba poczuć wszystkimi zmysłami. Od zapachu świeżo parzonej kawy, przez szorstkość wapiennych murów, aż po miękkość futra napotkanego na drodze kota. 

Do zobaczenia w kolejnej podróży,
Kasia & staś.

Locorotondo: Biały labirynt, który kradnie serce (nie tylko w święta!)

Jeśli Alberobello jest królestwem bajkowych domków, to oddalone o rzut beretem Locorotondo jest jego elegancką, spokojniejszą kuzynką. Nazwa miasta dosłownie oznacza „okrągłe miejsce” (locus rotondus), co idealnie oddaje plan jego zabudowy. To tutaj znajdziecie jedne z najpiękniejszych uliczek we Włoszech, które – choć zachwycają przez cały rok – zimą zmieniają się w scenerię rodem z planu filmowego Disneya.

Plątanina uliczek i „cummerse”

Locorotondo to miejsce stworzone do tego, by się w nim zgubić. Miasto słynie z nieskazitelnej czystości i białych elewacji, na tle których odcinają się kolorowe kwiaty i zielone okiennice. Charakterystycznym elementem architektury są tutaj cummerse – wąskie domy o spiczastych dachach krytych szarą dachówką, które nadają miastu unikalny, niemal północnoeuropejski sznyt w samym sercu południowych Włoch.

Spacerując bez planu, natkniecie się na ukryte dziedzińce, schodki ozdobione ceramicznymi donicami i zapach świeżo pranej pościeli mieszający się z aromatem lokalnego białego wina.

Świąteczna bajka: Locorotondo w grudniu

Choć Apulia kojarzy się głównie z letnim słońcem, Locorotondo stało się w ostatnich latach stolicą włoskich świąt. Gdy nadchodzi grudzień, wąskie gardła uliczek wypełniają się tysiącami światełek, czerwonymi kokardami, bombkami i girlandami z igliwia.

Wszystko jest tu dopracowane do perfekcji – od gigantycznych instalacji świetlnych po drobne detale w oknach mieszkańców. Klimat jest tak gęsty od magii, że można odnieść wrażenie spacerowania wewnątrz szklanej kuli ze śniegiem. To wtedy miasto nabiera blasku, który przyciąga fotografów i marzycieli z całego świata.

Ważne!

Jeśli wybieracie się w dalszą podróż np. do Monopoli (tak jak my), to musicie uzbroić się w cierpliwość. Autobusy jeżdżą jak chcą i nasz przyjechał z 4 godzinnym opóźnieniem. Żeby pojechać do Monopoli trzeba tównież czekać na odpowiednim przystanku, który nie jest tak oczywisty.
(dane na grudzień 2025)
Poniżej zdjęcie przystanku, a tu współrzędne GPS: 40.755057, 17.326251
Via Martina Franca 13

Kościół San Nicola: Spojrzenie w przeszłość

W samym sercu starego miasta, wśród bieli murów, kryje się perełka – kościółek San Nicola Myra. Z zewnątrz może wydawać się skromny, ale jego wnętrze kryje coś niezwykłego.

Największą atrakcją jest przeszklona podłoga, przez którą można zajrzeć bezpośrednio pod stopy, by zobaczyć odsłonięte fundamenty i pozostałości dawnych konstrukcji. To niesamowite uczucie stać na przezroczystej tafli i widzieć historię miasta zapisaną w kamieniu, warstwa po warstwie. Wnętrze zdobią dodatkowo piękne, barwne freski, które opowiadają o życiu patrona.

Chwila oddechu w Villa Comunale

Po spacerze labiryntem uliczek warto skierować się w stronę Villa Comunale – miejskiego parku, który jest ulubionym miejscem spotkań lokalsów. To zadbane, zielone ogrody z ławkami, gdzie wśród cienia drzew można odpocząć od zgiełku.

Jednak to, co w parku najważniejsze, znajduje się na jego obrzeżach. Rozpościera się stąd najpiękniejszy taras widokowy w regionie. Z balustrady parku możecie podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę Valle d’Itria (Doliny Itrii).


Locorotondo to miasto, które nie krzyczy o uwagę, ale powoli sączy swój urok do serca każdego przybysza. To idealne miejsce na „slow travel” i cieszenie się detalami.

Do zobaczenia na szlaku!
Kasia & staś

Polignano a Mare: Perła Apulii, która dosłownie wisi nad Adriatykiem

Jeśli widzieliście kiedyś zdjęcie białych domów „wyrastających” prosto z wysokich, poszarpanych skał, to na 99% patrzyliście na Polignano a Mare. To miasteczko nie tylko wygląda jak pocztówka – ono nią po prostu jest. Położone na południu Włoch, w regionie Apulia, przyciąga zapachem soli morskiej, dźwiękiem fal uderzających o klify i klimatem, którego nie da się podrobić.


Krótka lekcja historii: Od Greków do Rzymian

Choć dziś Polignano kojarzy się głównie z wypoczynkiem, jego historia sięga czasów starożytnych. Założone prawdopodobnie przez Greków (jako Neapolis), rozkwitło pod panowaniem rzymskim. Strategiczne położenie na wysokim klifie sprawiało, że była to naturalna forteca. Przez wieki miasto przechodziło z rąk do rąk – od Bizantyjczyków, przez Normanów, aż po Aragończyków – a każda z tych kultur zostawiła swój ślad w krętych, marmurowych uliczkach starego miasta.

Ikona regionu: Most i plaża Lama Monachile

Najbardziej rozpoznawalnym punktem jest plaża Lama Monachile (zwana też Cala Porto). To niewielka, kamienista zatoczka wciśnięta między dwa pionowe klify.

Nad plażą góruje imponujący most z czasów Burbonów (XIX wiek). Został on zbudowany na fundamentach starego rzymskiego mostu, który był częścią słynnej drogi Via Traiana. Dla regionu miał on znaczenie kluczowe – pozwalał na sprawny transport towarów i przemieszczanie się wojsk wzdłuż wybrzeża Adriatyku, łącząc odległe zakątki imperium, a później królestwa. Dziś to najlepszy punkt widokowy dla fotografów!

Ważne!

Jeśli chcesz zobaczyć taki widok, warto wejść między uliczki i dostać się na taras widokowy, który znajduje się przy via Porto 26-28.

Współrzędne w GPS: 40.997025, 17.218684


Dom „Pana Volare” i skalny basenik

Polignano a Mare to rodzinne miasto jednego z najsłynniejszych Włochów w historii – Domenico Modugno. Nawet jeśli nie kojarzycie nazwiska, na pewno znacie jego największy hit: „Nel blu dipinto di blu”, czyli legendarne „Volare”.

Na placu nazwanym jego imieniem stoi dumny posąg artysty z rozpostartymi ramionami. Co ciekawe, tuż obok posągu, schodząc w dół ku morzu, znajdziecie urokliwe miejsce – mały basenik (naturalne zagłębienie) wykuty prosto w skale. To idealny punkt, by na chwilę uciec od tłumów i poczuć orzeźwiającą moc Adriatyku w niemal prywatnej scenerii.


Nie tylko dla leniuchów: Szlaki i groty

Jeśli myślicie, że Polignano to tylko kawa i lody, mamy dla Was niespodziankę. Przez miasteczko i jego okolice przebiegają dalekobieżne szlaki piesze, takie jak fragmenty Cammino di Don Tonino Bello czy trasy łączące się z południową odnogą Via Francigena. To raj dla trekkingowców, którzy chcą podziwiać wybrzeże z nieco innej perspektywy.

Na koniec nie można zapomnieć o tym, co kryje się pod spodem. Klify Polignano są podziurawione jak szwajcarski ser! Znajduje się tu mnóstwo naturalnych grot, w tym ta najsłynniejsza – Grotta Palazzese, w której mieści się jedna z najbardziej ekskluzywnych restauracji świata. Jeśli jednak nie macie ochoty na kolację za miliony, wystarczy wynająć łódkę, by zwiedzić inne, równie magiczne jaskinie dostępne tylko od strony morza.

Polignano a Mare to nie tylko „pocztówkowe” widoki – to miejsce, gdzie czas zwalnia, a błękit nieba faktycznie miesza się z błękitem morza, dokładnie tak, jak śpiewał Modugno. Bez względu na to, czy wybierzesz trekking nadmorskimi szlakami, czy leniwe popołudnie przy moście Lama Monachile, wyjedziesz stąd z jednym przekonaniem: życie na krawędzi klifu bywa absolutnie magiczne.

Spakuj aparat i wygodne buty – włoska przygoda czeka!

Do zobaczenia,
Kasia & staś

Poreč – mozaikowe serce Istrii

Miasto, które z pozoru wydaje się spokojne i przejrzyste, skrywa w sobie warstwy historii niczym tytułowa mozaika w słynnej Bazylice. Zapraszamy Was na spacer, w którym starożytność przenika się z klimatem wakacyjnej beztroski.
W drogę!

Logistyka

Poreč odwiedziliśmy tego samego dnia co Rovinj – idealna kombinacja na intensywny dzień w zachodniej Istrii. Z Rovinj do Poreć jest około 35 km, czyli mniej więcej 40 minut jazdy autem, jeśli nie zatrzymujecie się co chwilę na zdjęcia (co ostrzegamy, może być trudne!).

Samochód zaparkować można na jednym z 3 bardzo dużych parkingów. My byliśmy poza sezonem i udało nam się trafić na darmowe miejsce niemalże w centrum miasta. Ta opcja nie jest pewniakiem, a jedynie szczęśliwym trafem. Pamiętajcie, że parkingi dla kamperów znajdują się nieco dalej i nie można nimi parkować na tych trzech wcześniej wspomnianych parkingach.

Krótko o historii

Poreč to jedno z najstarszych miast w Chorwacji – historia osadnictwa sięga tutaj VII wieku p.n.e. i jest bardzo podobna do historii wielu miast półwyspu. Mieszkali tu Ilirowie. Potem przyszli Rzymianie, którzy zrobili z miasta jeden ze swoich fortów. Po upadku Cesarstwa miasto przechodziło z rąk do rąk – Bizantyjczyków, Wenecjan, Austriaków, Włochów, aż w końcu stało się częścią Jugosławii, a potem niepodległej Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Naszą podróż zaczynamy nietypowo – bo od miejsca, o którym często się zapomina – czyli od świątyni Marsa. Choć pozostał tu jedynie fragment fundamentów i kilka kolumn to przy odrobinie wyobraźni możemy poczuć klimat budowli z I wieku n.e. Stanowisko archeologiczne, które możemy podziwiać ma na celu ochronę tego, co pozostało z dawnej świątyni.

Schodząc w dół wzdłuż nabrzeża warto zwrócić uwagę na potężne mury miejskie, które nawet w dzisiejszych czasach wzbudzają respekt funkcji obronnej tego miejsca. Spacerując leniwie uliczkami możemy natknąć się jeszcze na pozostałości murów oraz wieże, które chroniły mieszkańców przed najazdami.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Aktywnie na półwyspie

Bazylika Eufrazjusza – to punkt obowiązkowy. Nawet jeżeli nie jesteście fanami architektury sakralnej, wejdźcie tam chociaż na chwilę. Budowla z VI wieku to prawdziwy skarb UNESCO. Wnętrze Bazyliki zdobią bizantyjskie mozaiki – złoto, błękity, geometryczne wzory, a wszystko to w ciszy, która wydaje się zawieszona między epokami. Najlepszy moment? Wejście do atrium w porze popołudniowego słońca – światło gra na kamieniach jak na harfie.

Stare Miasto to uczta dla fanów wąskich uliczek, krzywych schodów i zaułków prowadzących nie wiadomo gdzie. Przechadzając się Decumanusem – główną ulicą rzymską – trafiamy na małe galerie, lodziarnie z sorbetem z fig i sklepiki z lawendą i oliwą. Znajdują się tam również cudowne wielowiekowe kamienice, pokazujące historię tego miejsca.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Dom Romański to XIII-wieczna budowla, która jest jedną z najważniejszych atrakcji miasta pod względem architektonicznym. Budynek w ciągu wieków był wielokrotnie przebudowywany i remontowany. Ostatni remont zaowocował dodaniem antycznego balkonu.

Nieopodal Domu Rzymskiego znajduje się dawne Forum, czyli centrum kulturalne i handlowe dawnych czasów. W narożu placu znajduje się fragment pozostałości po dawnym placu. Dziś możemy tu usiąść w cieniu parasolek i ochłonąć od palącego chorwackiego słońca.

Nadbrzeżna promenada to idealne miejsce na zakończenie dnia. Kawiarnie z widokiem na morze, dzieci biegające po placach, a między nimi artyści malujący pejzaże. My usiedliśmy na kamiennej ławce z lodami pistacjowymi w ręku i po prostu chłonęliśmy ten klimat.

Poreč nie krzyczy atrakcjami – raczej szepcze historią. To miasto, w którym czasem warto usiąść przy fontannie i po prostu obserwować, jak turyści gubią się w labiryncie uliczek starówki. Niektóre miasta się zwiedza, inne – chłonie. Poreč zdecydowanie należy do tych drugich.

Do zobaczenia na szlaku!

Kasia & Staś

Pula – miasto, które pamięta Cesarza.

Położone na południowym krańcu półwyspu Istria miasto jest spektaklem historii, której można doświadczyć wchodząc w zakamarki, place i dziedzińce. Burzliwa historia pozostawiła po sobie ślady, a miasto nie raz musiało się podnosić z przysłowiowych zgliszczy. To tutaj zobaczymy jeden z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów z czasów Cesarstwa Rzymskiego wizytówkę miasta. Ale czy to jedyna atrakcja?

Zapraszamy do zwiedzania tego pięknego miasta.

Logistyka

Podczas 10 dniowego wyjazdu, gdzie zwiedzaliśmy południową i środkową część półwyspu Istria, jeden dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Puli. 24 godziny to zdecydowanie wystarczający czas, żeby zwiedzić najważniejsze miejsca. Pula i najbliższa okolica to idealny punkt wypadowy w inne części kraju. Jest tu lotnisko, a jeśli ktoś wybierze się tu samochodem, to możliwości zwiedzania tego regionu będą jeszcze większe. Ale o samej okolicy takiej jak Rovinj, Porec, czy innych opcjach spędzenia tu czasu przeczytasz w dalszych artykułach.

Zarys historii

Historia miasta sięga około V wieku p.n.e., ale to moment, w którym miasto zajęli Rzymianie w roku 177 p.n.e. można liczyć jako początek naprawdę czegoś wielkiego. Przez lata portowe miasto zyskiwało na znaczeniu.  W 43 r. Pula stała się kolonią Rzymską i od tamtego momentu jej znaczenie niemalże eksplodowało. Miasto stało się ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym.

Miasto trafiało z rąk do rąk. Po upadku Cesarstwa przeszło pod wpływy Bizancjum, a następnie przez wieki było pod rządami Wenecji. To dawało szanse na rozwój, lecz taka rotacja również przynosiła straty, ponieważ bunty przy tych zmianach były krwawo tłumione. Żadna zmiana jednak nie zdziesiątkowała tak miasta jak epidemia dżumy i malarii. Z czasów rzymskiej potęgi liczącej ok. 30 tys. po epidemii liczba mieszkańców spadła do około 300.

Swój ponowny rozkwit w XIX wieku Pula zawdzięcza powstałej stoczni, komunikacji kolejowej, pierwszym zakładom przemysłowym i licznej arystokracji, która zaczęła przyjeżdżać tu w celach rekreacyjnych.

XX wiek to również czas wielu przemian. Po I wojnie światowej, region Istrii razem z Pulą zajęły Włochy, a po drugiej wojnie światowej miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Bezapelacyjnie wizytówką miasta jest Amfiteatr w samym sercu miasta, który jest jednym z trzech najlepiej zachowanych aren  Starożytnego Rzymu. Obecny wygląd zawdzięczamy cesarzowi Wespazjanowi, który nakazał powiększyć istniejący już amfiteatr tak, by pomieścić 23 tysiące widzów łaknących krwi, dzikich zwierząt i walk gladiatorów. Najlepiej zwiedzać amfiteatr rano, gdy jeszcze tłum turystów nie zajmie kolejki do kas.  Świetną opcją jest zobaczenie walk gladiatorów na żywo. Imprezy tego typu są organizowane z rozmachem i piękną oprawą (wybierając się do Puli warto sprawdzić czy akurat uda się trafić na spektakl – link do strony)

Wychodząc z Areny warto zahaczyć o Titov Park, w którym znajdziemy miniaturowy model miasta, a drzewa uchronią nas od coraz mocniejszego słońca. Przechodząc wzdłuż nabrzeża dotrzemy do Forum.
Miejsce to, tak samo jak w Rzymie, miało wiele funkcji. Wybudowany w I wieku plac stanowił centrum życia publicznego pełniąc funkcje religijne, administracyjne i handlowe. Dziś jest gwarnym miejscem z parasolami pobliskich restauracji oraz informacją turystyczną.

Spacerując po Forum nie sposób nie dostrzec Świątyni Augusta i Romy. Ta powstała na początku I wieku budowla cieszy oko nie tylko entuzjasty starożytnej architektury, ale jest świadectwem kunsztu i zaawansowania przeszłych wieków. Świątynia ta, przez wieki przeszła naprawdę sporo. Odbywały się tu obrzędy pogańskie, po czym została zamieniona na kościół, by w kolejnych wiekach stać się spichlerzem. Dziś wewnątrz można podziwiać kolekcję starożytnych rzeźb z brązu i kamienia.

Niebagatelnym jest to, że starożytność jest tak mocno wpisana w miasto. Pisząc to mam na myśli ruiny domu Agrippiny Młodszej. Była ona siostrą Kaliguli i matką Nerona, który prawdopodobnie zlecił jej zamordowanie. Niesamowite stanowisko archeologiczne, które jest nieco zaniedbane, lecz warte zobaczenia. Ciężko tam trafić z powodu słabego oznaczenia. Ruiny znajdują się tuż przy forum,  należy wejść tam wąskim przejściem obok bankomatu.

Kolejną nieoczywistą atrakcją są mozaiki podłogowe odkryte po bombardowaniach podczas II wojny światowej. Przedstawiają one mitologiczną scenę ukarania Dirke. Pochodząca z III wieku mozaika podłogowa jednej z willi zadziwia. A mnie osobiście szokuje „wciskanie się” nowoczesności w starożytność. Ale to pozwolę sobie zostawić już Waszej ocenie.

Przechodząc wzdłuż okazałych kamienic dochodzimy do wzniesionego pod koniec I wieku p.n.e. Łuku Sergiusza. Ta wzniesiona w stylu korynckim budowla przyciąga wzrok turystów niesamowitymi ornamentami. Łuk został wzniesiony wewnątrz jednej z bram miejskich, która razem z murami tworzyła linię obronną dla miasta. Bramę wraz z fragmentem murów rozebrano, a plac przy Łuku przyciąga oprócz turystów wielu artystów.

Zerostrasse
Idąc wzdłuż murów miejskich warto skryć się przed słońcem w trasie podziemnych tuneli. Temperatura w tunelach to około 14-18 stopni, więc co wrażliwsi powinni wziąć bluzę. Tunele zostały wybudowane w celu schronienia mieszkańców Puli podczas wojny i finalnie mogło tam się skryć 50 tyś ludzi. Jest kilka wejść do siatki tuneli, a dobra nawigacja nie pozwoli się zgubić. W tunelach możemy zobaczyć wystawy zdjęć sieci komunikacji tramwajowej w Puli, a wjeżdżając windą na samą górę dotrzemy do twierdzy Kasel, która również jest udostępniona do zwiedzania.

Twierdza Kasel
Pierwsza fortyfikacja powstała w XVII wieku, dzięki panującym tu Wenecjanom, na miejscu obiektu sakralnego, a jeszcze wcześniej starożytnego Kapitolu. Ze względu na położenie pełniła funkcję obronną, ale po pierwszej wojnie straciła na znaczeniu. Dziś udostępniona do zwiedzania, cieszy oczy turystów ukazując ze swojej wieży piękną panoramę miasta. We wnętrzach zamku można zobaczyć wystawy czasowe, które jeszcze bardziej ożywiają to miejsce.

Powoli schodząc w twierdzy kierujemy się wąskimi uliczkami do samochodu. Nam udało się zaparkować poza strefą płatnego parkowania, co wymagało przejścia kilkuset metrów więcej.
Szukając miejsca do parkowania pamiętajcie, że Chorwacja ma podobne zasady jak we Włoszech.
Miejsca oznaczone niebieskimi liniami są płatne, żółte są zarezerwowane dla rezydentów, a białe to miejsca bezpłatne : )

Pięknego czasu w Puli,

Kasia & staś.

Lublin gdy za oknem pada? – Oczywiście!

„W czasie deszczu dzieci się nudzą…” tekst polskiej piosenki z lat 60 ubiegłego wieku zna chyba każdy. Wiemy doskonale jak słaba pogoda może popsuć plany naprawdę dobrze zapowiadającego się weekendu. Ale czy jesteśmy skazani na siedzenie w domu i smutne patrzenie w ścianę marudząc na nudę?

Niekoniecznie!!!

Oto kilka przykładów na to co robić w mieście gdy pogoda nas nie rozpieszcza.

  • Aqua Lublin – jeśli nie lubimy deszczu, ale woda w zupełności nam nie przeszkadza to idealnym miejscem będzie spędzenie czasu na basenie. Basen ten to nie tylko pływanie. W ofercie znajduje się również jacuzzi, rwąca rzeka, zjeżdżalnie, wodny plac zabaw oraz baseny zewnętrzne. Dla tych, którzy chcą odpocząć mniej aktywnie w ofercie znajduje się Saunarium.
    Adres:
    Al. Zygmuntowskie 4
    20-101 Lublin
    https://mosir.lublin.pl/obiekty/aqua-lublin/

  • Cartmax – to idealne miejsce na mapie Lublina jeśli lubisz ścigać się, rywalizowac i wygrywać. Kryty tor gokartowy zapewni wszystkie te przyjemności w jednym miejscu. Do wyboru mamy pojazdy o różnej mocy. Dodatkowym atutem w ofercie są tandemy, które pozwolą dzielić się wrażeniami z drugą połówką : ) dla dzieci natomiast w ofercie są pojazdy elektryczne.
    Adres:
    GALERIA OLIMP (POZIOM 0 [parking])
    Al. Spółdzielczości Pracy 32
    20-147 Lublin
    https://cartmax.pl/

  • Laser City – jeśli z paczką znajomych nie wiesz co zrobić w paskudny dzień, a chcesz przetestować swoją sprawność, umiejętność pracy zespołowej i logicznego myślenia to jest to strzał w dziesiątkę. I to dosłownie. W ofercie jest miedzy innymi paintball laserowy, laserowa strzelnica, laserowy labirynt oraz wiele innych. Jest to miejsce stworzone idealnie dla małych i dużych graczy.
    Adres:
    LASER CITY
    Bursaki 6D
    20-150 Lublin
    https://lublin.lasercity.pl/

  • Let me Out – jeśli rozwiązywanie zagadek i praca pod presją czasu w dobrym towarzystwie to Twoje atuty, to z pewnością odnajdziesz się w jednym z 5 Lubelskich pokoi z których będziesz miał jedynie 60 minut, żeby się wydostać. Na Twojej drodze stanie wiele zagadek do rozwiązania. To one powoli doprowadzą Cię do głównego rozwiązania i odnalezienia wyjścia. Będzie to idealnie spędzony czas z paczką znajomych gdy pogoda nie koniecznie będzie idealna.
    Adres:
    Let Me Out – Escape room Lublin
    ul. Złota 6 (1. Piętro)
    20-112 Lublin
    https://lublin.letmeout.pl/

Strefa wysokich lotów – ten park trampolin jest idealnym miejscem, które sprawdzi Twoją kondycje i da wyrzut endorfin na długie godziny po wyjściu. Ten skaczący park rozrywki sprosta wymaganiom każdego, kto chce aktywnie spędzić czas. Baseny z gąbkami, ścianka wspinaczkowa, kosz do wsadów i równoważnia do walki na gabkowe belki to tylko niektóre atrakcje tego miejsca. Wchodząc na trampoliny należy mieć skarpetki antypoślizgowe, które można zakupić na miejscu.
Adres:
Strefa Wysokich Lotów
ul. Cisowa 11
20-703 Lublin
https://strefawysokichlotow.pl/lublin/

Warsztaty Ceramiki – jeśli chcesz stworzyć swój własny, wymarzony kubek możesz to zrobić na warsztatach ceramiki Bolesławiec. Jest to idealne miejsce dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności artystyczne i przy okazji mieć świetną pamiątkę, którą będzie można się pochwalić znajomym lub podarować najbliższej osobie. Jeśli nie masz talentu do malowania to niczym się nie przejmuj. Możesz skorzystać z gotowych stempelków tworząc własne dzieło.
Adres:
Manufaktura Bolesławiec
Al. Spółdzielczości Pracy 26
20-147 Lublin
https://art.boleslawiec.pl/

  • Centrum wspinaczkowe Kotłownia – Twoim największym dziecięcym marzeniem było wspiąć się jak Tarzan na najwyższe drzewo? Tutaj będziesz się czuł jak ryba w wodzie! To świetna zabawa na aktywny wypoczynek dla każdego. Wspinaczkowe przeszkody dostosowane do możliwości każdemu pozwolą przekroczyć swoje własne granice. Dzięki dobremu sprzętowi i wykwalifikowanej kadrze na torach poczujesz się naprawdę bezpiecznie.
    Adres:
    Kotłownia
    ul. Cisowa 11
    20-703 Lublin
    https://cwkotlownia.pl/
  • Masters Bowling & Bilard – bilard i kręgle to również ciekawa propozycja na mapie Lublina. Sieć ma aż 3 lokalizacje wiec łatwo będzie znaleźć dogodne miejsce dla siebie. Oprócz wyżej wymienionych atrakcji można również pograć na automatach oraz spróbować swoich sił w rzutkach. Na miejscu można zjeść i zorganizować małe przyjęcie po wcześniejszej rezerwacji miejsca więc jest to świetna opcja na spędzenie tam czasu. Wiele możliwości daje szanse znaleźć każdemu czegoś dla siebie.
    Adres:
    Masters Bowling & Bilard
    https://klubmasters.pl/ (po wyborze odpowiedniego klubu na dole można znaleźć adres)


Seanse filmowe można również zobaczyć między innymi w Centrum Kultury, Centrum Spotkania Kultu,r ale tutaj warto wejść bezpośrednio na stronę danego  miejsca, ponieważ oferta tych miejsc jest dużo większa… o czym poniżej.

  • GALERIE, SPEKTAKLE, KONCERTY – a może masz ochotę posłuchać dobrej muzyki, jesteś czuły na malarstwo, grafikę albo inny rodzaj sztuki? Świetnie się składa.  Lublin ma w ofercie mnóstwo świetnych miejsc.
    Oto lista kilku z nich.
    Adresy:

Centrum Spotkania Kultur
plac Teatralny 1
20-029 Lublin
https://csklublin.pl/


Centrum Kultury
ul. Peowiaków 12
20-007 Lublin
https://ck.lublin.pl/


Chatka Żaka

Radziszewskiego 16
20-031 Lublin
https://www.umcs.pl/pl/chatka.htm


Opera Lubelska
ul. Marii Curie-Skłodowskiej 5
20-029 Lublin
https://operalubelska.pl