Wrocławskie ZOO – miejsce, które trzeba zobaczyć

               Ponad 12 000 zwierząt na przestrzeni 33 hektarów. Do tego siatka ścieżek wypełniona wieloma planszami dydaktycznymi, zagadkami dla najmłodszych i miejscem do wypoczynku. Jest to jeden z najczęściej odwiedzanych ogrodów w Europie. Kupując bilet nie zdawałem sobie sprawy na jaki spacer się piszę i jaki bagaż wiedzy będę miał okazję zdobyć.
Mały Wypad czas start!
Zapraszam.

DATA I GODZINA

O wrocławskim ZOO słyszałem dużo dobrego i nareszcie w drugiej połowie stycznia (26.01) miałem okazję go odwiedzić. Wiele osób wybiera cieplejsze dni (a nawet upalne) na taką rozrywkę twierdząc, że mało można zobaczyć, gdy jest zimno. Nic bardziej mylnego. Gro zwierząt nienawidzi upałów i zdecydowanie lepiej czują się, gdy jest chłodno, niż w letnim skwarze. A dla tych zwierząt, które cenią sobie ciepełko są zbudowane specjalne ocieplane boksy i to właśnie tam można je podziwiać.

Jeśli chodzi o porę dnia to wybrałem 9:00, czyli godzinę otwarcia. Z jednej strony wtedy jeszcze nie ma tłumów i bez problemu można zwiedzić (poniekąd prowadząc cały peleton) sporą część ZOO, z drugiej zaś, o czym nie wiedziałem, wiele zwierząt miało z rana czas karmienia. Szedłem więc za meleksem, który rozwoził śniadanie i miałem okazję zobaczyć mnóstwo gatunków na porannej wyżerce. Póki co – same plusy.

CZAS ZWIEDZANIA

               Żeby zatrzymać się i przez chwilę podziwiać zwierzęta trzeba dużo czasu. Żeby przyswoić ogrom wiedzy zamieszczony na planszach potrzeba jeszcze więcej czasu. Mi zwiedzanie zajęło lekko 4 godziny, a nie robiłem sobie przerw podczas oglądania i ścieżkami chodziłem w miarę możliwości szybko. Nie skłamię twierdząc, że ta wyprawa może być całodzienną przygodą. Na szczęście ogród przygotował świetne zaplecze rekreacyjno – wypoczynkowe. Nie brakuje ławek, na których można odpocząć, a w sezonie działa również pełna gastronomia rozsiana na trasie zwiedzania (teraz całość jeszcze jest uśpiona przed wiosennym szturmem). Jest to naprawdę fajnie rozplanowany teren. Nawet toalety są super rozmieszczone, tak żeby nie trzeba było ich szukać… no właśnie, co do „szukać.”

LOGISTYKA

Teren ogrodu jest cały czas modernizowany i unowocześniany. Powstają nowe budynki i ścieżki dydaktyczne, które są naprawdę dobrze oznaczone. Słupki kierunkowe z całą pewnością ułatwiały mi poruszanie się po całym obszarze, a mapy znajdujące się przy głównych skrzyżowaniach rozwiązują wszelkie wątpliwości. Podczas przechodzenia z punktu w punkt dokładnie wiedziałem gdzie iść, a gdzie już byłem.

Z perspektywy czasu ciężko mi określić, czy mój kierunek zwiedzania był najbardziej optymalny. Ja zacząłem od zagród, kierując się po kolei z miejsca w miejsce. Moim planem było zostawienie Akwarium i Afrykarium na drugą połowę zwiedzania. Z jednej strony pomyślałem, że najpierw wszyscy po wejściu mogą pójść tam chcąc uniknąć tłumu, a potem będą zwiedzali resztę, z drugiej strony chciałem zostawić sobie taką wisienkę na torcie na koniec zwiedzania. Czy moja logika byłaby powtarzalna to ciężko stwierdzić, ale tłumów nie było zarówno przy zagrodach jak i w budynkach. Czyli 1:0 dla mnie 🙂

O ZOO

Wrocławski ogród zoologiczny położony na 33 hektarach jest mieszkaniem dla ponad 12 tysięcy zwierząt. Jest najstarszym ogrodem w Polsce i działa od 1865 roku prężnie do dziś z dwoma małymi przerwami. Na terenie parku oprócz różnorodnych gatunków zwierząt turyści mogą podziwiać wiele zabytkowych budowli, które pełniły bądź nadal pełnią funkcję schronienia dla zwierząt. Wiele z budynków zmieniło swoje przeznaczenie, jak na przykład Baszta Niedźwiedzi, którą obecnie zajmują sowy. Jest też domek nutrii – jedno z nielicznych drewnianych mieszkanek, które pozostało ok. 1890 i pełni swoją rolę do dziś. Na terenie parku nie brakuje też nowoczesności. Największą atrakcją ogrodu cieszy się Afrykarium z tunelem, przez który można przejść podziwiając różne gatunki ryb. Mi osobiście się podobał, ale mnie nie porwał. Ale za to cała reszta Afrykarium niemalże wyrywa z butów. Naprawdę.

Motylarnia, Żyrafiarnia, Terrarium, Odrarium i wiele innych to z całą pewnością miejsca, które na długo zapadają w pamięci. Ranczo pozwala poznać niedaleką historię, o której wielu najmłodszych nie ma pojęcia. Przykłady chomąt z pewnością pomogą uświadomić najmłodszym, że traktory nie zawsze „rządziły” polami 🙂

Ogród pod swoje skrzydła przyjął wiele gatunków zwierząt z nielegalnych hodowli, przemytu czy z terenów szczególnie zagrożonych dla danych gatunków.

PODSUMOWANIE

               Osobiście uważam, że będąc we Wrocławiu i nie zahaczyć o ZOO byłoby sporym błędem. Nie jest to jednak miejsce na dwie godziny, więc dobrze jest zaplanować przynajmniej pół dnia na zwiedzanie.  Warto pamiętać o tym, by w ciepłe dni zabrać jakieś nakrycie głowy i choćby butelkę na wodę (na terenie ogrodu znajdują się kraniki z wodą). 

Normalny bilet wstępu kosztuje 70 zł, natomiast ulgowy 60 zł. Dostępne w sprzedaży są jeszcze bilety rodzinne i roczne. Nie jest to najmniej, ale biorąc pod uwagę ilość atrakcji, możliwość aktywnego spędzenia całego dnia połączonego z nauką i dobrą zabawą jest to kwota, którą naprawdę warto wydać.

ZOO (piszę tu o wszystkich ogrodach) ma swoich zwolenników i przeciwników. Zgadzam się bezapelacyjnie z tym, że takie miejsca nie są środowiskiem naturalnym dla wielu gatunków zwierząt. Warto jednak pamiętać o tym, że wiele gatunków jest na skraju wymarcia ze względu na brak swojego naturalnego środowiska czy szeroko pojętego „handlu i postępu”.
Za takim obrotem spraw stoi najgroźniejszy i najgorszy z gatunków – My, ludzkość.
Zatem czy takie miejsca są więzieniem czy ostatnią chronioną ostoją?
Każdy kij ma dwa końce. Zawsze.

Katania – 10 miejsc wartych zwiedzenia.

Na samym końcu artykułu znajdziesz film o Katanii.

             

  Katania leży na wschodnim brzegu Sycylii i jest to idealne miejsce jako baza wypadowa do zwiedzenia okolicznych miast i miasteczek, wyprawy na Etnę, czy po prostu szybkiego weekendowego wypadu na kawę, cannolo i dobrą pizzę. Ale czy jest to miasto na dłużej? Jak zaplanować podróż? I co zwiedzić? O tym właśnie jest ten artykuł. W drogę!

Jak się dostać do Katanii?

               Najlepszym sposobem dotarcia na samą wyspę jest wybranie jednego z wielu lotów z różnych zakątków Polski. My wybraliśmy lot z Krakowa linią Ryanair. Ceny za bilety zaczynają się od kilkudziesięciu złotych i często można dorwać naprawdę ciekawą okazję. Będąc na lotnisku w Katanii mamy kilka opcji dojechania do centrum.

Alibus – kursuje co 20-25 minut, a koszt przejazdu to 4 Euro

Autobus miejski 524/538 – kursuje średnio co 30 minut. Koszt przejazdu to 1 Euro. Bilet należy kupić w automacie przy lotnisku, albo w sklepie z tytoniem oznaczonym „T” Tabacchi. Do autobusu trzeba się przejść ok. 300 metrów od wyjścia z lotniska.

Taksówka – tutaj koszt waha się między 10-20 Euro.

Spacer – dojście do placu katedralnego to około 50 minut spacerem. Tę opcję polecamy każdemu, kto chce zobaczyć nie tylko kolorową otoczkę turystycznego miasta, ale i jego suburbia, które dają szersze spojrzenie na lokalne życie (my często wybieramy tę opcję choćby w jedną stronę).

Wynajem samochodu – wynajem samochodu na Sycylii jest tani, co może być kuszącą opcją. My osobiście polecamy go tylko w sytuacji, gdy nie mamy zamiaru mieszkać w Katanii, albo tam gdzie mieszkamy jest opcja parkingu. W innym przypadku pół wyjazdu spędzimy w samochodzie szukając miejsca parkingowego. Wąskie uliczki sprzyjają też zarysowaniom, dlatego niewykupienie dodatkowego ubezpieczenia naraża nas na większe koszty przy zwrocie auta.

Jeśli jednak postanowicie wynająć auto to pamiętajcie, że jazda po mieście i przepisy są delikatnie ujmując… umowne. Nie zniechęcamy, ostrzegamy. Katania jest też świetnie skomunikowana (autobusy i kolej) z popularnymi miejscowościami – warto o tym pamiętać 😉

Co zwiedzić?

Piazza Duomo – plac katedralny jest tym miejscem, od którego najprawdopodobniej większość rozpocznie swoją wyprawę po mieście. I słusznie, bo znajduje się na nim całkiem sporo do zobaczenia [tutaj skupię się na zarysie placu, pełen opis tego, co znajduje się na placu bądź do niego przylega przeczytacie poniżej].  W jego centralnym punkcie znajduje się fontanna słonia, który na grzbiecie ma słup. Wschodni bok placu zajmuje Katedra św. Agaty, północny bok to Pałac Słoni i wyjście na Via Etna, gdzie przy bezchmurnym niebie można zobaczyć czynny wulkan w pełnej krasie. Zaś w północno-zachodnim narożniku placu znajduje się Fontanna dell’Amenano.

Katedra św. Agaty – jest to budowla niesamowicie okazała, pełna doniosłości i potęgi. Barokowa fasada z białego marmuru i kolumny korynckie nadają katedrze blasku, najważniejsza jest jednak rzeźba św. Agaty. Historia katedry sięga 1094 roku, w którym okazały obiekt z bloków skały wulkanicznej (no bo z czego innego?:)) olśniewał okolice.  Wiele razy ją przebudowywano. Spowodowane to było licznymi kataklizmami. W styczniu 1693 roku poprzez trzęsienie ziemi i późniejsze tsunami katedra zmieciona została z powierzchni ziemi.  Została ona odbudowana, w do dziś zachowanym kształcie, w 1711 roku.
Sama święta jest patronką miasta -chroni mieszkańców przed „ogniem” Etny. 5 lutego (w dzień wspomnienia świętej) przez ulice miasta przechodzi wielka procesja.

TARAS WIDOKOWY!!!! – by spojrzeć z góry na Katanię, podziwiać morze Jońskie i przy bezchmurnym niebie móc podziwiać potęgę Etny, warto wejść na taras widokowy znajdujący się opodal katedry. Koszt biletu to 5 Euro. W cenie są dwa tarasy widokowe. Jeden – niższy, z bardzo przyjemnym wejściem, gdzie można zobaczyć z lekka panoramę miasta. I drugi – wyższy, na który wiodą kręte schody w górę [osobiście nie mam większego lęku wysokości, ale takich schodów szczerze nienawidzę].  Na drugim tarasie wieje, wiec lepiej zabrać czapkę. I tutaj warto też dodać, że widok jest obłędny!

Fontanna słonia – znajdujący się na środku placu katedralnego posąg słonia z obeliskiem w stylu egipskim jest bezapelacyjnie symbolem. Symbolem placu i miasta (od 1239r.).  Fontanna stworzona po trzęsieniu ziemi w 1693 roku. Prace ukończone zostały w 1737 roku. Dzisiejsza fontanna to efekt wielu renowacji i przebudów, które miały miejsce na przestrzeni wieków. Był nawet plan przeniesienia fontanny, ale z racji powstania ludowego w 1862 roku pomysł upadł. Słoń wykuty z kamienia lawowego, stojąc skierowany trąbą w stronę katedry, „dźwiga” 3,66 metrowy obelisk ozdobiony figurami egipskimi. Słoń jest częstym punktem orientacyjnym dla wycieczek oraz mieszkańców umawiających się na spotkanie.



Fontanna dell’Amenano – jest z całą pewnością unikatowa. Osadzona nieprzypadkowo w północno-zachodniej części placu stanowi niejako „bramę” do targu rybnego, który znajduje się za nią. Zbudowana w drugiej połowie XIX wieku przedstawia rzekę Amenano jako młodego mężczyznę trzymającego róg obfitości. Jest to jedyne miejsce, gdzie można zobaczyć tę rzekę, ponieważ obecnie jej bieg jest usytuowany 2 metry pod poziomem placu.

Targ rybny – jest to miejsce często odwiedzane przez turystów, którzy są złaknieni włoskiego przedstawienia gwaru i pełnej emocji atmosfery. Mieszkańcy natomiast zaopatrują się tu w lokalne specjały na obiad.  Targ znajdował się kiedyś na skraju morza, ale przez erupcje Etny i zastygłą lawę teren miasta znacznie się powiększył.  Na targ warto przyjść wcześnie rano, by zobaczyć w pełni rozemocjonowanych Włochów. Po godzinie 10 rano sprzedawcy powoli ustępują miejsca stolikom okolicznych restauracji.  Jest to miejsce z pewnością oryginalne, choć nie każdemu zapachy i widoki przypadną do gustu. 

Via Etna – każde większe miasto ma swoją ulicę splendoru, przepychu i prestiżu, więc dlaczego Katania takiej ulicy miałaby nie mieć. Wybrukowana skałą wulkaniczną via Etna jest typowym deptakiem, który jest najdłuższą ulicą nie tylko w Katanii, ale na Sycylii. Najbardziej spektakularnym doznaniem jest spacer ulicą podziwiając szczyt wulkanu smagany chmurami. Ulica od Piazza Duomo kusi kawiarenkami i restauracjami, by po kilku krokach cieszyć oko witrynami butików przeróżnych marek. Powoli ‘zbliżając’ się do wulkanu gwar turystycznego miasta ustępuje życiu codziennemu Katanii. My spacer po ulicy skończyliśmy na Ogrodzie Botanicznym.

Ogród Botaniczny – uciekając od zgiełku miasta warto zajrzeć do ogrodu botanicznego, który został zainicjowany w 1847 roku. Przez wiele komplikacji pierwsze nasadzenia zostały poczynione dopiero w 1862 roku i powoli z roku na rok ogród się „rozrastał” o okazy z Francji, Szwecji, ale też rodzime gatunki. Pożoga II wojny światowej zniszczyła ogród, który potem został z sukcesem odbudowany. Dziś można podziwiać wiele rodzajów kaktusów, szklarnie z różnymi gatunkami roślin. Zachowany w pięknym stylu daje wytchnienie w szarży zwiedzania.
Wejście darmowe.

Teatr rzymski w Katanii – podróżując uliczkami Katanii w bardzo łatwy sposób ominąć ten zabytkowy okaz i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, ponieważ „ukrywa się” między kamienicami. Rzymski teatr pochodzi najprawdopodobniej z II wieku naszej ery i składa się z teatru większego oraz Odeonu. Prace archeologiczne polegające na odkopaniu i zbadaniu teatru, który przestał działać w V wieku, rozpoczęły się w XVIII wieku. Ukończenie ich nastąpiło natomiast dopiero w 1959 roku. Koszt biletu to 7/3,5 euro. A na szczególną uwagę zasługuje fakt owego „wpasowania się” w otoczenie.

Zamek Ursino –został zbudowany  w pierwszej połowie XIII wieku i jako jeden z nielicznych budynków oparł się trzęsieniu ziemi z 1693 roku. Zachowany w bardzo dobrym stanie został udostępniony jako muzeum w 1934 roku. W muzeum znajdują się artefakty miejskie, jak i z szerszego obszaru Sycylii. Dla osób, które nie są fanami wszelkich muzeów, istotnym może być fakt, że w zamku organizowane są również wystawy artystyczne i liczne koncerty.

Naszym zdaniem są to miejsca godne uwagi. Mamy również nadzieję, że ten materiał pomoże Wam zaplanować kolejną podróż.

Do zobaczenia na małym wypadzie,

Kasia i staś.

Włoska droga… Citta della Pieve

(Artykuł jest fragmentem wyprawy, którą odbyliśmy we wrześniu 2023. Zajrzyj do całej WŁOSKIEJ DROGI)

Włoska droga… Citta della Pieve

Najpiękniejsze w podróżowaniu jest to, że często przez przypadek odkrywamy miejsca, do których normalnie byśmy nie trafili. Suma takich momentów nierzadko jest dobrym uzupełnieniem całej opowieści, która bez nich byłaby jak „i” bez kropki. Pozwólcie, że zabierzemy Was na spacer po mieście, którego nie mieliśmy w planach. Citta della Pieve.

Szukając miejsca na nocleg wiedzieliśmy, że potrzebujemy tego dnia podpiąć się do prądu. Ładowanie laptopa, aparatów i lodówka pracująca na pełnych obrotach przy wrześniowych 33’C przez kilka dni  skutecznie uszczupliły zasoby naszych akumulatorów do tego stopnia, że nawet panele na dachu nie dawały rady. Szukając kampingów w jednej aplikacji odnieśliśmy fiasko. Druga aplikacja dawała jak sądziliśmy na początku wątpliwe światełko w tunelu. Ale cóż, jedziemy.



Okazało się, że miejscowość, w której dane nam było się zatrzymać dysponuje kilkoma miejscami dla kamperów w celu wypoczynku. Miasto postawiło na rozwój turystyki i stwierdziło, że wyznaczy plac i udostępni nieodpłatnie prąd, zrzut nieczystości i wodę pitną (cisza, spokój – jakby luksusowo!).
I to jest świetny pomysł!
Dlaczego?
A no dlatego, że my podróżując gotujemy sami. Ale tego wieczoru postanowiliśmy, że warto by było się odwdzięczyć i poszliśmy nawpychać się w lokalnej restauracji.
Tak się wspiera lokalny biznes, tak się promuje miasto.
Czapki z głów!

Miasto

Początki miasta nie są dobrze znane. Patrząc na układ urbanistyczny widać wyraźny wpływ etruski i rzymski. Niektóre budowle, jak wieża publiczna, charakteryzują się licznymi przebudowami co świadczyło niejednokrotnie o wzlotach i upadkach miasta. Jako że miasto leży praktycznie na trójstyku granic regionów Toskanii, Lacjum oraz Umbria można zobaczyć przyjemne przenikanie się tych kultur w mieście. Spacerowanie schludnie zachowanymi uliczkami „ceglanego miasta” (bo tak je nazwaliśmy) daje poczucie przeniesienia się po średniowiecznym mieście. I jest w tym dużo prawdy. Blisko 70 procent budynków jest zbudowanych z odkrytej cegły, które pochodzą z prężnie działającej od średniowiecza pobliskiej cegielni.


Jest to urokliwe miejsce, by spędzić tu parę chwil pijąc kawę i zajadając się ciastkiem. Po drobnym obżarstwie my spróbowaliśmy przecisnąć się przez (ponoć) najwęższą uliczkę we Włoszech, która wacha się miedzy 50 a 60 centymetrów…. Zmieściliśmy się!

I postanowiliśmy, że będziemy tu wracali, żeby sprawdzać czy będzie nam się udawało przecisnąć.
Dopóki przejście nie będzie sprawiało nam problemu, będziemy żarli ciastka bez opamiętania.

Taki właśnie mamy plan.

Do zobaczenia,
My – małe kuleczki

Kasia i staś.