5 kart niezbędnych w podróży… czyli jak unikać nadmiernych kosztów i problemów!

 Podróż to dla większości doznanie tak niezwykłe, że w momencie, gdy ją rozpoczynamy często tracimy głowę i zapominamy o całym świecie wokół. Mimo że podróżujemy dużo, to nadal czasem coś nam się „udaje” zapomnieć albo pominąć z listy do zabrania.



Poniżej linki do artykułów, które pomogą Wam nie zapomnieć o czymś, co wydaje się na pozór oczywiste.

Samolot – bezpłatny bagaż podręczny

Co zabrać na wakacje w ciepłe kraje?

Co zabrać na szlak?

Rowerowy niezbędnik

Autem po Europie

Auto przed trasą

Ale wróćmy do tych 5 kart, których posiadanie może „uratować tyłek” podczas podróży.


 1.

Zacznijmy od oczywistej oczywistości jaką jest DOWÓD OSOBISTY. Klasyk na lotniskach – ileż razy gdzieś nie lecimy, to widzimy sytuacje, jak ktoś się tłumaczy, że „tu był zawsze, a teraz go nie ma” : )
Z jednej strony zabawna sytuacja, z drugiej jeśli się zaplanowało wakacje życia, to przykrym jest fakt roztrzaskania ich z powodu braku dokumentu.

(Tutaj podobna sytuacja ma się do paszportów. Do wielu krajów Europy wjedziemy na dowód i to nas z lekka „rozleniwiło”, by pamiętać o PASZPORCIE).

2.

Karta EKUZ czyli Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Stawiamy ją na drugim miejscu i bez niej nie wybieramy się w żadną podróż.
Karta, którą po poprawnym wypełnieniu wniosku i odczekaniu paru dni (w szczycie sezonu dłużej) otrzymujemy za darmo.
Daje ona prawo do BEZPŁATNEGO leczenia w krajach UE jak i w Wielkiej Brytanii, Islandii i jeszcze kilku państwach spoza Unii.

(Tutaj warto by pamiętać o dodatkowym ubezpieczeniu podróżnym. Kosztuje „grosze” w porównaniu do całego wyjazdu, a może nam oszczędzić naprawdę sporo problemów).

3.

PRAWO JAZDY

Kolejna karta jest dla tych, co podróżują autem, bądź chcą za granicą auto wynająć. Tutaj warto zainwestować w prawo jazdy międzynarodowe. Koszt takiego dokumentu to 35 zł, a daje poczucie bezpieczeństwa na drodze. O ile podróżując po UE możemy śmiało śmigać autem na naszym plastiku, to w przypadku odleglejszych zakątków globu nie jest tak kolorowo.
Firma wynajmująca samochody zazwyczaj wynajmie samochód, bo dla nich to biznes. Jednak w przypadku jakiejkolwiek kolizji lub co gorsza wypadku nawet nie z naszej winy, to my ponosimy odpowiedzialność, ponieważ jeździliśmy bez odpowiednich dokumentów. Ubezpieczenie też się postara, żeby ściągnąć w tej sytuacji z nas jak najwięcej.

4.

WALUTOWA KARTA PŁATNICZA

To nieodzowny przyjaciel i zbawienie podczas podróży. Pamiętajcie jednak, by wyposażyć się w kartę walutową, by nie zapłacić majątku za przewalutowanie. (Revolut kartę własnego banku lecz w odpowiedniej walucie).

Warto tutaj pamiętać o posiadaniu też pieniędzy w gotówce (choćby drobnej kwoty). Łazienki oraz małe sklepiki nadal czasem nie mają terminali. W przypadku niektórych restauracji za granicą sytuacja ma się podobnie i wtedy krótki posiłek zamienia się jeszcze w spacer w poszukiwaniu pobliskiego bankomatu.

5.

Ostatnia karta to karta ACSI

Jest to świetny wynalazek dla wszystkich tych, którzy po pierwsze podróżują poza sezonem, po drugie uwielbiają kempingi, po trzecie (wynikające z drugiego) podróżują kamperem, z przyczepą, bądź namiotem).

Jest to karta zniżkowa działająca w „niskim sezonie” w 3000 obiektach w Europie.
Cena za auto (kamper lub auto z przyczepą), dwie osoby, prąd i dostęp do zaplecza sanitarnego to maksymalnie 23 euro(aktualizacja na rok 2024 maksymalna kwota to 27 euro). Często w cenie można skorzystać również z parku wodnego, basenu, kortów itp., ale to zależy od obiektu. Roczny abonament takiej karty to ok. 35 euro. Nam się zwróciła w ciągu zaledwie 6 dniowego wyjazdu do Włoch.

To są najbardziej podstawowe karty, które właściwie trzeba mieć.
Jeśli masz pomysł jaką kartę jeszcze dodać, pisz śmiało:)
Uzupełnimy tę listę i stworzymy wspólnie potężny poradnik.

Do zobaczenia na małym wypadzie,

Kasia i staś.

Jesień w górach!! CO ZABRAĆ!

Nie od dziś wiadomo, że góry są miejscem o jednych z najbardziej majestatycznych i wyjątkowych widokach. A jak dodamy do tego jesienną aurę ze złotymi liśćmi i czerwonym zachodzącym słońcem to już w ogóle wyrywa nas z butów i czasem zapominamy o tym co istotne, ważne lub nawet obligatoryjne.

Oprócz wiadomego ekwipunku, jakim jest plecak, w który spakujemy wyjątkowe widoki i butów, które zaniosą nas na każdy szczyt, odnoszę wrażenie, że coraz częściej zapominamy o podstawach. Z sezonu na sezon z miesiąca na miesiąc wydaje mi się, że nasza pamięć jest jeszcze bardziej krótka. Wszystkich nas. Dlatego właśnie postanowiłem stworzyć listę tych rzeczy, o których zapominać się nie powinno lub po prostu nie można.

Możesz ją pobrać również tutaj:

Całość podzieliłem na trzy kategorie:

  • muszę mieć
  • powinienem mieć
  • dobrze mieć.

I w takiej piramidzie powinno się o tym pamiętać 🙂

Muszę mieć:

  • Kurtka przeciwdeszczowa – góry to potęga nie do okiełznania. Wychodzę jest mega cieplutko i przyjemnie, za parę chwil potężny deszcz niszczy plany na szczyt. Dlatego kurtka… jak jestem zmęczony na zejściu i mam wybierając czy mam być przemoczony czy nie to wolę całą energię spożytkować na bezpieczne zejście niż na ogrzanie organizmu w przemoczonych ciuchach.
  • Czołówka (latarka) – osobiście jestem za czołówką, niż latarką. Proste wyjaśnienie… idąc po śliskiej ścieżce nie raz zaryłem tyłkiem o ziemie, a człowiek zawsze asekuruje się rękami… i babach latarka przestaje działać, a i my mamy nadgarstek jakoś dziwnie wygięty… druga kwestia to kijki, nie da się trzymać latarki i kijków naraz i żeby to bezpieczne było.
  • Mapa – nawet najlepszy telefon może stracić zasięg i cały misterny plan z najlepszymi aplikacjami bierze w łeb.
  • Powerbank – bo nawet najlepszy telefon może się rozładować, a zawsze warto mieć kontakt ze światem choćby w sytuacji kryzysowej, połączenie alarmowe zazwyczaj wykonać się da.
  • Koc termiczny – raz mi się zdarzyło, że będąc w górach nawet kurtka nie dała rady i przemokłem do suchej nitki. Przy dużym wietrze można się bardzo szybko wychłodzić co jest niesamowicie niebezpieczne. A koc jest lekki, mały i ratujący w takich sytuacjach.
  • Kamizelka odblaskowa – to jest hicior i jest w mojej czołówce tematów do zabrania… często wracam do samochodu drogą bo innego przejścia nie ma, albo po prostu nie starcza czasu na zrobienie dobrej pętelki. Te kilka odblaskowych pasków naprawdę widać i nie raz mi uratowało tyłek jak wracałem ze szlaku. I stresu mniej.
  • Woda/jedzenie – i nie chodzi tu o chipsy i cole, ale o tym napiszę oddzielny artykuł.

Powinienem mieć:

  • Stuptuty – szczególnie przy wejściu i zejściu na błotnistych szlakach albo w deszczu, albo nad ranem… cel jeden – nie przemoczyć nogawek i butów. ( w zimie żeby dodatkowo śnieg nie sypał się do butów). Sprzęt zbawienny, poprawia komfort podróżowania i trzyma ciepło – plusik dla zmarzluchów.
  • Rękawiczki – zwykłe ogrodniczki podgumowane będą ok. Zazwyczaj takie warto wziąć w góry bo ich nie szkoda to jedno, a po drugie świetnie trzymają się konarów, kamieni czy łańcuchów przy wejściu czy zejściu.
  • Raczki – zmienność pogody jest nieodzowna w górach dlatego jeśli nie mam ze sobą raków na wyższe partie gór to zabieram małe raczki, które znacznie poprawiają przyczepność do podłoża.
  • Plastry – zawsze mam plastry, bo nawet idealnie schodzone buty mogą czasem nie podejść i cała frajda z wypadu idzie w niepamięć gdy muszę schodzić jakbym szedł po rozżarzonych węglach.
  • Kijki – choć nie jest to sprzęt obowiązkowy ja nie wyobrażam sobie już chodzenia bez kijków. Poprawiają stabilizację i dają kontrolę zarówno na wejściach jak i na zejściach. Nie mówiąc o tym, że odciążają zmęczone kolana.

Dobrze mieć:

  • Mała mata. – 40 x 40 cm będzie ok. jak już wdrapuję się na szczyt to jestem urzeczony miejscem, kładę plecak wyjmuję termos i kanapkę i siadam tyłkiem na kamieniu. Tyłkiem na mokrym kamieniu. Gacie mokre i jakoś tak ogólnie komfort mi się zmniejsza… a jak mam matę, to jakoś tak przyjemniej.
  • Lornetka – po prostu lubię patrzeć na to co daleko. Może i Ty chcesz 🙂

To lista najbardziej podstawowych rzeczy, które zawsze zabieram ze sobą. Stworzyłem ją, żeby zawsze o tym pamiętać. Mam nadzieję, że posłuży i Tobie.

Jeśli chcesz coś dorzucić… śmiało 🙂

Do zobaczenia na szlaku!

Ja staś.