128 nowych urządzeń rejestrujących, które „czyszczą” portfel. Zobacz gdzie są!

Mówi się, że to Włosi mają swoisty  temperament i nie przestrzegają przepisów. Prawda jest taka, że rzadko można spotkać mieszkańców Italii, którzy by się spieszyli w aucie. Nie wybielam ich, mają swoje za kołnierzem, ale przekraczanie dozwolonej prędkości to nasza przykra domena za którą w najlepszym przypadku płacimy coraz wyższym mandatem.  Choć wielu kierowców odcinkowe pomiary prędkości, fotoradary, radary rejestrujące przejazd na czerwonym świetle itp. traktuje jako zło konieczne, które jest wymierzone w ich portfele, to statystyki pokazują znaczny wzrost bezpieczeństwa na drogach co przekłada się na mniej poszkodowanych i ofiar w wypadkach.

W związku z KPO do końca wakacji mają zostać oddane do użytku 128 nowe urządzenia rejestrujące, co sumarycznie przełoży się na blisko 770 urządzeń na drogach w całej Polsce. Warto zapoznać się z ich listą i miejscami instalacji, by wyjazdy były bezpieczne, a pieniądze z portfela zostały przeznaczone na inwestycje lub na inne przyjemności.

Ważne!

Jako że miejsca, w których powstają nowe urządzenia pojawiają się dynamicznie warto zaglądać na stronę tuż przed wyjazdem.

Kliknij w mapę, a w następnej zakładce uruchomi się interaktywna mapa na oficjalnej stronie:

Źródło: https://www.canard.gitd.gov.pl/cms/web/guest/o-nas/mapa-urzadzen

Warto w tym miejscu pochylić się nad tym, że wielu użytkowników dróg traktuje różnego rodzaju radary jako progi zwalniające. Widząc znak ostrzegający o takim urządzeniu bądź dostając powiadomienie z popularnej aplikacji wielu redukuje prędkość sporo poniżej zalecanej. W najlepszym przypadku to znacząco pogarsza płynność ruchu, a w najgorszym prowadzi do potężnego zagrożenia bezpieczeństwa na drodze.

Zdaję sobie sprawę, że temat ten ma wielu przeciwników jak i orędowników.

Jedynie co mogę to sobie i Wam
życzyć bezpiecznej drogi ; )

Ja, staś.

Góry jesienią – czy to masz?

Góry jesienią są świetną formą spędzenia wolnego czasu. Tonąc w złotej aurze opadających liści można zatracać się bez końca w pięknych widokach wokół. Trzeba jednak pamiętać, żeby się dobrze przygotować, bo czas ten obfituje w kilka zagrożeń, które mogą popsuć nawet najlepszy wyjazd.
Przygotowaliśmy dla Was listę podstawowego ekwipunku niezbędnego w takiej wyprawie.  I jest to absolutne minimum.

W drogę!

UBRANIA

Kurtka przeciwdeszczowa –  pogoda w górach szybko się zmienia nie tylko jesienią. Warto pamiętać, że warunki na dole mogą się skrajnie różnić względem tych na górze. Bycie zmoczonym przez deszcz jest nie tylko nieprzyjemne, ale też niebezpieczne. Przeszywający wiatr momentalnie wychłodzi ciało stwarzając realne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia.

Koszulka x2  –  celowo zaznaczamy ilość sztuk. Długie podejście wyciska z turysty pot, który potem kumuluje się na koszulce. Najlepiej zmienić koszulkę na suchą tuż przed wejściem na szczyt jeszcze w linii drzew. To poprawi komfort i bezpieczeństwo przed wychłodzeniem.

Koszulka termiczna – świetną opcją są koszulki termiczne, które są niezbędne podczas górskich wypraw.

Polar –  najlepiej jakby był na zamek. Ciepłe okrycie da nam izolację przed zimnem, a w przypadku podejść śmiało można będzie go wygodnie rozpiąć regulując tym temperaturę.

Spodnie długie –  najlepiej z odpinanymi nogawkami. Są bardzo popularną trekkingową opcją. Dzięki systemowi zamków możemy z długich spodni zrobić krótkie i w ten sposób robić podejścia w cieplejsze dni, a na szczycie, gdy jest chłodniej, założyć nogawki z powrotem.

Skarpety x2 –  Nawet jeśli nie przemoczymy butów to stopy mogą się spocić. Warto mieć ze sobą drugą parę skarpet. My podczas długich wędrówek używamy specjalnych skarpet trekkingowych i talku.

Rękawiczki – nie ma nic gorszego niż skostniałe palce i próba zdobywania szczytu z rękami w kieszeniach idąc po kamieniach. Jest to i niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Dla zmarzluchów polecamy dwie pary rękawiczek jedne „podejściowe” cienkie i drugie neoprenowe na szczyt. Można założyć jedne na drugie i wtedy będzie jeszcze cieplej.

Buff x2  – cienki buff jest świetny pod szyję i jako maska na twarz. Drugiego używamy zazwyczaj jako opaska albo cienka czapka na wchodzeniu pod górę zamiast czapki. Na szczycie oba przyjmują formę szalika.

Czapka  –  szczególnie przydaje się na otwartych przestrzeniach, gdzie wiatr osiąga sporą prędkość. Chroni uszy i zatoki. A fajna czapka, fajnie wygląda – wiadomo.

Buty – wygodne, sprawdzone, rozchodzone. To są podstawy podstaw. Dodamy jeszcze żeby były za kostkę i dobrze zaimpregnowane.

SPRZĘT

Worek na śmieci x2 (4) – pierwszy faktycznie jest na śmieci, które zabieramy ze sobą w dolinę do śmietnika. Drugi jest na tę przepoconą koszulkę i skarpety, które lepiej żeby nie leżały koło kanapek. Jesienią często trzeba się przeprawić przez grzęzawisko. Tak jak ja ostatnio. I tonąc w błocie myślałem o tym, że mogłem założyć worki na buty zanim wlazłem po pół łydki w błotnistą breję. Buty na pewno by podziękowały.

Kije –  nie są obowiązkowe, ale my już nie wyobrażamy sobie chodzenia bez nich. Przy wejściach odciążają nogi, przy zejściach pomagają w utrzymaniu równowagi.

Raczki – jakiekolwiek oblodzenie lub choćby prognoza drobnego śniegu wymaga raczków. Zapewniają komfort przy chodzeniu i poprawiają kontakt ze śliskim podłożem (pamiętaj, żeby za każdym wyjściem w góry sprawdzić ich stan)

Stuptuty – szczególnie ważne, gdy możemy zmoczyć nogawki o rosę, krople po deszczu czy po prostu zachować w miarę czyste spodnie podczas wędrówki.

Plecak z oddychającymi plecami – Odpowiednio dobrany plecak staje się przyjacielem każdej przygody. System oddychających pleców docenimy szczególnie wtedy, gdy zdejmując plecak na polanie z koszulki na plecach nie będzie ciekło jak z kranu.

Bidon na wodę/termos –  odpowiednia ilość płynów jest niezbędna, bo często nie ma możliwości uzupełnienia zapasów choćby z powodu braku źródełek. Dużo praktyczniejszy od dużej butelki jest bidon, z którego szybko możemy się napić nawet nie zatrzymując się podczas marszu.

Coś do jedzenia –  odpowiednie ilości racji żywieniowych są obligatoryjne. My zawsze zabieramy ze sobą 'coś ekstra’ na wszelki wypadek. Spadek energetyczny jest na pewno nieprzyjemny, a skrajny jest wręcz niebezpieczny.

Koc życia –  mam nadzieję, że nigdy Wam się nie przyda, ale warto go mieć w momencie, gdy idąc doznamy groźnej kontuzji i będziemy zmuszeni czekać na pomoc ( tutaj pamiętajcie, że pomoc wzywa się w skrajnych przypadkach. To nie jest taksówka dla zmęczonych turystów – to smutne, że coraz częściej trzeba o tym wspominać)

Czołówka –  czasami szlak spłata nam figla i napotkamy nieoczekiwane trudności wydłużające podróż. Koniecznym jest wtedy oświetlenie sobie drogi po zmroku. Celowo nie piszę tutaj o latarce, żeby podczas marszu mieć wolne ręce.

Odblaski –  w momencie powrotu do bazy po zmroku idąc ulicą bez chodnika bądźcie widoczni. Jakkolwiek myślicie, że źle wyglądacie w kamizelce… po prostu ją załóżcie. Prosimy!

Mapa  – lepiej, aby telefon z mapami turystycznymi czy inną aplikacją pozostał naładowany. Papierowa mapa zawsze powinna być częścią wyprawy. Nawet jeśli jej nie użyjecie to super inteligentnie będziecie wyglądali na insta z mapą i górami w tle. Serio!

Ubezpieczenie –  każda wyprawa, mniejsza czy większa niesie ze sobą ryzyko. Warto tego ryzyka unikać ale jeśli się nie da, to przynajmniej lepiej się zabezpieczyć niż płacić za helikopter.

Gaz łzawiący – na szczęście nigdy nie mieliśmy „okazji” ożywać, ale mamy zawsze ze sobą.

Plastry na otarcia i pęcherze – nawet dobrze znoszone buty mogą się źle ułożyć i narobić takiego bigosu, że powrót do bazy będzie jedną wielką męką. Dobrze jest mieć taki zestaw w plecaku i przy pierwszych objawach je zastosować. Nie ma co strugać bohatera. To ma być przyjemność.

To są jedynie podstawowe rzeczy, które powinno się mieć. Oczywiście moglibyśmy jeszcze pisać dużo dużo więcej, ale zabranie nadprogramowych kilogramów też nie jest najlepszą opcją.
Życzymy Wam cudownych wypraw, pięknych widoków i najlepszych wspomnień.
I pamiętajcie, że czasem to nie cel a droga sama w sobie jest największą przygodą!

Buziak!
Kasia i staś.

Rejestratory Samochodowe w Europie – Gdzie Można, a Gdzie Nie Można Ich Używać?

Większość krajów uznaje rejestratory i są one dozwolone, ale z pewnymi ograniczeniami. Wbrew pozorom nawet czas przechowywania nagrań ma znaczenie. W wielu krajach nagrywać możesz jedynie na własny użytek, a upublicznione dane muszą zostać anomizowane.  Są jednak kraje, które kategorycznie zabraniają posiadania kamer a kary sięgają do 25 tys. EURO (nie, nie pomyliłem się). Spójrzmy zatem bliżej na to gdzie można, gdzie tak sobie, a gdzie kategorycznie nie.

W Polsce rejestratory są legalne i można z nich korzystać głównie w celach dowodowych. Podobnie jest w Chorwacji, Słowenii, Bośni i Hercegowinie, na Łotwie i w Czechach.

W Irlandii, Rumunii, Holandii, Szwecji również możemy posiadać kamerę i z niej korzystać. Należy jednak pamiętać o tym, by nie publikować nagrań gdzie można rozpoznać osoby na materiale.

Wielka Brytania jest rajem dla wszystkich, którzy chcą sobie podpierniczyć kogoś „dla sportu”. Tamtejsze wybrane jednostki policji udostępniają portale za pośrednictwem których można zamieścić materiał z wkroczeniami.

We Francji z dash camów możemy korzystać pod warunkiem, że nie publikujemy nic bez zgody osób znajdujących się na nagraniu. Ponadto rejestrator nie może zasłaniać widoczności kierowcy, bo za to już grozi mandat.

W Danii  można korzystać z rejestratora lecz trzeba pamiętać, że niedopuszczalne jest publikowanie materiałów umożliwiających pośrednie lub bezpośrednie rozpoznanie zarejestrowanych osób.


W kwestii mandatów za utrudnioną widoczność pola widzenia mandat również możemy dostać w Słowacji i Norwegii. Chociaż akurat w tym przypadku mam nadzieję, że każdy kierowca ma na tyle oleju w głowie, żeby zamontować kamerę w odpowiedni sposób.

W Hiszpanii natomiast oprócz mandatu za złe umieszczenie kamery jest również zakaz publikacji nagranych materiałów.

We Włoszech kamera jest dozwolona, ale materiałów nie można udostępniać osobom trzecim, a nagrania powinny być na bieżąco usuwane. 

Podróżując po Belgii  możemy używać rejestratora, ale nie możemy publikować materiałów bez zgody osób na filmie. Dlatego w przypadku kolizji powinniśmy natychmiast powiadomić osoby biorące udział w kolizji o tym, że posiadamy taki materiał.

Na Węgrzech  korzystanie z dash camów jest dozwolone, ale przechowywany materiał może mieć maksymalnie 5 dni.

W Niemczech, u naszych zachodnich sąsiadów posiadanie samej kamery nie jest zabronione, ale prawo mówi, że nikt nie może być filmowany wbrew jego woli. Co za tym idzie próba przekazania policji materiału dowodowego, na którym jest ktoś łamiący prawo jest batem na nas samych nie na tę osobę.

Luksemburg podchodzi, delikatnie mówiąc, mniej liberalnie do kwestii wideo rejestratorów. O ile posiadanie jest legalne to nagrywanie wiąże się z mandatem, a w przypadku publikacji takich materiałów grozi nawet więzienie.

Portugalia jest kolejnym krajem w którym nagrywanie, a nawet posiadanie rejestratora jest nie zgodne z prawem.

Natomiast w Szwajcarii zabronione jest nagrywanie kogokolwiek bez uprzedniej zgody, a tłumaczenie, że robimy nagranie z wakacji dla siebie również spełznie na niczym i możemy liczyć się z potężnymi konsekwencjami. Oczywiście nawet wyłączona kamera ma być umieszczona w taki sposób by nie utrudniała kierowcy obserwacje drogi podczas prowadzenia pojazdów.

Prawdziwą wisienką na torcie jest posiadanie dash cama w Austrii. To tutaj jest kategoryczny zakaz monitorowania miejsc publicznych przez osoby prywatne, a mandat w wysokości 10 tys. euro może poważnie zaboleć. Ale dla kamerkowych recydywistów mandat jest już w wysokości 25 tys. euro. A to całkiem nieeezzłee wakacje!


Przepisy się zmieniają dość dynamicznie i mimo włożonych wszelkich wysiłków możemy nie nadążać z aktualizacją artykułu dlatego…

Zanim wybierzemy się do danego kraju lub choćby będziemy przez niego przejeżdżali, warto sprawdzić lokalne przepisy żeby nie władować się nieświadomie na minę.

Tłumaczenie stróżom prawa, że się nie wiedziało na niewiele się może zdać…

Bezpiecznej drogi,

Kasia & staś

CZY TO MASZ? – Wypad na Kajak/SUP

Patrząc na listę CHECK LIST wiele osób na sto procent zastanawia się po co komu informacja co zabrać na kajak… przecież tam wsiadasz i płyniesz… tyle. I tak i nie do końca.

Dla tych wszystkich, którzy zaczynają swoją przygodę z deską lub kajakiem i nie chcą żeby ich okręt poszedł na dno z powodu ilości rzeczy z listy „na wszelki wypadek: przedstawiamy pełną listę co warto zabrać.

(Pełną listę w PDF do ściągnięcia znajdziesz na samym dole)


Zakładamy, że kajak, wiosło i kapok wynajmujemy i o całą logistykę z późniejszym transportem do miejsca z którego wypłynęliśmy martwi się wynajmujący. My jedynie mamy płynąć, dobrze się bawić i korzystać z wodnej przygody.

Trzeba mieć!

  1. Folia strunowa/wodoszczelny pokrowiec na telefon i dokumenty. – niezbędna przy każdej aktywności związanej z wodą. Wszyscy wiemy, że duża część elektroniki skrajnie nie lubi wody. Dobrze by było żeby woreczki miały jakieś jaskrawe elementy – jeśli wpadną na płytszej wodzie będzie szansa je wyłowić.
  2. Worek wodoszczelny/ słoik wodoszczelny – na kilkugodzinny spływ worek o pojemności 20 litrów powinien w zupełności wystarczyć.
  3. Ręcznik – może być jeden, ale ja polecam dwa. Przy otwartym kajaku (gdzie nogi są narażone na ekspozycje słońca) łatwo się przerobić i spiec skórę. W zimniejszy dzień można okryć nogi od chłodu i wody.
  4. Strój na przebranie – Często się o tym zapomina, a zdarza się, że się przydaje. Po pierwsze jak zaliczymy wywrotkę to warto by było się przebrać w suche ubranie, po drugie czekając na transport również możemy zmarznąć.
  5. Buty do wody – często spływy wymagają od nas niesamowitej koordynacji, ale i z naszymi zdolnościami możemy mieć problem jeśli ugrzęźniemy na mieliźnie. Nadepniecie na przysypany patyk istry kamień czy szkło w najlepszym wypadku może skończyć się bólem, a w najgorszym wizytą w szpitalu.
  6. Woda – choć infrastruktura się rozwija i często przy wodzie mamy dostęp do małych sklepików to warto mieć wodę ze sobą podczas takiej podróży.
  7. Jedzenie – płynięcie to wysiłek i przy dłuższej podróży trzeba uzupełniać kalorie.
  8. Nakrycie głowy/ okulary przeciwsłoneczne – to jest zabezpieczenie przed udarem, spaleniem karku, bólem głowy itp.
  9. Środek na insekty z naszej apteczki ( a Check listę wypadowej apteczki znajdziesz >tutaj<)
  10. Krem do opalania z naszej apteczki
  11. Woreczek na śmieci!!!

Warto mieć : )

  1. Lornetkę
  2. Wodoodporny aparat
  3. Sznurek do okularów – nie może być nic gorszego niż strata okularów w bezkresnej głębinie

Czy to masz ? Wypad nad jezioro

Letnie słońce, parę wolnych chwil i paczka znajomych albo małe rodzinne grono to idealny przepis by wybrać się nad jezioro. Nie tylko niespodziewana zmiana pogody może popsuć nam idelany czas. Najgorzej gdy pełni werwy wyciągając rzeczy z bagażnika uświadomimy sobie, że nie ma na przykład koca…. Właśnie dlatego stworzyliśmy checklist nad jezioro.

Pakujemy!

APEL!

Zanim zaczniemy pakować wszystko w koszyk, plecak, torbę czy cokolwiek innego to mały, choć istotny apel. Nigdy, ale to nigdy nie wchodźcie do wody po spożyciu alkoholu, nie skaczcie do wody gdy dno nie jest Wam znane i nie słuchajcie muzyki na ful – ja wiem pokusa jest wielka, ale nie każdy lubi jak puszczacie 4 pory roku Vivaldiego na pełen regulator. Serio!

                              Trzeba mieć!

  1. Ręcznik kąpielowy – najlepiej byłoby gdyby był duży. Gdy wyjdziemy z wody szybciej się osuszymy i okryjemy gdy wieje wietrzyk. Dodatkowo jest to świetna opcja żeby w miarę komfortowo się przebrać o ile nad jeziorem nie ma przebieralni.
  2. Koc plażowy – niezbędny ekwipunek każdego wypadu, idealny do opalania, czytania książek i odpoczynku po zaciętym meczu w badmintona ze szwagrem.
  3. Klapki, buty do chodzenia w wodzie – lepiej by było nie nadepnąć na szyszkę albo patyk kursując od kocyka do budki z lodami, a co ważniejsze nie wdepnąć w szkłoz pękniętej butelki, które ktoś nieumyślnie zostawił na plaży lub w wodzie.
  4. Strój kąpielowy – tutaj pozostawiamy modę i gust w waszych rękach, ale strój jest obowiązkowy. : )
  5. Czapka z daszkiem/kapelusz – noszenie go to niemal obowiązek połączony z piciem dużej ilości wody w gorący dzień.
  6. Woda – kąpiele, słońce, aktywność fizyczna szczególnie wyciągają wodę. W normalny dzień dobrze jest pić ok. 8-10 szklanek wody dziennie. Przy aktywności odpowiednio więcej.
  7. Przekąski – Jeśli nie zabraliśmy lodówki to ważne, żeby produkty były suche. Czekolada która rozpływa się w papierku nie jest dobrą opcją.
  8. Okulary przeciwsłoneczne
  9. Krem z filtrem – częsty temat „pierwszego wypadu w sezonie”. Wiele osób uważa, że ich nie spali słońce, bo go nie widać zza chmur. I cyk wieczór spędzamy wysmarowani kremem od poparzeń.
  10. WORKI NA ŚMIECI!!! No i na mokre ubrania  : )
  11. Papier toaletowy/Ręcznik/ Chusteczki nawilżane – Warto mieć by po jedzeniu arbuza nie ubrudzić świeżo rozpoczętej książki pożyczonej z biblioteki.
  12. Apteczka – skład apteczki wyjazdowej znajdziesz >tutaj<


    Warto mieć

  13. Leżak – jeśli mamy problemy z plecami lub po prostu chcemy poczuć się jak ratownik ze słonecznego patrolu to warto zabrać ze sobą ten luksus.
  14. Lodówka – świetny sprzęt żeby utrzymać napoje i jedzenie w odpowiedniej temperaturze.
  15. Książka, krzyżówki
  16. Okularki do pływania
  17. Zabawki dla dzieci – łopatka, grabki, babeczki, wiaderko, rękawki do pływania i oczywiście pompowany krokodyl. Bez krokodyla możemy sobie odpuścić jakikolwiek wyjazd.
  18. Piłka do siatkówki – coraz więcej jezior ma potężne zaplecze sportowe na którym można rozegrać turniej ze znajomymi.
  19. Parasol/ namiot plażowy – jest to naprawdę świetna opcja jeśli jesteśmy na nieosłoniętej przestrzeni.

Jak przygotować swój pierwszy wyjazd? Poradnik krok po kroku.

W każdej ekipie, większej czy mniejszej, znajdziemy organizatora całej wyprawy, który z pasją będzie biegał za biletami, opanuje na pamięć cały rozkład jazdy pociągów autobusów i samolotów na najbliższy miesiąc. Znajdzie też odpowiednie miejsce do spania, zwiedzania, jedzenia i nie strudzony pokaże nam co warto zobaczyć. Problem zaczyna się wtedy gdy nasz organizator nie może jechać na wspólny wyjazd i całe zadanie organizacji spada na nas. Tych, którzy byli wesołymi maskotkami każdej wyprawy. Niemający pojęcia, co gdzie i jak. I właśnie dla takich osób jest ten poradnik : )

Ruszajmy!

Wszystkie punkty opiszemy w jak najbardziej przystępnej formie starając się zawrzeć wszystkie informacje potrzebne do stworzenia wyjazdu.
Przeczytaj wszystko uważnie, bo informacje przenikają się i uzupełniają.

CEL PODRÓŻY

Zanim rozpoczniemy jakąkolwiek podróż warto wybrać cel naszej podróży. Z pozoru błahy temat, bo przecież „można się udać wszędzie” nie jest taki oczywisty. Wybierając miejsce musimy najpierw uwzględnić czy nastawiamy się na aktywny wypoczynek, zwiedzanie muzeów, jedzenie, krajobrazy, czy może nocne imprezy.  Oczywistym jest, że głównym celem może być miasto lub region i sama zmiana otoczenia będzie wystarczającym argumentem do wyjazdu. Warto zwrócić uwagę na środek transportu, którym chcemy się tam dostać. I czy daty, w których chcemy podróżować nie kolidują z naszymi planami.

MIEJSCE NOCLEGU/ TRANSPORT/CZAS

Po wybraniu celu naszej podróży (załóżmy, że to będzie Gdańsk) przechodzimy do kolejnych etapów, które powinny siebie przenikać.

MIEJSCE NOCLEGU

Jeśli nastawiamy się na podróżowanie po starym mieście i zwiedzanie okolicznych muzeów to warto wybrać opcję w bliskiej odległości od naszego celu podróży. Faktycznie w ścisłej okolicy ceny za nocleg mogą być nieco wyższe, ale za to dużo zaoszczędzimy w momencie gdybyśmy musieli jeździć autobusem, kolejką lub taksówką.(My zawsze staramy się wybrać opcję z kuchnią lub choćby aneksem kuchennym, ponieważ gotujemy sami.)

Jeżeli ceny odstraszają całkowicie i przeliczyliśmy, że dojazd będzie zdecydowanie bardziej racjonalną opcją dobrze jest wybrać miejsce jak najbliżej naszego celu i z dogodnym dojazdem.(kolejka, metro, ścieżki rowerowe)

Staramy się wybrać miejsca, w których możemy się zameldować jak najwcześniej i wymeldować jak najpóźniej. To pozwala nam na chodzenie bez bagażu przez dłuższy czas. ( tutaj dobrym rozwiązaniem jest zorientowanie się gdzie znajduje się najbliższa przechowalnia bagażu – często hotele mają taką opcję. Zwykle standardem jest przechowalnia przy stacjach kolejowych i autobusowych)

Jeżeli jako środek transportu wybraliśmy samochód warto w opcji noclegu dopłacić parę złotych za parking. Często wyjdzie to zdecydowanie taniej niż płacenie za strefę płatnego parkowania w mieście.

Najbardziej popularnymi serwisami są Airbnb, booking, couchsurfing, HotelsCombined.
Często można znaleźć naprawdę fajne promocje i nocować za grosze.

TRANSPORT

Samolot

Wybierając miejsca popularne turystycznie nie będziemy mieli większego problemu ze znalezieniem dogodnego środka transportu. Większe ośrodki posiadają lotniska z których coraz łatwiej się dostać do centrum autobusami lub kolejką specjalnie do tego przeznaczonymi. (tu warto pamiętać, że często bilety autobusowe z lotniska mają wyższą cenę jeśli chcemy je kupić bezpośrednio na lotnisku) Warto zatem, po wybraniu konkretnego lotu, zarezerwować również bilet na autobus do centrum z wyprzedzeniem. To z całą pewnością oszczędzi nam nerwów(rezerwacje wchodzą zazwyczaj bez kolejki) i kilka groszy.

(linia miejskiego autobusu zamiast dedykowanego miedzy lotniskiem a centrum)

Rezerwując bilety lotnicze trzeba pamiętać o odprawie. Jeśli nie odprawiamy się wcześniej tylko zostawiamy to na ostatnią chwilę (ostatnie 24 h – wtedy odprawa jest darmowa z losowym wyznaczeniem miejsc) należy to zrobić jak najszybciej by uniknąć OVERBOOKING. (Przykład nasz lot jest w niedzielę o 15:25  to możliwość odprawy zaczyna się o 15:25 w sobotę i w okolicach tego czasu należy zrobić odprawę. – nastawcie budzik)

Pociąg

Pociąg jest też świetną opcją do podróży, ale dla niedoświadczonych w tej formie transportu proponujemy wybór pociągu bezpośredniego lub z dłuższym czasem na przesiadkę. To z całą pewnością oszczędzi nerwów z szukaniem peronu i stresu w przypadku gdy nasz pociąg uciekł. (Jeżeli nasz pociąg odjechał nie z naszej winy np. tym którym jechaliśmy wcześniej się opóźnił, to należy pójść do kasy by zmienili godzinę na naszym bilecie na kolejną możliwą opcję.)

Własny środek transportu.

Tutaj przed podróżą warto sprawdzić czy wszystko w aucie jest sprawne, czy mamy podbity przegląd i aktualne ubezpieczenie. W przypadku wypożyczania samochodu z wypożyczalni warto wybrać opcję wyższego ubezpieczenia. (W ciasnych uliczkach miast łatwo o zarysowanie)

O tym co jest potrzebne w aucie gdy wybieramy się w podróż piszemy więcej tutaj.

CZAS

Wybierając miejsce warto też zwrócić uwagę na czas w którym chcemy podróżować. O ile karnawał w Wenecji jest świetną atrakcją do zobaczenia o tyle finał w piłkę nożną dwóch zwaśnionych drużyn w momencie gdzie nie jesteśmy fanami sportu już raczej nie. Często imprezom z wieloletnią tradycją towarzyszą tłumy ludzi i mimo, że tłum nam zupełnie nie przeszkadza to możemy nie zobaczyć jakiś atrakcji ponieważ najzwyczajniej nie ma już na nie biletów. Warto też zwrócić uwagę, że podczas niektórych ważnych spotkań w stolicach państw na szczeblu politycznym czy duchowym pewne atrakcje mogą być niedostępne ze względów bezpieczeństwa. Warto więc sprawdzić kalendarz imprez na stronie miasta i regionu.

Te kilka podstawowych rzeczy jest jedynie bazą, którą można rozszerzać bez końca. Biorąc pod uwagę jeszcze pogodę(deszcz, śnieg, upał) , porę roku,(problemy wynikające z zasp na drodze), dni tygodnia( w poniedziałki muzea są zamknięte).

Bardzo ważnym elementem podczas wyszukiwania transportu, noclegu jest przeglądanie witryn na swojej przeglądarce internetowej w trybie incognito. To pozwoli uniknąć ciasteczek, które będą windowały cenę w górę.

Powodzenia w planowaniu wyprawy!

My,

Kasia i staś.

Skąd pieniądze na podróże? 8 sposobów na oszczędność.

Im bardziej wypełniamy z Kasią kalendarz wyjazdami, tym częściej dociera do naszych uszu pytanie w stylu SKĄD ONI NA TO WSZYSTKO MAJĄ PIENIĄDZE??
I to pytanie zadają dwie grupy osób. Jednym odpowiadam, że mam bardzo bogatą żonę, która ma mnie, żebym jej woził ten hajs taczkami.
Tym Drugim, którzy faktycznie chcą się dowiedzieć jak to robimy, że tyle podróżujemy – dedykuję ten artykuł.

(przeczytaj od początku do końca, bo punkty przeplatają się ze sobą tworząc sieć)


Po pierwsze PLAN

               Zawsze na początku roku tworzymy kalendarz wyjazdowy, w którym zapisujemy gdzie możemy wyskoczyć. Czy to na weekend, czy to na jeden dzień, czy to na dwa tygodnie. To pozwala nam określić szacunkowe roczne koszty wyjazdów i co za tym idzie – możliwości. Na podstawie wielu wyjazdów i obecnej sytuacji gospodarczej przyjęliśmy maksymalną kwotę na jeden dzień 40-50 Euro na osobę (w tym jest jedzenie, zwiedzanie, nocleg,  podróż).

Po drugie CELE

               Mamy listę z celami i marzeniami do zobaczenia, którą stale rozszerzamy. To, co odhaczyliśmy: albo spada na dół listy (o ile chcemy odwiedzić to miejsce jeszcze raz) albo skreślamy. Lista podzielona jest na wypady jednodniowe, kilkudniowe, Polskie i zagraniczne. Z tej listy wybieramy pasujące nam ilością dni wypady korelując je z planem.
I tu jesteśmy na dobrej drodze.

Po trzecie GRAFIK WYJAZDOWY

               Jest połączeniem PLANU z CELAMI. Staramy się mieć grafik na cały rok. Każdy weekend. KAŻDY.  Wiadomo, że coś wypadnie, coś nie pójdzie po naszej myśli. Ale bez grafiku zazwyczaj wygląda to tak, że większość świata w piątek wieczorem zaczyna rozmyślać, co można by porobić w weekend. I na wertowaniu internetu schodzi pół wieczoru. Przychodzi sobota i to południe i nagle się okazuje, że cały misterny plan w Bieszczadach nie wypali, bo zostało półtora dnia, a to już się nie opłaca… Dlatego ładujemy się na miasto. Z pizzą, kilkoma piwkami w pamięci i rachunkiem za taksówkę w niedzielny poranek podziwiamy jak ktoś z naszych znajomych właśnie włazi na Świnicę.

TU WŁAŚNIE MAMY PIERWSZY GŁÓWNY ASPEKT OSZCZĘDZANIA – Kompletny plan pozwala stworzyć możliwości wyjazdu wcześniej. Jest duża szansa znaleźć tani bilet, darmowe zwiedzanie z przewodnikiem, degustacje win w dobrej cenie w okolicznej winnicy, czy nawet warsztaty robienia lokalnych potraw z degustacją.  W internecie jest wszystko, więc warto sprawdzić nasze pomysły podróżnicze z kalendarzem miasta i wybrać się na „Dni (tu wpisz interesujące Cię miasto)”.

(W żaden sposób nie neguję i nie oceniam wychodzenia na miasto. Chodzi mi o to, że często z braku opcji wyjazdowej wybieramy opcję, której byśmy nie wybrali mając gotowy plan. I tym sposobem pieniądze na wyjazd wydajemy na coś zupełnie innego, co potem powoduje lekkiego moralniaka).

ELASTYCZNOŚĆ

To kolejny punkt wynikający z poprzednich. Jeśli widzimy jakąś zaskakująco korzystną opcję wyjazdu bądź wylotu to zmieniamy nasz PLAN. Dzięki temu oszczędzimy na kolejny wyjazd. Warto mieć polubione parę stron z lotami i noclegami. To jest naprawdę niezła zabawa – wyszukiwanie najtańszych opcji. Jeśli nie możemy sobie pozwolić, czy finansowo, czy czasowo na daną okazję, to znaczy tylko tyle, że to nie jest okazja dla Nas i nie ma co wylewać rzewnych łez w poduszkę. Pogoda też z lekka zmusza do elastyczności grafiku. Czasem rower musimy zmienić na muzeum.

I po dość obszernym wprowadzeniu (bez którego cała reszta nie miałaby sensu) dochodzimy do listy możliwości oszczędzenia kapki pieniędzy.

 Kolacja w gronie znajomych.

Ciekawym pomysłem po powrocie z podróży jest spotkanie, w którym możemy się podzielić ze znajomymi wrażeniami z wyjazdu i przy okazji coś zjeść. Zazwyczaj staramy się przygotować przekąski z danego miejsca, w którym byliśmy. A już najlepszą opcją jest jak znajomi wpadają na wspólne gotowanie. Zapewniam, ta opcja jest o wiele, wiele tańsza, a z mojej perspektywy dużo bardziej atrakcyjna.

 Film w domu.

Szanuję i poniekąd podziwiam ludzi, którzy uwielbiają kino. 30 min reklam i chęć wyjścia siku w kulminacyjnym momencie zawsze mnie odciągało od pomysłu kina. I popcorn i to siorbanie Coli z pustego już kubeczka przez gościa za mną… Dlatego w 2018 roku na promocji dorwałem projektor, który zastępuje nam kino. Co do dźwięku… wystarczy dobre słuchawki/głośnik spiąć z projektorem

Wyjazdy poza sezonem.

Mniej ludzi, niższe ceny, więcej swobody, możliwość poznania kultury, a nie typowo turystycznej otoczki. Tu chyba nie trzeba pisać więcej (tutaj też zostawiam LINK do artykułu o kartach potrzebnych podczas podróży – wśród nich ACSI)

5 zł do słoika.

Choć rzadko płacimy już gotówką, to jak już coś jest, to każde 2 zł i 5 zł idzie do słoika wyjazdowego. Nie czujemy tej różnicy w portfelu, a po roku całkiem sporo się nazbiera.

Opcja na koncie „do pełnej kwoty”.

Każda transakcja naszego wspólnego konta jest zaokrąglana do pełnej kwoty (10 zł). To zaokrąglenie przeskakuje automatycznie na konto wakacyjne – oszczędnościowe. Wychodzi z tego (1800-2500 zł rocznie). Osobiście byłem tym przerażony na samym początku. Tyle hajsu idzie gdzieś… ale to jest naprawdę mało zauważalne.

Zakupy z listą.

Wchodząc do sklepu zawsze mamy listę rzeczy, które musimy kupić. Jeśli czegoś nie ma na liście to po prostu tego nie bierzemy. Możecie mi wierzyć lub nie, ale w naszym przypadku to bardzo duże oszczędności. Na przykład: batony przy ladach kasowych kosztują max 2-3 zł, co to jest za kwota jeśli mamy zakupy na 50 -100 zł?! Tylko ile razy w miesiącu robimy takie zakupy. A baton nam się przecież należy (kiedyś zapytałem pewnego bogatego Włocha o jego radę by być bogatym. Odpowiedział, żebym do sklepu chodził zawsze z własną siatką) – kropla drąży skałę. Wiem, że nie każdego tym przekonam, ale może kogoś.

Pasta do zębów? Tylko przez Internet.

Pasta, kapsułki do prania, szczoteczki, płyn do szyb, płyn do spryskiwaczy, worki do odkurzacza i wiele, wiele innych kupuję na początku roku (na rok) i wkładam do szafy. I przez cały rok nie muszę o tym pamiętać. Bo jest, nie psuje się, czeka. Tak samo można w maju kupić opony zimowe, albo w lipcu znicze. W lecie często kupujemy sprzęt zimowy, a w zimie sprzęt rowerowy.

Nie korzystam – sprzedaję.

Faktem jest, że bycie minimalistą jest pod tym względem pomocne. Jeśli przeczytałem już książkę i do niej nie wrócę, to wystawiam ją w internecie. Tak samo robię z czekanem, śpiworem, namiotem czy krzesłami. Kasia sprzedaje ubrania, w których już nie chodzi. Drugie życie. A przy tym parę złotówek do kieszeni.  

Ta sama sytuacja ma się do kupowania. Jeśli potrzebuję jakiejś książki, to pierwsze co robię, to szukam książki z drugiej ręki. Tak kupuję większość przewodników (te akurat kupuję prawie hurtem, bo nigdy nie wiemy gdzie trafimy).

I to ostatnie zdanie, zdaniem wielu będzie przeczyło minimalizmowi. Bo po co kupować tyle książek.
Minimalizm nie polega na tym, żeby nie mieć nic. Polega na tym, żeby zrezygnować z nadmiaru, z rzeczy niepotrzebnych. Jeśli ktoś ma bzika na punkcie kredek, albo kubków z Myszką Miki, to ja mam z tym luz. Każdy z nas ma „jedno uszko bardziej”.  : )

Reasumując, to plan jest ważny i cel, który czasem trzeba nagiąć, by móc wypełnić grafik jeszcze bardziej. Te rady to jedynie przykłady i podejrzewam, że każdy znajdzie coś więcej. Jeśli dopiero zaczynasz oszczędzać na wyjazdy to zacznij od małych kwot i sukcesywnie je zwiększaj. Wtedy nie będzie uczucia tracenia pieniędzy.

 I pamiętaj zabierz do sklepu swoją siatkę.

Do zobaczenia na szlaku,

Kasia i staś.

5 kart niezbędnych w podróży… czyli jak unikać nadmiernych kosztów i problemów!

 Podróż to dla większości doznanie tak niezwykłe, że w momencie, gdy ją rozpoczynamy często tracimy głowę i zapominamy o całym świecie wokół. Mimo że podróżujemy dużo, to nadal czasem coś nam się „udaje” zapomnieć albo pominąć z listy do zabrania.



Poniżej linki do artykułów, które pomogą Wam nie zapomnieć o czymś, co wydaje się na pozór oczywiste.

Samolot – bezpłatny bagaż podręczny

Co zabrać na wakacje w ciepłe kraje?

Co zabrać na szlak?

Rowerowy niezbędnik

Autem po Europie

Auto przed trasą

Ale wróćmy do tych 5 kart, których posiadanie może „uratować tyłek” podczas podróży.


 1.

Zacznijmy od oczywistej oczywistości jaką jest DOWÓD OSOBISTY. Klasyk na lotniskach – ileż razy gdzieś nie lecimy, to widzimy sytuacje, jak ktoś się tłumaczy, że „tu był zawsze, a teraz go nie ma” : )
Z jednej strony zabawna sytuacja, z drugiej jeśli się zaplanowało wakacje życia, to przykrym jest fakt roztrzaskania ich z powodu braku dokumentu.

(Tutaj podobna sytuacja ma się do paszportów. Do wielu krajów Europy wjedziemy na dowód i to nas z lekka „rozleniwiło”, by pamiętać o PASZPORCIE).

2.

Karta EKUZ czyli Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Stawiamy ją na drugim miejscu i bez niej nie wybieramy się w żadną podróż.
Karta, którą po poprawnym wypełnieniu wniosku i odczekaniu paru dni (w szczycie sezonu dłużej) otrzymujemy za darmo.
Daje ona prawo do BEZPŁATNEGO leczenia w krajach UE jak i w Wielkiej Brytanii, Islandii i jeszcze kilku państwach spoza Unii.

(Tutaj warto by pamiętać o dodatkowym ubezpieczeniu podróżnym. Kosztuje „grosze” w porównaniu do całego wyjazdu, a może nam oszczędzić naprawdę sporo problemów).

3.

PRAWO JAZDY

Kolejna karta jest dla tych, co podróżują autem, bądź chcą za granicą auto wynająć. Tutaj warto zainwestować w prawo jazdy międzynarodowe. Koszt takiego dokumentu to 35 zł, a daje poczucie bezpieczeństwa na drodze. O ile podróżując po UE możemy śmiało śmigać autem na naszym plastiku, to w przypadku odleglejszych zakątków globu nie jest tak kolorowo.
Firma wynajmująca samochody zazwyczaj wynajmie samochód, bo dla nich to biznes. Jednak w przypadku jakiejkolwiek kolizji lub co gorsza wypadku nawet nie z naszej winy, to my ponosimy odpowiedzialność, ponieważ jeździliśmy bez odpowiednich dokumentów. Ubezpieczenie też się postara, żeby ściągnąć w tej sytuacji z nas jak najwięcej.

4.

WALUTOWA KARTA PŁATNICZA

To nieodzowny przyjaciel i zbawienie podczas podróży. Pamiętajcie jednak, by wyposażyć się w kartę walutową, by nie zapłacić majątku za przewalutowanie. (Revolut kartę własnego banku lecz w odpowiedniej walucie).

Warto tutaj pamiętać o posiadaniu też pieniędzy w gotówce (choćby drobnej kwoty). Łazienki oraz małe sklepiki nadal czasem nie mają terminali. W przypadku niektórych restauracji za granicą sytuacja ma się podobnie i wtedy krótki posiłek zamienia się jeszcze w spacer w poszukiwaniu pobliskiego bankomatu.

5.

Ostatnia karta to karta ACSI

Jest to świetny wynalazek dla wszystkich tych, którzy po pierwsze podróżują poza sezonem, po drugie uwielbiają kempingi, po trzecie (wynikające z drugiego) podróżują kamperem, z przyczepą, bądź namiotem).

Jest to karta zniżkowa działająca w „niskim sezonie” w 3000 obiektach w Europie.
Cena za auto (kamper lub auto z przyczepą), dwie osoby, prąd i dostęp do zaplecza sanitarnego to maksymalnie 23 euro(aktualizacja na rok 2024 maksymalna kwota to 27 euro). Często w cenie można skorzystać również z parku wodnego, basenu, kortów itp., ale to zależy od obiektu. Roczny abonament takiej karty to ok. 35 euro. Nam się zwróciła w ciągu zaledwie 6 dniowego wyjazdu do Włoch.

To są najbardziej podstawowe karty, które właściwie trzeba mieć.
Jeśli masz pomysł jaką kartę jeszcze dodać, pisz śmiało:)
Uzupełnimy tę listę i stworzymy wspólnie potężny poradnik.

Do zobaczenia na małym wypadzie,

Kasia i staś.

Auto przed trasą – o tym się zapomina!

Szykując walizki, mapy i przewodniki na wyprawę życia często zapomina się o sprawdzeniu podstawowych rzeczy w aucie, które w konsekwencji mogą prowadzić do niepotrzebnych stresów na wyjeździe. A wakacje przecież mają być luzem i oddechem od codziennego stresu. Sprawdźmy zatem auto razem!

O obowiązkowym wyposażeniu auta podczas wyjazdu czy to po Polsce, czy zagranicą pisaliśmy już –>tutaj <–. Warto by jednak uzupełnić ten artykuł o to, co warto sprawdzić w aucie przed wyjazdem. Zdaję sobie sprawę, że na ten „banalny artykuł” wielu popuka się w głowę twierdząc, że to oczywiste, ale jeśli choć jedna osoba czytając go stwierdzi „No! Faktycznie!” to ja już będę szczęśliwy.

Do dzieła… : )

  1. NAPOMPOWANE koło zapasowe/Zestaw naprawczy (aktualny) – to dość przykra część przygody, bo nie dość, że często z bagażnika trzeba wytargać całego tetrisa, którego zrobiliśmy z walizek, to jeszcze się okazuje, że powietrza w kole nie ma, a zestaw naprawczy dawno stracił swoją ważność. Trwałość pianek/płynów uszczelniających według producenta to 2-3 lata.
  2. Lewarek – jeśli jakimś trafem mamy lewarek niewiadomego pochodzenia to sprawdźmy czy oby na pewno będzie pasował do naszego auta (ja wiem, lewarek jak lewarek, ale jeśli się okaże, że jego zakres nie podnosi auta w celu wymiany koła to klops).
  3. Klucz do kół – pasujący do naszych śrub/nakrętek. Warto to sprawdzić czy nasadka klucza odpowiada rozmiarowi śruby/nakrętki.
  4. Adapter do „złodziejki” – 4 śruby do odkręcenia -3 takie same, a jedna ma nietypowy kształt. Niektórzy stosują śruby/nakrętki antykradzieżowe do kół. Warto sprawdzić czy nasze auto ma takie zabezpieczenie. Jeśli tak, to powinno się mieć adapter na taką śrubę nakrętkę w celu odkręcenia koła.
  5. AKTUALNA gaśnica – w wielu krajach jest obowiązkowa, ale nie chodzi żeby mieć ją „na sztukę” tylko nie może być przeterminowana.
  6. AKTUALNY przegląd pojazdu.
  7. Dowód rejestracyjny (do zabrania ze sobą za granicę).
  8. AKTUALNE ubezpieczenie (do zabrania ze sobą za granicę) – warto go rozszerzyć na czas podróży.
  9. ’Ścieżka zdrowia’ – my taką ścieżkę robimy na stacji diagnostycznej co jakieś 3 miesiące za około 50-100 zł. Dzięki temu wcześniej możemy zareagować na ewentualne zużycie części w pojeździe. Takie częste sprawdzanie i tak jest dużo tańsze niż laweta i naprawa gdzieś na trasie (warto zrobić taką ścieżkę na 2-3 tygodnie przed wyjazdem, żeby mieć czas na ewentualne naprawy).
  10. Płyny eksploatacyjne – stan/kiedy wymiana?
    • olej
    • płyn chłodniczy
    • płyn do spryskiwaczy
    • płyn wspomagania
    • Adblue
    • itd.
  11. Drugi komplet kluczy – warto zabrać ze sobą wcześniej sprawdzając, czy np. bateria w karcie kluczyka się nie rozładowała.
  12. Kabel USB – warto sprawdzić czy na pewno jest w dobrym stanie (nie przeciera się itp.). Nawigacja w telefonie zeżre baterię i klops… jesteśmy w polu. W przenośni, a czasem i dosłownie : )

To jest całkiem podstawowa lista oczywistych rzeczy i czynności do sprawdzenia. Mamy jednak cichą nadzieję, że ten artykuł nigdy się nikomu nie przyda, bo każdy ma auto, które się nie psuje, tym bardziej na wyprawie życia!!!!

Do zobaczenia na szlaku !

Kasia i staś.

Rowerowy niezbędnik – co trzeba, a co dobrze mieć.

Wybierając się na krótką przejażdżkę, czy też większą wyprawę rowerową, należy się do niej dobrze przygotować. O ile jeździmy „dookoła komina” to przebita opona jedynie przysporzy nam dłuższego spaceru z rowerem u boku, o tyle brak podstawowego wyposażenia może prowadzić do mandatu, który często nie jest mały.

Zatem zanim wsiądziemy na rower, żeby zwiedzić nieznane, warto sprawdzić niezbędne wyposażenie roweru, aby uniknąć przykrych konsekwencji.

A na to wyposażenie składają się:

  • z przodu – co najmniej jedno światło pozycyjne barwy białej lub żółtej selektywnej;
  • z tyłu – co najmniej jedno światło odblaskowe barwy czerwonej o kształcie innym niż trójkąt oraz co najmniej jedno światło pozycyjne barwy czerwonej;
  • światła, jeżeli konstrukcja roweru lub wózka rowerowego uniemożliwia kierującemu sygnalizowanie przez wyciągnięcie ręki zamiaru zmiany kierunku jazdy lub pasa ruchu;
  • co najmniej jeden skutecznie działający hamulec;
  • dzwonek lub inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku.

Te wyżej wymienione rzeczy są niezbędne, by uniknąć mandatu, ale ja osobiście dodałbym jeszcze 3 pozycje, które poprawiają bezpieczeństwo i osobiście nie wyobrażam sobie bez nich jazdy.

  • KASK – moim zdaniem obowiązkowy. Argumenty, że „nie pasuje do stylówki”, „wyglądam jak przerośnięta pieczarka” czy „jest mi w nim za gorąco” są błahe przy spotkaniu głowy z asfaltem, kamieniem czy drzewem.
  • KAMIZELKA ODBLASKOWA – po prostu zwiększa bezpieczeństwo. Ja osobiście używam pasków (szelek) odblaskowych, które idealnie przylegają do ubrania.
  • LUSTERKO – wiem co się dzieje za mną, jak szybko zbliża się jakieś auto bez odwracania się nawet na moment. A każdy obrót, nawet krótki powoduje, że tracę kontakt z torem jazdy… a nawet przy 20 km/h nie jest to zbyt bezpieczne.

To są podstawy podstaw. W następnym artykule opiszę, co warto mieć, żeby nie zaskoczyć się podczas zarówno krótkiej jak i długiej wyprawy.

Do zobaczenia na szlaku,
staś.