Włoski klimat Lubelszczyzny… wyprawa rowerowa w okolicy Kazimierza D.

Ilekroć jeżdżę po tej okolicy czy to rowerem czy samochodem, to czuję się jakbym na te parę chwil przenosił się do Włoch. Tych spokojnych, prowincjonalnych.

Dzisiejszą wyprawę rozpocząłem z Puław. W moim przypadku był to dość łatwy wybór, bo w nich mieszkam, ale jeśli chcesz wyruszyć moim szlakiem, a nie mieszkasz w okolicy, to gorąco polecam pociąg. Bilet za rower to niecałe 10 zł, a koszt biletu dla pasażera jest zależny od długości trasy i ewentualnych zniżek. Tutaj polecam zawsze godziny poranne, bo jest nieco taniej…. a jak się da pojeździć w środku tygodnia to często można dorwać naprawdę tani bilet.

Ale wróćmy na szlak….

Trasa z Puław do Bochotnicy wiedzie wzdłuż wału, co daje bardzo przyjemny początek przygody w otoczeniu natury. Jest wyłożona kostką brukową co dla niektórych może być minusem, ale to już kwestia gustu.
Na wysokości zjazdu na przeprawę promową Bochotnica -Nasiłów należy skręcić ze ścieżki w lewo i dojechać do głównej szosy łączącej Puławy z Bochotnicą. Na rozjeździe w prawo i po paruset metrach na rondzie w lewo.

Zanim prawdziwa przygoda się rozkręci warto uzupełnić płyny, bo przez następne kilometry sklepów jest jak na lekarstwo. Sklep popularnej sieci znajduje się po lewej stronie drogi tuż przed zjazdem na Opole Lubelskie i Annopol.


To tu zaczyna się pierwsza wspinaczka, premia górska i koszulka w grochy na szczycie. I na tym szczycie właśnie powoli zaczyna się włoski klimat. Wąska droga z leniwie wleczącymi się samochodami i linią drzew aż po horyzont. Po obu stronach drogi znajdują się winnice i sady. Droga lekko meandruje i daje się odczuć kilkoma podjazdami i nielicznymi, ale szybkimi zjazdami. Typowy spokój. Po pokonaniu lekko ponad 34 kilometrów docieram do Opola Lubelskiego, w którym również można uzupełnić zapasy wody. W takie dni jak dziś, gdzie ostre słońce tnie od samego rana warto pamiętać (Ba!) trzeba! o dobrym nawodnieniu.


Trasa przez Opole przebiega w miarę gładko. W miarę, ponieważ ścieżka rowerowa jest współdzielona z pieszymi, co lekko spowalnia cały przejazd, ale za to pozwala popatrzeć na miasto z ponad 600 letnią tradycją. Po opuszczeniu granic miasta ścieżka się kończy i wrócić można na drogę, która prowadzi do miejscowości Łaziska. W niej właśnie skręcić trzeba na Wilków i dalej jechać drogą wśród pól i lasów zaciągając się zapachem lasu. W samym Wilkowie na rozjeździe dróg należy skręcić w lewo i tylko parę kilometrów dalej znajduje się kolejna okazja do „spalenia nogi”. Zaraz za miejscowością Dobre znajduje się srogi podjazd, który powoduje lekką spinkę na udzie (osobiście uwielbiam to uczucie).

Zaraz za podjazdem krajobraz zmienia się znów na sadowo-winnicowy, by już po kilku kilometrach wjechać do zatłoczonego przez turystów Kazimierza Dolnego.
To miasteczko nad Wisłą przyciąga przez cały rok artystów i gro turystów z całej Polski (osobiście polecam zwiedzać poza sezonem).

Po wyjechaniu do Kazimierza dojeżdżając do ronda w Bochotnicy z bagażem pięknych „włoskich” obrazków zaczyna się powrót z wyprawy. Raczej leniwy, spokojny, niż mocny i wyciskający.

Po 83 kilometrach mogę powiedzieć jedno. Jeśli planujesz wypad rowerowy w góry czy do Włoch to jest to cudowne miejsce, by się do tego przygotować.
Trasa jest przeznaczona dla średniozaawansowanych i raczej tak trzeba ją traktować. Brak pobocza w większości drogi (Bochotnica – Opole) może lekko zniechęcić do rodzinnej wycieczki. Ale za to trasa od Kazimierza do Łazisk (w drugą stronę) jest spokojna i powinna być bułką z masłem dla rodziców z wesołą gromadką czy to w przyczepce czy na własnych bolidach.

Do zobaczenia na szlaku,
staś.

Jak się spakować na wakacje w mały plecak?!

Wyjazdy, wycieczki i szeroko pojęty odpoczynek kojarzy nam się z pełnym relaksem, w którym nie martwimy się zupełnie o nic.
I tak powinno być!

Prawda jest jednak taka, że większość z nas zadręcza się co wziąć, czego nie zapomnieć i jak się spakować, żeby nie targać potem na plecach czy w walizce tony niepotrzebnych rzeczy.

My jakiś czas temu byliśmy w Neapolu na krótkim urlopie na 6 dni. Spakowaliśmy się wtedy w małe plecaki (bagaż podręczny)!!!

Chcesz wiedzieć jak?! Obejrzyj ten film….

6 zasad, którymi się kieruję by mieć na mały wypad za miasto.

Kocham hejt. Zarówno ten internetowy jak i taki z obrabiania czterech liter za plecami..taki prawie na żywo.

Mówię to zupełnie bez cienia ironii. Naprawdę go kocham.

Zawsze to poprawia mi humor…

Bo zazwyczaj dowiaduję się, że sr@m siankiem, mam złotą jabłonkę w swojej willi na Karaibach, czy klasycznie bogatych rodziców, którzy mnie rozpuścili.

Bo nikt uczciwie zarabiający nie może sobie pozwolić na wypad za miasto na weekend, raz czy dwa razy w miesiącu.

Zatem TAK, jestem cholernie nieuczciwy…

Bo wstaję około siódmej i robię krótki trening żeby się rozbudzić. Śniadanie chociaż szybkie, to staram się zjeść z Kasią bo jeden posiłek musimy jeść razem… (taki rytuał dziwnych ludzi). Potem kawa w samochodzie i do 14 spawam albo kładę papę na dachu, albo cokolwiek innego co przynosi mi te nieuczciwe pieniądze. Potem jadę do klubu gdzie spędzam czas trenując innych ludzi, tak do 22 czasem ciut dłużej. Wracam, kładę się, wstaję. Robię. I wrzucam każdy oszczędzony grosik do skarbonki na podróże.

Nie piszę tego, żeby komuś zaimponować… mam wrażenie, że nikt nie będzie się ekscytował tym, że wbijam czasem gwoździe w dach albo fajnym ludziom spawam meble.

Nie piszę tego, żeby powiedzieć, że mi ciężko, bo ciężko to ma pielęgniarka na OIOM-ie.

Piszę to po to, bo czegokolwiek bym nie robił ja czy Ty, człowiek, który nie ma pojęcia o naszym życiu będzie i tak wiedział lepiej. A widzę, że wiele osób po tej pandemii zaczęło się jeszcze bardziej przejmować tym co mówią inni. A inni?! Oni już mają wyrobione zdanie zanim pomyślimy czy coś chcemy czy nie.

Proste.

Ale żeby ten wpis nie był czczym biadoleniem to daję Ci parę zasad, którymi się kieruję(kierujemy bardziej) … może pomogą i Tobie oszczędzić na mały trip i mieć w nosie co mówi świat.

Bo w podróży mało jest istotniejszych rzeczy niż przeżywanie chwili…

  1. Nie otaczam się rzeczami. – Wszystko z czego od dłuższego czasu nie korzystałem wystawiłem i sprzedałem w internecie. (trochę to czasem trwa, ale działa)
  2. Na zakupy chodzę z listą – kupuję to czego potrzebuję, tylko. Kropka.
  3. 3 razy tak – zanim coś kupię zastanawiam się trzy razy czy na bank tego potrzebuję.
  4. Jedzenie gotujemy w mieszkaniu – mało jemy na mieście. I to ma sporo plusów. Wiemy co jemy, doprawiamy jak chcemy. Nie bulimy miliona monet. (choć mamy nasze knajpki do których chodzimy na randki)
  5. Mało imprezujemy – to nie znaczy że jesteśmy smutnymi dziadami, po prostu nie uderzamy w melanż w miasto tylko zapraszamy znajomych do nas. To działa.
  6. Nie kupujemy butelkowanej wody – filtrujemy wodę z kranu.

Do tych zasad dodałbym jeszcze jedną, wypisujemy cele i marzenia i je realizujemy. Spełniamy marzenia jak najszybciej się da.

Bo życie to krótki trip, a 'jutro’ to wielka niewiadoma.

Jestem pewien, że znajdziesz jeszcze miliony sposobów jak zarobić albo jak oszczędzać by podróżować, zwiedzać, doświadczać i doznawać.

Do zobaczenia na szlaku,

Ja Staszek, ten Staszek.