(Na końcu artykułu znajdziecie film oprowadzający po tej części wyspy)
Czołem Załoga!
Dziś zabieramy Was na Maltę. Parę miesięcy temu byliśmy na południowym wschodzie tej wyspy, teraz postanowiliśmy zwiedzić jej północną część. Chcemy Was zabrać w podróż, by dowiedzieć się nieco o Wyspie Świętego Pawła, odwiedzimy Oceanarium, przejdziemy kawał szlaku linii Viktorii i zahaczymy o klify Dingli. Przyjrzymy się wiosce Popeye’a, a w Rabacie odwiedzimy katakumby i rzymską willę. O wszystkich tych i innych atrakcjach przeczytacie w artykule.
Gotowi?
W drogę!
Na początek warto powiedzieć, że naszą bazą wypadową przez kilka dni było Saint Paul’s Bay, w którym spędziliśmy świetny czas i skąd wybieraliśmy się w podróże piesze, autobusowe i rowerowe.
Jeśli nie wypożyczacie samochodu bojąc się o ruch lewostronny i południowy temperament Maltańczyków, koniecznie kupcie przejazdówkę na komunikację miejską. Jest to świetna opcja do podróżowania po wyspie. Upoważnia ona również do transportu po Gozo, o którym powstał kolejny film.
Zresztą, z całej Malty powstało w sumie 6 filmów, do których obejrzenia serdecznie Was zapraszamy.
Ale wracamy do tematu.

Naszą przygodę rozpoczynamy od Oceanarium, w którym śmiało można spędzić około 2 godziny przyglądając się egzotycznym okazom ryb i innych potworków z głębin. Jest to świetna atrakcja zarówno dla dzieci jak i dla dorosłych. Całość znajduje się na poziomie -1. Na 1 piętrze znajdziecie wystawę artefaktów wyłowionych z przybrzeżnych wód oraz liczne fotografie wraków statków nierzadko eksplorowanych przez nurków. Jeśli zaczniecie czuć głód to wystarczy, że zejdziecie na parter do restauracji, w której odzyskacie siły do dalszego zwiedzania. Teren wokół obiektu posiada place zabaw i jest położony przy nabrzeżu, więc idealnym będzie spędzenie chwili czasu na świeżym powietrzu wsłuchując się w szum fal.


Jeśli będziecie mieli trochę czasu i umiarkowaną kondycję to warto wybrać się, by z bliska zobaczyć Pomnik Świętego Pawła na wyspie pod tą samą nazwą. O ile sam pomnik widać z daleka i nie ma konieczności zobaczenia go z bliska, to ten lekki trekking jest zapowiedzią całego preludium niesamowitych barw wody, skalnych formacji i niemalże dzikich plaż, na które mało kto się zapuszcza. Jest to wspaniała opcja, jeśli chcecie choć na chwilę uciec od miejskiego zgiełku.

Jeśli już jesteśmy przy samym Świętym to należy powiedzieć, że ponoć w roku 60 n.e. Św. Paweł transportowany do Rzymu jako więzień podczas sztormu rozbił się o brzegi wyspy. Za cud uznano to, że cała załoga w liczbie 276 osób przeżyła tę katastrofę. Przebywał tutaj przez parę miesięcy nauczając i uzdrawiając chorych, między innymi ojca Publiusza, rzymskiego zarządcę wyspy. Okres ten jest uważany za początek chrystianizacji Malty.


Następną atrakcją na mapie wyspy jest wioska Popeye’a. Jest to scenografia z filmu o tej samej nazwie, który powstawał na wyspie w 1980 roku. W postać głównego bohatera wcielił się Robin Williams, grając marynarza, który po zjedzeniu puszki szpinaku doznawał niesamowitej siły. W miejscu, gdzie toczyła się akcja filmu obecnie znajduje się park rozrywki, który ma swoich fanów głównie wśród najmłodszych. Starszym podróżnikom z całą pewnością wystarczy widok z punktu widokowego.

Jeśli będziecie po tej stronie wyspy bliżej wieczora to weźcie ze sobą koc i jakieś smakołyki, bo zachody słońca są tutaj obłędne!
Świetną opcją na zachód i na trekking są Clay Cliffs. Majestatyczne formacje skalne, które przypominają wylany beton sięgający samych brzegów wody. Glina, bo to z niej są te łagodne klify, nie przepuszcza wody, co tworzy pęknięcia i charakterystyczną fakturę przypominającą skórę słonia. Podczas pochmurnego dnia można odnieść wrażenie, że jest to krajobraz niemalże księżycowy. Choć dni deszczowych jest mało to należy jednak uważać, gdy traficie na taką aurę podczas zwiedzania, bo glina staje się wtedy bardzo śliska, ciężka i klejąca.


Z pięknych widoków sięgających aż po horyzont zabieramy Was, by powłóczyć się choć przez chwilę po wąskich uliczkach starego rzymskiego miasta Melite. Problem polega na tym, że nie znajdziemy go na mapie, bo po najeździe Arabów w 870 r miasto zostało rozdzielone na Obwarowane miasto – Mdina i przedmieścia – Rabat. Co ciekawe, z arabskiego Mdina oznacza właśnie miasto, a Rabat przedmieście. Jest to o tyle ważne, że miejsca te przenikają się i dopełniają, a co za tym idzie warto wygospodarować chwilę czasu na to, by zwiedzić oba.


Zaczynając od Mdiny warto podkreślić, że jest ona uważna za miasteczko ciszy. Mieszka tu około 200 osób, a na murach turyści mogą zobaczyć tabliczki, by nie zachowywać się głośno. Imponujących rozmiarów mury obronne, z których widać dobry kawałek wyspy pokazują strategiczne znaczenie tego miejsca w poprzednich wiekach.

Dwie potężne bramy wyprowadzają nas niemalże wprost do jednego z większych parków na wyspie imienia premiera Malty – Howarda. Skrywając się w cieniu drzew dochodzimy do Muzeum Rzymskiej Willi.


Możemy tam zobaczyć piękną przestrzenną mozaikę i choć trochę poznać historię tego miejsca. Tutaj warto kupić bilet umożliwiający jeszcze wejście do Katakumb znajdujących się w Rabacie, do którego chcemy Was teraz zabrać.


Idąc ulicą wita nas bazylika Św. Pawła z 1683 roku. To nieopodal tego miejsca, w podziemiach znajduje się grota Św. Pawła, gdzie ukrywał się podczas pobytu na Malcie. Warto poświęcić trochę czasu, by wybrać się również do katakumb św. Pawła, które są ogromną podziemną nekropolią ze zdobieniami z poprzednich wieków. Będąc w muzeum pamiętajcie, by wziąć ze sobą słuchawki, bo tuż przy wejściu można pobrać audio przewodnik na telefon, co zdecydowanie ułatwia zwiedzanie.




Wracając na łono natury przejdziemy się kawałkiem Viktoria Lines. Jest to linia fortyfikacji obronnych Malty zwana również Wielkim Murem. Jej budowa trwała niemal 25 lat i ukończyła się w 1899 roku. Głównym celem tej rozległej budowli było stworzenie ochrony dla Wielkiego Portu. Malta od zawsze miała strategiczne znaczenie i wielu chciało ją mieć na własność, a oddanie do użytku w 1869 Kanału Sueskiego tylko zwiększyło strategiczne położenie wyspy. Szlak wzdłuż murów nie jest wymagający, ale warto pamiętać, by mieć ze sobą nakrycie głowy odpowiednią ilość wody i trochę jedzenia, bo nie ma tam sklepów, a cienia by się pod nim skryć jest jak na lekarstwo.

S
zlak można zacząć w wielu miejscach, choć warto zajrzeć tam, gdzie jest pinezka, bo znajdziecie tam jedną z kolejnych atrakcji wyspy. Mowa tutaj o cart ruts, czyli tajemniczych liniach przypominających swoim równoległym wyżłobieniem tory lub ślady po kołach. Ich powstanie datuje się na ok 2000 r. p.n.e. i co ciekawe, ich powstanie i zastosowanie nadal jest owiane tajemnicą, nad którą łamią sobie głowy najlepsi archeologowie świata. Takich miejsc jest wiele na wyspie, a ta jest jedynie jedną z nich.

Pozwólcie, że zabierzemy Was teraz, by na chwilkę zerknąć na klify Dingli. My zaliczyliśmy tę atrakcję na rowerach okrążając wyspę. Film z naszej wyprawy możecie zobaczyć na kanale.
Klify Dingli to niesamowite pionowe ściany sięgające ponad 250 metrów, które nie jednego wprawią w osłupienie. Jest to naturalna linia obronna wyspy nie do sforsowania. Swoją nazwę zawdzięczają sir Tomasowi Dingleyowi, rycerzowi Zakonu Maltańskiego, który osiadł na tych terenach. Dziś są niesamowitą atrakcją turystyczną i punktem obowiązkowym podczas zwiedzania.

Powoli kończymy zwiedzanie, ale jeszcze na chwilę zabieramy Was w zaułki Mosty. To miasteczko mogłoby wydawać się tylko kolejnym przystankiem na mapie, gdyby nie fakt, że w samym jego sercu kryje się architektoniczny gigant – słynna Rotunda.

Sanktuarium Wniebowzięcia Matki Bożej z XIX wieku zmienia jednak wszystko. Kopuła o średnicy wewnętrznej 37,2 m plasuje budowlę w top największych na świecie. Warto wejść do środka, a nawet na kopułę, żeby zobaczyć ogrom tej budowli, a z tarasu widokowego panoramę miasta. Podczas bombardowań 9 kwietnia 1942 roku 500 kilogramowa bomba przebiła kopułę i wpadła do świątyni wprost pod nogi wiernych. Nie wyrządziła jednak szkód, ponieważ… nie wybuchła, co powszechnie jest nazywane Cudem Bomby.

Zwiedzając świątynię można przeczytać również o historii tego miejsca i zejść do schronów używanych podczas II wojny światowej. Jest to potężna dawka wiedzy i lekcja historii, która miejmy nadzieję, nigdy się nie powtórzy.
Dziękujemy Wam za wspólnie spędzony czas
Do zobaczenia w kolejnej podróży.
Kasia i staś.
