Poreč – mozaikowe serce Istrii

Miasto, które z pozoru wydaje się spokojne i przejrzyste, skrywa w sobie warstwy historii niczym tytułowa mozaika w słynnej Bazylice. Zapraszamy Was na spacer, w którym starożytność przenika się z klimatem wakacyjnej beztroski.
W drogę!

Logistyka

Poreč odwiedziliśmy tego samego dnia co Rovinj – idealna kombinacja na intensywny dzień w zachodniej Istrii. Z Rovinj do Poreć jest około 35 km, czyli mniej więcej 40 minut jazdy autem, jeśli nie zatrzymujecie się co chwilę na zdjęcia (co ostrzegamy, może być trudne!).

Samochód zaparkować można na jednym z 3 bardzo dużych parkingów. My byliśmy poza sezonem i udało nam się trafić na darmowe miejsce niemalże w centrum miasta. Ta opcja nie jest pewniakiem, a jedynie szczęśliwym trafem. Pamiętajcie, że parkingi dla kamperów znajdują się nieco dalej i nie można nimi parkować na tych trzech wcześniej wspomnianych parkingach.

Krótko o historii

Poreč to jedno z najstarszych miast w Chorwacji – historia osadnictwa sięga tutaj VII wieku p.n.e. i jest bardzo podobna do historii wielu miast półwyspu. Mieszkali tu Ilirowie. Potem przyszli Rzymianie, którzy zrobili z miasta jeden ze swoich fortów. Po upadku Cesarstwa miasto przechodziło z rąk do rąk – Bizantyjczyków, Wenecjan, Austriaków, Włochów, aż w końcu stało się częścią Jugosławii, a potem niepodległej Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Naszą podróż zaczynamy nietypowo – bo od miejsca, o którym często się zapomina – czyli od świątyni Marsa. Choć pozostał tu jedynie fragment fundamentów i kilka kolumn to przy odrobinie wyobraźni możemy poczuć klimat budowli z I wieku n.e. Stanowisko archeologiczne, które możemy podziwiać ma na celu ochronę tego, co pozostało z dawnej świątyni.

Schodząc w dół wzdłuż nabrzeża warto zwrócić uwagę na potężne mury miejskie, które nawet w dzisiejszych czasach wzbudzają respekt funkcji obronnej tego miejsca. Spacerując leniwie uliczkami możemy natknąć się jeszcze na pozostałości murów oraz wieże, które chroniły mieszkańców przed najazdami.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Aktywnie na półwyspie

Bazylika Eufrazjusza – to punkt obowiązkowy. Nawet jeżeli nie jesteście fanami architektury sakralnej, wejdźcie tam chociaż na chwilę. Budowla z VI wieku to prawdziwy skarb UNESCO. Wnętrze Bazyliki zdobią bizantyjskie mozaiki – złoto, błękity, geometryczne wzory, a wszystko to w ciszy, która wydaje się zawieszona między epokami. Najlepszy moment? Wejście do atrium w porze popołudniowego słońca – światło gra na kamieniach jak na harfie.

Stare Miasto to uczta dla fanów wąskich uliczek, krzywych schodów i zaułków prowadzących nie wiadomo gdzie. Przechadzając się Decumanusem – główną ulicą rzymską – trafiamy na małe galerie, lodziarnie z sorbetem z fig i sklepiki z lawendą i oliwą. Znajdują się tam również cudowne wielowiekowe kamienice, pokazujące historię tego miejsca.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Dom Romański to XIII-wieczna budowla, która jest jedną z najważniejszych atrakcji miasta pod względem architektonicznym. Budynek w ciągu wieków był wielokrotnie przebudowywany i remontowany. Ostatni remont zaowocował dodaniem antycznego balkonu.

Nieopodal Domu Rzymskiego znajduje się dawne Forum, czyli centrum kulturalne i handlowe dawnych czasów. W narożu placu znajduje się fragment pozostałości po dawnym placu. Dziś możemy tu usiąść w cieniu parasolek i ochłonąć od palącego chorwackiego słońca.

Nadbrzeżna promenada to idealne miejsce na zakończenie dnia. Kawiarnie z widokiem na morze, dzieci biegające po placach, a między nimi artyści malujący pejzaże. My usiedliśmy na kamiennej ławce z lodami pistacjowymi w ręku i po prostu chłonęliśmy ten klimat.

Poreč nie krzyczy atrakcjami – raczej szepcze historią. To miasto, w którym czasem warto usiąść przy fontannie i po prostu obserwować, jak turyści gubią się w labiryncie uliczek starówki. Niektóre miasta się zwiedza, inne – chłonie. Poreč zdecydowanie należy do tych drugich.

Do zobaczenia na szlaku!

Kasia & Staś

Rovinj – kolorowa perła Istrii


Położone na zachodnim wybrzeżu półwyspu Istria miasteczko zachwyca od pierwszego wejrzenia. Wąskie uliczki, pastelowe kamienice i zapach soli w powietrzu to tylko początek uroku Rovinja. Choć dziś to jedno z najpopularniejszych miejsc na chorwackim wybrzeżu, wciąż zachowuje intymność małego portowego miasta, w którym życie płynie nieco wolniej.

W drogę!

Logistyka
Rovinj odwiedziliśmy podczas naszej 10-dniowej podróży po Istrii. Na zwiedzanie miasta zarezerwowaliśmy parę godzin i z perspektywy czasu – to był strzał w dziesiątkę. Tego dnia udało nam się odwiedzić jeszcze Poreč, o którym przeczytacie w tym artykule.
Rovinj jest kompaktowe, a główne atrakcje dostępne pieszo. Parkowanie może być wyzwaniem w sezonie – polecamy szukać miejsc w obrębie starego miasta (cena za godzinę to około 3 euro). My chodząc w miarę sprawnie zwiedziliśmy wszystko w około 4 godziny. Bądźcie proszę wyrozumiali dla obrazków miasta, które dla Was mamy. Noc wcześniej przeszła tu potężna wichura, która zniszczyła wiele dachów, łodzi i ogródków restauracyjnych. Służby jednak stanęły na wysokości zadania i ekipy sprzątające uwijały się niczym pszczółki w ulu.  Szacun!

Zarys historii
Historia Rovinja sięga czasów starożytnych. Miasto wielokrotnie zmieniało właścicieli: od Cesarstwa Rzymskiego i Bizancjum, przez Franków, aż po Wenecjan, którzy pozostawili tu największy ślad. Właśnie dzięki nim Rovinj zyskał charakterystyczny wygląd – domy stykające się ze sobą i kanał portowy przypominający włoskie miasteczka laguny. Po wojnie miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie w 1992 stało się miastem chorwackim.

Co warto zobaczyć?


Punktem obowiązkowym jest Stare Miasto. My zaczęliśmy zwiedzanie od strony nabrzeża patrząc lekko z oddali na piękne, wąskie, kolorowe kamieniczki. Snując się wolno wzdłuż promenady portowej dochodzimy do Placu Marszałka Tito. Jest to główny plac, który ma znaczenie kulturalne, artystyczne i turystyczne miasta. Miejsce to jest otoczone barwnymi kamieniczkami, ale szczególną uwagę należy zwrócić na wieżę zegarową i Łuk Balbiego, który wprowadza nas na dawną wyspę.

Pochodząca z XIX wieku wieża zegarowa mieściła kiedyś więzienie. Dziś pełni funkcję reprezentacyjną miasta, a jej zegar skrywa w sobie części mechanizmu ze starego XVIII wiecznego zegara. Symbol lwa pod zegarem jest świadectwem szerokiego wpływu Wenecjan w to miasto. Stając tyłem do wieży można zbić piątkę z Keko, posągiem chłopca z fontanny, która jest upamiętnieniem ukończenia prac nad zaopatrzeniem miasta w wodę.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
– Porec
– Aktywnie na półwyspie

Powoli dochodzimy do Łuku Balbiego, okazałej budowli z 1680 roku. Miasto przez wieki było otoczone potężnymi murami i bramami i właśnie w miejscu jednej z bram powstał Łuk. Swoją nazwę przyjął dopiero w latach 70-tych XIX wieku za sprawą burmistrza miasta – Almoro Balbiego, który zamieścił na budowli herb swojego rodu.

Wspominałem wcześniej o tym, że owy łuk prowadził na wyspę i jest w tym sens. Do 1763 roku miasto było wyspą, dopiero później zasypano wąską cieśninę łącząc wyspę z lądem. To wiele tłumaczy chodząc bardzo wąskimi uliczkami wśród kamieniczek sklejonych ze sobą niczym w Tetrisie. Przez wieki nie wyrażano zgody na budowę nowych kamienic jedynie na rozbudowę i przebudowę już istniejących. Wąskie, wijące się uliczki, które dla nas są magicznym przeżyciem dla mieszkańców miasta przez wieki na pewno były zmorą. 

To właśnie te uliczki prowadzą w górę ku imponującej katedrze św. Eufemii – patronki miasta. Sama katedra wzniesiona w XVIII wieku przyciąga nie tylko swoją barokową architekturą, ale i widokiem z wieży na Adriatyk oraz pobliskie wyspy.


Na szczycie wieży stoi posąg św. Eufemii, który obraca się zgodnie z kierunkiem wiatru – to jeden z symboli miasta.  

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Jeśli będziecie zmęczeni już wspinaczką i chodzeniem krętymi uliczkami możecie odpocząć na skalistych plażach prażąc się w chorwackim słońcu i snując artystyczne marzenia patrząc hen w horyzont.

My tymczasem pragniemy zabrać Was już teraz w kolejną podróż po Chorwacji.

W drogę!


Kasia & Staś

Pula – miasto, które pamięta Cesarza.

Położone na południowym krańcu półwyspu Istria miasto jest spektaklem historii, której można doświadczyć wchodząc w zakamarki, place i dziedzińce. Burzliwa historia pozostawiła po sobie ślady, a miasto nie raz musiało się podnosić z przysłowiowych zgliszczy. To tutaj zobaczymy jeden z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów z czasów Cesarstwa Rzymskiego wizytówkę miasta. Ale czy to jedyna atrakcja?

Zapraszamy do zwiedzania tego pięknego miasta.

Logistyka

Podczas 10 dniowego wyjazdu, gdzie zwiedzaliśmy południową i środkową część półwyspu Istria, jeden dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Puli. 24 godziny to zdecydowanie wystarczający czas, żeby zwiedzić najważniejsze miejsca. Pula i najbliższa okolica to idealny punkt wypadowy w inne części kraju. Jest tu lotnisko, a jeśli ktoś wybierze się tu samochodem, to możliwości zwiedzania tego regionu będą jeszcze większe. Ale o samej okolicy takiej jak Rovinj, Porec, czy innych opcjach spędzenia tu czasu przeczytasz w dalszych artykułach.

Zarys historii

Historia miasta sięga około V wieku p.n.e., ale to moment, w którym miasto zajęli Rzymianie w roku 177 p.n.e. można liczyć jako początek naprawdę czegoś wielkiego. Przez lata portowe miasto zyskiwało na znaczeniu.  W 43 r. Pula stała się kolonią Rzymską i od tamtego momentu jej znaczenie niemalże eksplodowało. Miasto stało się ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym.

Miasto trafiało z rąk do rąk. Po upadku Cesarstwa przeszło pod wpływy Bizancjum, a następnie przez wieki było pod rządami Wenecji. To dawało szanse na rozwój, lecz taka rotacja również przynosiła straty, ponieważ bunty przy tych zmianach były krwawo tłumione. Żadna zmiana jednak nie zdziesiątkowała tak miasta jak epidemia dżumy i malarii. Z czasów rzymskiej potęgi liczącej ok. 30 tys. po epidemii liczba mieszkańców spadła do około 300.

Swój ponowny rozkwit w XIX wieku Pula zawdzięcza powstałej stoczni, komunikacji kolejowej, pierwszym zakładom przemysłowym i licznej arystokracji, która zaczęła przyjeżdżać tu w celach rekreacyjnych.

XX wiek to również czas wielu przemian. Po I wojnie światowej, region Istrii razem z Pulą zajęły Włochy, a po drugiej wojnie światowej miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Bezapelacyjnie wizytówką miasta jest Amfiteatr w samym sercu miasta, który jest jednym z trzech najlepiej zachowanych aren  Starożytnego Rzymu. Obecny wygląd zawdzięczamy cesarzowi Wespazjanowi, który nakazał powiększyć istniejący już amfiteatr tak, by pomieścić 23 tysiące widzów łaknących krwi, dzikich zwierząt i walk gladiatorów. Najlepiej zwiedzać amfiteatr rano, gdy jeszcze tłum turystów nie zajmie kolejki do kas.  Świetną opcją jest zobaczenie walk gladiatorów na żywo. Imprezy tego typu są organizowane z rozmachem i piękną oprawą (wybierając się do Puli warto sprawdzić czy akurat uda się trafić na spektakl – link do strony)

Wychodząc z Areny warto zahaczyć o Titov Park, w którym znajdziemy miniaturowy model miasta, a drzewa uchronią nas od coraz mocniejszego słońca. Przechodząc wzdłuż nabrzeża dotrzemy do Forum.
Miejsce to, tak samo jak w Rzymie, miało wiele funkcji. Wybudowany w I wieku plac stanowił centrum życia publicznego pełniąc funkcje religijne, administracyjne i handlowe. Dziś jest gwarnym miejscem z parasolami pobliskich restauracji oraz informacją turystyczną.

Spacerując po Forum nie sposób nie dostrzec Świątyni Augusta i Romy. Ta powstała na początku I wieku budowla cieszy oko nie tylko entuzjasty starożytnej architektury, ale jest świadectwem kunsztu i zaawansowania przeszłych wieków. Świątynia ta, przez wieki przeszła naprawdę sporo. Odbywały się tu obrzędy pogańskie, po czym została zamieniona na kościół, by w kolejnych wiekach stać się spichlerzem. Dziś wewnątrz można podziwiać kolekcję starożytnych rzeźb z brązu i kamienia.

Niebagatelnym jest to, że starożytność jest tak mocno wpisana w miasto. Pisząc to mam na myśli ruiny domu Agrippiny Młodszej. Była ona siostrą Kaliguli i matką Nerona, który prawdopodobnie zlecił jej zamordowanie. Niesamowite stanowisko archeologiczne, które jest nieco zaniedbane, lecz warte zobaczenia. Ciężko tam trafić z powodu słabego oznaczenia. Ruiny znajdują się tuż przy forum,  należy wejść tam wąskim przejściem obok bankomatu.

Kolejną nieoczywistą atrakcją są mozaiki podłogowe odkryte po bombardowaniach podczas II wojny światowej. Przedstawiają one mitologiczną scenę ukarania Dirke. Pochodząca z III wieku mozaika podłogowa jednej z willi zadziwia. A mnie osobiście szokuje „wciskanie się” nowoczesności w starożytność. Ale to pozwolę sobie zostawić już Waszej ocenie.

Przechodząc wzdłuż okazałych kamienic dochodzimy do wzniesionego pod koniec I wieku p.n.e. Łuku Sergiusza. Ta wzniesiona w stylu korynckim budowla przyciąga wzrok turystów niesamowitymi ornamentami. Łuk został wzniesiony wewnątrz jednej z bram miejskich, która razem z murami tworzyła linię obronną dla miasta. Bramę wraz z fragmentem murów rozebrano, a plac przy Łuku przyciąga oprócz turystów wielu artystów.

Zerostrasse
Idąc wzdłuż murów miejskich warto skryć się przed słońcem w trasie podziemnych tuneli. Temperatura w tunelach to około 14-18 stopni, więc co wrażliwsi powinni wziąć bluzę. Tunele zostały wybudowane w celu schronienia mieszkańców Puli podczas wojny i finalnie mogło tam się skryć 50 tyś ludzi. Jest kilka wejść do siatki tuneli, a dobra nawigacja nie pozwoli się zgubić. W tunelach możemy zobaczyć wystawy zdjęć sieci komunikacji tramwajowej w Puli, a wjeżdżając windą na samą górę dotrzemy do twierdzy Kasel, która również jest udostępniona do zwiedzania.

Twierdza Kasel
Pierwsza fortyfikacja powstała w XVII wieku, dzięki panującym tu Wenecjanom, na miejscu obiektu sakralnego, a jeszcze wcześniej starożytnego Kapitolu. Ze względu na położenie pełniła funkcję obronną, ale po pierwszej wojnie straciła na znaczeniu. Dziś udostępniona do zwiedzania, cieszy oczy turystów ukazując ze swojej wieży piękną panoramę miasta. We wnętrzach zamku można zobaczyć wystawy czasowe, które jeszcze bardziej ożywiają to miejsce.

Powoli schodząc w twierdzy kierujemy się wąskimi uliczkami do samochodu. Nam udało się zaparkować poza strefą płatnego parkowania, co wymagało przejścia kilkuset metrów więcej.
Szukając miejsca do parkowania pamiętajcie, że Chorwacja ma podobne zasady jak we Włoszech.
Miejsca oznaczone niebieskimi liniami są płatne, żółte są zarezerwowane dla rezydentów, a białe to miejsca bezpłatne : )

Pięknego czasu w Puli,

Kasia & staś.

Pompeje – miasto, które zatrzymał wulkan, a historia ożywiła na nowo!

Wystarczy jeden krok za bramę Porta Marina, by przenieść się do świata sprzed blisko dwóch tysięcy lat. Ulice z koleinami po rydwanach, zdobione domy patrycjuszy, graffiti na murach i tętniące życiem forum – Pompeje nie są zwykłym stanowiskiem archeologicznym. To miasto zamrożone w czasie przez potęgę Wezuwiusza, które do dziś fascynuje, inspiruje i… uczy.

Krótka historia Pompejów

Pompeje założone zostały najprawdopodobniej przez Osków w VII w. p.n.e., później rozwijały się pod panowaniem Rzymian, osiągając szczyt swojej świetności w I wieku n.e. Były ważnym ośrodkiem handlu, kultury i życia społecznego. 24 sierpnia 79 roku n.e. nagła erupcja Wezuwiusza przysypała miasto warstwą popiołu i pumeksu, grzebiąc ponad 10 tysięcy ludzi i zachowując miasto niemal nienaruszone. Paradoksalnie – to katastrofa ocaliła Pompeje dla potomnych.

O czym pamiętać?

Pompeje to ogromny teren na otwartym słońcu, często bez cienia. Dlatego:

  • Woda – weź własną butelkę, ale możesz uzupełniać ją w dostępnych źródłach na terenie ruin.
  • Nakrycie głowy – kapelusz lub czapka są absolutnie niezbędne.
  • Krem z filtrem UV – słońce w Kampanii potrafi być bezlitosne nawet wiosną czy jesienią.
  • Wygodne buty – nawierzchnia jest nierówna, a do przejścia wiele kilometrów.
  • ArteCARD – jest to karta zniżkowa, która daje możliwość zaoszczędzenia sporej sumy pieniędzy podczas zwiedzania muzeów i galerii w Neapolu oraz całej Kampanii (często pozwala na wejścia bez konieczności stania w kolejkach). Dostępna jest w wielu kioskach i informacji turystycznej.

Dodatkowo warto pamiętać o tym że zwiedzanie to minimum 3 godziny, ale najlepiej przeznaczyć na nie od 4 do 6 godzin.

(poniżej znajdziesz informacje jak się dostać na miejsce)

Rzymskie rozwiązania, które przetrwały wieki

Zwiedzając Pompeje, trudno nie odczuć zdumienia nad zaawansowaniem cywilizacji rzymskiej. To, co wydaje się nowoczesne, często ma swoje korzenie właśnie tutaj.
Ulice z przejściami dla pieszych, system kanalizacji i wodociągów skutecznie zbierający deszczówkę z ulic, ogrzewane łaźnie przypominające dzisiejsze systemy centralnego ogrzewania i reklamy na ścianach doskonale widoczne do dziś to tylko część tego co znajdziemy spacerując po mieście z przed 2000!! lat. Warto na moment zatrzymać się w zadumie jak bardzo świat był rozwinięty już dwadzieścia wieków temu.

Będąc w Pompejach warto wcześniej wybrać się do Herkulanum i na Wezuwiusz.
W tej kolejności Pompeje zrobią na nas jeszcze większe wrażenie.
Tutaj masz link do Herkulanum i Wezuwiusza.

Pompeje pokazują, że Rzymianie budowali z wizją wieczności – ich miasto, mimo że zniszczone, nadal żyje. Ich architektura, planowanie przestrzenne i inżynieria nadal inspirują współczesnych urbanistów, artystów i inżynierów. Nawet tragedia, która spopieliła Pompeje, stała się pomostem między przeszłością a teraźniejszością, pozwalając nam dosłownie zajrzeć przez uchylone drzwi historii.

Jak dojechać do Pompejów z Neapolu?

To bardzo proste:

Bilety można zakupić w aplikacji OMIO lub bezpośrednio na stacji.

  1. Wsiądź w pociąg na stacji Napoli Garibaldi.
  2. Wysiądź na stacji Pompei Scavi – Villa dei Misteri (około 35 minut podróży).
  3. Wejście do ruin znajduje się tuż obok stacji – trudno się zgubić. : )

Alternatywnie, jeśli podróżujesz samochodem, Pompeje znajdują się około 25 km od Neapolu i mają dobrze oznaczone parkingi w pobliżu wejść.

Podsumowanie

Pompeje to coś więcej niż ruiny – to żywe muzeum, dowód na geniusz ludzkiego umysłu i przypomnienie o sile natury. Tu historia ma zapach popiołu, kształt kolumny i echo dawnych kroków. Jeśli jesteś w Neapolu – nie zastanawiaj się. Przez chwilę możesz poczuć się jak obywatel Imperium Rzymskiego, spacerujący po swoim ukochanym mieście. Dla nas było to niesamowite przeżycie, które z pewnością będziemy chcieli powtórzyć przy kolejnej możliwości.

Może się wtedy tam zobaczymy : )

Do zobaczenia,
Kasia i staś.

Procida  – tu powietrze ma włoski smak.

Jeśli chcesz zobaczyć prawdziwie spokojne życie Włoskiej Kampanii, Procida będzie idealnym miejscem.
Jeśli chcesz się zaszyć przed zgiełkiem Capri albo Neapolu to zakochasz się w tej cudownej wysepce.
To miejsce gdzie czas się zatrzymał między rybacką przystanią, a zapachem świeżych cytryn.

W drogę!

Logistyka

Choć jest to wyspa na Morzu Tyrreńskim  to dotarcie do niej jest stosunkowo proste. Codziennie z portu w Neapolu wypływa od kilku do kilkunastu promów. Podróż w jedną stronę trwająca blisko godzinę to koszt około 20-25 Euro za osobę (choć zdarzają się super tanie oferty, na które warto polować). Wyspa jest idealnym miejscem na spędzenie całego dnia, ale my następnym razem będziemy chcieli tu spędzić na pewno kilka dni.

Procida nie oferuje miliona atrakcji, dzięki czemu zwiedzimy ją w parę godzin. Warto jednak pamiętać, że głównie przyjeżdża się tu po widoki, jedzenie i zaszycie się w kulturze.
Płynąc na Procidę pamiętaj o dobrych butach bo jest to wyspa, która ma spore przewyższenia.

Co zwiedzać?

Jako, że Procida jest mała to szlaki zwiedzania często będą się przecinały, mogą być mieszane i dowolnie modyfikowane… my zwiedzanie zaczęliśmy od …

Marina Grande

Trudno zacząć od czegoś innego, bo jest to główna przystań i pierwsze miejsce, które zobaczysz po przybyciu na Procidę. Tętniące życiem, pełne sklepików, kawiarni i kolorowych fasad. Idealne na poranny spacer z kawą i spróbowanie lokalnych specjałów. Tak uzbrojeni w przekąski w rękach możemy usiąść i rozpocząć obserwację spokojnego, codziennego życia mieszkańców.

 Marina di Corricella

Najbardziej fotogeniczne miejsce na wyspie. To piękny kolorowy port rybacki, który wygląda jak pocztówka z bajki. Domy w pastelowych kolorach pną się po skałach, łódki kołyszą się w rytmie fal, a restauracje serwują świeżo złowione owoce morza. Typowo włoski gwar miesza się tu z falami rozbijającymi się o brzeg portu. Jest to idealne miejsce na spacer o zachodzie słońca i kieliszek lokalnego wina. (Siesta – trzeba o niej pamiętać chcąc zjeść posiłek, bo wyspiarze tę przerwę w ciągu dnia cenią sobie bardzo.)

 Terra Murata

 To najstarsza część wyspy, położona na wzgórzu ze stromym zboczem, oferuje niesamowite widoki na Zatokę Neapolitańską i mały malowniczy port. To tu znajdziesz klasztor San Michele i imponujący Palazzo d’Avalos – dawne więzienie i pałac w jednym. Klimatyczne uliczki, cisza i historia unosząca się w powietrzu – to miejsce, które każdego fotografa przyprawi o zawrót głowy.

Abbazia di San Michele Arcangelo

Ten barokowy kościół to duchowe serce wyspy. Znajduje się na szczycie Terra Murata i kryje bogato zdobione wnętrza oraz ciekawe katakumby. Według legendy archanioł Michał miał ochronić wyspę przed atakiem piratów – dziś chroni przed zapomnieniem piękno tej świątyni.

Plaża Chiaia

Jedna z najpiękniejszych plaż na Procidzie, dostępna po zejściu stromymi schodami. Niewielka, ale malownicza, z widokiem na kolorową Corricellę i czarnym, wulkanicznym piaskiem. Często mniej zatłoczona niż inne plaże – idealna na spokojny dzień nad morzem.


Nas urzekła jeszcze bardziej spokojna plaża Cala del PozzoVecchio położona po drugiej stronie wyspy. Spacerując leniwie po wyspie w stronę tej właśnie plaży można zobaczyć typowy dla włoskiego stylu cmentarz.

Ponte di Vivara

Na pytanie czy na wyspie znajduje się jakiś most odpowiadamy zgodnie – tak. I jest to malowniczy mostek położony całkowicie po drugiej stronie wyspy, prowadzący na wyspę Vivara, która jest rezerwarem. Szczególnie piękny widok jest tutaj o zachodzie słońca, ale trzeba pamiętać, żeby nie spóźnić się na prom, a z tego miejsca jest do niego kawałek.

Procida to miejsce, gdzie mniej znaczy więcej.

Nie znajdziesz tu wielkich atrakcji turystycznych ani luksusowych kurortów. Ale znajdziesz coś cenniejszego – prawdziwe włoskie życie, urok małej wyspy i przestrzeń, by naprawdę odpocząć. My byliśmy tu w czasie gdy wyspa intensywnie przygotowywała się do objęcia miana Włoskiej Stolicy Kultury(2022) i dziś czytając znów ten artykuł z przed paru lat, wiemy, że czas najwyższy wybrać się tam znów.

Do zobaczenia,
Kasia i staś

Świat luksusowej motoryzacji na wyciągniecie ręki – Maranello i Modena

Każdy zna Ferrari. Znaczek czarnego konia na żółtym tle z flagą Włoch u górze. A muzeum? Muzeum jest wisienką na torcie podczas podróży po Północnych Włoszech dla niejednego miłośnika motoryzacji.  Ale czy tylko miłośnicy motoryzacji znajdą coś dla siebie?

Dojeżdżając do Maranello nie sposób pomylić się z czego słynie miasto. Już z daleka wiadomo, że małe niepozorne miasteczko swoją sławę zyskało właśnie dzięki muzeum i fabryce luksusowych, sportowych samochodów – Ferrari. Ulice są przepełnione emblematami i symbolami związanymi z marką. Im byliśmy bliżej celu tym większe tłumy i więcej „znaków”, że podążaliśmy w odpowiednim kierunku. Faktem jest, że problem z zaparkowaniem jest spory i dobrze jest uzbroić się w cierpliwość podczas szukania miejsca. Jest kilka parkingów płatnych, które nie mają limitów czasu, ale i są parkingi bezpłatne, które umożliwiają postój do 30,60,90 minut. Darmowe parkingi o najdłuższym możliwym czasie postoju są oczywiście położone najdalej od muzeum. Nam udało się wcisnąć samochodem na parking tuż pod muzeum(płatny), lecz było to okupione 20 minutowym jeżdżeniem i polowaniem na dogodny parking.

Będąc poza sezonem(my byliśmy we wrześniu) nie trzeba kupować biletów przez Internet – upoważniają one do szybszego wejścia poza kolejką. Zwykła kolejka w danym okresie, o ile nie przyjedzie autokar turystów, to czas około 10 minut żeby wejść do budynku. Przed wejściem znajduje się zadaszenie dla oczekujących co jest miłym akcentem gdy chodzi o włoskie Słońce. Sama logistyka muzeum jest bardzo dobrze zorganizowana. Kilka kas, do których kieruje pracownik pilnujący oczekujących. Po zakupieniu biletów (bilet podwójny na oba muzea to 38 euro za osobę) można śmiało ruszać w wir luksusu.

Muzeum składa się z kilku pięter z luźno ustawionymi samochodami. Mimo czytania poszczególnych opisów nie doszukaliśmy się zasadności pomieszania samochodów ze względu na lata produkcji. Nie przeszkadzało to jednak nadmiernie w zwiedzaniu, a może i dodało ciekawego kontrastu poszczególnym generacjom. Oprócz samochodów w przeszklonych gablotach obok znajdowały się silniki danych modeli. Dodatkowo można było zobaczyć  podzespoły takie jak między innymi  tarcze hamulcowe, zaciski, kierownice i tapicerki.  Przechadzając się po muzeum można siąść w symulatorze i wjechać na wirtualny tor.(Koszt takiej zabawy za 7 minut to około 35 euro). Całość wieńczy przestronna galeria aut tej marki, które wygrały wyścigi F1 w konkretnych latach. Obracając się mogliśmy podziwiać medale i puchary z tych właśnie wydarzeń.

Całe muzeum w Maranello ze zdjęciami i czytaniem opisów można śmiało przejść w 60 – 90 minut. Korzystając z dodatkowych atrakcji jak symulator czy zakupy w sklepie oczywiście czas ten będzie odpowiednio dłuższy : )

Przejazd z Maranello do muzeum Enzo Ferrari w Modenie zajęło nam około 25 minut. Na miejscu czekał na nas spory parking z którego udaliśmy się do głównego budynku (jest ich dwa).

Wejście na główną wystawę  jest otwierane co 30 minut. Spowodowane to jest projekcją filmu historycznego o Enzo Ferrari. Zanim jednak wyświetlony zostanie film swobodnie można chodzić i podziwiać na ogromnej sali kilkanaście egzemplarzy aut. Na ścianach hali znajdują się kierownice, a w regałach poniżej można zobaczyć materiały z jakich jest wykonana tapicerka w danych modelach. My do budynku głównego weszliśmy w trakcie trwania seansu i Pani uprzejmie poinformowała nas, że w czasie oczekiwania możemy usiąść przy stolikach lub pójść zwiedzić wystawę w drugim budynku, który był kiedyś pierwszym zakładem produkcyjnym. My wybraliśmy oczekiwanie i  już po 10 minutach szusowaliśmy miedzy autami przyglądając się idealnie skrojonej linii sportowych samochodów. Po filmie, który pogłębił wiedzę przeczytaną na planszach poszliśmy do drugiego budynku, w którym spędziliśmy kilkanaście minut. Całe muzeum zajęło nam około godzinę.

Warto zajrzeć do obu muzeów, lecz jeśli napięty grafik pozwala zwiedzić tylko jedno, to naszym zdaniem lepiej wybrać to w Maranello. Jest zdecydowanie więcej do zobaczenia, ponadto dzieci mogą się wyszaleć przy nieco większej ilości atrakcji.

I z tym motoryzacyjnym akcentem ruszamy w dalszą drogę.

Do zobaczenia,

Kasia i staś.

Montereggioni – toskańska twierdza, która zatrzymała czas.

To że świat jest skory do waśni wiemy nie od dzisiaj. Walka o wpływy, o prestiż i splendor nie jest wcale wymysłem polityki obecnych rządów. Takie naparzanie się na patyki, kamienie i klocki było powszechne od zawsze. Pozwól, że zabierzemy Cię do Montereggioni, miejsca które było efektem takich przepychanek.

Montereggioni to świetnie zachowana twierdza z murami obronnymi w niemal nienaruszonym stanie. Została wybudowana na zlecenie włodarzy Sieny do obrony miasta przed Floreńczykami z którymi Sienińczycy ciągle się tłukli. O wpływy, o to kto będzie stolicą, o to kto jest fajniejszy i ma lepszą katadrę.
Ciekawostką jest to, że Monteriggioni to pierwsza twierdza zbudowana przez Siene. Nie jest wcale ich pierwszą twierdzą, ale pierwszą od podstaw wybudowaną. Wcześniej kupowali oni gotowe twierdze.


Na odwiedzenie miasteczka potrzeba niewiele czasu i jest to świetny przystanek miedzy Sieną, a chociażby San Gimignano. Mamy do dyspozycji kilka parkingów. Najdalszy (przy głównej drodze) jest darmowy, parkingi które są w pobliżu twierdzy są w większości płatne. (jest jeden fragmencik na kilkanaście samochodów całkowicie bezpłatny, ale nawet poza sezonem ciężko dorwać jakieś miejsce.

(Zaznaczony na czerwono punkt to parking, który jest całkowicie za darmo – do 3 godzin)

Żeby uzmysłowić sobie sens budowania twierdzy w tym miejscu warto wejść na mury obronne. (koszt wejścia na dwie trasy to 5 euro). Przy dobrej widoczności można było dojrzeć wroga z kilkudziesięciu kilometrów. To strategiczne miejsce prowadziło do wielu oblężeń twierdzy ponieważ Zarówno Florencja jak i Siena chciała mieć tak dogodny punkt obserwacyjno obronny.

Będąc w twierdzy warto zajrzeć do małego, surowego kościółka w stylu romańskim. Ponadto warto spojrzeć na małe uliczki tego świetnie zachowanego miasta – twierdzy.

Polecamy Wam wstąpić tu by lepiej zrozumieć „politykę” Sieny i Florencji przed wiekami.

Kasia i staś.

San Gimignano, czyli.. toskański Manhattan

Podróżując po północnej Toskanii nie sposób nie trafić na miasto nazywane  „Manhattanem średniowiecza”.  W miejscu gdzie w cieniu wież mogliśmy odpocząć od wrześniowego słońca. Wspiąć się na mury oglądając panoramę miasta i jedząc pyszną pizzę w pięknej małej knajpce na uboczu. Pozwólcie, że zabierzemy Was do miasta wież – San Gimignano.

Co tu dużo mówić… miasto jest piękne. Już w 1990 roku historyczne centrum zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jego piękno można upatrywać w tym, że nieopodal miasta prowadził szlak handlowy, który przyczynił się do rozwoju miasta. Ponadto w okolicy uprawiano krokus z którego uzyskiwano szafran, który był wysyłany głównie do Pizy, która była potęgą w basenie Morza Śródziemnego. I tak to do XIV wieku miasto było potęgą z sakiewkami przy paskach wypchanymi po brzegi.


W związku z tym, trzeba było się pokazać sąsiadom z wioski, że w życiu wyszło i co zamożniejsi budowali charakterystyczne dla miasta czworokątne wieże przy swoich domach. Z jednej strony pełniły one funkcje obronną, z drugiej zaś były to istne zawody dobrobytu. Im wyższa i okazalsza wieża, tym zamożniejsza była rodzina, która ją wybudowała. A sąsiad kisł z zazdrości obgryzając palce.

W mieście do XV wieku stało aż 72 potężne wieże, które świadczyły o prestiżu właścicieli. Problem w tym, że ekipy budowlane w składzie „ja ze szwagrem” słabo obliczyły podłoże i okazało się, że przez słaby grunt, na którym budowano tę potęgę pieniądza ostało się do naszych czasów jedynie 14.
W połowie XIV wieku, bo dokładnie w 1348 roku przyszła do miasta czarna śmierć, która skutecznie przerzedziła mieszkańców (zabrała 25% ludności Europy) poskutkowała upadkiem świetności miasta i podporządkowaniem się Florencji.

Dziś jednak to miasto za sprawą rozwoju turystki znów olśniewa. Jest to częsty cel turystycznych wypadów na trasie z Florencji do Sieny. Uważamy, że koniecznym jest zajrzenie w boczne uliczki i myślami przeniesienie się do czasów gdzie ulice płynęły pieniądzem. Potem tak jak my udajcie się na peryferia, by w ciszy od ulicznego zgiełku zjeść pyszną pizzę w lokalnej restauracji.

Takiego czasu w mieście,

Kasia i staś.

Loreto – małe miasteczko z wielką historią.

Położone 25 kilometrów na południe od Ankony miasteczko na wzgórzu ściąga do siebie rokrocznie tysiące turystów z całego świata. Wszystko za sprawą Świetego Domku, który znajduje się w samym centrum bazyliki. Ale czy tylko?

Loreto byłoby jednym z wielu włoskich miasteczek na wzgórzu gdyby nie sanktuarium wewnątrz którego znajduje się największa relikwia jaką jest „Święty Domek”. Według legendy jest to dom Matki Bożej przeniesiony w roku 1294 z Nazaretu do Loreto (z krótkim postojem w Chorwacji) przez anioły. Jako że każda legenda ma w sobie ziarnko prawdy i ta takowe posiada. Wiadomym jest, że muzułmanie agresywnie działali na Ziemi Świętej już ponad 20 lat wcześniej i zagrożenie dla takiej relikwii było ogromne. Dlatego znakomite przeniesienie było uzasadnione, a nawet konieczne. Jeśli chodzi natomiast o sprawę Aniołów to bezsprzecznie przyczynili się oni do tego. Chodzi dokładnie o włoską rodzinę de Angeli, która całą operację transportu sfinansowała i przeprowadziła. Tym sposobem relikwia 10 grudnia 1294 roku trafiła na swoje miejsce.  XI wieczna bazylika, w której znajduje się relikwia jest pięknie zdobiona przez dłuta najlepszych rzeźbiarzy i malarzy. Sam Święty Domek jest obudowany bogato zdobionym marmurem, który zapiera dech w piersiach i ucieszy oko każdego turysty.

Wychodząc z Bazyliki warto stoje kroki skierować na plac centralny miasta. Bogato zdobiony plac z fontanną po środku jest zwykle pełen pielgrzymów co nadaje miejscu jeszcze bardziej sakralny nastrój. 

Dla wszystkich złaknionych sztuki sakralnej jest jeszcze muzeum Apostolskie, które przybliży historię sanktuarium.

Ważnym miejscem, lecz niestety często pomijanym jest Polski Cmentarz Wojenny znajdujący się na zboczu tuż przy sanktuarium. Pochowanych jest tam 1090 oficerów i żołnierzy 2. Korpusu Polskiego, poległych w walkach o wyzwolenie regionu Marche. Podczas bombardowań niemieckich żołnierze Ci z pełnym poświęceniem uchronili od pożaru Bazylikę Loretańską, czym zaskarbili sobie ogromny szacunek i wdzięczność mieszkańców.

Warto zejść schodkami w dół wzgórza, by pochylić się na chwilę nad tymi, którzy zdobyli Monte Casino i szli dalej by walczyć w bitwach o Loreto o Ankone. O wolność.

I z tym patetycznym akcentem pozostawiamy Was dziś.

My, Kasia i staś.

Jaskinie Frasassi – podziemny cud Włoch

O tym, że region Marche jest niesłusznie często pomijany przez turystów pisaliśmy już parę razy. Dowodów na jego piękno jest wiele, a jednym z nich są Jaskinie Frasassi – punkt obowiązkowy na mapie turystycznej Włoch.

Mimo że prace specjalistów na tym terenie odbywają się od końca lat 40 ubiegłego wieku, to kompleks, który mieliśmy przyjemność zwiedzić został odkryty dopiero w 1971 roku. Po dogłębnym zbadaniu odkrycia, wybudowaniu specjalnych kładek oraz tunelu, którym można dostać się do jaskiń, podziemny cud natury został oddany w ręce przewodników, by mogli oni oprowadzać grupy, dzieląc się z nimi wiedzą.

Zanim zaczniemy się rozpływać nad pięknem jaskiń, chcemy zwrócić uwagę na parę istotnych szczegółów, które (mamy nadzieję) ułatwią zwiedzanie tego miejsca.

– Wpisując w mapy Jaskinie Frasassi mapa wyprowadzi nas na oddalony o 2-3 km od wejścia do jaskiń Parking. (I DOBRZE!) Parking ten jest darmowy, a przy nim znajdują się kasy biletowe gdzie można zakupić bilety. Można je również kupić na oficjalnej stronie (to z całą pewnością jest bardziej rekomendowane podczas wysokiego sezonu).

– Warto również zwrócić uwagę na język (angielski, włoski), w którym przewodnik będzie oprowadzał  o konkretnej godzinie.

 -Nieopodal kas znajduje się przystanek autobusowy, z którego autobus zabierze nas o wyznaczonej godzinie do wejścia do Jaskiń. (Podróż trwa ok. 10 min)

– W jaskiniach jest stała temperatura 14`C  oraz wilgotność sięgająca 98% dlatego warto mieć ze sobą dodatkowe okrycie.

– Do jaskiń wchodzi się przez specjalny tunel ze śluzami, które służą temu, by utrzymać stały mikroklimat w jaskiniach. (Jako że, wejście i wyjście obejmuje ten sam tunel to przewodnicy zwracają uwagę, by ten etap przejść w miarę sprawnie)

– Zwiedzanie trwa około godziny, a po zakończonym spektaklu autobus zawozi zwiedzających powrotem na parking.

Choć osobiście nie jestem wybitnym fanem, a tym bardziej znawcą stalagmitów, stalaktytów, stalagnatów, jak i innych nacieków ściennych to wchodząc przez wcześniej wspomniany tunel do pierwszej jaskini niemalże musiałem zbierać zęby z podłogi. Jaskinia o wysokości niemalże 200 metrów i długa na 180 metrów to był jedynie początek tego co mieliśmy zobaczyć. Nacieki mające wysokość ok 20 metrów, które „powiększają się” o 1 milimetr w ciągu roku pokazują jak mali jesteśmy w całym świecie. Niesamowite połączenia skalne, żłobienia skał i jeziorka podziemne poruszą wyobraźnię nawet najbardziej znudzonego turysty. Choć miałem nadzieję, że zrobimy naprawdę dobre zdjęcia tego co widzieliśmy, to już po parunastu krokach wspólnie ustaliliśmy, że aparat nigdy nie odda tego piękna i zrobimy jedynie parę ujęć, by móc przywoływać wspomnienia.

Godzina zwiedzania przemknęła bardzo szybko, co pozostawiło w nas lekki niedosyt. Pani przewodnik ze swoim w miarę czystym angielskim opowiadała bardzo zwięźle, ale ciekawie. Zatrzymując się by podziwiać wytwory natury jest z całą pewnością wystarczająco dużo czasu by uwiecznić „elementy tego magicznego krajobrazu” na zdjęciu.

Zatem będąc w pobliżu nie wahajcie się choćby chwili, by odkryć to miejsce.

Kasia i staś.