Rejestratory Samochodowe w Europie – Gdzie Można, a Gdzie Nie Można Ich Używać?

Większość krajów uznaje rejestratory i są one dozwolone, ale z pewnymi ograniczeniami. Wbrew pozorom nawet czas przechowywania nagrań ma znaczenie. W wielu krajach nagrywać możesz jedynie na własny użytek, a upublicznione dane muszą zostać anomizowane.  Są jednak kraje, które kategorycznie zabraniają posiadania kamer a kary sięgają do 25 tys. EURO (nie, nie pomyliłem się). Spójrzmy zatem bliżej na to gdzie można, gdzie tak sobie, a gdzie kategorycznie nie.

W Polsce rejestratory są legalne i można z nich korzystać głównie w celach dowodowych. Podobnie jest w Chorwacji, Słowenii, Bośni i Hercegowinie, na Łotwie i w Czechach.

W Irlandii, Rumunii, Holandii, Szwecji również możemy posiadać kamerę i z niej korzystać. Należy jednak pamiętać o tym, by nie publikować nagrań gdzie można rozpoznać osoby na materiale.

Wielka Brytania jest rajem dla wszystkich, którzy chcą sobie podpierniczyć kogoś „dla sportu”. Tamtejsze wybrane jednostki policji udostępniają portale za pośrednictwem których można zamieścić materiał z wkroczeniami.

We Francji z dash camów możemy korzystać pod warunkiem, że nie publikujemy nic bez zgody osób znajdujących się na nagraniu. Ponadto rejestrator nie może zasłaniać widoczności kierowcy, bo za to już grozi mandat.

W Danii  można korzystać z rejestratora lecz trzeba pamiętać, że niedopuszczalne jest publikowanie materiałów umożliwiających pośrednie lub bezpośrednie rozpoznanie zarejestrowanych osób.


W kwestii mandatów za utrudnioną widoczność pola widzenia mandat również możemy dostać w Słowacji i Norwegii. Chociaż akurat w tym przypadku mam nadzieję, że każdy kierowca ma na tyle oleju w głowie, żeby zamontować kamerę w odpowiedni sposób.

W Hiszpanii natomiast oprócz mandatu za złe umieszczenie kamery jest również zakaz publikacji nagranych materiałów.

We Włoszech kamera jest dozwolona, ale materiałów nie można udostępniać osobom trzecim, a nagrania powinny być na bieżąco usuwane. 

Podróżując po Belgii  możemy używać rejestratora, ale nie możemy publikować materiałów bez zgody osób na filmie. Dlatego w przypadku kolizji powinniśmy natychmiast powiadomić osoby biorące udział w kolizji o tym, że posiadamy taki materiał.

Na Węgrzech  korzystanie z dash camów jest dozwolone, ale przechowywany materiał może mieć maksymalnie 5 dni.

W Niemczech, u naszych zachodnich sąsiadów posiadanie samej kamery nie jest zabronione, ale prawo mówi, że nikt nie może być filmowany wbrew jego woli. Co za tym idzie próba przekazania policji materiału dowodowego, na którym jest ktoś łamiący prawo jest batem na nas samych nie na tę osobę.

Luksemburg podchodzi, delikatnie mówiąc, mniej liberalnie do kwestii wideo rejestratorów. O ile posiadanie jest legalne to nagrywanie wiąże się z mandatem, a w przypadku publikacji takich materiałów grozi nawet więzienie.

Portugalia jest kolejnym krajem w którym nagrywanie, a nawet posiadanie rejestratora jest nie zgodne z prawem.

Natomiast w Szwajcarii zabronione jest nagrywanie kogokolwiek bez uprzedniej zgody, a tłumaczenie, że robimy nagranie z wakacji dla siebie również spełznie na niczym i możemy liczyć się z potężnymi konsekwencjami. Oczywiście nawet wyłączona kamera ma być umieszczona w taki sposób by nie utrudniała kierowcy obserwacje drogi podczas prowadzenia pojazdów.

Prawdziwą wisienką na torcie jest posiadanie dash cama w Austrii. To tutaj jest kategoryczny zakaz monitorowania miejsc publicznych przez osoby prywatne, a mandat w wysokości 10 tys. euro może poważnie zaboleć. Ale dla kamerkowych recydywistów mandat jest już w wysokości 25 tys. euro. A to całkiem nieeezzłee wakacje!


Przepisy się zmieniają dość dynamicznie i mimo włożonych wszelkich wysiłków możemy nie nadążać z aktualizacją artykułu dlatego…

Zanim wybierzemy się do danego kraju lub choćby będziemy przez niego przejeżdżali, warto sprawdzić lokalne przepisy żeby nie władować się nieświadomie na minę.

Tłumaczenie stróżom prawa, że się nie wiedziało na niewiele się może zdać…

Bezpiecznej drogi,

Kasia & staś

Włoska droga… Citta della Pieve

(Artykuł jest fragmentem wyprawy, którą odbyliśmy we wrześniu 2023. Zajrzyj do całej WŁOSKIEJ DROGI)

Włoska droga… Citta della Pieve

Najpiękniejsze w podróżowaniu jest to, że często przez przypadek odkrywamy miejsca, do których normalnie byśmy nie trafili. Suma takich momentów nierzadko jest dobrym uzupełnieniem całej opowieści, która bez nich byłaby jak „i” bez kropki. Pozwólcie, że zabierzemy Was na spacer po mieście, którego nie mieliśmy w planach. Citta della Pieve.

Szukając miejsca na nocleg wiedzieliśmy, że potrzebujemy tego dnia podpiąć się do prądu. Ładowanie laptopa, aparatów i lodówka pracująca na pełnych obrotach przy wrześniowych 33’C przez kilka dni  skutecznie uszczupliły zasoby naszych akumulatorów do tego stopnia, że nawet panele na dachu nie dawały rady. Szukając kampingów w jednej aplikacji odnieśliśmy fiasko. Druga aplikacja dawała jak sądziliśmy na początku wątpliwe światełko w tunelu. Ale cóż, jedziemy.



Okazało się, że miejscowość, w której dane nam było się zatrzymać dysponuje kilkoma miejscami dla kamperów w celu wypoczynku. Miasto postawiło na rozwój turystyki i stwierdziło, że wyznaczy plac i udostępni nieodpłatnie prąd, zrzut nieczystości i wodę pitną (cisza, spokój – jakby luksusowo!).
I to jest świetny pomysł!
Dlaczego?
A no dlatego, że my podróżując gotujemy sami. Ale tego wieczoru postanowiliśmy, że warto by było się odwdzięczyć i poszliśmy nawpychać się w lokalnej restauracji.
Tak się wspiera lokalny biznes, tak się promuje miasto.
Czapki z głów!

Miasto

Początki miasta nie są dobrze znane. Patrząc na układ urbanistyczny widać wyraźny wpływ etruski i rzymski. Niektóre budowle, jak wieża publiczna, charakteryzują się licznymi przebudowami co świadczyło niejednokrotnie o wzlotach i upadkach miasta. Jako że miasto leży praktycznie na trójstyku granic regionów Toskanii, Lacjum oraz Umbria można zobaczyć przyjemne przenikanie się tych kultur w mieście. Spacerowanie schludnie zachowanymi uliczkami „ceglanego miasta” (bo tak je nazwaliśmy) daje poczucie przeniesienia się po średniowiecznym mieście. I jest w tym dużo prawdy. Blisko 70 procent budynków jest zbudowanych z odkrytej cegły, które pochodzą z prężnie działającej od średniowiecza pobliskiej cegielni.


Jest to urokliwe miejsce, by spędzić tu parę chwil pijąc kawę i zajadając się ciastkiem. Po drobnym obżarstwie my spróbowaliśmy przecisnąć się przez (ponoć) najwęższą uliczkę we Włoszech, która wacha się miedzy 50 a 60 centymetrów…. Zmieściliśmy się!

I postanowiliśmy, że będziemy tu wracali, żeby sprawdzać czy będzie nam się udawało przecisnąć.
Dopóki przejście nie będzie sprawiało nam problemu, będziemy żarli ciastka bez opamiętania.

Taki właśnie mamy plan.

Do zobaczenia,
My – małe kuleczki

Kasia i staś.

5 kart niezbędnych w podróży… czyli jak unikać nadmiernych kosztów i problemów!

 Podróż to dla większości doznanie tak niezwykłe, że w momencie, gdy ją rozpoczynamy często tracimy głowę i zapominamy o całym świecie wokół. Mimo że podróżujemy dużo, to nadal czasem coś nam się „udaje” zapomnieć albo pominąć z listy do zabrania.



Poniżej linki do artykułów, które pomogą Wam nie zapomnieć o czymś, co wydaje się na pozór oczywiste.

Samolot – bezpłatny bagaż podręczny

Co zabrać na wakacje w ciepłe kraje?

Co zabrać na szlak?

Rowerowy niezbędnik

Autem po Europie

Auto przed trasą

Ale wróćmy do tych 5 kart, których posiadanie może „uratować tyłek” podczas podróży.


 1.

Zacznijmy od oczywistej oczywistości jaką jest DOWÓD OSOBISTY. Klasyk na lotniskach – ileż razy gdzieś nie lecimy, to widzimy sytuacje, jak ktoś się tłumaczy, że „tu był zawsze, a teraz go nie ma” : )
Z jednej strony zabawna sytuacja, z drugiej jeśli się zaplanowało wakacje życia, to przykrym jest fakt roztrzaskania ich z powodu braku dokumentu.

(Tutaj podobna sytuacja ma się do paszportów. Do wielu krajów Europy wjedziemy na dowód i to nas z lekka „rozleniwiło”, by pamiętać o PASZPORCIE).

2.

Karta EKUZ czyli Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Stawiamy ją na drugim miejscu i bez niej nie wybieramy się w żadną podróż.
Karta, którą po poprawnym wypełnieniu wniosku i odczekaniu paru dni (w szczycie sezonu dłużej) otrzymujemy za darmo.
Daje ona prawo do BEZPŁATNEGO leczenia w krajach UE jak i w Wielkiej Brytanii, Islandii i jeszcze kilku państwach spoza Unii.

(Tutaj warto by pamiętać o dodatkowym ubezpieczeniu podróżnym. Kosztuje „grosze” w porównaniu do całego wyjazdu, a może nam oszczędzić naprawdę sporo problemów).

3.

PRAWO JAZDY

Kolejna karta jest dla tych, co podróżują autem, bądź chcą za granicą auto wynająć. Tutaj warto zainwestować w prawo jazdy międzynarodowe. Koszt takiego dokumentu to 35 zł, a daje poczucie bezpieczeństwa na drodze. O ile podróżując po UE możemy śmiało śmigać autem na naszym plastiku, to w przypadku odleglejszych zakątków globu nie jest tak kolorowo.
Firma wynajmująca samochody zazwyczaj wynajmie samochód, bo dla nich to biznes. Jednak w przypadku jakiejkolwiek kolizji lub co gorsza wypadku nawet nie z naszej winy, to my ponosimy odpowiedzialność, ponieważ jeździliśmy bez odpowiednich dokumentów. Ubezpieczenie też się postara, żeby ściągnąć w tej sytuacji z nas jak najwięcej.

4.

WALUTOWA KARTA PŁATNICZA

To nieodzowny przyjaciel i zbawienie podczas podróży. Pamiętajcie jednak, by wyposażyć się w kartę walutową, by nie zapłacić majątku za przewalutowanie. (Revolut kartę własnego banku lecz w odpowiedniej walucie).

Warto tutaj pamiętać o posiadaniu też pieniędzy w gotówce (choćby drobnej kwoty). Łazienki oraz małe sklepiki nadal czasem nie mają terminali. W przypadku niektórych restauracji za granicą sytuacja ma się podobnie i wtedy krótki posiłek zamienia się jeszcze w spacer w poszukiwaniu pobliskiego bankomatu.

5.

Ostatnia karta to karta ACSI

Jest to świetny wynalazek dla wszystkich tych, którzy po pierwsze podróżują poza sezonem, po drugie uwielbiają kempingi, po trzecie (wynikające z drugiego) podróżują kamperem, z przyczepą, bądź namiotem).

Jest to karta zniżkowa działająca w „niskim sezonie” w 3000 obiektach w Europie.
Cena za auto (kamper lub auto z przyczepą), dwie osoby, prąd i dostęp do zaplecza sanitarnego to maksymalnie 23 euro(aktualizacja na rok 2024 maksymalna kwota to 27 euro). Często w cenie można skorzystać również z parku wodnego, basenu, kortów itp., ale to zależy od obiektu. Roczny abonament takiej karty to ok. 35 euro. Nam się zwróciła w ciągu zaledwie 6 dniowego wyjazdu do Włoch.

To są najbardziej podstawowe karty, które właściwie trzeba mieć.
Jeśli masz pomysł jaką kartę jeszcze dodać, pisz śmiało:)
Uzupełnimy tę listę i stworzymy wspólnie potężny poradnik.

Do zobaczenia na małym wypadzie,

Kasia i staś.

Auto przed trasą – o tym się zapomina!

Szykując walizki, mapy i przewodniki na wyprawę życia często zapomina się o sprawdzeniu podstawowych rzeczy w aucie, które w konsekwencji mogą prowadzić do niepotrzebnych stresów na wyjeździe. A wakacje przecież mają być luzem i oddechem od codziennego stresu. Sprawdźmy zatem auto razem!

O obowiązkowym wyposażeniu auta podczas wyjazdu czy to po Polsce, czy zagranicą pisaliśmy już –>tutaj <–. Warto by jednak uzupełnić ten artykuł o to, co warto sprawdzić w aucie przed wyjazdem. Zdaję sobie sprawę, że na ten „banalny artykuł” wielu popuka się w głowę twierdząc, że to oczywiste, ale jeśli choć jedna osoba czytając go stwierdzi „No! Faktycznie!” to ja już będę szczęśliwy.

Do dzieła… : )

  1. NAPOMPOWANE koło zapasowe/Zestaw naprawczy (aktualny) – to dość przykra część przygody, bo nie dość, że często z bagażnika trzeba wytargać całego tetrisa, którego zrobiliśmy z walizek, to jeszcze się okazuje, że powietrza w kole nie ma, a zestaw naprawczy dawno stracił swoją ważność. Trwałość pianek/płynów uszczelniających według producenta to 2-3 lata.
  2. Lewarek – jeśli jakimś trafem mamy lewarek niewiadomego pochodzenia to sprawdźmy czy oby na pewno będzie pasował do naszego auta (ja wiem, lewarek jak lewarek, ale jeśli się okaże, że jego zakres nie podnosi auta w celu wymiany koła to klops).
  3. Klucz do kół – pasujący do naszych śrub/nakrętek. Warto to sprawdzić czy nasadka klucza odpowiada rozmiarowi śruby/nakrętki.
  4. Adapter do „złodziejki” – 4 śruby do odkręcenia -3 takie same, a jedna ma nietypowy kształt. Niektórzy stosują śruby/nakrętki antykradzieżowe do kół. Warto sprawdzić czy nasze auto ma takie zabezpieczenie. Jeśli tak, to powinno się mieć adapter na taką śrubę nakrętkę w celu odkręcenia koła.
  5. AKTUALNA gaśnica – w wielu krajach jest obowiązkowa, ale nie chodzi żeby mieć ją „na sztukę” tylko nie może być przeterminowana.
  6. AKTUALNY przegląd pojazdu.
  7. Dowód rejestracyjny (do zabrania ze sobą za granicę).
  8. AKTUALNE ubezpieczenie (do zabrania ze sobą za granicę) – warto go rozszerzyć na czas podróży.
  9. ’Ścieżka zdrowia’ – my taką ścieżkę robimy na stacji diagnostycznej co jakieś 3 miesiące za około 50-100 zł. Dzięki temu wcześniej możemy zareagować na ewentualne zużycie części w pojeździe. Takie częste sprawdzanie i tak jest dużo tańsze niż laweta i naprawa gdzieś na trasie (warto zrobić taką ścieżkę na 2-3 tygodnie przed wyjazdem, żeby mieć czas na ewentualne naprawy).
  10. Płyny eksploatacyjne – stan/kiedy wymiana?
    • olej
    • płyn chłodniczy
    • płyn do spryskiwaczy
    • płyn wspomagania
    • Adblue
    • itd.
  11. Drugi komplet kluczy – warto zabrać ze sobą wcześniej sprawdzając, czy np. bateria w karcie kluczyka się nie rozładowała.
  12. Kabel USB – warto sprawdzić czy na pewno jest w dobrym stanie (nie przeciera się itp.). Nawigacja w telefonie zeżre baterię i klops… jesteśmy w polu. W przenośni, a czasem i dosłownie : )

To jest całkiem podstawowa lista oczywistych rzeczy i czynności do sprawdzenia. Mamy jednak cichą nadzieję, że ten artykuł nigdy się nikomu nie przyda, bo każdy ma auto, które się nie psuje, tym bardziej na wyprawie życia!!!!

Do zobaczenia na szlaku !

Kasia i staś.

Taras na vanie, by być bliżej gwiazd

(Dane tarasu i instrukcja krok-po-kroku na dole artykułu)

Od paru miesięcy powtarzam sobie, Kasi i wszystkim znajomym, że Precel jest już na finiszu, że prawie wszystko tam zrobiliśmy i koniec jest naprawdę bliski… I wiesz co? Nieśmiało stawiam kropkę nad naszym projektem 🙂

Taras, balkon, 'pięterko’ czy jakkolwiek to nazwiemy już jest. I było to moim marzeniem od samego początku. Marzyłem o tym, żeby położyć się dwa metry nad ziemią z kawą i patrzeć na leniwie płynące chmury. I teraz pisząc ten wpis leżę sobie tak właśnie.

Ale jak ta cudna przestrzeń powstała?! Śpieszę wyjaśnić. 🙂

Zacznijmy od tego, że podczas samego projektu biłem się z myślami czy zastosować deski tarasowe kompozytowe czy zwykłe drewno (deski tarasowe). No i padło jednak na świerk. Przyczyna jak dla mnie była błaha…. mniej działania przed wyjazdem na wakacje i jakoś tak bardziej mi się to podoba – drewno!

Co prawda desek tarasowych kompozytowych nie trzeba zabezpieczać, ale jako że są puste w środku (o profilu komorowym), to żeby ich nie zgnieść przykręcając do belek poprzecznych na dachu, należałoby dać tulejki dystansujące zapobiegające zgniataniu. Z drewnem jest ciut więcej pracy – fakt, bo trzeba go przeszlifować i pomalować, ale odpadł mi proces przygotowania tulejek do mocowań.

Kolejnym punktem przemawiającym za drewnem było to właśnie, że jest pełne w środku. Z doświadczenia wiem, że zostawienie jakiegoś otworu w konstrukcji platformy czy bagażnika daje świst nie do zniesienia. Jeśli nie wierzysz, to przewieź na dachu aluminiową drabinę, albo jakieś profile 🙂

Ostatnim punktem, lecz nie mniej ważnym jest dla mnie estetyka…. drewno jest po prostu ładne; )

Dane techniczne:

Wymiary: 125 cm (wzdłuż samochodu) x 145 cm (w poprzek)
Materiał: deski tarasowe świerkowe – 5 szt. (250 cm /14,5 cm / 2,5 cm)
(tak dokładnie to wykorzystaliśmy 4,5 deski)
Farba: Lakier jachtowy bezbarwny półmat
Malowanie: Pędzel. Położyliśmy 2 warstwy.
Mocowanie: do belek platformy o profilu 40×20 mm, nitonakrętki M6, Śruby M6 nierdzewne, z szerokim, płaskim łbem na imbus.

Całkowity koszt: około 300 zł

Przyjemność z picia kawy na dachu: bezcenne!


Plan działania:

  1. Zebranie wymiarów, projekt na papierze w skali, zakupy;
  2. Wstępne docięcie drewna (ja zostawiłem zapas 1 cm – na wszelki);
  3. Ułożenie na dachu, ustawienie odpowiednich odległości (u nas przerwa między deskami to 17 mm);
  4. Zwymiarowanie miejsc na otwory;
  5. Ustabilizowanie deski ściskami, nawiercenie otworów pilotujących (zarówno w desce jak i w belkach);
  6. Powiększenie otworu odpowiednio w drewnie i odpowiednio w stali;
  7. Obsadzenie nitonakrętek w metalowych profilach;
  8. Przykręcenie deski:) Powtórzyć odpowiednią ilość razy – ilość desek : )
  9. Demontaż (Ważne!!!! – każdą odkręcaną deskę należy ponumerować w mało widocznym miejscu – to ułatwi późniejszy montaż);
  10. Ewentualne docinanie (o ile potrzeba);
  11. Szlifowanie, usunięcie pyłów, odtłuszczenie;
  12. Malowanie – schnięcie – malowanie – schnięcie;
  13. Montaż;
  14. Kawa na dachu!!!!

Takich spełnionych marzeń,
sobie i Wam.
My, Kasia i staś.