Malta – ciekawostki i przydatne informacje

(poniżej znajdziesz film o ciekawostkach)


Czołem Załoga!
Planując odwiedzić Maltę, wyspę basenu śródziemnego warto nieco zapoznać się z tym miejscem, bo jest to miejsce szczególne. Przygotowaliśmy dla Was oprócz filmu o Valeccie i zwiedzaniu wyspy ten z listą najważniejszych informacji.

W drogę!

  • Malta plasuje się na 10 miejscu listy najmniejszych państw świata i 1. Najmniejszym krajem Unii Europejskiej. Mimo swojej małej powierzchni ma do zaoferowania niesamowicie dużo. Zaczynając od historii, architektury, krajobrazów, festiwali czy jedzenia.
  • Wybierając się na Maltę należy pamiętać o pozostałościach imperium brytyjskiego. Na wyspie obowiązuje ruch lewostronny, znaki stop są bardzo umowne, a przejścia dla pieszych są jedynie w najbardziej newralgicznych miejscach.
  • Oprócz ruchu lewostronnego istotną kwestią są gniazdka w budynkach, one również są przystosowane do angielskich wtyczek, dlatego warto zaopatrzyć się w adapter wybierając się w podróż.
  • Na wyspie nie ma pociągów ani metra, ale za to jest prężnie działająca komunikacja miejska. Tutaj warto pamiętać o tym, że każdy przystanek jest „na żądanie”, a autobusy nie zjadą do zatoczki jeśli nie podniesiemy ręki komunikując kierowcy chęć wejścia do środka.
    I na komunikacji na chwilkę się zatrzymajmy.
  • W sezonie letnim pojedynczy przejazd kosztuje 2,5 Euro i upoważnia on do jazdy komunikacją z przesiadkami przez 2 godziny. Istnieją też karty na 12 przejazdów oraz na cały tydzień. Te można kupić w wybranych miejscach na wyspie miedzy innymi na lotnisku. Bilety jednorazowe są dostępne u kierowcy.
  • Malta to jedna wielka kociarnia. Koty są niemal wszędzie. W parkach i na skwerach znajdują się specjalne prowizoryczne domki dla kotów i specjalnie wyznaczone miejsca na dokarmianie zwierząt.
  • Bardzo przydatną opcją są słuchawki. Większość muzeów ma swoje audio przewodniki w wielu językach, które można poprać przez kod QR na swoje urządzenie mobilne przy kasach biletowych. Jest to o tyle dobra opcja, że mamy wolne ręce podczas zwiedzania i więcej można zrozumieć gdy nie rozprasza nas szum wokół.
  • Malta jest stosunkowo młodym Państwem, bo dopiero w 1964 ogłosiła swoją niepodległość. Wcześniej wyspa przechodziła z rąk do rąk. Była w rękach Fenicjan, Rzymian, Hiszpanów, Francuzów i Brytyjczyków.
  • Biorąc pod uwagę punkt poprzedni, każdy kto wnikliwie odkrywa wyspę zauważy przenikanie się tych wielu kultur i wpływ ich na obecny krajobraz i społeczeństwo.
  • Jednymi z bardziej rzucających się w oczy pozostałości są czerwone budki telefoniczne i skrzynki na listy pochodzące w Wysp Brytyjskich.
  • Spacerując stolicą, jak i całą wyspą można odnieść wrażenie, że całość jest jedną wielką warownią. I słusznie.
  • Podczas I wojny światowej Malta odegrała rolę największego szpitala Europy lecząc i rehabilitując żołnierzy, którzy ucierpieli na froncie. Podczas II wojny światowej została nazwana przez Winstona Churchilla niezatapialnym lotniskowcem. Wyspa odegrała wtedy niesamowitą rolę podczas wejścia aliantów na Sycylię a potem w głąb Włoch.
  • Fortyfikacje i umocnienia nie powstały jednak podczas zawieruchy obu wojen światowych lecz dużo wcześniej, a to za sprawą Zakonu Szpitalników.
  • Jest to zakon rycerski funkcjonujący do dziś i posiadający nieruchomości również na Malcie. To oni, Kawalerzy Maltanscy utworzyli ciąg fortyfikacji, który od początku ich przybycia na wyspę w 1530 roku chronił mieszkańców i zakon przed wrogiem ze wszystkich stron.

I tak płynnie przechodzimy do zróżnicowania terenu.

  • Na wyspie każdy znajdzie coś dla siebie, od trekkingu przy klifach, przez imprezy na północnym brzegu wyspy, na atrakcjach takich jak nurkowanie i jazda quadami po bezdrożach kończąc.
  • Jeżeli jednak historia jest dla kogoś priorytetem to również nie będzie zawiedziony. Megalityczne świątynie, muzeum archeologiczne z ciekawymi eksponatami i perełki architektoniczne to tylko kilka z możliwości zatracenia się w tym miejscu.
  • Pasjonaci jedzenia będą zachwyceni ilością knajpek i kawiarenek tuż przy morzu oferujących szeroki wachlarz potraw śródziemnomorskich. Talerze owoców morza są naprawdę warte spróbowania w małych knajpkach przy porcie. Daje to gwarancje spróbowania naprawdę świeżych dań. Ci którzy nie przepadają za takimi daniami, podniebienia uratuje pizza.
  • Jedzenie jest jednak zgubne. Malta i jej mieszkańcy borykają się z dużym problemem otyłości. Z danych z 2019 roku wskaźnik otyłości wynosił 28,7%. Kolejne badania nie przynoszą lepszych informacji, a tendencja do tycia jest coraz większa.
  • To nie przeszkadza wcale Maltanczykom świętować. Znani są oni z uwielbienia do festiwali i puszczania fajerwerków. Jeśli będziecie mieli okazje być na jednym z takich festiwali po prostu dajcie porwać się tłumowi, który zaniesie was w najwspanialsze miejsca, pokazując to co niedostępne w normalny dzień.

Takich wrażeń i wielu wspaniałych chwil na wyspie.
My,
Kasia i staś.

Valletta – maleńka stolica z setkami atrakcji.

(Na samym dole znajdziesz odnośnik do filmu)

Czołem Załoga!
Dziś zabieramy was do drugiej co do wielkości najmniejszej stolicy w Europie i na świecie. Do Valletty.
I jeśli myślicie, że na niecałym kilometrze kwadratowym nie da się upchać niezliczonej liczby atrakcji to spróbujemy Was wyprowadzić z błędu!

W drogę!

Znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO miasto jest często nazywane muzeum pod gołym niebem. I nie bez kozery ponieważ jest to obszar o jednym z największych zagęszczeń zabytków na świecie. Co więcej Valletta jest najbardziej słoneczną stolicą w Europie oraz najdalej wysuniętą stolicą Europy. Tych „NAJ” jest zdecydowanie więcej ale zacznijmy od początku.

To co widzimy obecnie, układ budynków i ulic na planie hippodamejskim, czyli planie, w którym ulice przecinają się pod kątem prostym, wyszło z pod szkiców ucznia Michała Anioła, którym był Francesco Laparelli. Całość została stworzona dokładnie, by w jak najlepszej formie można było strzec półwyspu. Wykonanie jednak było z lekka na prędce ponieważ zakon Joannitów, który miał się osiedlić na półwyspie obawiał się kolejnego oblężenia przez Turków. Tutaj warto zwrócić uwagę, że zakon przybył na wyspę w 1530 roku i osiedlił się w Birgu – Półwyspie nieopodal obecnej stolicy, gdzie znajduje się fort świętego Anioła. Ze względów militarnych Birgu byłoby ciężkie do obrony stąd plan relokacji siedziby. I tym sposobem w 1571 roku zakon przeniósł się do obecnej stolicy. Kolejne lata to sukcesywna rozbudowa miasta, która dziś cieszy oko niejednego turysty.

Podróż po mieście rozpoczynamy od fontanny Trytona, która powstała w 1959 w stylu, który miał współgrać z już nieistniejącą główną bramą miasta. Ten punkt orientacyjny miasta przedstawia trzy trytony czyli pół ryby pół ludzi trzymających nad głowami wielką misę, która nawiasem mówiąc po kilkunastu latach spadła potężnie uszkadzając fontannę. Gruntowne prace renowacyjne przeprowadzono w 2017 roku. Obecnie najlepiej podziwiać fontanne wczesnym rankiem skąpaną w blasku słońca lub wieczorem pięknie oświetloną kolorowymi lampami.

Pozostawiając za plecami plac z fontanną, który jeszcze przed jej powstaniem był dworcem autobusowym kierujemy się przez bramę miejską, by zaraz za nią po prawej stronie podziwiać budynek o całkiem oryginalnym kształcie. Jest to siedziba parlamentu Malty. Budynek miał swoją inaugurację w maju 2015 roku. Monumentalna bryła dla jednych jest kontrowersyjnym elementem wśród zabytków dla innych powiewem świeżości już na początku zwiedzania.

Naprzeciwko budynku w jednym ze sklepików znajduje się całkiem tania przechowalnia bagażu, którą możemy śmiało polecić. Pamiętajcie jednak, że nie jest ona całodobowa.

Idąc wzdłuż główną ulicą możemy zobaczyć budynek Opery Królewskiej z drugiej połowy XIX wieku. Właściwie to możemy zobaczyć to co z niego zostało po nalotach z kwietnia 1942 roku. Dziś możemy podziwiać jego nieliczne kolumny i taras, ale przed wojną był to ponoć najpiękniejszy budynek stolicy. Obecnie pozostałości zostały przystosowane do wydarzeń kulturalnych takich jak przedstawienia i koncerty.

Kolejną atrakcją dla pasjonatów historii dawnej jest muzeum archeologiczne znajdujące się nieopodal po naszej lewej idąc wciąż główną ulicą. Jest to punkt obowiązkowy dla wszystkich, którzy zwiedzając całą wyspę chcą lepiej zrozumieć przenikanie się wielu kultur w tym miejscu, zaczerpnąć wiedzy na temat świątyń megalitycznych czy ogromnych wpływów innych narodów na ten niewielki skrawek ziemi.

Konkatedra św. Jana, którapowstała w drugiej połowie XVI wieku jest punktem obowiązkowym zwiedzania. Mimo, że fasada budowli nie jest okazała to wchodząc do środka można poczuć jak kolana lekko się uginają pod natłokiem dojrzałego barokowego przepychu i precyzją każdego detalu. Tutaj warto pamiętać o tym, że bilety najlepiej kupić online, bo dzięki temu unikniemy stania w kolejce. Ważne jest również to, by zabrać ze sobą słuchawki ponieważ przy wejściu można pobrać aplikację z audio przewodnikiem, która ułatwia zwiedzanie i przekazuje wszystkie cenne informacje.

Po wyjściu warto skierować się w stronę Placu świętego Jerzego, na którym znajdują się piękne posągi oraz Pałac Wielkiego Mistrza. Zbudowany w 1571 budynek był centrum administracyjnym i siedzibą Wielkiego Mistrza Zakonu Maltanskiego. Za czasów brytyjskich służył jako pałac gubernatora, a dziś jest siedzibą prezydenta Malty. Sale są udostępnione do zwiedzania codziennie, za wyjątkiem dni w których budynek pełni funkcje państwowe. Bogate zbiory zbrojowni z całą pewnością zachwycą niejednego pasjonata militariów.

Podążając w dół główną ulicą zza budynków wyłania nam się okazały Fort świętego Erazma, bardziej znanego jako święty Elmo. Zbudowany w drugiej połowie XVI wieku pełnił rolę obronną aż do 1972 roku. Fort musiał się zmierzyć z ogromnym najazdem Turków osmańskich jeszcze w fazie budowy. Mimo, że jeszcze niedokończony spisał się świetnie odpierając atak. Po najeździe budowla została jeszcze bardziej rozbudowana, wzmocniona i włączona w system murów obronnych miasta. Dziś budowla jest muzeum oferującym podróż w głąb militarnej historii wyspy, która odcisnęła ślad i ukształtowała to miejsce.

Zanim przemierzymy kolejne miejsca warte zobaczenia chcemy się zanurzyć w wąskie uliczki, które chronią od zgiełku i palącego październikowego słońca. Spacerując z wolna warto zwrócić uwagę na piekne, kolorowe, zabudowane, drewniane balkony i balkoniki jakby przyklejone do budynków. Jest to punkt rozpoznawczy Valletty jak i całej wyspy. Brukowane uliczki skrywające historie na każdym rogu przenoszą w czasie. Pamiętajcie jednak, że łatwo się zatracić w tym spacerze i jeśli jesteście głodni to zerkajcie na zegarek, bo na Malcie również obowiązuje siesta podczas której knajpki i bary podają jedynie napoje. Gdy już z lekka zregenerujemy siły możemy wybrać się w dalszą podróż po zabytkach.

Brama Viktorii jest jedyną zachowaną z dawnych czasów bramą miejską z obrębie fortyfikacji. Została zbudowana przez Brytyjczyków w 1885 roku i nazwana na cześć królowej Viktorii. Łączyła ona miasto z Wielkim Portem. Powstała w miejscu dawnej dużo mniejszej bramy miejskiej, która musiała zostać zamieniona na obecną z powodu wciąż rosnącego ruchu w tym obrębie miasta. Teren ten był pełen gwaru i ruchu między innymi przez targ rybny znajdujący się w porcie.

Brama nie jest jednak jedyną pamiątką po Brytyjczykach, jest ich wiele ale szczególnie rzucają się w oczy wciąż liczne w mieście czerwone budki telefoniczne oraz typowe skrzynki na listy.

Wielki Port jest przystankiem dla wodnych taksówek, którymi można się dostać do Birgu, ale i dla wielkich wycieczkowców, które zatrzymują się tu by uzupełnić zapasy, a turyści na szybko zwiedzić najbliższą okolicę. Port miał również strategiczne znaczenie w przeszłości. Wcinający się w ląd na długości 3,6 kilometra pas wody o głębokości około 10 metrów przyjmował przez wieki statki rybackie jak i wielkie floty wojskowe. To dzięki tak dogodnemu ukształtowaniu terenu Malta stała się idealnym miejscem łączącym Afrykę z Europą.

Przechodząc wzdłuż portu warto wzrokiem wspiąć się na mury obronne miasta które z tej perspektywy robią naprawdę ogromne wrażenie.

Kolejną atrakcją są Ogrody Baraka skąd rozpościera się piękny widok na Fort Świętego Anioła w Birku. Niesamowicie widokowy punkt miasta jest pełen pomników i tablic pamiątkowych. Warto zwrócić uwagę, że jedna z tablic upamiętnia polskich marynarzy. Do ogrodów można dostać się spacerując uliczkami bądź wjechać windą z dołu przy Wielkim Porcie. Widok z ogrodu zabiera dech w piersiach o świcie ale wieczorem przy blasku lamp i częstym fajerwerkom również jest fascynujący.

Huk fajerwerków jest częsty ponieważ Maltańczycy uwielbiają tę rozrywkę. A jeśli jesteśmy przy huku i ogrodach to warto być tutaj około 12 i 16 bo o tych godzinach niemal codziennie są salwy z armaty.

Wychodząc z ogrodów Swoje kroki warto skierować w stronę placu na którym znajduje się między innymi Zajazd Kastylijski i Kościół Matki Bożej Zwycięskiej.

Zajazd Kastylijski był jednym z ośmiu miejsc zamieszkania rycerzy zakonnych kawalerów maltańskich w Valletcie. Ukończony w drugiej połowie XVI wieku był jednym z okazalszych barokowo manierystycznych budynków w mieście. Dziś znajduje się w obiekcie siedziba premiera Malty. Fasada budynku daje do myślenia jakimi zasobami dysponował zakon podczas budowy.

Przy placu znajduje się jeszcze jeden z wielu kościołów znajdujących się w mieście. Ten jednak ma szczególne znaczenie, ponieważ szacuje się iż jest to pierwszy kościół w Valletcie. Miał on być darem za odparcie przez zakon i mieszkańców Malty oblężenia Turków osmańskich w 1565 roku. Pochowano tam wielkiego mistrza i założyciela Valletty, lecz po wybudowaniu konkatedry jego szczątki przeniesiono właśnie tam.

Nieopodal placu w jednym z bastionów znajduje się Bank Malty. Warto zwrócić uwagę na okolice, która przykuwa szczególną uwagę swoimi ogromnymi, pionowymi ścianami murów obronnych.

Schodząc w dół schodkami przy parlamencie znów znajdujemy się przy głównej bramie i rzucamy ostatnie spojrzenie na fontannę od której zaczynaliśmy naszą podróż. Zdajemy sobie sprawę, że moglibyśmy ciągnąć naszą opowieść jeszcze godzinami, ale chcemy pozostawić również Wam coś do odkrycia. A jest wiele.
Napiszcie koniecznie co Wam najbardziej podobało się w mieście.
Koniecznie zobaczcie inne materiały, które przygotowaliśmy

Do zobaczenia na szlaku!
Kasia i staś

Malta mały kraj, który wielce zachwyca!

(Poniżej znajdziesz film o Malcie)

Czołem załoga!

Dzisiaj zabieramy Was na zwiedzanie najmniejszego kraju Unii Europejskiej – Malty. Choć jej powierzchnia jest porównywalna z wielkością Krakowa to naszym zdaniem nie sposób jej zwiedzić szybko. Każdy zakamarek prowadzi do kolejnej nitki historii, a ta przedstawia taki ogrom wielowątkowości, że chwilami ciężko się połapać w tym gdzie, co, po co i dlaczego. Dlatego właśnie miejsca takie jak Malta trzeba doświadczać.



Nie przedłużajmy już… zanurzmy się razem w tej cudnej wyspie!

W drogę!

Na początek pragniemy powiedzieć, że podczas naszego wypadu zwiedziliśmy tylko Maltę. Gozo i Błękitną Lagunę odpuściliśmy ze względu na zatracenie się w najbliższej okolicy. A i tak mamy świadomość, że nie doświadczyliśmy wszystkiego. Sporo chodziliśmy bo przez kilka dni przeszliśmy około 116 km poznając wyspę bardziej od tej lokalnej strony niż tej bardziej turystycznej. Jeśli jednak chcecie zwiedzić więcej i macie ograniczony czas to polecamy skorzystać z komunikacji miejskiej, która jest świetnie rozwinięta. O tym i innych przydatnych w tej podróży tematach możecie przeczytać na blogu lub obejrzeć filmie o ciekawostkach.

Punktem obowiązkowym oprócz stolicy, o której jest w innym filmie są świątynie megalityczne. Najlepiej obejrzeć wszystkie, lecz jeśli nie macie wystarczająco dużo czasu to Ħaġar Qim i Mnajdra będą idealną opcją tym bardziej, że są od siebie oddalone o jakieś 500 metrów.

Ważne!

Pamiętajcie o zabraniu ze sobą słuchawek do telefonu, bo audio przewodnik można pobrać przy zakupie biletu na swoje urządzenie mobilne.

Będąc w okolicy warto odwiedzić Błękitną Grotę, do której dopływa się małą łódką z miejscowości nieopodal. Trzeba jednak pamiętać, że łódki nie kursują przy dużych falach. My właśnie trafiliśmy na taką okoliczność, ale spektakularny krajobraz z tarasu widokowego na Błękitną Grotę wynagrodził nam ten kaprys morza.

Wszyscy pasjonaci nurkowania znajdą coś dla siebie, bo wokół wyspy jest swoiste podwodne muzeum z zatopionych statków. Wiele firm oferuje na wybrzeżu również takie atrakcje. Dla wszystkich, których nie ciągnie do poznawania głębin, ale lubią się popluskać w wodzie są niezliczone ilości plaż, zarówno tych dzikich jak i trochę mniej. Nawet przy dużych falach nie ma to problemu ponieważ jest wiele miejsc w których można kąpać się w naturalnych basenach stworzonych przez wysokie skały gdzie woda jest spokojna. Jednym z takich miejsc jest Ghar Lapsi.

Aby na chwilę odpocząć od typowych krajobrazów do których jeszcze Was zabierzemy zachęcamy do odwiedzenia typowo rybackich miasteczek w których można podziwiać charakterystyczne maltańskie łódeczki oraz w przerwie zwiedzania zjeść coś jak choćby talerz owoców morza, pizzę czy choćby rybę z frytkami. Takimi miasteczkami są choćby Marsaxlokk i Marsaskala. W tym pierwszym warto w niedzielę zobaczyć ogromny targ, który jest na nabrzeżu, a gwar przy straganach i różnorodność produktów zapiera dech w piersiach. O ile macie trochę więcej czasu i umiarkowaną kondycję to polecamy Wam zrobić lekki trekking pomiędzy tymi miejscowościami. W miedzy czasie doświadczycie cudownego lokalnego życia i zakochacie się w cudownych widokach klifów, które w tamtym regionie wcale nie są największymi.

Spacerując pagórkami będziecie mogli odnieść wrażenie, że dziwnym trafem wkroczyliście na teren wojskowy ponieważ po całej wyspie rozsiane są rozmaite fortyfikacje. Pochodzą one zarówno z czasów I i II wojny światowej, ale jest też dużo zabudowań o o wiele dłuższej historii. Ma to związek ze strategicznym położeniem wyspy na terenie basenu Morza Śródziemnego, która musiała się bronić przez wieki przed atakami z zewnątrz.

Dochodząc do wcześniej wspomnianej miejscowości Marsaskala warto na chwilę pochylić się nad pomysłowością poprzednich pokoleń w sposobie wykorzystywania zasobów naturalnych. Mowa tutaj o Panwiach solnych. Wydrążonych w przybrzeżnych skałach małych basenach o regularnych kształtach mających na celu akumulację wody morskiej. Poprzez odparowanie w małych basenikach pozostawała jedynie sól morska wykorzystywana między innymi do konserwacji potraw. Pozyskiwanie soli w ten sposób na wyspie jest praktykowane również obecnie.

Powoli przenosimy się w okolicę stolicy, o której możecie zobaczyć już film na naszym kanale. Na wschód od Valletty znajdują się 3 miasta. Birgu, Bormla i Isla do niedawna były pomijane przez turystów skupiających się na wrażeniach w stolicy. Nie każdy jednak wie, że właśnie Birgu było zamieszkiwane już przez Fenicjan, a ilość atrakcji we wszystkich trzech miastach jest niezliczona. Fort Św. Anioła jest pierwszą siedzibą zakonu św. Jana i od tego fortu śmiało można liczyć początek eksplozji rozwojowej miasta. Warto w trójmieście spędzić trochę czasu, zanurzając się w uliczki, które razem z ich mieszkańcami żyją nieco odmiennym życiem. Pełnym południowego spokoju.

Jeśli przyjeżdżacie na wyspę, żeby się mocniej wyszumieć to Sliema jest Waszym celem. Położona na Zachód od stolicy jest miejscem, które nie zasypia. To tutaj plaże łagodnie schodzą od wody, kluby możemy spotkać na każdym kroku, a wybór tematu imprezy zależy tylko i wyłącznie od naszego humoru w danym dniu.

Jak widzicie Malta oferuje mnóstwo atrakcji i każdy znajdzie coś dla siebie. My podczas tej krótkiej podróży pragnęliśmy zabrać Was tylko w kilka zakątków, a jest ich jeszcze dużo do odkrycia. Koniecznie podzielcie się z nami wrażeniami z tego miejsca.

Do zobaczenia na szlaku

Kasia i staś.

Bóbrka – Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza

Film z tego miejsca możesz obejrzeć na końcu artykułu 🙂

Podkarpacie kojarzy się nam zazwyczaj z połoninami Bieszczadów, dziką przyrodą i drewnianymi cerkwiami. Jednak w sercu Beskidu Niskiego, niedaleko Krosna, skrywa się miejsce o znaczeniu globalnym. To tutaj, wśród gęstych lasów wsi Bóbrka, narodził się przemysł, który na zawsze odmienił oblicze cywilizacji. Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza to nie jest zwykły skansen – to najstarsza na świecie kopalnia ropy naftowej, która wciąż pozostaje czynna.


Człowiek, który podarował nam światło

Zanim zagłębimy się w leśne alejki muzeum, musimy zrozumieć postać, bez której to miejsce by nie istniało. Ignacy Łukasiewicz – farmaceuta, chemik, społecznik i wielki patriota. Choć historia ropy naftowej kojarzy się nam dziś z teksańskimi potentatami, to właśnie skromny Polak w 1853 roku we Lwowie przeprowadził pierwszą na świecie frakcjonowaną destylację ropy, uzyskując naftę.

Łukasiewicz nie był jednak typowym biznesmenem nastawionym wyłącznie na zysk. Gdy 31 lipca 1853 roku w lwowskim szpitalu przeprowadzono pierwszą operację przy świetle jego lampy naftowej, świat wkroczył w nową erę. Kilka lat później, w 1854 roku, wraz z Tytusem Trzecieskim i Karolem Klobassą-Zrenckim, założył w Bóbrce pierwszą na świecie spółkę naftową.

Warto wiedzieć: Łukasiewicz był postacią wyjątkowo szlachetną. Finansował budowę dróg, szkół i szpitali, walczył z alkoholizmem wśród robotników i stworzył pierwszy system ubezpieczeń społecznych dla pracowników kopalni. Mówiono o nim, że „drogi na Podkarpaciu brukowano jego groszem”.


Spacer wśród „kopanek” – co zobaczymy w Bóbrce?

Muzeum w Bóbrce to przestrzeń unikalna, ponieważ łączy w sobie urok spaceru po lesie z surowością technologii przemysłowej. Teren obejmuje ponad 20 hektarów, na których rozmieszczono historyczne i nowoczesne urządzenia.

Szyby, które pamiętają XIX wiek

Największą atrakcją muzeum są dwie oryginalne kopanki (ręcznie kopane szyby naftowe) z połowy XIX wieku:

  • Kopanka „Franek” – powstała około 1860 roku, o głębokości 50 metrów.
  • Kopanka „Janina” – pogłębiana do dziś, sięgająca 156 metrów.

To, co najbardziej uderza zwiedzających, to fakt, że obie te „studnie” są wciąż aktywne. Zaglądając do wnętrza szybu „Franek”, możemy zobaczyć na dnie taflę czarnej, gęstej cieczy i poczuć charakterystyczny, ostry zapach ropy, który towarzyszy nam podczas całego zwiedzania.

Biały Dworek i laboratorium

W centrum muzeum stoi klasycystyczny dworek, w którym mieszkał sam Łukasiewicz. Wewnątrz możemy przenieść się w czasie – odtworzono tam aptekę z epoki, laboratorium chemiczne oraz salonik, w którym zapadały kluczowe decyzje dla rozwoju przemysłu naftowego. Ekspozycja multimedialna pozwala „spotkać się” z Ignacym, który w formie hologramu opowiada o swoich badaniach.


Najciekawsze fakty i ciekawostki o muzeum

Bóbrka to miejsce pełne anegdot i faktów, które potrafią zaskoczyć nawet największych miłośników techniki. Oto zestawienie najciekawszych z nich:

CiekawostkaOpis
Najstarsza na świecieChoć Amerykanie szczycą się szybem Drake’a w Pensylwanii (1859), kopalnia w Bóbrce działała już 5 lat wcześniej (1854).
Wizyta RockefellerówPodobno przedstawiciele Standard Oil (firmy należącej do Johna D. Rockefellera) odwiedzili Bóbrkę, by podpatrzeć metody wydobycia i organizacji pracy stosowane przez Łukasiewicza.
Zapach sukcesuW Bóbrce ropa naftowa znajduje się tak płytko, że po ulewnych deszczach charakterystyczne „tłuste oczka” można czasem dostrzec bezpośrednio w kałużach na leśnych ścieżkach.
Obelisk upamiętniającyNa terenie muzeum znajduje się kamienny obelisk ustawiony przez samego Łukasiewicza w 1872 roku z napisem: „Dla utrwalenia pamięci założonej kopalni oleju skalnego w Bóbrce”.
Ropa jako lekarstwoZanim nafta stała się paliwem, ropa naftowa (zwana olejem skalnym) była używana przez miejscowych jako lekarstwo na choroby skóry u bydła oraz do smarowania osi wozów.

Dlaczego warto tu przyjechać?

Muzeum w Bóbrce to nie tylko lekcja historii, ale przede wszystkim inspirująca opowieść o polskiej pomysłowości. To tutaj narodził się nowoczesny świat – bez nafty nie byłoby lotnictwa, nowoczesnego transportu ani plastiku.

Atmosfera tego miejsca jest niezwykła. Stare, drewniane kieraty, kuźnie i wieże wiertnicze idealnie komponują się z otaczającym je lasem. Spacerując alejkami, mamy wrażenie, że czas się zatrzymał, a jedynym sygnałem postępu jest nowoczesna sala multimedialna, która w przystępny sposób wyjaśnia, jak dziś wydobywa się gaz i ropę.

Wizyta w Bóbrce to obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto chce zrozumieć, jak wielki wpływ na losy świata mieli polscy odkrywcy. To podróż do źródeł energii – dosłownie i w przenośni.

Do zobaczenia na szlaku!

Kasia & staś

Alberobello: Magia białych domków i mruczących mieszkańców

Czołem Załoga!
Wyobraźcie sobie miasteczko, które wygląda, jakby żywcem wyjęto je z kart baśniowej opowieści lub osady smerfów. Białe ściany, stożkowate dachy z tajemniczymi symbolami i labirynt wąskich uliczek. Witajcie w Alberobello – perle włoskiej Apulii, która od 1996 roku dumnie widnieje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

W drogę!

Skąd wzięły się trulli? Historia sprytnego oszustwa

Choć domki trulli wyglądają uroczo, ich powstanie nie wynikało z estetyki, ale… z chęci uniknięcia podatków. W XVII wieku hrabia Conversano, ówczesny właściciel tych ziem, chciał uniknąć płacenia daniny od nowo powstałych osad na rzecz króla Neapolu.

Nakazał więc budować domy wyłącznie z lokalnego wapienia, bez użycia zaprawy murarskiej (metodą „na sucho”). Dlaczego? Bo gdy tylko na horyzoncie pojawiali się królewscy poborcy podatkowi, mieszkańcy mogli w kilka chwil rozebrać dachy i ściany. Według prawa „niedokończone” domy nie podlegały opodatkowaniu. Gdy urzędnicy odjeżdżali, domki w mgnieniu oka składano z powrotem. 

Nie ma nieruchomości nie ma podatku. Można ? można! 

Dwie twarze Alberobello: Rione Monti vs. Aia Piccola

Zwiedzając miasteczko, szybko zauważycie, że domki dzielą się na dwie główne części, które oferują zupełnie inne doznania:

  1. Rione Monti: To najbardziej turystyczna dzielnica. Znajdziecie tu ponad tysiąc trulli, w których mieszczą się sklepiki z pamiątkami, kawiarnie i warsztaty rzemieślnicze. To tutaj zrobicie najbardziej „pocztówkowe” zdjęcia, ale przygotujcie się na tłumy.
  1. Nieopodal via Giuseppe Verdi: To prawdziwa oaza spokoju. W tej dzielnicy wciąż mieszkają lokalsi, nie ma tu tylu komercyjnych szyldów, a pranie suszące się nad głowami dodaje miejscu autentyczności. To idealne miejsce na powolny spacer i poczucie ducha dawnych Włoch.

Koty – prawdziwi gospodarze miasta

Jeśli kochacie zwierzęta, Alberobello skradnie Wasze serce jeszcze jednym szczegółem: koty są tu absolutnie wszędzie. Wygrzewają się na szarych, kamiennych dachach, drzemią na białych schodkach i z gracją przeciskają się między nogami turystów.

Mieszkańcy dbają o swoich czworonożnych sąsiadów, wystawiając im miseczki z jedzeniem. Koty stały się nieoficjalnym symbolem miasta – niemal w każdym sklepie z pamiątkami znajdziecie magnesy lub figurki z motywem kota siedzącego na dachu trullo.

Nocleg w stożkowym domku? To możliwe!

Alberobello to nie tylko skansen, to żyjące miasto. Jedną z największych atrakcji jest możliwość zarezerwowania noclegu wewnątrz trullo.

Mimo surowego, kamiennego wyglądu z zewnątrz, wnętrza są zazwyczaj odnowione i bardzo komfortowe. Grube mury zapewniają naturalną klimatyzację – latem dają upragniony chłód, a zimą trzymają ciepło. To wyjątkowe przeżycie, gdy rano otwierasz niskie, drewniane drzwi i od razu witasz się z budzącym się do życia, białym miasteczkiem.


Alberobello to miejsce, które po prostu trzeba poczuć wszystkimi zmysłami. Od zapachu świeżo parzonej kawy, przez szorstkość wapiennych murów, aż po miękkość futra napotkanego na drodze kota. 

Do zobaczenia w kolejnej podróży,
Kasia & staś.

Locorotondo: Biały labirynt, który kradnie serce (nie tylko w święta!)

Jeśli Alberobello jest królestwem bajkowych domków, to oddalone o rzut beretem Locorotondo jest jego elegancką, spokojniejszą kuzynką. Nazwa miasta dosłownie oznacza „okrągłe miejsce” (locus rotondus), co idealnie oddaje plan jego zabudowy. To tutaj znajdziecie jedne z najpiękniejszych uliczek we Włoszech, które – choć zachwycają przez cały rok – zimą zmieniają się w scenerię rodem z planu filmowego Disneya.

Plątanina uliczek i „cummerse”

Locorotondo to miejsce stworzone do tego, by się w nim zgubić. Miasto słynie z nieskazitelnej czystości i białych elewacji, na tle których odcinają się kolorowe kwiaty i zielone okiennice. Charakterystycznym elementem architektury są tutaj cummerse – wąskie domy o spiczastych dachach krytych szarą dachówką, które nadają miastu unikalny, niemal północnoeuropejski sznyt w samym sercu południowych Włoch.

Spacerując bez planu, natkniecie się na ukryte dziedzińce, schodki ozdobione ceramicznymi donicami i zapach świeżo pranej pościeli mieszający się z aromatem lokalnego białego wina.

Świąteczna bajka: Locorotondo w grudniu

Choć Apulia kojarzy się głównie z letnim słońcem, Locorotondo stało się w ostatnich latach stolicą włoskich świąt. Gdy nadchodzi grudzień, wąskie gardła uliczek wypełniają się tysiącami światełek, czerwonymi kokardami, bombkami i girlandami z igliwia.

Wszystko jest tu dopracowane do perfekcji – od gigantycznych instalacji świetlnych po drobne detale w oknach mieszkańców. Klimat jest tak gęsty od magii, że można odnieść wrażenie spacerowania wewnątrz szklanej kuli ze śniegiem. To wtedy miasto nabiera blasku, który przyciąga fotografów i marzycieli z całego świata.

Ważne!

Jeśli wybieracie się w dalszą podróż np. do Monopoli (tak jak my), to musicie uzbroić się w cierpliwość. Autobusy jeżdżą jak chcą i nasz przyjechał z 4 godzinnym opóźnieniem. Żeby pojechać do Monopoli trzeba tównież czekać na odpowiednim przystanku, który nie jest tak oczywisty.
(dane na grudzień 2025)
Poniżej zdjęcie przystanku, a tu współrzędne GPS: 40.755057, 17.326251
Via Martina Franca 13

Kościół San Nicola: Spojrzenie w przeszłość

W samym sercu starego miasta, wśród bieli murów, kryje się perełka – kościółek San Nicola Myra. Z zewnątrz może wydawać się skromny, ale jego wnętrze kryje coś niezwykłego.

Największą atrakcją jest przeszklona podłoga, przez którą można zajrzeć bezpośrednio pod stopy, by zobaczyć odsłonięte fundamenty i pozostałości dawnych konstrukcji. To niesamowite uczucie stać na przezroczystej tafli i widzieć historię miasta zapisaną w kamieniu, warstwa po warstwie. Wnętrze zdobią dodatkowo piękne, barwne freski, które opowiadają o życiu patrona.

Chwila oddechu w Villa Comunale

Po spacerze labiryntem uliczek warto skierować się w stronę Villa Comunale – miejskiego parku, który jest ulubionym miejscem spotkań lokalsów. To zadbane, zielone ogrody z ławkami, gdzie wśród cienia drzew można odpocząć od zgiełku.

Jednak to, co w parku najważniejsze, znajduje się na jego obrzeżach. Rozpościera się stąd najpiękniejszy taras widokowy w regionie. Z balustrady parku możecie podziwiać zapierającą dech w piersiach panoramę Valle d’Itria (Doliny Itrii).


Locorotondo to miasto, które nie krzyczy o uwagę, ale powoli sączy swój urok do serca każdego przybysza. To idealne miejsce na „slow travel” i cieszenie się detalami.

Do zobaczenia na szlaku!
Kasia & staś

Polignano a Mare: Perła Apulii, która dosłownie wisi nad Adriatykiem

Jeśli widzieliście kiedyś zdjęcie białych domów „wyrastających” prosto z wysokich, poszarpanych skał, to na 99% patrzyliście na Polignano a Mare. To miasteczko nie tylko wygląda jak pocztówka – ono nią po prostu jest. Położone na południu Włoch, w regionie Apulia, przyciąga zapachem soli morskiej, dźwiękiem fal uderzających o klify i klimatem, którego nie da się podrobić.


Krótka lekcja historii: Od Greków do Rzymian

Choć dziś Polignano kojarzy się głównie z wypoczynkiem, jego historia sięga czasów starożytnych. Założone prawdopodobnie przez Greków (jako Neapolis), rozkwitło pod panowaniem rzymskim. Strategiczne położenie na wysokim klifie sprawiało, że była to naturalna forteca. Przez wieki miasto przechodziło z rąk do rąk – od Bizantyjczyków, przez Normanów, aż po Aragończyków – a każda z tych kultur zostawiła swój ślad w krętych, marmurowych uliczkach starego miasta.

Ikona regionu: Most i plaża Lama Monachile

Najbardziej rozpoznawalnym punktem jest plaża Lama Monachile (zwana też Cala Porto). To niewielka, kamienista zatoczka wciśnięta między dwa pionowe klify.

Nad plażą góruje imponujący most z czasów Burbonów (XIX wiek). Został on zbudowany na fundamentach starego rzymskiego mostu, który był częścią słynnej drogi Via Traiana. Dla regionu miał on znaczenie kluczowe – pozwalał na sprawny transport towarów i przemieszczanie się wojsk wzdłuż wybrzeża Adriatyku, łącząc odległe zakątki imperium, a później królestwa. Dziś to najlepszy punkt widokowy dla fotografów!

Ważne!

Jeśli chcesz zobaczyć taki widok, warto wejść między uliczki i dostać się na taras widokowy, który znajduje się przy via Porto 26-28.

Współrzędne w GPS: 40.997025, 17.218684


Dom „Pana Volare” i skalny basenik

Polignano a Mare to rodzinne miasto jednego z najsłynniejszych Włochów w historii – Domenico Modugno. Nawet jeśli nie kojarzycie nazwiska, na pewno znacie jego największy hit: „Nel blu dipinto di blu”, czyli legendarne „Volare”.

Na placu nazwanym jego imieniem stoi dumny posąg artysty z rozpostartymi ramionami. Co ciekawe, tuż obok posągu, schodząc w dół ku morzu, znajdziecie urokliwe miejsce – mały basenik (naturalne zagłębienie) wykuty prosto w skale. To idealny punkt, by na chwilę uciec od tłumów i poczuć orzeźwiającą moc Adriatyku w niemal prywatnej scenerii.


Nie tylko dla leniuchów: Szlaki i groty

Jeśli myślicie, że Polignano to tylko kawa i lody, mamy dla Was niespodziankę. Przez miasteczko i jego okolice przebiegają dalekobieżne szlaki piesze, takie jak fragmenty Cammino di Don Tonino Bello czy trasy łączące się z południową odnogą Via Francigena. To raj dla trekkingowców, którzy chcą podziwiać wybrzeże z nieco innej perspektywy.

Na koniec nie można zapomnieć o tym, co kryje się pod spodem. Klify Polignano są podziurawione jak szwajcarski ser! Znajduje się tu mnóstwo naturalnych grot, w tym ta najsłynniejsza – Grotta Palazzese, w której mieści się jedna z najbardziej ekskluzywnych restauracji świata. Jeśli jednak nie macie ochoty na kolację za miliony, wystarczy wynająć łódkę, by zwiedzić inne, równie magiczne jaskinie dostępne tylko od strony morza.

Polignano a Mare to nie tylko „pocztówkowe” widoki – to miejsce, gdzie czas zwalnia, a błękit nieba faktycznie miesza się z błękitem morza, dokładnie tak, jak śpiewał Modugno. Bez względu na to, czy wybierzesz trekking nadmorskimi szlakami, czy leniwe popołudnie przy moście Lama Monachile, wyjedziesz stąd z jednym przekonaniem: życie na krawędzi klifu bywa absolutnie magiczne.

Spakuj aparat i wygodne buty – włoska przygoda czeka!

Do zobaczenia,
Kasia & staś

Bari: Miasto św. Mikołaja, polskiej królowej i włoskiego „małego Pearl Harbor”

Bari to miasto, które wielu turystów omija lub poświęca mu tylko chwilę pędząc z lotniska  w drodze do słynnego Alberobello czy Polignano a Mare. To jednak błąd! Stolica Apulii to miejsce o niezwykłej głębi historycznej, gdzie rzymskie drogi przecinają się z polskimi losami, a zapach świeżej foccaci miesza się z morską bryzą. Zapraszamy Was na spacer po mieście, które ma do opowiedzenia więcej, niż moglibyście przypuszczać.

W Bari byliśmy w okresie Świąt Bożego Narodzenia i jest to idealny okres by poczuć prawdziwy klimat tego miejsca. Turystów było jak na lekarstwo, ale to wcale nie oznacza że było pusto. Miejsce to tętniło lokalnym życiem. Takim prawdziwym, z obrazka. Z grillami w uliczkach czy głośnymi rozmowami na pustawych placykach. Czas idealny by doświadczać. Mamy nadzieję, że te zdjęcia Was przekonają. 

W drogę!

Krótka historia i polski akcent w sercu Apulii

Zanim na dobre zatracimy się w spacerze warto wspomnieć, że…

Bari od starożytności było strategicznym oknem na świat. Rządzili tu Rzymianie, Bizantyjczycy, Saraceni i Normanowie. Dla nas, Polaków, Bari ma znaczenie szczególne. To właśnie tutaj spoczywa  Bona Sforza d’Aragona wpływowa żona Zygmunta Starego i królowa Polski. Królowa Bona po śmierci męża postanowiła wyruszyć do Bari, miejsca  którego była księżną. To tutaj spędziła ostatnie dni życia. Jej monumentalny nagrobek znajduje się w najważniejszym miejscu miasta, bazylice św. Mikołaja, przypominając o silnych więziach łączących Polskę z tym regionem Włoch.

Duchowość zaklęta w kamieniu: Bazylika i Katedra

Spacerując po Bari Vecchia (Starym Mieście), nie sposób pominąć dwóch świątyń:

  • Bazylika św. Mikołaja (San Nicola): To serce miasta. Tu spoczywają relikwie św. Mikołaja, patrona żeglarzy i dzieci. Surowa, romańska architektura kryje w sobie wspomniany nagrobek królowej Bony, umieszczony tuż za głównym ołtarzem.
  • Katedra San Sabino: Choć mniej znana, zachwyca detalami. Jeśli będziecie tu w czerwcu podczas przesilenia letniego, możecie stać się świadkami niezwykłego spektaklu światła – promienie słońca wpadające przez rozetę idealnie pokrywają się z mozaiką na podłodze. Warto zajrzeć do podziemi, które skrywają fundamenty poprzednich świątyń, fragmenty drogi rzymskiej i wiele pięknych historycznych artefaktów. Dodatkowo w cenie biletu warto zobaczyć muzeum, które znajduje się nieopodal. 

Okrążając katedrę możemy dostrzec niepozorny kamień z włazem. Jest to cysterna dla spragnionych, którą ufundowała królowa Bona dla mieszkańców. Niegdyś takie cysterny z wodą były częstym widokiem uliczek i skwerów Bari. 

  • Jeśli jesteśmy przy miejscach sakralnych to warto odnaleźć kolumny kościoła Santa Maria del Buonconsiglio. To istne muzeum na świeżym powietrzu datowane na IX/ X wiek. Podczas spaceru wśród pozostałości warto zwrócić uwagę nie tylko na kolumny, ale i na mozaikę na podłodze.

Małe Pearl Harbor – tragiczna karta historii

Bari odegrało kluczową rolę podczas II wojny światowej. 2 grudnia 1943 roku niemieckie lotnictwo przeprowadziło tu nalot na port, w którym stacjonowały jednostki alianckie. Zniszczono 28 statków, ale najgorsze było to, że jeden z nich – amerykański John Harvey – przewoził tajny ładunek gazu musztardowego. Wyciek chemikaliów doprowadził do śmierci setek ludzi. Wydarzenie to zyskało miano „małego Pearl Harbor” i było jedną z największych katastrof chemicznych wojny, długo utrzymywaną w tajemnicy.

Rzymskie ślady: Via Appia Traiana

Na Piazza del Ferrarese historia dosłownie wychodzi spod ziemi. Możemy tam zobaczyć odsłonięty fragment dawnej drogi rzymskiej – Via Appia Traiana, która łączyła Benevento z Brindisi. Nieopodal placu wzdłuż nabrzeża wśród wolno stojących kolumn  odnajdziecie też autentyczny kamień milowy z czasów cesarza Trajana. To dowód na to, że już 2000 lat temu Bari było kluczowym punktem na mapie imperium. Na początku było kluczowym miejscem handlu, by w kolejnych wiekach stać się miejscem, z którego pielgrzymi wyruszali statkami do ziemi świętej.  

Teatry i architektoniczny spryt: Dlaczego Margherita stoi w morzu?

Bari to miasto teatrów. Teatro Petruzzelli to jeden z największych i najbardziej luksusowych gmachów operowych we Włoszech. Jednak to Teatro Margherita wzbudza największą ciekawość. Dlaczego stoi na palach wbitych w dno morskie? Wszystko przez dawny pakt rodziny Petruzzelli z władzami miasta: nikt nie mógł wybudować innego teatru na ziemiach miejskich, przy czym słowo ziemia jest tu kluczowe. Sprytni budowniczowie Margherity dosłownie „ominęli” ten zakaz, wznosząc teatr na wodzie, technicznie nie naruszając umowy.

Życie na Lungomare i smaki Bari

Wieczór w Bari należy spędzić na Lungomare – najdłuższej promenadzie we Włoszech. To tu mieszkańcy spotykają się na spacer i plotki. Jeśli zgłodniejecie, Bari oferuje dwa kulinarne symbole:

  1. Panino con polpo: Kanapka z grillowaną ośmiornicą, świeżo wyłowioną z Adriatyku.
  2. Focaccia Barese: Puszyste ciasto z ogromną ilością oliwy, pomidorkami i oliwkami – smakuje najlepiej kupiona w piekarni (panificio) ukrytej w wąskiej uliczce. Do tego obowiązkowo Piwo Peroni. Choć to marka ogólnowłoska, w Bari ma status niemal święty – „Peroncino” to nieodłączny element każdego lokalnego spotkania.

Ciekawostki:

  • *W Bari Vecchia kobiety lepiące makaron orecchiette na ulicach to nie jest inscenizacja dla turystów – to ich realna praca i tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie.
  • *Legenda głosi, że relikwie św. Mikołaja zostały… skradzione przez marynarzy z Bari z Myry (dzisiejsza Turcja), aby uchronić je przed najazdami, co mieszkańcy do dziś celebrują jako akt odwagi.
  • *Bari posiada jedną z największych cerkwi prawosławnych w tej części Europy, co czyni miasto ważnym punktem pielgrzymkowym również dla wiernych ze wschodu.

Podsumowanie

Bari to miasto kontrastów – od tragicznych wspomnień wojennych, przez rzymską potęgę, aż po radosny gwar nadmorskiej promenady. To miejsce, gdzie polska królowa patrzy na włoskich marynarzy, a historia smakuje jak ośmiornica i zimne piwo. Nie omijajcie go – Bari zasługuje, by zostać na dłużej, a nie tylko na godzinę!

Do zobaczenia w kolejnej podróży,
My Kasia i staś. 

Lublin w Blasku Tysiąca Świateł: Odkryj Lumina Park!

Jeśli szukacie miejsca, które wyrwie Was z jesienno-zimowej szarugi i wciągnie w świat baśni to mamy dla Was wspaniałą informację! Atrakcja znajdująca się w Ogrodzie Botanicznym UMCS w Lublinie co roku wywiera ogromne wrażenie na zwiedzających, a nam w tym sezonie odpięła wrotki!

W drogę!

Tę zapierającą dech w piersiach atrakcję można zobaczyć codziennie od godziny 16 do 21, przy czym trzeba pamiętać, że ostatni zwiedzający są wpuszczani o godzinie 20. I w sumie słusznie, bo żeby zobaczyć ten niezwykły spektakl gry świateł dokładnie potrzeba było nam około godziny.

Nam udało się zaparkować na bezpłatnym parkingu pod samym wejściem, które znajduje się od ulicy Willowej. Miejsca do zostawienia samochodu jest sporo, a wszyscy, którzy obawiają się, że po zmierzchu ominą tę atrakcję zapewniamy, że neon przy samym wejściu jest tak duży, że ominąć się jej nie da : )

Jeśli chodzi o bilety to najlepiej zakupić je na oficjalnej stronie, do której link znajdziesz >tutaj<.

Tegoroczny spektakl zabierze Was w świat Alicji z Krainy Czarów i możemy Was zapewnić, że nie będziecie zawiedzeni tą przygodą. Dodatkową atrakcją jest aplikacja z zadaniami do wykonania. Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi, przy wyjściu otrzymacie mały podarunek.

Jeśli mam być szczery to osobiście byłem sceptycznie nastawiony do tego widowiska i gdzieś głęboko, w środku Staszka, kręciłem nosem na tę przygodę. I biję się w pierś, że tak myślałem, bo było naprawdę epicko.

A mieliśmy przyjemność z Kasią być członkami zacnej Ekipy, w której były jeszcze nasze wybitne ziomki – Ola i Bartek.

Całą czwórką gorąco Wam polecamy tą atrakcję.
Bo warto!

Acha, jeśli wcześniej padało to nie siadajcie na tronie, serio : )

Morsowanie: Odwaga i Adrenalina, Czyli Jak Zimna Woda Resetuje Twoje Życie

Czy jest coś co może pobudzić bardziej niż poranna kawa? Dla mnie sposobem jest morsowanie! Choć sposób ten wydaje się kontrowersyjną nowinką to jest całkiem stary i w dodatku nadal ma mnóstwo miłośników. Daje darmowego naturalnego kopa energetycznego, wciskając na twarz uśmiech od ucha do ucha. Ale czy to tylko same plusy?
Sprawdźmy to razem!
 
W drogę!

Najpierw skupmy się na plusach!

Morsowanie to celowy szok dla organizmu, ale ten szok przynosi zaskakujące nagrody:

  1. Turbo-Ładowanie Humoru (Zastrzyk Szczęścia): W momencie zanurzenia ciało wpada w panikę i wyrzuca potężną dawkę adrenaliny i noradrenaliny. To naturalne dopalacze! Ta reakcja nie tylko wyostrza umysł, ale też pozostawia uczucie euforii i głębokiego relaksu, które utrzymuje się przez resztę dnia. To Twój naturalny, legalny „haj”.
  2. Reset Bólu i Szybsza Regeneracja: Zimno działa jak super-mocny lód. Po siłowni, bieganiu czy ciężkim dniu pracy, lodowata woda zwęża naczynia krwionośne, wypłukując substancje wywołujące ból i stany zapalne. To dlatego sportowcy od lat korzystają z krioterapii – minimalizujesz zakwasy i jesteś szybciej gotów do działania.
  3. Wzmacnianie Tarczy Obronnej: Regularne hartowanie to trening dla Twojego układu odpornościowego. Nie chodzi o to, że nie złapiesz przeziębienia, ale Twój organizm uczy się szybkiej i skutecznej reakcji na stres. W efekcie stajesz się bardziej odporny nie tylko na zimno, ale i na choroby.
  4. Palenie „Dobrego Tłuszczu”: Zimno zmusza organizm do pracy na pełnych obrotach, aby się ogrzać. Aktywuje się tzw. brązowa tkanka tłuszczowa (BAT), która jest piecykiem organizmu. Spala ona energię, co może pomóc w kontrolowaniu wagi i poprawia ogólny metabolizm.

A teraz trochę o tym, że to nie zawsze jest spacer po parku.

Chociaż korzyści są kuszące, musisz pamiętać, że zimna woda to potężna siła, którą trzeba szanować.

  • Zagrożenie nr 1 – Serce: Jeśli masz problemy z sercem, nadciśnieniem lub arytmią, zimna woda może być zbyt dużym obciążeniem. Zawsze musisz skonsultować się z lekarzem przed pierwszą kąpielą!
  • Ryzyko Utonięcia: Gwałtowny szok zimna może wywołać niekontrolowany, głęboki wdech i chwilową dezorientację. Nigdy nie wchodź do wody sam! Zawsze miej asekurację.
  • Hipotermia (Wychłodzenie): Kluczem jest czas. Sesja ma być krótka i intensywna. Jeśli zaczynasz dygotać i tracić kontrolę nad kończynami, to sygnał, że czas wyjść i szybko się ogrzać. Nie bij rekordów.

Jak Zacząć (Mocne, Ale Krótkie Zanurzenie)

  1. Wybierz Grupę: Dołącz do lokalnych morsów. To bezpieczniejsze i dużo przyjemniejsze.
  2. Ogrzej Ciało: Przed wejściem wykonaj krótki, dynamiczny trening (np. trucht, pajacyki).
  3. Wchodź Powoli i Świadomie: Zanurzaj ciało stopniowo, oddychając głęboko. Najważniejszy jest moment, w którym woda dotknie klatki piersiowej. Jeśli poczujesz jakikolwiek dyskomfort, zakomunikuj to i wyjdź z wody. Wierz mi to nie wstyd!
  4. Trzymaj Czas: Na początek wystarczy 1 minuta! Na kolejnych sesjach możesz zwiększać ekspozycję dochodząc do 3–5 minut.
  5. Po Wyjściu: Szybko się osusz, ubierz w ciepłe, luźne ubrania i wypij gorący napój (nie alkohol!).

A jeśli chcesz spróbować to daj znać, spróbujemy się ustawić i wejdziemy razem!

Morsowanie to filozofia, która uczy Cię świadomego oddechu, pokory wobec natury i wytrwałości w obliczu stresu. To Twój trening mentalny!

Do zobaczenia,
Ja staś.