Lublin w Blasku Tysiąca Świateł: Odkryj Lumina Park!

Jeśli szukacie miejsca, które wyrwie Was z jesienno-zimowej szarugi i wciągnie w świat baśni to mamy dla Was wspaniałą informację! Atrakcja znajdująca się w Ogrodzie Botanicznym UMCS w Lublinie co roku wywiera ogromne wrażenie na zwiedzających, a nam w tym sezonie odpięła wrotki!

W drogę!

Tę zapierającą dech w piersiach atrakcję można zobaczyć codziennie od godziny 16 do 21, przy czym trzeba pamiętać, że ostatni zwiedzający są wpuszczani o godzinie 20. I w sumie słusznie, bo żeby zobaczyć ten niezwykły spektakl gry świateł dokładnie potrzeba było nam około godziny.

Nam udało się zaparkować na bezpłatnym parkingu pod samym wejściem, które znajduje się od ulicy Willowej. Miejsca do zostawienia samochodu jest sporo, a wszyscy, którzy obawiają się, że po zmierzchu ominą tę atrakcję zapewniamy, że neon przy samym wejściu jest tak duży, że ominąć się jej nie da : )

Jeśli chodzi o bilety to najlepiej zakupić je na oficjalnej stronie, do której link znajdziesz >tutaj<.

Tegoroczny spektakl zabierze Was w świat Alicji z Krainy Czarów i możemy Was zapewnić, że nie będziecie zawiedzeni tą przygodą. Dodatkową atrakcją jest aplikacja z zadaniami do wykonania. Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi, przy wyjściu otrzymacie mały podarunek.

Jeśli mam być szczery to osobiście byłem sceptycznie nastawiony do tego widowiska i gdzieś głęboko, w środku Staszka, kręciłem nosem na tę przygodę. I biję się w pierś, że tak myślałem, bo było naprawdę epicko.

A mieliśmy przyjemność z Kasią być członkami zacnej Ekipy, w której były jeszcze nasze wybitne ziomki – Ola i Bartek.

Całą czwórką gorąco Wam polecamy tą atrakcję.
Bo warto!

Acha, jeśli wcześniej padało to nie siadajcie na tronie, serio : )

Morsowanie: Odwaga i Adrenalina, Czyli Jak Zimna Woda Resetuje Twoje Życie

Czy jest coś co może pobudzić bardziej niż poranna kawa? Dla mnie sposobem jest morsowanie! Choć sposób ten wydaje się kontrowersyjną nowinką to jest całkiem stary i w dodatku nadal ma mnóstwo miłośników. Daje darmowego naturalnego kopa energetycznego, wciskając na twarz uśmiech od ucha do ucha. Ale czy to tylko same plusy?
Sprawdźmy to razem!
 
W drogę!

Najpierw skupmy się na plusach!

Morsowanie to celowy szok dla organizmu, ale ten szok przynosi zaskakujące nagrody:

  1. Turbo-Ładowanie Humoru (Zastrzyk Szczęścia): W momencie zanurzenia ciało wpada w panikę i wyrzuca potężną dawkę adrenaliny i noradrenaliny. To naturalne dopalacze! Ta reakcja nie tylko wyostrza umysł, ale też pozostawia uczucie euforii i głębokiego relaksu, które utrzymuje się przez resztę dnia. To Twój naturalny, legalny „haj”.
  2. Reset Bólu i Szybsza Regeneracja: Zimno działa jak super-mocny lód. Po siłowni, bieganiu czy ciężkim dniu pracy, lodowata woda zwęża naczynia krwionośne, wypłukując substancje wywołujące ból i stany zapalne. To dlatego sportowcy od lat korzystają z krioterapii – minimalizujesz zakwasy i jesteś szybciej gotów do działania.
  3. Wzmacnianie Tarczy Obronnej: Regularne hartowanie to trening dla Twojego układu odpornościowego. Nie chodzi o to, że nie złapiesz przeziębienia, ale Twój organizm uczy się szybkiej i skutecznej reakcji na stres. W efekcie stajesz się bardziej odporny nie tylko na zimno, ale i na choroby.
  4. Palenie „Dobrego Tłuszczu”: Zimno zmusza organizm do pracy na pełnych obrotach, aby się ogrzać. Aktywuje się tzw. brązowa tkanka tłuszczowa (BAT), która jest piecykiem organizmu. Spala ona energię, co może pomóc w kontrolowaniu wagi i poprawia ogólny metabolizm.

A teraz trochę o tym, że to nie zawsze jest spacer po parku.

Chociaż korzyści są kuszące, musisz pamiętać, że zimna woda to potężna siła, którą trzeba szanować.

  • Zagrożenie nr 1 – Serce: Jeśli masz problemy z sercem, nadciśnieniem lub arytmią, zimna woda może być zbyt dużym obciążeniem. Zawsze musisz skonsultować się z lekarzem przed pierwszą kąpielą!
  • Ryzyko Utonięcia: Gwałtowny szok zimna może wywołać niekontrolowany, głęboki wdech i chwilową dezorientację. Nigdy nie wchodź do wody sam! Zawsze miej asekurację.
  • Hipotermia (Wychłodzenie): Kluczem jest czas. Sesja ma być krótka i intensywna. Jeśli zaczynasz dygotać i tracić kontrolę nad kończynami, to sygnał, że czas wyjść i szybko się ogrzać. Nie bij rekordów.

Jak Zacząć (Mocne, Ale Krótkie Zanurzenie)

  1. Wybierz Grupę: Dołącz do lokalnych morsów. To bezpieczniejsze i dużo przyjemniejsze.
  2. Ogrzej Ciało: Przed wejściem wykonaj krótki, dynamiczny trening (np. trucht, pajacyki).
  3. Wchodź Powoli i Świadomie: Zanurzaj ciało stopniowo, oddychając głęboko. Najważniejszy jest moment, w którym woda dotknie klatki piersiowej. Jeśli poczujesz jakikolwiek dyskomfort, zakomunikuj to i wyjdź z wody. Wierz mi to nie wstyd!
  4. Trzymaj Czas: Na początek wystarczy 1 minuta! Na kolejnych sesjach możesz zwiększać ekspozycję dochodząc do 3–5 minut.
  5. Po Wyjściu: Szybko się osusz, ubierz w ciepłe, luźne ubrania i wypij gorący napój (nie alkohol!).

A jeśli chcesz spróbować to daj znać, spróbujemy się ustawić i wejdziemy razem!

Morsowanie to filozofia, która uczy Cię świadomego oddechu, pokory wobec natury i wytrwałości w obliczu stresu. To Twój trening mentalny!

Do zobaczenia,
Ja staś.

Jesienne Bieszczady (Rabia Skała i szlak graniczny)

Czołem załoga!

Dzisiaj zabieram Was w bieszczadzkie góry, gdzie spróbuję przejść kawałek szlaku z Wetliny przez Rabią Skałę na Małym Jaśle kończąc. Początek listopada w górach to cała plejada atrakcji, a ja uwielbiam takie „wyzwania”. Deszczowa pogoda poprzednich dni poprzecinała trasę błotnistymi przeszkodami więc bierzcie dobre buty i ruszajcie ze mną!
W drogę!

Swoje wejście zacząłem w miejscowości Wetlina i wspinałem się żółtym szlakiem, aż do Rabiej Skały. Trasa ta jest trochę wymagająca, a miejscami podejście może przysporzyć kłopotu. Z jednej strony trzeba zwrócić uwagę na nachylenie terenu podczas wspinaczki, ale też na liście szczelnie pokrywające niczym dywan wszelkie nierówności terenu oraz liczne kałuże i grzęzawiska.
W warunkach, których szedłem warto mieć ze sobą kije, które bardzo ułatwiają marsz. Cały opis wyposażenia w góry znajdziecie w tym artykule.

Krajobraz z opadających liści i złotego poszycia niemal całego lasu wynagradza trudy, które można napotkać na drodze. Lśniące liście mieniące się w opadającej lekkiej jesiennej mgle zachęcają do ciągłych przystanków i chwili wytchnienia. Pamiętajcie jednak, że Bieszczady to góry i  zwiększające się nachylenie skutecznie może zniechęcić i spowolnić wielu turystów, którzy twierdzą, że Bieszczady jednak górami nie są. Ten szacunek do terenu warto okazać już w momencie planowania trasy, by nie trzeba było wracać po zmroku, narażając się na niepotrzebne niebezpieczeństwo.

Odcinek Wetlina – Jawornik pokonałem w czasie 60 minut. Jest to blisko 4 km, które na mapach jest wyliczone na 1 h 40 min do przejścia. Podejście było w miarę proste bez większych utrudnień co widać po nadrobieniu aż 40 minut. Pamiętajcie o zakupie biletu do Parku, ponieważ szlak na Rabią Skałę prowadzi granicą Parku Narodowego.  A jak już jesteśmy przy Parku to warto się na chwilę nad nim pochylić.

Park jest jednym z 23 Polskich Parków Narodowych. Jest czwartym co do wielkości parkiem w Polsce i największym Parkiem w polskich górach. Powstały w 1973 roku w Bieszczadach Zachodnich jest ostoją miedzy innymi dla 58 gatunków ssaków, w tym rysia który jest wpisany w herb Bieszczadzkiego Parku Narodowego.  Teren posiada całą siatkę pieszych szlaków turystycznych, które można dostosować do swoich możliwości. Ja przechodząc szlak, który opisuję chcę pokazać, że Bieszczady to nie tylko połoniny i Tarnica ale też wiele pięknych miejsc, które również są warte zobaczenia.

Często (co widać na filmie na kanale) zmieniam czapkę na Buffa i odwrotnie. To nie dlatego, że nagrywałem przez kilka dni, ale dlatego, że chodzę w dość szybkim tempie i na podejściach w czapce jest mi za gorąco, a bez czegokolwiek obawiam się przeziębienia zatok. Często też zakładam lub zdejmuję bluzę, a po dużych podejściach mam na zmianę koszulkę żeby nie przewiało mnie na otwartej przestrzeni. Moim zdaniem jest to najlepsza opcja żeby nie zagotować się podczas dłuższego spaceru.

Na Rabią Skałę z Wetliny dotarłem w czasie 2 godzin i 20 minut wliczając w to wszystkie przerwy na jedzenie i przebieranie się. Jest to dobry czas patrząc na to że jest to 8 kilometrów, a Aplikacja „Trasy turystyczne” pokazuje grube 3 godziny i 15 minut. Z czasu jestem bardzo zadowolony i mogę iść spokojnie dalej szlakiem granicznym.

Szlak graniczny miejscami  jest ciut bardziej widokowy. Z widokiem jednak wiąże się wiatr, który hula jak chce i mimo umiarkowanego zmęczenia przez szybkie tempo nie pozwala na dłuższe postoje. Na szczęście na trasie jest parę kamieni, które osłaniają od wiatru i można się zatrzymać, żeby zjeść kanapkę i choć na chwilę rozpłynąć się nad widokami majestatu tego miejsca.

Po 4 godzinach i 45 minutach od rozpoczęcia trasy dotarłem na Okrąglik. To całkiem dobry czas bo odczyt z map pokazuje około 6 godzin i 15 minut. Jestem zadowolony z tego czasu, obłędnych widoków i tej wolności. Zawsze chodząc po górach wpadam na nowe pomysły i oprócz bagażu nowych doświadczeń wyniesionych z trasy w plecaku mam parę planów na przyszłość. To jest to co uwielbiam w tym wszystkim najbardziej. Ale szlak się jeszcze nie kończy. Idę w stronę Małego Jasła – mojego ulubionego szlaku rozgrzewkowego, który nie raz dał mi się we znaki podczas zimowych wyjść w góry.

Powoli kończę swoją przygodę i dziękuję Wam za wspólnie spędzony czas. Mam nadzieję, że ten i inne artykuły będą dla Was inspiracją i spotkamy się niedługo na szlaku!

Do zobaczenia!
staś!
Cześć!

#wetlina #rabia_skala #bieszczady

Góry jesienią – czy to masz?

Góry jesienią są świetną formą spędzenia wolnego czasu. Tonąc w złotej aurze opadających liści można zatracać się bez końca w pięknych widokach wokół. Trzeba jednak pamiętać, żeby się dobrze przygotować, bo czas ten obfituje w kilka zagrożeń, które mogą popsuć nawet najlepszy wyjazd.
Przygotowaliśmy dla Was listę podstawowego ekwipunku niezbędnego w takiej wyprawie.  I jest to absolutne minimum.

W drogę!

UBRANIA

Kurtka przeciwdeszczowa –  pogoda w górach szybko się zmienia nie tylko jesienią. Warto pamiętać, że warunki na dole mogą się skrajnie różnić względem tych na górze. Bycie zmoczonym przez deszcz jest nie tylko nieprzyjemne, ale też niebezpieczne. Przeszywający wiatr momentalnie wychłodzi ciało stwarzając realne zagrożenie dla zdrowia, a nawet życia.

Koszulka x2  –  celowo zaznaczamy ilość sztuk. Długie podejście wyciska z turysty pot, który potem kumuluje się na koszulce. Najlepiej zmienić koszulkę na suchą tuż przed wejściem na szczyt jeszcze w linii drzew. To poprawi komfort i bezpieczeństwo przed wychłodzeniem.

Koszulka termiczna – świetną opcją są koszulki termiczne, które są niezbędne podczas górskich wypraw.

Polar –  najlepiej jakby był na zamek. Ciepłe okrycie da nam izolację przed zimnem, a w przypadku podejść śmiało można będzie go wygodnie rozpiąć regulując tym temperaturę.

Spodnie długie –  najlepiej z odpinanymi nogawkami. Są bardzo popularną trekkingową opcją. Dzięki systemowi zamków możemy z długich spodni zrobić krótkie i w ten sposób robić podejścia w cieplejsze dni, a na szczycie, gdy jest chłodniej, założyć nogawki z powrotem.

Skarpety x2 –  Nawet jeśli nie przemoczymy butów to stopy mogą się spocić. Warto mieć ze sobą drugą parę skarpet. My podczas długich wędrówek używamy specjalnych skarpet trekkingowych i talku.

Rękawiczki – nie ma nic gorszego niż skostniałe palce i próba zdobywania szczytu z rękami w kieszeniach idąc po kamieniach. Jest to i niebezpieczne i nieodpowiedzialne. Dla zmarzluchów polecamy dwie pary rękawiczek jedne „podejściowe” cienkie i drugie neoprenowe na szczyt. Można założyć jedne na drugie i wtedy będzie jeszcze cieplej.

Buff x2  – cienki buff jest świetny pod szyję i jako maska na twarz. Drugiego używamy zazwyczaj jako opaska albo cienka czapka na wchodzeniu pod górę zamiast czapki. Na szczycie oba przyjmują formę szalika.

Czapka  –  szczególnie przydaje się na otwartych przestrzeniach, gdzie wiatr osiąga sporą prędkość. Chroni uszy i zatoki. A fajna czapka, fajnie wygląda – wiadomo.

Buty – wygodne, sprawdzone, rozchodzone. To są podstawy podstaw. Dodamy jeszcze żeby były za kostkę i dobrze zaimpregnowane.

SPRZĘT

Worek na śmieci x2 (4) – pierwszy faktycznie jest na śmieci, które zabieramy ze sobą w dolinę do śmietnika. Drugi jest na tę przepoconą koszulkę i skarpety, które lepiej żeby nie leżały koło kanapek. Jesienią często trzeba się przeprawić przez grzęzawisko. Tak jak ja ostatnio. I tonąc w błocie myślałem o tym, że mogłem założyć worki na buty zanim wlazłem po pół łydki w błotnistą breję. Buty na pewno by podziękowały.

Kije –  nie są obowiązkowe, ale my już nie wyobrażamy sobie chodzenia bez nich. Przy wejściach odciążają nogi, przy zejściach pomagają w utrzymaniu równowagi.

Raczki – jakiekolwiek oblodzenie lub choćby prognoza drobnego śniegu wymaga raczków. Zapewniają komfort przy chodzeniu i poprawiają kontakt ze śliskim podłożem (pamiętaj, żeby za każdym wyjściem w góry sprawdzić ich stan)

Stuptuty – szczególnie ważne, gdy możemy zmoczyć nogawki o rosę, krople po deszczu czy po prostu zachować w miarę czyste spodnie podczas wędrówki.

Plecak z oddychającymi plecami – Odpowiednio dobrany plecak staje się przyjacielem każdej przygody. System oddychających pleców docenimy szczególnie wtedy, gdy zdejmując plecak na polanie z koszulki na plecach nie będzie ciekło jak z kranu.

Bidon na wodę/termos –  odpowiednia ilość płynów jest niezbędna, bo często nie ma możliwości uzupełnienia zapasów choćby z powodu braku źródełek. Dużo praktyczniejszy od dużej butelki jest bidon, z którego szybko możemy się napić nawet nie zatrzymując się podczas marszu.

Coś do jedzenia –  odpowiednie ilości racji żywieniowych są obligatoryjne. My zawsze zabieramy ze sobą 'coś ekstra’ na wszelki wypadek. Spadek energetyczny jest na pewno nieprzyjemny, a skrajny jest wręcz niebezpieczny.

Koc życia –  mam nadzieję, że nigdy Wam się nie przyda, ale warto go mieć w momencie, gdy idąc doznamy groźnej kontuzji i będziemy zmuszeni czekać na pomoc ( tutaj pamiętajcie, że pomoc wzywa się w skrajnych przypadkach. To nie jest taksówka dla zmęczonych turystów – to smutne, że coraz częściej trzeba o tym wspominać)

Czołówka –  czasami szlak spłata nam figla i napotkamy nieoczekiwane trudności wydłużające podróż. Koniecznym jest wtedy oświetlenie sobie drogi po zmroku. Celowo nie piszę tutaj o latarce, żeby podczas marszu mieć wolne ręce.

Odblaski –  w momencie powrotu do bazy po zmroku idąc ulicą bez chodnika bądźcie widoczni. Jakkolwiek myślicie, że źle wyglądacie w kamizelce… po prostu ją załóżcie. Prosimy!

Mapa  – lepiej, aby telefon z mapami turystycznymi czy inną aplikacją pozostał naładowany. Papierowa mapa zawsze powinna być częścią wyprawy. Nawet jeśli jej nie użyjecie to super inteligentnie będziecie wyglądali na insta z mapą i górami w tle. Serio!

Ubezpieczenie –  każda wyprawa, mniejsza czy większa niesie ze sobą ryzyko. Warto tego ryzyka unikać ale jeśli się nie da, to przynajmniej lepiej się zabezpieczyć niż płacić za helikopter.

Gaz łzawiący – na szczęście nigdy nie mieliśmy „okazji” ożywać, ale mamy zawsze ze sobą.

Plastry na otarcia i pęcherze – nawet dobrze znoszone buty mogą się źle ułożyć i narobić takiego bigosu, że powrót do bazy będzie jedną wielką męką. Dobrze jest mieć taki zestaw w plecaku i przy pierwszych objawach je zastosować. Nie ma co strugać bohatera. To ma być przyjemność.

To są jedynie podstawowe rzeczy, które powinno się mieć. Oczywiście moglibyśmy jeszcze pisać dużo dużo więcej, ale zabranie nadprogramowych kilogramów też nie jest najlepszą opcją.
Życzymy Wam cudownych wypraw, pięknych widoków i najlepszych wspomnień.
I pamiętajcie, że czasem to nie cel a droga sama w sobie jest największą przygodą!

Buziak!
Kasia i staś.

Puławy – 7 miejsc, które musisz zobaczyć w „polskich Atenach”

Siema załoga!

Dziś zabieram Was w miejsce, które tętni zielenią, rozpycha się cudowną architekturą i zaprasza wszystkich tych, którzy chcą choć na chwilę odetchnąć od zgiełku wielkomiejskich ulic. Zobaczymy pierwszą w Polsce bibliotekę, kościół podobny do rzymskiego Panteonu i na ochłodę skoczymy do muzeum badań polarnych. Jest to idealne miejsce na parę godzin albo jako baza wypadowa zwiedzając zachodnią Lubelszczyznę, a mowa … jak się pewnie domyślacie o Puławach!

W drogę!


Dlaczego polskie Ateny?

W telegraficznym skrócie pierwsze wzmianki o miejscowości pochodzą z 1489 roku. Położenie, nazwa i główne funkcje są związane z rzeką, nad którą miasto leży. Początkowo była to mała osada handlowo-rybacka, a historycy jej nazwę wiążą ze staropolskim wyrazem „plawy” co miało oznaczać przeprawianie się przez rzekę. W drugiej połowie XVII wieku Stanisław Lubomirski zaczął wznosić na skarpie wiślanej obronny pałac, który niestety nie przetrwał długo, bo 30 lat później został spalony przez wojska szwedzkie. Będąc w rękach Sieniawskich został odbudowany, a gdy Zofia Sieniawska wyszła za Augusta Czartoryskiego Puławy przeszły w ręce Czartoryskich. O i wtedy zaczęły się cuda! Bo za sprawą tego rodu Puławy stały się znanym ośrodkiem życia politycznego i kulturalnego kraju zyskując miano Polskich Aten. Co ciekawe miasto od 1846 roku przez 72 lata funkcjonowało pod nazwą Nowa Aleksandria. Ale ten wątek rozwiniemy potem.

1. Pałac Czartoryskich

Serce Puław i symbol ich dawnej świetności. Barokowo-klasycystyczna rezydencja rodu Czartoryskich była nie tylko domem, ale też politycznym i kulturalnym centrum kraju.

Spotykali się tu wybitni malarze, architekci, pisarze oraz muzycy. To miejsce było przesycone sztuką najwyższych lotów, aż do upadku powstania listopadowego. Za pomoc w powstaniu Adam Czartoryski został skazany na śmierć, przez co musiał się salwować ucieczką do Paryża, a dobra rodu zostały skonfiskowane przez władze carskie. Chwilę potem Puławy na cześć żony cara, Aleksandrze Teodorównie, zmieniły nazwę na Nowa Aleksandria. Obecnie część wnętrz i piękny dziedziniec są udostępnione zwiedzającym. Warto zatrzymać się na chwilę, by w zadumie wsłuchać się w rytm czasów świetności osady pałacowej.  

2. Świątynia Sybilli

Zbudowana przez Izabelę Czartoryską w 1801 roku, to pierwsze muzeum narodowe w Polsce. Powstała, by chronić pamiątki po wielkich Polakach i przypominać o chlubnej historii ojczyzny. Składa się z dwóch okrągłych sal. Nad drzwiami jednej widnieje napis „Przeszłość – Przyszłości”, a wejścia do niej strzegą dwa kamienne lwy ustawione obok schodów. Wejście do drugiej sali znajduje się poniżej, od strony skarpy. Rotunda nawiązuje do klasycznej świątyni Westy z Tivoli, a jej symbolika do dziś robi ogromne wrażenie.

3. Domek Gotycki

Urokliwy, czerwony budynek w stylu neogotyckim był drugim obok Świątyni Sybilli muzeum Izabeli Czartoryskiej. Gromadzono tu pamiątki z całej Europy – m.in. po Napoleonie, Sobieskim czy Kościuszce. Domek został pieczołowicie odrestaurowany i dziś można w nim zobaczyć część dawnych zbiorów. Warto tu zajrzeć bo jest to autentyczny ślad pasji kolekcjonerskiej jednej z najbardziej wpływowych kobiet epoki oświecenia.

4. Park Pałacowy

Nie jest tylko tłem dla pałacu, ale samodzielną atrakcją. Pomniki przyrody i wiele akcentów architektonicznych skradną serca wielu osób pragnących chwilkę odpocząć od zgiełku. Został założony w stylu angielskim, co nadaje mu dzikości i odrobinę nonszalancji. Jest świetnym miejscem na spacer z aparatem lub kawę i dobrą książkę na jednej z ławek wzdłuż alejek. Osobiście uważam, że najpiękniejszy jest wiosną i jesienią gdy mieni się milionem barw.

5. Kościół Wniebowzięcia NMP

Wzniesiony w 1803 roku, jest kolejną perełką architektoniczną miasta. Często niesłusznie pomijany podczas zwiedzania, gdyż leży lekko na uboczu zachwyca turystów prostą, klasycystyczną fasadą.  Wzorowany na rzymskim Panteonie, ma wyjątkową kopułę i portyk z kolumnadą. Wnętrze jest jasne i dostojne, zachęcające do chwili zadumy. Warto poszukać tablic upamiętniających Czartoryskich i wielu dekoracji o symbolice patriotycznej.

6. Pałac Marynki

Zbudowany pod koniec XVIII wieku dla Marii Czartoryskiej, córki Izabeli i Adama Kazimierza, pałacyk jest perłą klasycyzmu. Córka Czartoryskich mieszkała w nim rzadko, częściej był on wykorzystywany dla gości książąt. W przeszłości mieścił bibliotekę, dziś pełni funkcje reprezentacyjne. Położony na uboczu może zostać ominięty przez turystów, lecz jest on ciekawym dopełnieniem osady pałacowej.

7. Muzeum badań polarnych

 

Świetnym pomysłem na spędzenie czasu jest odwiedzenie Muzeum Badań polarnych w Puławach. Muzeum cały czas się rozwija, a jego zbiory z dnia na dzień się rozrastają.

Podsumowanie

Puławy to nie tylko atrakcja dla pasjonatów historii, ale i dla każdego, kto szuka miejsca z duszą. Spacer po parku, odwiedziny w Świątyni Sybilli czy chwila zadumy w kościele – to doświadczenia, które zostają w pamięci na długo. Jeśli planujesz weekend w województwie lubelskim – zacznij od Puław. I zostań na dłużej, bo jest to świetna baza wypadowa do Kazimierza Dolnego, Dęblina, Janowca, Nałęczowa czy Gołębia.

Do zobaczenia gdzieś w parku,
Kasia i staś.

Krzyżtopór i  Jezioro Tarnobrzeskie

Czołem Załoga!!

Pragniemy Was zaprosić na mały wypad, w którym odwiedzimy Zamek Krzyżtopór, zobaczymy co kryje dawna osada nieopodal zamku i poszukamy atrakcji nad Jeziorem Tarnobrzeskim. Następnego dnia zabierzemy Was na krótką, rowerową wycieczkę do Sandomierza.

No to co? W drogę!

PONIŻEJ ZNAJDZIESZ FILM Z TEGO WYPADU! : )

Naszą przygodę rozpoczynamy od monumentalnej budowli w miejscowości Ujazd. Zamek Krzyżtopór to XVII wieczna budowla w stylu palazzo In forte zza, czyli rezydencja łącząca wygodę mieszkańców z funkcjami obronnymi. Fundatorem tego przyćmiewającego inne zamki dzieła był Krzysztof Ossoliński, a inspirację do swojego pomysłu zaczerpnął ze swojej podróży do Rzymu, gdzie zachwycił się jedną z najpiękniejszych Włoskich rezydencji –  zamkiem Caprarola.  

Posiadłość w Ujeździe była budowana w latach 1621-1644 i do 1631 była zwana Krzysztopór od imienia fundatora. Następnie przemianowano ją na Krzyżtopór. Było to związane z umieszczeniem nad bramą wjazdową krzyża i toporu. Krzyż symbolizował gorliwość wiary fundatora, topór natomiast był herbem rodu.

Świetnie zachowana bryła udostępniona zwiedzającym w postaci 5 oddzielnych tras daje poczucie przeniesienia się w czasie. Obecnie zamek jest w gruntownym remoncie i część pomieszczeń nie jest udostępnionych do zwiedzania, ale i tak przejście wszystkiego zajęło nam blisko dwie godziny.

 

Ciekawostką jest, że Zamek swoją bryłą nawiązuje do kalendarza. Cztery baszty odpowiadają porom roku, 12 wielkich sal to miesiące, 52 komnaty odpowiadają tygodniom, a 365 okien odpowiada liczbom dni. Dla dociekliwych pytających o lata przestępne również jest ciekawostka. W jednej z baszt jedno okno było zamurowane i mówi się, że raz na 4 lata wykuwano go, by wszystko się zgadzało.

Zamek warto zwiedzać z rana, gdy jeszcze nie ma tłumów, ale świetną opcją cieszącą się niesamowitym zainteresowaniem jest zwiedzanie nocne z przewodnikiem. Warto również pobrać aplikację na telefon, by zwiedzaniu dodać więcej koloru.

Archeopark

By zasięgnąć jeszcze więcej wiedzy historycznej warto udać się do Osady Neolitycznej w Kopcu, która znajduje się zaledwie półtora kilometra od zamku jadąc drogą 758. Jest to świetna opcja szczególnie dla dzieci, ponieważ już na wejściu będą mogły postrzelać z łuku przenosząc się tym samym w czasie.

Świetnym rozwiązaniem jest audio przewodnik w każdej z chat, gdzie można zaczerpnąć skondensowanej wiedzy o konkretnych ekspozycjach. Dzięki rekonstrukcji osady z przed tysięcy lat możemy choć na chwilę przenieść się do neolitu i zobaczyć historię osadnictwa i początków rolnictwa na tych żyznych sandomierskich ziemiach.
Oprócz zwykłego zwiedzania warto zapisać się na warsztaty prowadzone w osadzie.

Chodząc po obiekcie warto zwrócić uwagę, że całość została stworzona w ciągu dwóch lat przez trzy osoby.

Jezioro Tarnobrzeskie

Choć przyznam szczerze, że głównym powodem przyjechania nad jezioro był zjazd tyrolski zwany potocznie tyrolką, bo Kasia jest ogromnym fanem tych zjazdów, to nie ograniczyliśmy się tylko i wyłącznie do tej aktywności.

Jezioro Tarnobrzeskie oferuje mnóstwo możliwości, zaczynając od spacerów promenadą, przez kąpiele na plażach w czyściutkiej wodzie, po wiele sportów wodnych. Żeglarstwo, nurkowanie, dmuhańce i kajakarstwo to tylko garstka z wielu opcji. My postanowiliśmy na kajak i w ten sposób przepłynęliśmy kawał akwenu. Infrastruktura wokół jeziora bardzo miło zaskakuje. Darmowe przebieralnie i toalety, czysta 2 kilometrowa plaża i ogromny parking, który pomieści mnóstwo odwiedzających.

Dodatkowo bardzo dobrze zachowane ścieżki rowerowe pozwalają nacieszyć się widokiem wody również z pozycji siodełka. Na zachód warto wybrać się właśnie w okolice parkingu przy tyrolce. Widok jest naprawdę obłędny i jest to wyjątkowo dobre zakończenie dnia.

Obejrzyj film, łap inspirację i podróżuj!

Dziękujemy Wam za tę podróż.
Do zobaczenia na szlaku.
Kasia i staś.

Co we wtorek?

KOCHANI!!!

We wtorek (13.01) zajmiemy się:

Godzina 19:00

Celujemy w jeden set (choć mam szczerą ochotę na dwa).
Przez najbliższy czas – do ferii zimowych (połowa lutego), chciałbym mocno popracowac nad core i wydolnością wiec będzie trochę desek i ich modyfikacji przeplecionych dynamiką. Skupimy się na napiętym brzuchu i prostych plecach.
Bedzie się działo: )



Godzina 20:00

Będzie mijała pod znakiem dopięcia mięśni po wydolnościowym treningu i siłowaniu się z obciążeniem. Przepleciemy dynamicznym ruchem mocne spięcie mięśni dzięki bardziej statycznym ćwiczeniom 🙂
Do zobaczenia 🙂

Istria w ruchu – niezapomniane aktywności na chorwackim półwyspie.

Istria to miasta i miasteczka z włoską nutą w tle. Wąskie uliczki prowadzące do niebagatelnych odkryć. Rozkosz dla podniebienia –  wino, owoce morza, pizza i trufle. To tylko ułamek tego, by zakochać się w tej magicznej krainie. Półwysep oferuje dużo, dużo więcej możliwości. Aktywnych możliwości.
W drogę.

My podczas naszej podróży jako bazę wypadową wybraliśmy Pulę, o której możesz przeczytać w >tym artykule<.  Jest to świetne miejsce na weekendowy city break. Lotnisko oferuje wiele połączeń, a komunikacja jest na całkiem dobrym poziomie. My wybraliśmy opcję przyjechania do Chorwacji samochodem, żeby mieć możliwość zabrania większej ilości sprzętu, ale przylot tu to też świetna opcja, bo ilość różnorakich wypożyczalni jest ogromna. Pozwólcie, że po tym krótkim wstępie wskoczymy na deski.

Pływanie o poranku po niezmąconej tafli wody jest idealną opcją dla tych, którzy na deskach nie czują się zbyt pewnie, albo dla tych, którzy chcą podziwiać rybki i dno morskie z pozycji deski. Zanim ruch turystyczny w postaci skuterów wodnych, motorówek i jachtów przebudził się po gorącej nocy, my już dawno okrążaliśmy jedną z wysepek w okolicy.

Świetną opcją jest zabranie prowiantu i zrobienie na jednej z kamienistych plaż małego pikniku w przerwie wyprawy. Godziny na słońcu dają się we znaki, więc pamiętajcie o nawodnieniu, kremie z filtrem, nakryciu głowy i okularach przeciwsłonecznych. Deski i kajaki są tu bardzo popularne i znalezienie wypożyczalni sprzętu nie będzie większym problemem.

Kolejną świetną opcją na aktywność z minimalną ilością sprzętu jest spacer albo trekking.  Wszyscy, którzy lubią się męczyć w stopniu ograniczonym, spacery wzdłuż promenad będą świetną opcją. Ilość ławeczek przy alejkach jest ogromna, więc gdy tylko przyjdzie zmęczenie będzie można odpocząć w cieniu drzewa. Dla wszystkich bardziej wymagających polecamy zapuścić się na ścieżki trekkingowe, których jest mnóstwo. Prowadzą one zazwyczaj do malowniczych punktów widokowych, które zapierają dech w piersiach. Podczas takich wypraw warto pamiętać, żeby zabrać ze sobą coś od komarów, bo dla nich to my byliśmy główną atrakcją.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Porec

Jeśli znudzi Wam się chodzenie po bardziej lub mniej przetartych szlakach pragniemy zaprosić Was na rower. Zaprosić wszystkich, absolutnie wszystkich. Istria słynie z wielu tras rowerowych i dostosowuje te trasy do możliwości. Jeździliśmy asfaltowanymi ścieżkami wzdłuż morza, które ciągnęły się kilometrami. Każdy z szosą będzie zachwycony kulturą jazdy kierowców i możliwościami zrobienia paru etapów górskich po całkiem dobrym asfalcie.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Chorwacja nie zapomniała oczywiście o przygotowaniu szlaków typowo pod MTB i przełaj. Co najważniejsze wypożyczalnie oferują również rowery elektryczne, które mogą być świetnym rozwiązaniem dla załogi z różnym poziomem kondycji chcącej spędzić czas razem. O rowerach mógłbym mówić godzinami, ale przejdźmy dalej.

Pływanie to ostatnia opcja aktywnego wypoczynku, którą chcemy Wam zaproponować. Tutaj wystarczą kąpielówki albo jakiś strój do pływania. Ale też niekoniecznie… piszę to, bo w Chorwacji funkcjonuje naturyzm. Oczywiście nie na wszystkich plażach, ale na wielu. My w popularnym sklepie sportowym kupiliśmy najtańsze okularki, maskę i płetwy, co dało mnóstwo wspaniałej zabawy.

Obserwacja podwodnego świata jest niesamowita i takie doświadczenie polecam każdemu. Płetwy to opcja, ale koniecznym jest zakup butów do wody. Ilość jeżowców jest niepoliczalna, a ból i zmarnowane wakacje związane z nadepnięciem na tego wodnego stworka nie są warte oszczędności paru złotych na buty. Serio.

I tymi kilkoma atrakcjami chcemy się z Wami pożegnać,

Życząc Wam niesamowitego odpoczynku w Chorwacji.

Do zobaczenia!

Kasia&staś.

Poreč – mozaikowe serce Istrii

Miasto, które z pozoru wydaje się spokojne i przejrzyste, skrywa w sobie warstwy historii niczym tytułowa mozaika w słynnej Bazylice. Zapraszamy Was na spacer, w którym starożytność przenika się z klimatem wakacyjnej beztroski.
W drogę!

Logistyka

Poreč odwiedziliśmy tego samego dnia co Rovinj – idealna kombinacja na intensywny dzień w zachodniej Istrii. Z Rovinj do Poreć jest około 35 km, czyli mniej więcej 40 minut jazdy autem, jeśli nie zatrzymujecie się co chwilę na zdjęcia (co ostrzegamy, może być trudne!).

Samochód zaparkować można na jednym z 3 bardzo dużych parkingów. My byliśmy poza sezonem i udało nam się trafić na darmowe miejsce niemalże w centrum miasta. Ta opcja nie jest pewniakiem, a jedynie szczęśliwym trafem. Pamiętajcie, że parkingi dla kamperów znajdują się nieco dalej i nie można nimi parkować na tych trzech wcześniej wspomnianych parkingach.

Krótko o historii

Poreč to jedno z najstarszych miast w Chorwacji – historia osadnictwa sięga tutaj VII wieku p.n.e. i jest bardzo podobna do historii wielu miast półwyspu. Mieszkali tu Ilirowie. Potem przyszli Rzymianie, którzy zrobili z miasta jeden ze swoich fortów. Po upadku Cesarstwa miasto przechodziło z rąk do rąk – Bizantyjczyków, Wenecjan, Austriaków, Włochów, aż w końcu stało się częścią Jugosławii, a potem niepodległej Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Naszą podróż zaczynamy nietypowo – bo od miejsca, o którym często się zapomina – czyli od świątyni Marsa. Choć pozostał tu jedynie fragment fundamentów i kilka kolumn to przy odrobinie wyobraźni możemy poczuć klimat budowli z I wieku n.e. Stanowisko archeologiczne, które możemy podziwiać ma na celu ochronę tego, co pozostało z dawnej świątyni.

Schodząc w dół wzdłuż nabrzeża warto zwrócić uwagę na potężne mury miejskie, które nawet w dzisiejszych czasach wzbudzają respekt funkcji obronnej tego miejsca. Spacerując leniwie uliczkami możemy natknąć się jeszcze na pozostałości murów oraz wieże, które chroniły mieszkańców przed najazdami.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Aktywnie na półwyspie

Bazylika Eufrazjusza – to punkt obowiązkowy. Nawet jeżeli nie jesteście fanami architektury sakralnej, wejdźcie tam chociaż na chwilę. Budowla z VI wieku to prawdziwy skarb UNESCO. Wnętrze Bazyliki zdobią bizantyjskie mozaiki – złoto, błękity, geometryczne wzory, a wszystko to w ciszy, która wydaje się zawieszona między epokami. Najlepszy moment? Wejście do atrium w porze popołudniowego słońca – światło gra na kamieniach jak na harfie.

Stare Miasto to uczta dla fanów wąskich uliczek, krzywych schodów i zaułków prowadzących nie wiadomo gdzie. Przechadzając się Decumanusem – główną ulicą rzymską – trafiamy na małe galerie, lodziarnie z sorbetem z fig i sklepiki z lawendą i oliwą. Znajdują się tam również cudowne wielowiekowe kamienice, pokazujące historię tego miejsca.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Dom Romański to XIII-wieczna budowla, która jest jedną z najważniejszych atrakcji miasta pod względem architektonicznym. Budynek w ciągu wieków był wielokrotnie przebudowywany i remontowany. Ostatni remont zaowocował dodaniem antycznego balkonu.

Nieopodal Domu Rzymskiego znajduje się dawne Forum, czyli centrum kulturalne i handlowe dawnych czasów. W narożu placu znajduje się fragment pozostałości po dawnym placu. Dziś możemy tu usiąść w cieniu parasolek i ochłonąć od palącego chorwackiego słońca.

Nadbrzeżna promenada to idealne miejsce na zakończenie dnia. Kawiarnie z widokiem na morze, dzieci biegające po placach, a między nimi artyści malujący pejzaże. My usiedliśmy na kamiennej ławce z lodami pistacjowymi w ręku i po prostu chłonęliśmy ten klimat.

Poreč nie krzyczy atrakcjami – raczej szepcze historią. To miasto, w którym czasem warto usiąść przy fontannie i po prostu obserwować, jak turyści gubią się w labiryncie uliczek starówki. Niektóre miasta się zwiedza, inne – chłonie. Poreč zdecydowanie należy do tych drugich.

Do zobaczenia na szlaku!

Kasia & Staś

Rovinj – kolorowa perła Istrii


Położone na zachodnim wybrzeżu półwyspu Istria miasteczko zachwyca od pierwszego wejrzenia. Wąskie uliczki, pastelowe kamienice i zapach soli w powietrzu to tylko początek uroku Rovinja. Choć dziś to jedno z najpopularniejszych miejsc na chorwackim wybrzeżu, wciąż zachowuje intymność małego portowego miasta, w którym życie płynie nieco wolniej.

W drogę!

Logistyka
Rovinj odwiedziliśmy podczas naszej 10-dniowej podróży po Istrii. Na zwiedzanie miasta zarezerwowaliśmy parę godzin i z perspektywy czasu – to był strzał w dziesiątkę. Tego dnia udało nam się odwiedzić jeszcze Poreč, o którym przeczytacie w tym artykule.
Rovinj jest kompaktowe, a główne atrakcje dostępne pieszo. Parkowanie może być wyzwaniem w sezonie – polecamy szukać miejsc w obrębie starego miasta (cena za godzinę to około 3 euro). My chodząc w miarę sprawnie zwiedziliśmy wszystko w około 4 godziny. Bądźcie proszę wyrozumiali dla obrazków miasta, które dla Was mamy. Noc wcześniej przeszła tu potężna wichura, która zniszczyła wiele dachów, łodzi i ogródków restauracyjnych. Służby jednak stanęły na wysokości zadania i ekipy sprzątające uwijały się niczym pszczółki w ulu.  Szacun!

Zarys historii
Historia Rovinja sięga czasów starożytnych. Miasto wielokrotnie zmieniało właścicieli: od Cesarstwa Rzymskiego i Bizancjum, przez Franków, aż po Wenecjan, którzy pozostawili tu największy ślad. Właśnie dzięki nim Rovinj zyskał charakterystyczny wygląd – domy stykające się ze sobą i kanał portowy przypominający włoskie miasteczka laguny. Po wojnie miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie w 1992 stało się miastem chorwackim.

Co warto zobaczyć?


Punktem obowiązkowym jest Stare Miasto. My zaczęliśmy zwiedzanie od strony nabrzeża patrząc lekko z oddali na piękne, wąskie, kolorowe kamieniczki. Snując się wolno wzdłuż promenady portowej dochodzimy do Placu Marszałka Tito. Jest to główny plac, który ma znaczenie kulturalne, artystyczne i turystyczne miasta. Miejsce to jest otoczone barwnymi kamieniczkami, ale szczególną uwagę należy zwrócić na wieżę zegarową i Łuk Balbiego, który wprowadza nas na dawną wyspę.

Pochodząca z XIX wieku wieża zegarowa mieściła kiedyś więzienie. Dziś pełni funkcję reprezentacyjną miasta, a jej zegar skrywa w sobie części mechanizmu ze starego XVIII wiecznego zegara. Symbol lwa pod zegarem jest świadectwem szerokiego wpływu Wenecjan w to miasto. Stając tyłem do wieży można zbić piątkę z Keko, posągiem chłopca z fontanny, która jest upamiętnieniem ukończenia prac nad zaopatrzeniem miasta w wodę.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
– Porec
– Aktywnie na półwyspie

Powoli dochodzimy do Łuku Balbiego, okazałej budowli z 1680 roku. Miasto przez wieki było otoczone potężnymi murami i bramami i właśnie w miejscu jednej z bram powstał Łuk. Swoją nazwę przyjął dopiero w latach 70-tych XIX wieku za sprawą burmistrza miasta – Almoro Balbiego, który zamieścił na budowli herb swojego rodu.

Wspominałem wcześniej o tym, że owy łuk prowadził na wyspę i jest w tym sens. Do 1763 roku miasto było wyspą, dopiero później zasypano wąską cieśninę łącząc wyspę z lądem. To wiele tłumaczy chodząc bardzo wąskimi uliczkami wśród kamieniczek sklejonych ze sobą niczym w Tetrisie. Przez wieki nie wyrażano zgody na budowę nowych kamienic jedynie na rozbudowę i przebudowę już istniejących. Wąskie, wijące się uliczki, które dla nas są magicznym przeżyciem dla mieszkańców miasta przez wieki na pewno były zmorą. 

To właśnie te uliczki prowadzą w górę ku imponującej katedrze św. Eufemii – patronki miasta. Sama katedra wzniesiona w XVIII wieku przyciąga nie tylko swoją barokową architekturą, ale i widokiem z wieży na Adriatyk oraz pobliskie wyspy.


Na szczycie wieży stoi posąg św. Eufemii, który obraca się zgodnie z kierunkiem wiatru – to jeden z symboli miasta.  

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Jeśli będziecie zmęczeni już wspinaczką i chodzeniem krętymi uliczkami możecie odpocząć na skalistych plażach prażąc się w chorwackim słońcu i snując artystyczne marzenia patrząc hen w horyzont.

My tymczasem pragniemy zabrać Was już teraz w kolejną podróż po Chorwacji.

W drogę!


Kasia & Staś