Pula – miasto, które pamięta Cesarza.

Położone na południowym krańcu półwyspu Istria miasto jest spektaklem historii, której można doświadczyć wchodząc w zakamarki, place i dziedzińce. Burzliwa historia pozostawiła po sobie ślady, a miasto nie raz musiało się podnosić z przysłowiowych zgliszczy. To tutaj zobaczymy jeden z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów z czasów Cesarstwa Rzymskiego wizytówkę miasta. Ale czy to jedyna atrakcja?

Zapraszamy do zwiedzania tego pięknego miasta.

Logistyka

Podczas 10 dniowego wyjazdu, gdzie zwiedzaliśmy południową i środkową część półwyspu Istria, jeden dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Puli. 24 godziny to zdecydowanie wystarczający czas, żeby zwiedzić najważniejsze miejsca. Pula i najbliższa okolica to idealny punkt wypadowy w inne części kraju. Jest tu lotnisko, a jeśli ktoś wybierze się tu samochodem, to możliwości zwiedzania tego regionu będą jeszcze większe. Ale o samej okolicy takiej jak Rovinj, Porec, czy innych opcjach spędzenia tu czasu przeczytasz w dalszych artykułach.

Zarys historii

Historia miasta sięga około V wieku p.n.e., ale to moment, w którym miasto zajęli Rzymianie w roku 177 p.n.e. można liczyć jako początek naprawdę czegoś wielkiego. Przez lata portowe miasto zyskiwało na znaczeniu.  W 43 r. Pula stała się kolonią Rzymską i od tamtego momentu jej znaczenie niemalże eksplodowało. Miasto stało się ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym.

Miasto trafiało z rąk do rąk. Po upadku Cesarstwa przeszło pod wpływy Bizancjum, a następnie przez wieki było pod rządami Wenecji. To dawało szanse na rozwój, lecz taka rotacja również przynosiła straty, ponieważ bunty przy tych zmianach były krwawo tłumione. Żadna zmiana jednak nie zdziesiątkowała tak miasta jak epidemia dżumy i malarii. Z czasów rzymskiej potęgi liczącej ok. 30 tys. po epidemii liczba mieszkańców spadła do około 300.

Swój ponowny rozkwit w XIX wieku Pula zawdzięcza powstałej stoczni, komunikacji kolejowej, pierwszym zakładom przemysłowym i licznej arystokracji, która zaczęła przyjeżdżać tu w celach rekreacyjnych.

XX wiek to również czas wielu przemian. Po I wojnie światowej, region Istrii razem z Pulą zajęły Włochy, a po drugiej wojnie światowej miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Bezapelacyjnie wizytówką miasta jest Amfiteatr w samym sercu miasta, który jest jednym z trzech najlepiej zachowanych aren  Starożytnego Rzymu. Obecny wygląd zawdzięczamy cesarzowi Wespazjanowi, który nakazał powiększyć istniejący już amfiteatr tak, by pomieścić 23 tysiące widzów łaknących krwi, dzikich zwierząt i walk gladiatorów. Najlepiej zwiedzać amfiteatr rano, gdy jeszcze tłum turystów nie zajmie kolejki do kas.  Świetną opcją jest zobaczenie walk gladiatorów na żywo. Imprezy tego typu są organizowane z rozmachem i piękną oprawą (wybierając się do Puli warto sprawdzić czy akurat uda się trafić na spektakl – link do strony)

Wychodząc z Areny warto zahaczyć o Titov Park, w którym znajdziemy miniaturowy model miasta, a drzewa uchronią nas od coraz mocniejszego słońca. Przechodząc wzdłuż nabrzeża dotrzemy do Forum.
Miejsce to, tak samo jak w Rzymie, miało wiele funkcji. Wybudowany w I wieku plac stanowił centrum życia publicznego pełniąc funkcje religijne, administracyjne i handlowe. Dziś jest gwarnym miejscem z parasolami pobliskich restauracji oraz informacją turystyczną.

Spacerując po Forum nie sposób nie dostrzec Świątyni Augusta i Romy. Ta powstała na początku I wieku budowla cieszy oko nie tylko entuzjasty starożytnej architektury, ale jest świadectwem kunsztu i zaawansowania przeszłych wieków. Świątynia ta, przez wieki przeszła naprawdę sporo. Odbywały się tu obrzędy pogańskie, po czym została zamieniona na kościół, by w kolejnych wiekach stać się spichlerzem. Dziś wewnątrz można podziwiać kolekcję starożytnych rzeźb z brązu i kamienia.

Niebagatelnym jest to, że starożytność jest tak mocno wpisana w miasto. Pisząc to mam na myśli ruiny domu Agrippiny Młodszej. Była ona siostrą Kaliguli i matką Nerona, który prawdopodobnie zlecił jej zamordowanie. Niesamowite stanowisko archeologiczne, które jest nieco zaniedbane, lecz warte zobaczenia. Ciężko tam trafić z powodu słabego oznaczenia. Ruiny znajdują się tuż przy forum,  należy wejść tam wąskim przejściem obok bankomatu.

Kolejną nieoczywistą atrakcją są mozaiki podłogowe odkryte po bombardowaniach podczas II wojny światowej. Przedstawiają one mitologiczną scenę ukarania Dirke. Pochodząca z III wieku mozaika podłogowa jednej z willi zadziwia. A mnie osobiście szokuje „wciskanie się” nowoczesności w starożytność. Ale to pozwolę sobie zostawić już Waszej ocenie.

Przechodząc wzdłuż okazałych kamienic dochodzimy do wzniesionego pod koniec I wieku p.n.e. Łuku Sergiusza. Ta wzniesiona w stylu korynckim budowla przyciąga wzrok turystów niesamowitymi ornamentami. Łuk został wzniesiony wewnątrz jednej z bram miejskich, która razem z murami tworzyła linię obronną dla miasta. Bramę wraz z fragmentem murów rozebrano, a plac przy Łuku przyciąga oprócz turystów wielu artystów.

Zerostrasse
Idąc wzdłuż murów miejskich warto skryć się przed słońcem w trasie podziemnych tuneli. Temperatura w tunelach to około 14-18 stopni, więc co wrażliwsi powinni wziąć bluzę. Tunele zostały wybudowane w celu schronienia mieszkańców Puli podczas wojny i finalnie mogło tam się skryć 50 tyś ludzi. Jest kilka wejść do siatki tuneli, a dobra nawigacja nie pozwoli się zgubić. W tunelach możemy zobaczyć wystawy zdjęć sieci komunikacji tramwajowej w Puli, a wjeżdżając windą na samą górę dotrzemy do twierdzy Kasel, która również jest udostępniona do zwiedzania.

Twierdza Kasel
Pierwsza fortyfikacja powstała w XVII wieku, dzięki panującym tu Wenecjanom, na miejscu obiektu sakralnego, a jeszcze wcześniej starożytnego Kapitolu. Ze względu na położenie pełniła funkcję obronną, ale po pierwszej wojnie straciła na znaczeniu. Dziś udostępniona do zwiedzania, cieszy oczy turystów ukazując ze swojej wieży piękną panoramę miasta. We wnętrzach zamku można zobaczyć wystawy czasowe, które jeszcze bardziej ożywiają to miejsce.

Powoli schodząc w twierdzy kierujemy się wąskimi uliczkami do samochodu. Nam udało się zaparkować poza strefą płatnego parkowania, co wymagało przejścia kilkuset metrów więcej.
Szukając miejsca do parkowania pamiętajcie, że Chorwacja ma podobne zasady jak we Włoszech.
Miejsca oznaczone niebieskimi liniami są płatne, żółte są zarezerwowane dla rezydentów, a białe to miejsca bezpłatne : )

Pięknego czasu w Puli,

Kasia & staś.

Rejestratory Samochodowe w Europie – Gdzie Można, a Gdzie Nie Można Ich Używać?

Większość krajów uznaje rejestratory i są one dozwolone, ale z pewnymi ograniczeniami. Wbrew pozorom nawet czas przechowywania nagrań ma znaczenie. W wielu krajach nagrywać możesz jedynie na własny użytek, a upublicznione dane muszą zostać anomizowane.  Są jednak kraje, które kategorycznie zabraniają posiadania kamer a kary sięgają do 25 tys. EURO (nie, nie pomyliłem się). Spójrzmy zatem bliżej na to gdzie można, gdzie tak sobie, a gdzie kategorycznie nie.

W Polsce rejestratory są legalne i można z nich korzystać głównie w celach dowodowych. Podobnie jest w Chorwacji, Słowenii, Bośni i Hercegowinie, na Łotwie i w Czechach.

W Irlandii, Rumunii, Holandii, Szwecji również możemy posiadać kamerę i z niej korzystać. Należy jednak pamiętać o tym, by nie publikować nagrań gdzie można rozpoznać osoby na materiale.

Wielka Brytania jest rajem dla wszystkich, którzy chcą sobie podpierniczyć kogoś „dla sportu”. Tamtejsze wybrane jednostki policji udostępniają portale za pośrednictwem których można zamieścić materiał z wkroczeniami.

We Francji z dash camów możemy korzystać pod warunkiem, że nie publikujemy nic bez zgody osób znajdujących się na nagraniu. Ponadto rejestrator nie może zasłaniać widoczności kierowcy, bo za to już grozi mandat.

W Danii  można korzystać z rejestratora lecz trzeba pamiętać, że niedopuszczalne jest publikowanie materiałów umożliwiających pośrednie lub bezpośrednie rozpoznanie zarejestrowanych osób.


W kwestii mandatów za utrudnioną widoczność pola widzenia mandat również możemy dostać w Słowacji i Norwegii. Chociaż akurat w tym przypadku mam nadzieję, że każdy kierowca ma na tyle oleju w głowie, żeby zamontować kamerę w odpowiedni sposób.

W Hiszpanii natomiast oprócz mandatu za złe umieszczenie kamery jest również zakaz publikacji nagranych materiałów.

We Włoszech kamera jest dozwolona, ale materiałów nie można udostępniać osobom trzecim, a nagrania powinny być na bieżąco usuwane. 

Podróżując po Belgii  możemy używać rejestratora, ale nie możemy publikować materiałów bez zgody osób na filmie. Dlatego w przypadku kolizji powinniśmy natychmiast powiadomić osoby biorące udział w kolizji o tym, że posiadamy taki materiał.

Na Węgrzech  korzystanie z dash camów jest dozwolone, ale przechowywany materiał może mieć maksymalnie 5 dni.

W Niemczech, u naszych zachodnich sąsiadów posiadanie samej kamery nie jest zabronione, ale prawo mówi, że nikt nie może być filmowany wbrew jego woli. Co za tym idzie próba przekazania policji materiału dowodowego, na którym jest ktoś łamiący prawo jest batem na nas samych nie na tę osobę.

Luksemburg podchodzi, delikatnie mówiąc, mniej liberalnie do kwestii wideo rejestratorów. O ile posiadanie jest legalne to nagrywanie wiąże się z mandatem, a w przypadku publikacji takich materiałów grozi nawet więzienie.

Portugalia jest kolejnym krajem w którym nagrywanie, a nawet posiadanie rejestratora jest nie zgodne z prawem.

Natomiast w Szwajcarii zabronione jest nagrywanie kogokolwiek bez uprzedniej zgody, a tłumaczenie, że robimy nagranie z wakacji dla siebie również spełznie na niczym i możemy liczyć się z potężnymi konsekwencjami. Oczywiście nawet wyłączona kamera ma być umieszczona w taki sposób by nie utrudniała kierowcy obserwacje drogi podczas prowadzenia pojazdów.

Prawdziwą wisienką na torcie jest posiadanie dash cama w Austrii. To tutaj jest kategoryczny zakaz monitorowania miejsc publicznych przez osoby prywatne, a mandat w wysokości 10 tys. euro może poważnie zaboleć. Ale dla kamerkowych recydywistów mandat jest już w wysokości 25 tys. euro. A to całkiem nieeezzłee wakacje!


Przepisy się zmieniają dość dynamicznie i mimo włożonych wszelkich wysiłków możemy nie nadążać z aktualizacją artykułu dlatego…

Zanim wybierzemy się do danego kraju lub choćby będziemy przez niego przejeżdżali, warto sprawdzić lokalne przepisy żeby nie władować się nieświadomie na minę.

Tłumaczenie stróżom prawa, że się nie wiedziało na niewiele się może zdać…

Bezpiecznej drogi,

Kasia & staś

CZY TO MASZ? – Wypad na Kajak/SUP

Patrząc na listę CHECK LIST wiele osób na sto procent zastanawia się po co komu informacja co zabrać na kajak… przecież tam wsiadasz i płyniesz… tyle. I tak i nie do końca.

Dla tych wszystkich, którzy zaczynają swoją przygodę z deską lub kajakiem i nie chcą żeby ich okręt poszedł na dno z powodu ilości rzeczy z listy „na wszelki wypadek: przedstawiamy pełną listę co warto zabrać.

(Pełną listę w PDF do ściągnięcia znajdziesz na samym dole)


Zakładamy, że kajak, wiosło i kapok wynajmujemy i o całą logistykę z późniejszym transportem do miejsca z którego wypłynęliśmy martwi się wynajmujący. My jedynie mamy płynąć, dobrze się bawić i korzystać z wodnej przygody.

Trzeba mieć!

  1. Folia strunowa/wodoszczelny pokrowiec na telefon i dokumenty. – niezbędna przy każdej aktywności związanej z wodą. Wszyscy wiemy, że duża część elektroniki skrajnie nie lubi wody. Dobrze by było żeby woreczki miały jakieś jaskrawe elementy – jeśli wpadną na płytszej wodzie będzie szansa je wyłowić.
  2. Worek wodoszczelny/ słoik wodoszczelny – na kilkugodzinny spływ worek o pojemności 20 litrów powinien w zupełności wystarczyć.
  3. Ręcznik – może być jeden, ale ja polecam dwa. Przy otwartym kajaku (gdzie nogi są narażone na ekspozycje słońca) łatwo się przerobić i spiec skórę. W zimniejszy dzień można okryć nogi od chłodu i wody.
  4. Strój na przebranie – Często się o tym zapomina, a zdarza się, że się przydaje. Po pierwsze jak zaliczymy wywrotkę to warto by było się przebrać w suche ubranie, po drugie czekając na transport również możemy zmarznąć.
  5. Buty do wody – często spływy wymagają od nas niesamowitej koordynacji, ale i z naszymi zdolnościami możemy mieć problem jeśli ugrzęźniemy na mieliźnie. Nadepniecie na przysypany patyk istry kamień czy szkło w najlepszym wypadku może skończyć się bólem, a w najgorszym wizytą w szpitalu.
  6. Woda – choć infrastruktura się rozwija i często przy wodzie mamy dostęp do małych sklepików to warto mieć wodę ze sobą podczas takiej podróży.
  7. Jedzenie – płynięcie to wysiłek i przy dłuższej podróży trzeba uzupełniać kalorie.
  8. Nakrycie głowy/ okulary przeciwsłoneczne – to jest zabezpieczenie przed udarem, spaleniem karku, bólem głowy itp.
  9. Środek na insekty z naszej apteczki ( a Check listę wypadowej apteczki znajdziesz >tutaj<)
  10. Krem do opalania z naszej apteczki
  11. Woreczek na śmieci!!!

Warto mieć : )

  1. Lornetkę
  2. Wodoodporny aparat
  3. Sznurek do okularów – nie może być nic gorszego niż strata okularów w bezkresnej głębinie

Czy to masz ? Wypad nad jezioro

Letnie słońce, parę wolnych chwil i paczka znajomych albo małe rodzinne grono to idealny przepis by wybrać się nad jezioro. Nie tylko niespodziewana zmiana pogody może popsuć nam idelany czas. Najgorzej gdy pełni werwy wyciągając rzeczy z bagażnika uświadomimy sobie, że nie ma na przykład koca…. Właśnie dlatego stworzyliśmy checklist nad jezioro.

Pakujemy!

APEL!

Zanim zaczniemy pakować wszystko w koszyk, plecak, torbę czy cokolwiek innego to mały, choć istotny apel. Nigdy, ale to nigdy nie wchodźcie do wody po spożyciu alkoholu, nie skaczcie do wody gdy dno nie jest Wam znane i nie słuchajcie muzyki na ful – ja wiem pokusa jest wielka, ale nie każdy lubi jak puszczacie 4 pory roku Vivaldiego na pełen regulator. Serio!

                              Trzeba mieć!

  1. Ręcznik kąpielowy – najlepiej byłoby gdyby był duży. Gdy wyjdziemy z wody szybciej się osuszymy i okryjemy gdy wieje wietrzyk. Dodatkowo jest to świetna opcja żeby w miarę komfortowo się przebrać o ile nad jeziorem nie ma przebieralni.
  2. Koc plażowy – niezbędny ekwipunek każdego wypadu, idealny do opalania, czytania książek i odpoczynku po zaciętym meczu w badmintona ze szwagrem.
  3. Klapki, buty do chodzenia w wodzie – lepiej by było nie nadepnąć na szyszkę albo patyk kursując od kocyka do budki z lodami, a co ważniejsze nie wdepnąć w szkłoz pękniętej butelki, które ktoś nieumyślnie zostawił na plaży lub w wodzie.
  4. Strój kąpielowy – tutaj pozostawiamy modę i gust w waszych rękach, ale strój jest obowiązkowy. : )
  5. Czapka z daszkiem/kapelusz – noszenie go to niemal obowiązek połączony z piciem dużej ilości wody w gorący dzień.
  6. Woda – kąpiele, słońce, aktywność fizyczna szczególnie wyciągają wodę. W normalny dzień dobrze jest pić ok. 8-10 szklanek wody dziennie. Przy aktywności odpowiednio więcej.
  7. Przekąski – Jeśli nie zabraliśmy lodówki to ważne, żeby produkty były suche. Czekolada która rozpływa się w papierku nie jest dobrą opcją.
  8. Okulary przeciwsłoneczne
  9. Krem z filtrem – częsty temat „pierwszego wypadu w sezonie”. Wiele osób uważa, że ich nie spali słońce, bo go nie widać zza chmur. I cyk wieczór spędzamy wysmarowani kremem od poparzeń.
  10. WORKI NA ŚMIECI!!! No i na mokre ubrania  : )
  11. Papier toaletowy/Ręcznik/ Chusteczki nawilżane – Warto mieć by po jedzeniu arbuza nie ubrudzić świeżo rozpoczętej książki pożyczonej z biblioteki.
  12. Apteczka – skład apteczki wyjazdowej znajdziesz >tutaj<


    Warto mieć

  13. Leżak – jeśli mamy problemy z plecami lub po prostu chcemy poczuć się jak ratownik ze słonecznego patrolu to warto zabrać ze sobą ten luksus.
  14. Lodówka – świetny sprzęt żeby utrzymać napoje i jedzenie w odpowiedniej temperaturze.
  15. Książka, krzyżówki
  16. Okularki do pływania
  17. Zabawki dla dzieci – łopatka, grabki, babeczki, wiaderko, rękawki do pływania i oczywiście pompowany krokodyl. Bez krokodyla możemy sobie odpuścić jakikolwiek wyjazd.
  18. Piłka do siatkówki – coraz więcej jezior ma potężne zaplecze sportowe na którym można rozegrać turniej ze znajomymi.
  19. Parasol/ namiot plażowy – jest to naprawdę świetna opcja jeśli jesteśmy na nieosłoniętej przestrzeni.

Pompeje – miasto, które zatrzymał wulkan, a historia ożywiła na nowo!

Wystarczy jeden krok za bramę Porta Marina, by przenieść się do świata sprzed blisko dwóch tysięcy lat. Ulice z koleinami po rydwanach, zdobione domy patrycjuszy, graffiti na murach i tętniące życiem forum – Pompeje nie są zwykłym stanowiskiem archeologicznym. To miasto zamrożone w czasie przez potęgę Wezuwiusza, które do dziś fascynuje, inspiruje i… uczy.

Krótka historia Pompejów

Pompeje założone zostały najprawdopodobniej przez Osków w VII w. p.n.e., później rozwijały się pod panowaniem Rzymian, osiągając szczyt swojej świetności w I wieku n.e. Były ważnym ośrodkiem handlu, kultury i życia społecznego. 24 sierpnia 79 roku n.e. nagła erupcja Wezuwiusza przysypała miasto warstwą popiołu i pumeksu, grzebiąc ponad 10 tysięcy ludzi i zachowując miasto niemal nienaruszone. Paradoksalnie – to katastrofa ocaliła Pompeje dla potomnych.

O czym pamiętać?

Pompeje to ogromny teren na otwartym słońcu, często bez cienia. Dlatego:

  • Woda – weź własną butelkę, ale możesz uzupełniać ją w dostępnych źródłach na terenie ruin.
  • Nakrycie głowy – kapelusz lub czapka są absolutnie niezbędne.
  • Krem z filtrem UV – słońce w Kampanii potrafi być bezlitosne nawet wiosną czy jesienią.
  • Wygodne buty – nawierzchnia jest nierówna, a do przejścia wiele kilometrów.
  • ArteCARD – jest to karta zniżkowa, która daje możliwość zaoszczędzenia sporej sumy pieniędzy podczas zwiedzania muzeów i galerii w Neapolu oraz całej Kampanii (często pozwala na wejścia bez konieczności stania w kolejkach). Dostępna jest w wielu kioskach i informacji turystycznej.

Dodatkowo warto pamiętać o tym że zwiedzanie to minimum 3 godziny, ale najlepiej przeznaczyć na nie od 4 do 6 godzin.

(poniżej znajdziesz informacje jak się dostać na miejsce)

Rzymskie rozwiązania, które przetrwały wieki

Zwiedzając Pompeje, trudno nie odczuć zdumienia nad zaawansowaniem cywilizacji rzymskiej. To, co wydaje się nowoczesne, często ma swoje korzenie właśnie tutaj.
Ulice z przejściami dla pieszych, system kanalizacji i wodociągów skutecznie zbierający deszczówkę z ulic, ogrzewane łaźnie przypominające dzisiejsze systemy centralnego ogrzewania i reklamy na ścianach doskonale widoczne do dziś to tylko część tego co znajdziemy spacerując po mieście z przed 2000!! lat. Warto na moment zatrzymać się w zadumie jak bardzo świat był rozwinięty już dwadzieścia wieków temu.

Będąc w Pompejach warto wcześniej wybrać się do Herkulanum i na Wezuwiusz.
W tej kolejności Pompeje zrobią na nas jeszcze większe wrażenie.
Tutaj masz link do Herkulanum i Wezuwiusza.

Pompeje pokazują, że Rzymianie budowali z wizją wieczności – ich miasto, mimo że zniszczone, nadal żyje. Ich architektura, planowanie przestrzenne i inżynieria nadal inspirują współczesnych urbanistów, artystów i inżynierów. Nawet tragedia, która spopieliła Pompeje, stała się pomostem między przeszłością a teraźniejszością, pozwalając nam dosłownie zajrzeć przez uchylone drzwi historii.

Jak dojechać do Pompejów z Neapolu?

To bardzo proste:

Bilety można zakupić w aplikacji OMIO lub bezpośrednio na stacji.

  1. Wsiądź w pociąg na stacji Napoli Garibaldi.
  2. Wysiądź na stacji Pompei Scavi – Villa dei Misteri (około 35 minut podróży).
  3. Wejście do ruin znajduje się tuż obok stacji – trudno się zgubić. : )

Alternatywnie, jeśli podróżujesz samochodem, Pompeje znajdują się około 25 km od Neapolu i mają dobrze oznaczone parkingi w pobliżu wejść.

Podsumowanie

Pompeje to coś więcej niż ruiny – to żywe muzeum, dowód na geniusz ludzkiego umysłu i przypomnienie o sile natury. Tu historia ma zapach popiołu, kształt kolumny i echo dawnych kroków. Jeśli jesteś w Neapolu – nie zastanawiaj się. Przez chwilę możesz poczuć się jak obywatel Imperium Rzymskiego, spacerujący po swoim ukochanym mieście. Dla nas było to niesamowite przeżycie, które z pewnością będziemy chcieli powtórzyć przy kolejnej możliwości.

Może się wtedy tam zobaczymy : )

Do zobaczenia,
Kasia i staś.

Procida  – tu powietrze ma włoski smak.

Jeśli chcesz zobaczyć prawdziwie spokojne życie Włoskiej Kampanii, Procida będzie idealnym miejscem.
Jeśli chcesz się zaszyć przed zgiełkiem Capri albo Neapolu to zakochasz się w tej cudownej wysepce.
To miejsce gdzie czas się zatrzymał między rybacką przystanią, a zapachem świeżych cytryn.

W drogę!

Logistyka

Choć jest to wyspa na Morzu Tyrreńskim  to dotarcie do niej jest stosunkowo proste. Codziennie z portu w Neapolu wypływa od kilku do kilkunastu promów. Podróż w jedną stronę trwająca blisko godzinę to koszt około 20-25 Euro za osobę (choć zdarzają się super tanie oferty, na które warto polować). Wyspa jest idealnym miejscem na spędzenie całego dnia, ale my następnym razem będziemy chcieli tu spędzić na pewno kilka dni.

Procida nie oferuje miliona atrakcji, dzięki czemu zwiedzimy ją w parę godzin. Warto jednak pamiętać, że głównie przyjeżdża się tu po widoki, jedzenie i zaszycie się w kulturze.
Płynąc na Procidę pamiętaj o dobrych butach bo jest to wyspa, która ma spore przewyższenia.

Co zwiedzać?

Jako, że Procida jest mała to szlaki zwiedzania często będą się przecinały, mogą być mieszane i dowolnie modyfikowane… my zwiedzanie zaczęliśmy od …

Marina Grande

Trudno zacząć od czegoś innego, bo jest to główna przystań i pierwsze miejsce, które zobaczysz po przybyciu na Procidę. Tętniące życiem, pełne sklepików, kawiarni i kolorowych fasad. Idealne na poranny spacer z kawą i spróbowanie lokalnych specjałów. Tak uzbrojeni w przekąski w rękach możemy usiąść i rozpocząć obserwację spokojnego, codziennego życia mieszkańców.

 Marina di Corricella

Najbardziej fotogeniczne miejsce na wyspie. To piękny kolorowy port rybacki, który wygląda jak pocztówka z bajki. Domy w pastelowych kolorach pną się po skałach, łódki kołyszą się w rytmie fal, a restauracje serwują świeżo złowione owoce morza. Typowo włoski gwar miesza się tu z falami rozbijającymi się o brzeg portu. Jest to idealne miejsce na spacer o zachodzie słońca i kieliszek lokalnego wina. (Siesta – trzeba o niej pamiętać chcąc zjeść posiłek, bo wyspiarze tę przerwę w ciągu dnia cenią sobie bardzo.)

 Terra Murata

 To najstarsza część wyspy, położona na wzgórzu ze stromym zboczem, oferuje niesamowite widoki na Zatokę Neapolitańską i mały malowniczy port. To tu znajdziesz klasztor San Michele i imponujący Palazzo d’Avalos – dawne więzienie i pałac w jednym. Klimatyczne uliczki, cisza i historia unosząca się w powietrzu – to miejsce, które każdego fotografa przyprawi o zawrót głowy.

Abbazia di San Michele Arcangelo

Ten barokowy kościół to duchowe serce wyspy. Znajduje się na szczycie Terra Murata i kryje bogato zdobione wnętrza oraz ciekawe katakumby. Według legendy archanioł Michał miał ochronić wyspę przed atakiem piratów – dziś chroni przed zapomnieniem piękno tej świątyni.

Plaża Chiaia

Jedna z najpiękniejszych plaż na Procidzie, dostępna po zejściu stromymi schodami. Niewielka, ale malownicza, z widokiem na kolorową Corricellę i czarnym, wulkanicznym piaskiem. Często mniej zatłoczona niż inne plaże – idealna na spokojny dzień nad morzem.


Nas urzekła jeszcze bardziej spokojna plaża Cala del PozzoVecchio położona po drugiej stronie wyspy. Spacerując leniwie po wyspie w stronę tej właśnie plaży można zobaczyć typowy dla włoskiego stylu cmentarz.

Ponte di Vivara

Na pytanie czy na wyspie znajduje się jakiś most odpowiadamy zgodnie – tak. I jest to malowniczy mostek położony całkowicie po drugiej stronie wyspy, prowadzący na wyspę Vivara, która jest rezerwarem. Szczególnie piękny widok jest tutaj o zachodzie słońca, ale trzeba pamiętać, żeby nie spóźnić się na prom, a z tego miejsca jest do niego kawałek.

Procida to miejsce, gdzie mniej znaczy więcej.

Nie znajdziesz tu wielkich atrakcji turystycznych ani luksusowych kurortów. Ale znajdziesz coś cenniejszego – prawdziwe włoskie życie, urok małej wyspy i przestrzeń, by naprawdę odpocząć. My byliśmy tu w czasie gdy wyspa intensywnie przygotowywała się do objęcia miana Włoskiej Stolicy Kultury(2022) i dziś czytając znów ten artykuł z przed paru lat, wiemy, że czas najwyższy wybrać się tam znów.

Do zobaczenia,
Kasia i staś

Lublin gdy za oknem pada? – Oczywiście!

„W czasie deszczu dzieci się nudzą…” tekst polskiej piosenki z lat 60 ubiegłego wieku zna chyba każdy. Wiemy doskonale jak słaba pogoda może popsuć plany naprawdę dobrze zapowiadającego się weekendu. Ale czy jesteśmy skazani na siedzenie w domu i smutne patrzenie w ścianę marudząc na nudę?

Niekoniecznie!!!

Oto kilka przykładów na to co robić w mieście gdy pogoda nas nie rozpieszcza.

  • Aqua Lublin – jeśli nie lubimy deszczu, ale woda w zupełności nam nie przeszkadza to idealnym miejscem będzie spędzenie czasu na basenie. Basen ten to nie tylko pływanie. W ofercie znajduje się również jacuzzi, rwąca rzeka, zjeżdżalnie, wodny plac zabaw oraz baseny zewnętrzne. Dla tych, którzy chcą odpocząć mniej aktywnie w ofercie znajduje się Saunarium.
    Adres:
    Al. Zygmuntowskie 4
    20-101 Lublin
    https://mosir.lublin.pl/obiekty/aqua-lublin/

  • Cartmax – to idealne miejsce na mapie Lublina jeśli lubisz ścigać się, rywalizowac i wygrywać. Kryty tor gokartowy zapewni wszystkie te przyjemności w jednym miejscu. Do wyboru mamy pojazdy o różnej mocy. Dodatkowym atutem w ofercie są tandemy, które pozwolą dzielić się wrażeniami z drugą połówką : ) dla dzieci natomiast w ofercie są pojazdy elektryczne.
    Adres:
    GALERIA OLIMP (POZIOM 0 [parking])
    Al. Spółdzielczości Pracy 32
    20-147 Lublin
    https://cartmax.pl/

  • Laser City – jeśli z paczką znajomych nie wiesz co zrobić w paskudny dzień, a chcesz przetestować swoją sprawność, umiejętność pracy zespołowej i logicznego myślenia to jest to strzał w dziesiątkę. I to dosłownie. W ofercie jest miedzy innymi paintball laserowy, laserowa strzelnica, laserowy labirynt oraz wiele innych. Jest to miejsce stworzone idealnie dla małych i dużych graczy.
    Adres:
    LASER CITY
    Bursaki 6D
    20-150 Lublin
    https://lublin.lasercity.pl/

  • Let me Out – jeśli rozwiązywanie zagadek i praca pod presją czasu w dobrym towarzystwie to Twoje atuty, to z pewnością odnajdziesz się w jednym z 5 Lubelskich pokoi z których będziesz miał jedynie 60 minut, żeby się wydostać. Na Twojej drodze stanie wiele zagadek do rozwiązania. To one powoli doprowadzą Cię do głównego rozwiązania i odnalezienia wyjścia. Będzie to idealnie spędzony czas z paczką znajomych gdy pogoda nie koniecznie będzie idealna.
    Adres:
    Let Me Out – Escape room Lublin
    ul. Złota 6 (1. Piętro)
    20-112 Lublin
    https://lublin.letmeout.pl/

Strefa wysokich lotów – ten park trampolin jest idealnym miejscem, które sprawdzi Twoją kondycje i da wyrzut endorfin na długie godziny po wyjściu. Ten skaczący park rozrywki sprosta wymaganiom każdego, kto chce aktywnie spędzić czas. Baseny z gąbkami, ścianka wspinaczkowa, kosz do wsadów i równoważnia do walki na gabkowe belki to tylko niektóre atrakcje tego miejsca. Wchodząc na trampoliny należy mieć skarpetki antypoślizgowe, które można zakupić na miejscu.
Adres:
Strefa Wysokich Lotów
ul. Cisowa 11
20-703 Lublin
https://strefawysokichlotow.pl/lublin/

Warsztaty Ceramiki – jeśli chcesz stworzyć swój własny, wymarzony kubek możesz to zrobić na warsztatach ceramiki Bolesławiec. Jest to idealne miejsce dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności artystyczne i przy okazji mieć świetną pamiątkę, którą będzie można się pochwalić znajomym lub podarować najbliższej osobie. Jeśli nie masz talentu do malowania to niczym się nie przejmuj. Możesz skorzystać z gotowych stempelków tworząc własne dzieło.
Adres:
Manufaktura Bolesławiec
Al. Spółdzielczości Pracy 26
20-147 Lublin
https://art.boleslawiec.pl/

  • Centrum wspinaczkowe Kotłownia – Twoim największym dziecięcym marzeniem było wspiąć się jak Tarzan na najwyższe drzewo? Tutaj będziesz się czuł jak ryba w wodzie! To świetna zabawa na aktywny wypoczynek dla każdego. Wspinaczkowe przeszkody dostosowane do możliwości każdemu pozwolą przekroczyć swoje własne granice. Dzięki dobremu sprzętowi i wykwalifikowanej kadrze na torach poczujesz się naprawdę bezpiecznie.
    Adres:
    Kotłownia
    ul. Cisowa 11
    20-703 Lublin
    https://cwkotlownia.pl/
  • Masters Bowling & Bilard – bilard i kręgle to również ciekawa propozycja na mapie Lublina. Sieć ma aż 3 lokalizacje wiec łatwo będzie znaleźć dogodne miejsce dla siebie. Oprócz wyżej wymienionych atrakcji można również pograć na automatach oraz spróbować swoich sił w rzutkach. Na miejscu można zjeść i zorganizować małe przyjęcie po wcześniejszej rezerwacji miejsca więc jest to świetna opcja na spędzenie tam czasu. Wiele możliwości daje szanse znaleźć każdemu czegoś dla siebie.
    Adres:
    Masters Bowling & Bilard
    https://klubmasters.pl/ (po wyborze odpowiedniego klubu na dole można znaleźć adres)


Seanse filmowe można również zobaczyć między innymi w Centrum Kultury, Centrum Spotkania Kultu,r ale tutaj warto wejść bezpośrednio na stronę danego  miejsca, ponieważ oferta tych miejsc jest dużo większa… o czym poniżej.

  • GALERIE, SPEKTAKLE, KONCERTY – a może masz ochotę posłuchać dobrej muzyki, jesteś czuły na malarstwo, grafikę albo inny rodzaj sztuki? Świetnie się składa.  Lublin ma w ofercie mnóstwo świetnych miejsc.
    Oto lista kilku z nich.
    Adresy:

Centrum Spotkania Kultur
plac Teatralny 1
20-029 Lublin
https://csklublin.pl/


Centrum Kultury
ul. Peowiaków 12
20-007 Lublin
https://ck.lublin.pl/


Chatka Żaka

Radziszewskiego 16
20-031 Lublin
https://www.umcs.pl/pl/chatka.htm


Opera Lubelska
ul. Marii Curie-Skłodowskiej 5
20-029 Lublin
https://operalubelska.pl

Świat luksusowej motoryzacji na wyciągniecie ręki – Maranello i Modena

Każdy zna Ferrari. Znaczek czarnego konia na żółtym tle z flagą Włoch u górze. A muzeum? Muzeum jest wisienką na torcie podczas podróży po Północnych Włoszech dla niejednego miłośnika motoryzacji.  Ale czy tylko miłośnicy motoryzacji znajdą coś dla siebie?

Dojeżdżając do Maranello nie sposób pomylić się z czego słynie miasto. Już z daleka wiadomo, że małe niepozorne miasteczko swoją sławę zyskało właśnie dzięki muzeum i fabryce luksusowych, sportowych samochodów – Ferrari. Ulice są przepełnione emblematami i symbolami związanymi z marką. Im byliśmy bliżej celu tym większe tłumy i więcej „znaków”, że podążaliśmy w odpowiednim kierunku. Faktem jest, że problem z zaparkowaniem jest spory i dobrze jest uzbroić się w cierpliwość podczas szukania miejsca. Jest kilka parkingów płatnych, które nie mają limitów czasu, ale i są parkingi bezpłatne, które umożliwiają postój do 30,60,90 minut. Darmowe parkingi o najdłuższym możliwym czasie postoju są oczywiście położone najdalej od muzeum. Nam udało się wcisnąć samochodem na parking tuż pod muzeum(płatny), lecz było to okupione 20 minutowym jeżdżeniem i polowaniem na dogodny parking.

Będąc poza sezonem(my byliśmy we wrześniu) nie trzeba kupować biletów przez Internet – upoważniają one do szybszego wejścia poza kolejką. Zwykła kolejka w danym okresie, o ile nie przyjedzie autokar turystów, to czas około 10 minut żeby wejść do budynku. Przed wejściem znajduje się zadaszenie dla oczekujących co jest miłym akcentem gdy chodzi o włoskie Słońce. Sama logistyka muzeum jest bardzo dobrze zorganizowana. Kilka kas, do których kieruje pracownik pilnujący oczekujących. Po zakupieniu biletów (bilet podwójny na oba muzea to 38 euro za osobę) można śmiało ruszać w wir luksusu.

Muzeum składa się z kilku pięter z luźno ustawionymi samochodami. Mimo czytania poszczególnych opisów nie doszukaliśmy się zasadności pomieszania samochodów ze względu na lata produkcji. Nie przeszkadzało to jednak nadmiernie w zwiedzaniu, a może i dodało ciekawego kontrastu poszczególnym generacjom. Oprócz samochodów w przeszklonych gablotach obok znajdowały się silniki danych modeli. Dodatkowo można było zobaczyć  podzespoły takie jak między innymi  tarcze hamulcowe, zaciski, kierownice i tapicerki.  Przechadzając się po muzeum można siąść w symulatorze i wjechać na wirtualny tor.(Koszt takiej zabawy za 7 minut to około 35 euro). Całość wieńczy przestronna galeria aut tej marki, które wygrały wyścigi F1 w konkretnych latach. Obracając się mogliśmy podziwiać medale i puchary z tych właśnie wydarzeń.

Całe muzeum w Maranello ze zdjęciami i czytaniem opisów można śmiało przejść w 60 – 90 minut. Korzystając z dodatkowych atrakcji jak symulator czy zakupy w sklepie oczywiście czas ten będzie odpowiednio dłuższy : )

Przejazd z Maranello do muzeum Enzo Ferrari w Modenie zajęło nam około 25 minut. Na miejscu czekał na nas spory parking z którego udaliśmy się do głównego budynku (jest ich dwa).

Wejście na główną wystawę  jest otwierane co 30 minut. Spowodowane to jest projekcją filmu historycznego o Enzo Ferrari. Zanim jednak wyświetlony zostanie film swobodnie można chodzić i podziwiać na ogromnej sali kilkanaście egzemplarzy aut. Na ścianach hali znajdują się kierownice, a w regałach poniżej można zobaczyć materiały z jakich jest wykonana tapicerka w danych modelach. My do budynku głównego weszliśmy w trakcie trwania seansu i Pani uprzejmie poinformowała nas, że w czasie oczekiwania możemy usiąść przy stolikach lub pójść zwiedzić wystawę w drugim budynku, który był kiedyś pierwszym zakładem produkcyjnym. My wybraliśmy oczekiwanie i  już po 10 minutach szusowaliśmy miedzy autami przyglądając się idealnie skrojonej linii sportowych samochodów. Po filmie, który pogłębił wiedzę przeczytaną na planszach poszliśmy do drugiego budynku, w którym spędziliśmy kilkanaście minut. Całe muzeum zajęło nam około godzinę.

Warto zajrzeć do obu muzeów, lecz jeśli napięty grafik pozwala zwiedzić tylko jedno, to naszym zdaniem lepiej wybrać to w Maranello. Jest zdecydowanie więcej do zobaczenia, ponadto dzieci mogą się wyszaleć przy nieco większej ilości atrakcji.

I z tym motoryzacyjnym akcentem ruszamy w dalszą drogę.

Do zobaczenia,

Kasia i staś.

Montereggioni – toskańska twierdza, która zatrzymała czas.

To że świat jest skory do waśni wiemy nie od dzisiaj. Walka o wpływy, o prestiż i splendor nie jest wcale wymysłem polityki obecnych rządów. Takie naparzanie się na patyki, kamienie i klocki było powszechne od zawsze. Pozwól, że zabierzemy Cię do Montereggioni, miejsca które było efektem takich przepychanek.

Montereggioni to świetnie zachowana twierdza z murami obronnymi w niemal nienaruszonym stanie. Została wybudowana na zlecenie włodarzy Sieny do obrony miasta przed Floreńczykami z którymi Sienińczycy ciągle się tłukli. O wpływy, o to kto będzie stolicą, o to kto jest fajniejszy i ma lepszą katadrę.
Ciekawostką jest to, że Monteriggioni to pierwsza twierdza zbudowana przez Siene. Nie jest wcale ich pierwszą twierdzą, ale pierwszą od podstaw wybudowaną. Wcześniej kupowali oni gotowe twierdze.


Na odwiedzenie miasteczka potrzeba niewiele czasu i jest to świetny przystanek miedzy Sieną, a chociażby San Gimignano. Mamy do dyspozycji kilka parkingów. Najdalszy (przy głównej drodze) jest darmowy, parkingi które są w pobliżu twierdzy są w większości płatne. (jest jeden fragmencik na kilkanaście samochodów całkowicie bezpłatny, ale nawet poza sezonem ciężko dorwać jakieś miejsce.

(Zaznaczony na czerwono punkt to parking, który jest całkowicie za darmo – do 3 godzin)

Żeby uzmysłowić sobie sens budowania twierdzy w tym miejscu warto wejść na mury obronne. (koszt wejścia na dwie trasy to 5 euro). Przy dobrej widoczności można było dojrzeć wroga z kilkudziesięciu kilometrów. To strategiczne miejsce prowadziło do wielu oblężeń twierdzy ponieważ Zarówno Florencja jak i Siena chciała mieć tak dogodny punkt obserwacyjno obronny.

Będąc w twierdzy warto zajrzeć do małego, surowego kościółka w stylu romańskim. Ponadto warto spojrzeć na małe uliczki tego świetnie zachowanego miasta – twierdzy.

Polecamy Wam wstąpić tu by lepiej zrozumieć „politykę” Sieny i Florencji przed wiekami.

Kasia i staś.

San Gimignano, czyli.. toskański Manhattan

Podróżując po północnej Toskanii nie sposób nie trafić na miasto nazywane  „Manhattanem średniowiecza”.  W miejscu gdzie w cieniu wież mogliśmy odpocząć od wrześniowego słońca. Wspiąć się na mury oglądając panoramę miasta i jedząc pyszną pizzę w pięknej małej knajpce na uboczu. Pozwólcie, że zabierzemy Was do miasta wież – San Gimignano.

Co tu dużo mówić… miasto jest piękne. Już w 1990 roku historyczne centrum zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jego piękno można upatrywać w tym, że nieopodal miasta prowadził szlak handlowy, który przyczynił się do rozwoju miasta. Ponadto w okolicy uprawiano krokus z którego uzyskiwano szafran, który był wysyłany głównie do Pizy, która była potęgą w basenie Morza Śródziemnego. I tak to do XIV wieku miasto było potęgą z sakiewkami przy paskach wypchanymi po brzegi.


W związku z tym, trzeba było się pokazać sąsiadom z wioski, że w życiu wyszło i co zamożniejsi budowali charakterystyczne dla miasta czworokątne wieże przy swoich domach. Z jednej strony pełniły one funkcje obronną, z drugiej zaś były to istne zawody dobrobytu. Im wyższa i okazalsza wieża, tym zamożniejsza była rodzina, która ją wybudowała. A sąsiad kisł z zazdrości obgryzając palce.

W mieście do XV wieku stało aż 72 potężne wieże, które świadczyły o prestiżu właścicieli. Problem w tym, że ekipy budowlane w składzie „ja ze szwagrem” słabo obliczyły podłoże i okazało się, że przez słaby grunt, na którym budowano tę potęgę pieniądza ostało się do naszych czasów jedynie 14.
W połowie XIV wieku, bo dokładnie w 1348 roku przyszła do miasta czarna śmierć, która skutecznie przerzedziła mieszkańców (zabrała 25% ludności Europy) poskutkowała upadkiem świetności miasta i podporządkowaniem się Florencji.

Dziś jednak to miasto za sprawą rozwoju turystki znów olśniewa. Jest to częsty cel turystycznych wypadów na trasie z Florencji do Sieny. Uważamy, że koniecznym jest zajrzenie w boczne uliczki i myślami przeniesienie się do czasów gdzie ulice płynęły pieniądzem. Potem tak jak my udajcie się na peryferia, by w ciszy od ulicznego zgiełku zjeść pyszną pizzę w lokalnej restauracji.

Takiego czasu w mieście,

Kasia i staś.