Jaskinie Frasassi – podziemny cud Włoch

O tym, że region Marche jest niesłusznie często pomijany przez turystów pisaliśmy już parę razy. Dowodów na jego piękno jest wiele, a jednym z nich są Jaskinie Frasassi – punkt obowiązkowy na mapie turystycznej Włoch.

Mimo że prace specjalistów na tym terenie odbywają się od końca lat 40 ubiegłego wieku, to kompleks, który mieliśmy przyjemność zwiedzić został odkryty dopiero w 1971 roku. Po dogłębnym zbadaniu odkrycia, wybudowaniu specjalnych kładek oraz tunelu, którym można dostać się do jaskiń, podziemny cud natury został oddany w ręce przewodników, by mogli oni oprowadzać grupy, dzieląc się z nimi wiedzą.

Zanim zaczniemy się rozpływać nad pięknem jaskiń, chcemy zwrócić uwagę na parę istotnych szczegółów, które (mamy nadzieję) ułatwią zwiedzanie tego miejsca.

– Wpisując w mapy Jaskinie Frasassi mapa wyprowadzi nas na oddalony o 2-3 km od wejścia do jaskiń Parking. (I DOBRZE!) Parking ten jest darmowy, a przy nim znajdują się kasy biletowe gdzie można zakupić bilety. Można je również kupić na oficjalnej stronie (to z całą pewnością jest bardziej rekomendowane podczas wysokiego sezonu).

– Warto również zwrócić uwagę na język (angielski, włoski), w którym przewodnik będzie oprowadzał  o konkretnej godzinie.

 -Nieopodal kas znajduje się przystanek autobusowy, z którego autobus zabierze nas o wyznaczonej godzinie do wejścia do Jaskiń. (Podróż trwa ok. 10 min)

– W jaskiniach jest stała temperatura 14`C  oraz wilgotność sięgająca 98% dlatego warto mieć ze sobą dodatkowe okrycie.

– Do jaskiń wchodzi się przez specjalny tunel ze śluzami, które służą temu, by utrzymać stały mikroklimat w jaskiniach. (Jako że, wejście i wyjście obejmuje ten sam tunel to przewodnicy zwracają uwagę, by ten etap przejść w miarę sprawnie)

– Zwiedzanie trwa około godziny, a po zakończonym spektaklu autobus zawozi zwiedzających powrotem na parking.

Choć osobiście nie jestem wybitnym fanem, a tym bardziej znawcą stalagmitów, stalaktytów, stalagnatów, jak i innych nacieków ściennych to wchodząc przez wcześniej wspomniany tunel do pierwszej jaskini niemalże musiałem zbierać zęby z podłogi. Jaskinia o wysokości niemalże 200 metrów i długa na 180 metrów to był jedynie początek tego co mieliśmy zobaczyć. Nacieki mające wysokość ok 20 metrów, które „powiększają się” o 1 milimetr w ciągu roku pokazują jak mali jesteśmy w całym świecie. Niesamowite połączenia skalne, żłobienia skał i jeziorka podziemne poruszą wyobraźnię nawet najbardziej znudzonego turysty. Choć miałem nadzieję, że zrobimy naprawdę dobre zdjęcia tego co widzieliśmy, to już po parunastu krokach wspólnie ustaliliśmy, że aparat nigdy nie odda tego piękna i zrobimy jedynie parę ujęć, by móc przywoływać wspomnienia.

Godzina zwiedzania przemknęła bardzo szybko, co pozostawiło w nas lekki niedosyt. Pani przewodnik ze swoim w miarę czystym angielskim opowiadała bardzo zwięźle, ale ciekawie. Zatrzymując się by podziwiać wytwory natury jest z całą pewnością wystarczająco dużo czasu by uwiecznić „elementy tego magicznego krajobrazu” na zdjęciu.

Zatem będąc w pobliżu nie wahajcie się choćby chwili, by odkryć to miejsce.

Kasia i staś.

Furlo – cudowny wąwóz stworzony przez czas.

Podróżując po niedocenianym z lekka regionie Marche nie sposób nie odwiedzić miejsca, tak bardzo zapierającego dech w piersiach, jakim jest Wąwóz Furlo. Choć trasa widokowa to niecałe 4 kilometry w jedną stronę to pozostaje w pamięci na bardzo długo. Jednym słowem WARTO!

Wąwóz powstał dzięki nieustannej pracy rzeki Candigliano, która przez miliony lat żłobiła w wapiennych skałach głęboką dolinę. Będąc niemalże na środku wąwozu, u brzegu rzeki warto zatrzymać się na moment, by oczami zawędrować na sam czubek wąwozu po niemalże pionowych ścianach. Widok rwącej rzeki i tych wapiennych skał zapiera dech w piersiach.

Na trasie przejazdu jest zatoczka dla aut (zmieszczą się 3 max 4 auta). Trzeba mieć ogromne szczęście, by można się było tam zatrzymać. Nam udało się jedynie dlatego, że było poza sezonem i gdy nadjeżdżaliśmy to akurat jeden samochód odjeżdżał. Widok z samochodu jest słaby i dlatego postanowiliśmy znaleźć parking, który znajduje się jakiś kilometr od trasy widokowej (naprzeciwko Albergo Ristorante Birra al Pozzo znajduje się sporo miejsca, gdzie można się zatrzymać za darmo). W dalszą drogę udaliśmy się naszymi rowerami.  Świetną opcją jest też spacer. Trasa ma wyznaczony pas dla pieszych, który jest oddzielony od głównej drogi małymi odbojami widocznymi na zdjęciach.

Przemierzając ten szlak możemy z lekka poczuć się jak starożytni Rzymianie. To oni odkryli wąwóz i stał się on fragmentem strategicznego szlaku łączącego Rzym z Adriatykiem. O tym jak ważnym traktem był dla Cesarstwa, świadczy tunel znajdujący się na trasie wąwozu. Właściwie tuneli jest dwa. Ten obecnie udostępniony dla ruchu aut, pieszych i rowerowych (większy) również został wybudowany przez Rzymian. Na strategiczność trasy wskazuje jeszcze fakt zbudowania kilku tuneli ściekowych, dzięki którym woda ściekająca z gór nie zalewała drogi, a wpadała bezpośrednio do rzeki.

Warto pamiętać, by na piesze bądź rowerowe zwiedzanie zabrać ze sobą wygodne buty, czapkę na głowę i wodę. Nie można też zapomnieć o aparacie, by uwiecznić te piękne miejsce. Na trasie nie ma toalet, ale przy tak małym dystansie to nie powinno być przeszkodą.

My wybraliśmy się tutaj w połowie września i uważamy, że to był strzał w dziesiątkę. Temperatury nie dawały się nam aż tak we znaki, a drzewa zaczynały przejawiać symptomy zbliżającej się nieuchronnie jesieni, mieniąc liście piękną paletą barw.

Z takim widokiem Was zostawiamy,

Kasia i staś.

Jak przygotować swój pierwszy wyjazd? Poradnik krok po kroku.

W każdej ekipie, większej czy mniejszej, znajdziemy organizatora całej wyprawy, który z pasją będzie biegał za biletami, opanuje na pamięć cały rozkład jazdy pociągów autobusów i samolotów na najbliższy miesiąc. Znajdzie też odpowiednie miejsce do spania, zwiedzania, jedzenia i nie strudzony pokaże nam co warto zobaczyć. Problem zaczyna się wtedy gdy nasz organizator nie może jechać na wspólny wyjazd i całe zadanie organizacji spada na nas. Tych, którzy byli wesołymi maskotkami każdej wyprawy. Niemający pojęcia, co gdzie i jak. I właśnie dla takich osób jest ten poradnik : )

Ruszajmy!

Wszystkie punkty opiszemy w jak najbardziej przystępnej formie starając się zawrzeć wszystkie informacje potrzebne do stworzenia wyjazdu.
Przeczytaj wszystko uważnie, bo informacje przenikają się i uzupełniają.

CEL PODRÓŻY

Zanim rozpoczniemy jakąkolwiek podróż warto wybrać cel naszej podróży. Z pozoru błahy temat, bo przecież „można się udać wszędzie” nie jest taki oczywisty. Wybierając miejsce musimy najpierw uwzględnić czy nastawiamy się na aktywny wypoczynek, zwiedzanie muzeów, jedzenie, krajobrazy, czy może nocne imprezy.  Oczywistym jest, że głównym celem może być miasto lub region i sama zmiana otoczenia będzie wystarczającym argumentem do wyjazdu. Warto zwrócić uwagę na środek transportu, którym chcemy się tam dostać. I czy daty, w których chcemy podróżować nie kolidują z naszymi planami.

MIEJSCE NOCLEGU/ TRANSPORT/CZAS

Po wybraniu celu naszej podróży (załóżmy, że to będzie Gdańsk) przechodzimy do kolejnych etapów, które powinny siebie przenikać.

MIEJSCE NOCLEGU

Jeśli nastawiamy się na podróżowanie po starym mieście i zwiedzanie okolicznych muzeów to warto wybrać opcję w bliskiej odległości od naszego celu podróży. Faktycznie w ścisłej okolicy ceny za nocleg mogą być nieco wyższe, ale za to dużo zaoszczędzimy w momencie gdybyśmy musieli jeździć autobusem, kolejką lub taksówką.(My zawsze staramy się wybrać opcję z kuchnią lub choćby aneksem kuchennym, ponieważ gotujemy sami.)

Jeżeli ceny odstraszają całkowicie i przeliczyliśmy, że dojazd będzie zdecydowanie bardziej racjonalną opcją dobrze jest wybrać miejsce jak najbliżej naszego celu i z dogodnym dojazdem.(kolejka, metro, ścieżki rowerowe)

Staramy się wybrać miejsca, w których możemy się zameldować jak najwcześniej i wymeldować jak najpóźniej. To pozwala nam na chodzenie bez bagażu przez dłuższy czas. ( tutaj dobrym rozwiązaniem jest zorientowanie się gdzie znajduje się najbliższa przechowalnia bagażu – często hotele mają taką opcję. Zwykle standardem jest przechowalnia przy stacjach kolejowych i autobusowych)

Jeżeli jako środek transportu wybraliśmy samochód warto w opcji noclegu dopłacić parę złotych za parking. Często wyjdzie to zdecydowanie taniej niż płacenie za strefę płatnego parkowania w mieście.

Najbardziej popularnymi serwisami są Airbnb, booking, couchsurfing, HotelsCombined.
Często można znaleźć naprawdę fajne promocje i nocować za grosze.

TRANSPORT

Samolot

Wybierając miejsca popularne turystycznie nie będziemy mieli większego problemu ze znalezieniem dogodnego środka transportu. Większe ośrodki posiadają lotniska z których coraz łatwiej się dostać do centrum autobusami lub kolejką specjalnie do tego przeznaczonymi. (tu warto pamiętać, że często bilety autobusowe z lotniska mają wyższą cenę jeśli chcemy je kupić bezpośrednio na lotnisku) Warto zatem, po wybraniu konkretnego lotu, zarezerwować również bilet na autobus do centrum z wyprzedzeniem. To z całą pewnością oszczędzi nam nerwów(rezerwacje wchodzą zazwyczaj bez kolejki) i kilka groszy.

(linia miejskiego autobusu zamiast dedykowanego miedzy lotniskiem a centrum)

Rezerwując bilety lotnicze trzeba pamiętać o odprawie. Jeśli nie odprawiamy się wcześniej tylko zostawiamy to na ostatnią chwilę (ostatnie 24 h – wtedy odprawa jest darmowa z losowym wyznaczeniem miejsc) należy to zrobić jak najszybciej by uniknąć OVERBOOKING. (Przykład nasz lot jest w niedzielę o 15:25  to możliwość odprawy zaczyna się o 15:25 w sobotę i w okolicach tego czasu należy zrobić odprawę. – nastawcie budzik)

Pociąg

Pociąg jest też świetną opcją do podróży, ale dla niedoświadczonych w tej formie transportu proponujemy wybór pociągu bezpośredniego lub z dłuższym czasem na przesiadkę. To z całą pewnością oszczędzi nerwów z szukaniem peronu i stresu w przypadku gdy nasz pociąg uciekł. (Jeżeli nasz pociąg odjechał nie z naszej winy np. tym którym jechaliśmy wcześniej się opóźnił, to należy pójść do kasy by zmienili godzinę na naszym bilecie na kolejną możliwą opcję.)

Własny środek transportu.

Tutaj przed podróżą warto sprawdzić czy wszystko w aucie jest sprawne, czy mamy podbity przegląd i aktualne ubezpieczenie. W przypadku wypożyczania samochodu z wypożyczalni warto wybrać opcję wyższego ubezpieczenia. (W ciasnych uliczkach miast łatwo o zarysowanie)

O tym co jest potrzebne w aucie gdy wybieramy się w podróż piszemy więcej tutaj.

CZAS

Wybierając miejsce warto też zwrócić uwagę na czas w którym chcemy podróżować. O ile karnawał w Wenecji jest świetną atrakcją do zobaczenia o tyle finał w piłkę nożną dwóch zwaśnionych drużyn w momencie gdzie nie jesteśmy fanami sportu już raczej nie. Często imprezom z wieloletnią tradycją towarzyszą tłumy ludzi i mimo, że tłum nam zupełnie nie przeszkadza to możemy nie zobaczyć jakiś atrakcji ponieważ najzwyczajniej nie ma już na nie biletów. Warto też zwrócić uwagę, że podczas niektórych ważnych spotkań w stolicach państw na szczeblu politycznym czy duchowym pewne atrakcje mogą być niedostępne ze względów bezpieczeństwa. Warto więc sprawdzić kalendarz imprez na stronie miasta i regionu.

Te kilka podstawowych rzeczy jest jedynie bazą, którą można rozszerzać bez końca. Biorąc pod uwagę jeszcze pogodę(deszcz, śnieg, upał) , porę roku,(problemy wynikające z zasp na drodze), dni tygodnia( w poniedziałki muzea są zamknięte).

Bardzo ważnym elementem podczas wyszukiwania transportu, noclegu jest przeglądanie witryn na swojej przeglądarce internetowej w trybie incognito. To pozwoli uniknąć ciasteczek, które będą windowały cenę w górę.

Powodzenia w planowaniu wyprawy!

My,

Kasia i staś.

Noc spadających gwiazd – niesamowity spektakl na niebie.

Jeśli uzbieraliście już pakiet życzeń do spełnienia na ten rok i tylko czekacie, aż będziecie mogli je wypowiedzieć to nadarza się ku temu niesamowita okazja. Wystarczy zabrać ze sobą koc, kilka kanapek, jakąś herbatę i udać się z dala od świateł i łuny miejskiego światła. Nadchodzi noc spadających gwiazd.

Czy to na pewno są gwiazdy?

Perseidy, bo o nich mowa, to jeden z najbardziej spektakularnych rojów meteorów, który można obserwować każdego roku. Są pozostałością po okresowej komecie (jej okres to 133 lata)  109P/ Swift-Tuttle (nazwiska jej pierwszych obserwatorów w roku 1862.)

Co ciekawe nie mają one żadnego związku z gwiazdami. Potoczna nazwa zakorzeniła się jednak na tyle mocno, że nie sposób się jej pozbyć ; ) Gwiazdy są to olbrzymie rozgrzane kule plazmy znajdujące się od nas o miliony lat świetlnych. Perseidy natomiast to pył i drobne cząsteczki powstałe w skutek sublimacji lodowego ogona komety przelatującej stosunkowo blisko Słońca.

Kiedy spektakl?

Rój meteorów przypada na okres między 17 lipca, a 24 sierpnia. Kulminacyjny moment przypada na noc z 12 na 13 sierpnia i to właśnie wtedy można zobaczyć nawet 100 meteorów na godzinę.

Gdzie oglądać?

Kluczowym w oglądaniu jest nocne bezchmurne niebo. Drugim równie ważnym elementem składowym podziwiania jest brak skupisk światła w okolicy. Dobrze jest jak odjedziemy od miasta wystarczająco daleko, by nie było widać również łuny miejskiej. Otwarta przestrzeń bez drzew będzie kolejnym atutem, dzięki temu będziemy mogli zobaczyć cały pokaz w większej skali..

Świetnym miejscem na oglądanie tego zjawiska są między innymi Lutowiska (Bieszczady), ale z pewnością w okolicy znajdziecie wiele pięknych ciemnych miejsc gdzie można usiąść i podziwiać.

Co trzeba zabrać?

Nie trzeba się zbroić w lornetki czy lunety ponieważ bez problemu będziemy mogli zobaczyć spektakl gołym okiem. Dobrze zabrać ze sobą koc albo leżak, kilka kanapek, jakąś herbatę gdyby w nocy było jednak chłodno i trochę cierpliwości ponieważ oczy muszą się przyzwyczaić do ciemności.

Powodzenia w łapaniu „gwiazd”, które spełnią Wasze marzenia!

My,
Kasia i staś.

Bergamo… jedno miasto, a dwa światy.

Bergamo jest idealnym miejscem, by być bazą wypadową lub by zapomnieć się odrobinę w wąskich uliczkach „Górnego Miasta”. To zależy od celu podróży, od tego jak chcemy by wyglądał nasz odpoczynek. Bezapelacyjnie jest to miasto wyjątkowe, pozostawiające masę wspomnień i dobrych wrażeń. Każdy znajdzie tu coś dla siebie i każdy będzie widział to miasto z innej, własnej perspektywy.

Zapraszamy na mały wypad, by pokazać Ci jak my to widzieliśmy.

Zanim jeszcze na dobre zaszyjemy się w uliczki, kawiarenki i urocze widoki, warto objaśnić topografię tego miejsca. Bergamo trzeba podzielić na dwie części. Są to Citta Bassa (Dolne Miasto) i Citta Alta (Górne Miasto). Są one między sobą świetnie skomunikowane. Do Górnego Miasta można dostać się autobusem, kolejką lub po prostu spacerem piękną, wybrukowaną, schodkową alejką.

Dolne Miasto (Citta Bassa) jest nowoczesne i jest idealnym miejscem, jeśli Bergamo traktujemy jako bazę wypadową do innych miast czy nad jeziora. Stacja autobusowa i kolejowa są rozlokowane koło siebie, a transport jest naprawdę na dobrym poziomie. W budynku przy stacji autobusowej znajduje się bezobsługowa przechowalnia bagażu ze skrytkami o dużej pojemności (w skrytkę średniej wielkości wchodzą 4 plecaki bagażu podręcznego). Koszt w zależności od wielkości skrytki to ok. 10euro/6godzin.  Jest to szczególnie ważne, gdy lot jest po południu i mamy jeszcze trochę czasu na zwiedzanie. Na terenie Dolnego Miasta znajduje się wiele większych marketów, butiki, sklepy z pamiątkami i niezliczona ilość kawiarenek.

Górne Miasto (Citta Alta) to kompleks za Murami Weneckimi, z którego rozpościera się magiczny widok na okolice. Wąskie, wybrukowane uliczki i bajeczne kamieniczki przenoszą nas w zupełnie inny świat. Wchodząc do Górnego Miasta ma się wrażenie przeniesienia w czasie. Tu czas płynie odrobinę wolniej, spokojniej, a na pewno inaczej.

Mimo że mieszkaliśmy w dolnej części pozwolę sobie trochę porozpływać się nad magią Górnego Miasta, które urzekło nas, zafascynowało i pochwyciło w swe ramiona.

Choć ślady osadnictwa sięgają starożytności, to największy rozkwit miasta przypada na XV i XVI wiek. Było to spowodowane odkryciem Ameryki w 1492 roku. Bergamo będąc przez trzy wieki ( XV-XVIII) pod bezpośrednimi wpływami Republiki Wenecji stało się ich bastionem i bramą do lądowego rozwoju handlu (dotychczas Wenecja była potęgą na morzu, ale odkrycia nowych lądów spowodowały, że Republika musiała szukać nowych szlaków handlowych na lądzie).
To właśnie na ten okres przypada budowa Murów Weneckich.

Mury Weneckie – wybudowane w XVI wieku pełniły głównie rolę obronną przed najazdami zarówno Republiki Mediolanu, jak i innych ludów z części lądowej. Okazałe 6 kilometrowe mury wyposażone w bastiony, baszty, bramy, mosty i fosy miały skutecznie odstraszyć wroga. Zbudowane z największą dokładnością z kamienia i cegły świetnie zachowały się do naszych czasów. Mury są wzorem renesansowej fortyfikacji i zostały wpisane na listę UNESCO w 2017 roku.

Wzgórze San Vigilio –  mało popularne miejsce wśród turystów, warto jednak się tam wybrać, gdyż lekkie podejście wynagradza majestatycznym widokiem na całą dolinę z Alpami w tle. W drodze na szczyt wzgórza można zatrzymać się na kawę przy sympatycznych misiach i tak nabierając sił kontynuować podróż. Wzgórze zaprasza nas do malowniczego parku, a basztą przy skale (lub schodami przed bramą) można wejść na szczyt i z tarasów widokowych podziwiać panoramę.  Aby bez problemu dotrzeć do miejsca najlepiej wpisać w nawigację „Torre Castello San Vigilio”

Muzeum Historii Naturalnej – posiadające imponujące zbiory wielu gatunków zwierząt muzeum jest naprawdę doskonałym miejscem dydaktycznym. Wartymi uwagi są miejsca, gdzie zwiedzający może poznać dotykiem wybrane skóry zwierząt czy strukturę kamieni.

Bogate w skamieniałości wystawy będą nie lada gratką dla każdego przyszłego archeologa. Minusem wystawy jest to, że opisy są jedynie w języku włoskim (język angielski byłby świetną opcją dla wielu turystów). Dodatkowo w cenie biletów (3 euro) jest możliwość zwiedzenia drugiej, mniejszej interaktywnej wystawy archeologicznej, która jest świetnym dopełnieniem wizyty w muzeum.

Parco della Rocca –  jest wyjątkowym miejscem, by na chwilę oderwać się od turystycznego zgiełku i zaszyć się w krajobrazach. Ponadto park jest częścią kompleksu zamkowego, który został przekształcony na muzeum. Na terenie parku oprócz drzew, krzewów i niesamowitych krajobrazów warto zatrzymać się na chwilę, by spojrzeć w głąb historii wyrytej na pomnikach, monumentach, w armatach, czołgu i wielu innych pamiątek w walce o wolność mieszkańców Bergamo. Wejście do parku jest darmowe.

Kaplica Colleoni – to kolejne miejsce, które zachwyca. Jest to sztuka renesansu w najwyższej formie. Budowla z XV wieku powala kunsztem i dokładnością rzeźb. Niesamowita fasada zachęca do wejścia, by podziwiać majestatyczne freski oraz monumentalny grobowiec Colleoniego z konnym pomnikiem z pozłacanego drewna. Kierując wzrok w górę warto zerknąć na bogato zdobioną kopułę i malowidła reprezentujące Męstwo, Wiarę, Sprawiedliwość oraz Miłosierdzie.

Katedra – poświęcona w 1689 roku św. Aleksandrowi świątynia ma ciekawą historię. Wcześniej w tym miejscu znajdowała się katedra św. Wincentego. W mieście znajdowały się dwie katedry (obu świętych). Było to spowodowane sporem między dwoma kapitułami. Sprawę rozwiązali Wenecjanie. Na miejscu ówczesnej Katedry św. Aleksandra powstały mury miejskie, a Katedrę św. Wincentego nakazano przebudować i poświęcić patronowi miasta św. Aleksandrowi. Obecna forma jest najbliższa ostatniej przebudowie z XIX wieku, kiedy to na szczycie kopuły stanęła statua św. Aleksandra. Wnętrze kościoła zostało zbudowane na planie krzyża łacińskiego posiadając sześć kaplic. Jest to nie lada cieszynka dla wszystkich entuzjastów zwiedzania kościołów.

Piazza Vecchia –„Stary Plac” jest sercem górnego miasta. To tutaj przez wieki toczyło się życie miejskie. Jego reprezentacyjny wygląd można podziwiać pijąc kawę i jedząc tradycyjne ciastka w okolicznych kawiarenkach. Historia jednej z kawiarni (Cafe del Tasso) sięga XVIII wieku. Założona przez ród Tasso, który miał duży wkład w rozwój miasta jest uwielbiana przez mieszkańców jak i przez turystów.
Na środku placu znajduje się XVIII wieczna fontanna Contarini otoczona delfinami i dwoma sfinksami. Jest to świetny punkt orientacyjny podczas zwiedzania miasta.


W okolicy placu znajduje się również wieża miejska Campanone z XII wieku, która jest zarazem dzwonnicą. Największy 7 tonowy dzwon dzwonił niegdyś o godzinie 22 ogłaszając obowiązek zamknięcia bram miejskich i gaszenia świateł. Tradycja wybrzmiewającego dzwonu pozostała po dziś dzień. Ponadto można go usłyszeć o godzinie 9. Zapowiada on wówczas początek zebrania Rady Miejskiej. Obecnie wieża została udostępniona zwiedzającym jako taras widokowy, z którego można podziwiać panoramę miasta.

Bergamo to miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Zaczynając o dobrego jedzenia, przez naukę historii na wyciągnięcie ręki, po relaks na łonie natury z widokiem na majestatyczny krajobraz kończąc. Każdy będzie podziwiał to miasto ze swojej perspektywy i każdy doceni coś innego.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki! 

I takiej podróży Wam życzymy,
pełnej niezapomnianych chwil.
My, Kasia, staś i jego rodzice : )

Mediolan – 8 miejsc, które trzeba zobaczyć.

Położony na północnym krańcu kraju kontrastuje z wszechobecnym luzem południa. Szyk i styl płynie uliczkami, a doniosłe budowle są olśniewające nawet w strugach deszczu. Mediolan to z całą pewnością miejsce, gdzie można się zatracić. Miejsce, do którego trzeba wracać.

Mimo że pogoda w Europejskiej Stolicy Mody nie rozpieszczała (po prostu LAŁO!!!) to i tak spędziliśmy tam cudowny, pełen wrażeń dzień. Oczywistym jest, że nie sposób dotrzeć do większej ilości miejsc w zaledwie kilka godzin. Najlepszą opcją jest spędzenie 2-3 dni i rozłożenie wielu atrakcji w czasie. Bilety warto zarezerwować przez internet, co znacząco skraca czas oczekiwania na wejście (w jednym miejscu bilety wyprzedają się niemal z kwartalnym wyprzedzeniem!!!). Pogoda również przyczyniła się do tego, że na chodnikach i głównych traktach komunikacyjnych był względny luz. Nic tylko podróżować w deszczu! : )
Pozwólcie, że zabierzemy Was na mały wypad do Mediolanu!
 

Logistyka

Jako bazę wypadową wybraliśmy Bergamo i to nie tylko dlatego, że akurat tam lądowaliśmy. Jest to świetne miejsce do tego, by poczuć włoski klimat bez nadmiernego gwaru i zgiełku, ale też miasto to jest świetnie skomunikowane dzięki kolejom regionalnym. 

(Przeczytaj więcej o Bergamo tutaj)

Bilety kupiliśmy przez Internet na OMIO (zazwyczaj korzystamy z tej opcji podczas podróży autobusem lub pociągiem po Włoszech). Dobrze jest wcześniej zainstalować aplikację, która często działa sprawniej niż strona w przeglądarce. Aplikacja jest właściwie obligatoryjna, ponieważ przez nią trzeba się odprawić. Oczywiście można zakupić bilety na stacji kolejowej, ale nie zawsze kasa będzie otwarta.
Podróż trwa lekko ponad godzinę piętrowym pociągiem (z góry jest zdecydowanie lepszy widok na to co za oknem). Warto jest być na peronie kilka minut wcześniej, by na pewno zdążyć, bo czasem pociągi odjeżdżają minutę, dwie wcześniej.

My, jako stację końcową wybraliśmy Milano Porta Garibaldi układając plan zwiedzania tak, by od tego miejsca zacząć i w okolicy zakończyć nasze zwiedzanie.
Nauczeni doświadczeniem zamówiliśmy bilet powrotny dopiero, gdy nasze zwiedzanie dobiegało końca (nie chcieliśmy ominąć jakiejś atrakcji spiesząc się na pociąg).

Zwiedzanie

[Warto pamiętać, że wiele muzeów jest zamkniętych w poniedziałki, dlatego planując zwiedzanie lepiej wybrać inny dzień]

Porta Garibaldi – jedna z bram miejskich, która została usytuowana w miejscu „wylotu” na jezioro Como. Wybudowana została w pierwszej połowie XIX wieku na cześć i pamiątkę wizyty Franciszka I w Mediolanie. W roku 1860 brama zmieniła „swojego patrona” i została poświęcona bohaterowi narodowemu – Giuseppe Garibaldiemu, który odegrał kluczową rolę w zjednoczeniu Włoch w XIX wieku.
Dziś brama jest przedprożem bogatej dzielnicy pełnej butików i stylowych kawiarenek.

Pinakoteka Brera – historia budynku sięga I połowy XIII wieku i na początku nie miała nic związanego z muzeum i galerią sztuki. Początkowo był to klasztor półświeckiego zakonu humiliatów,  który został rozwiązany w drugiej połowie XVII wieku przez Papieża Piusa V. Od tego czasu budynek był wielokrotnie przebudowywany i „okraszany” nowym stylem. Miejsce to jest nie lada cieszynką dla koneserów sztuki. Można tu znaleźć między innymi dzieła pędzla Rafaela bądź Caravaggia. Budynek bardzo ucierpiał podczas wojennej zawieruchy. Na całe szczęście zbiory udało się uratować i dziś mogą cieszyć oko zwiedzających.
(bilety to koszt ok. 20 euro)

La Scala – całkowicie niepozorny budynek tuż obok Galerii kryje w sobie jedną z najpiękniejszych i najbardziej prestiżowych oper na świecie. Powstała w 1778 roku i po dziś dzień jest wzorem do naśladowania. Teatro alla Scala słynie z niepowtarzalnej akustyki i atmosfery podczas występów najlepszych światowych artystów (niestety ze względu na prace konserwatorskie nie udało nam się wejść do środka).

Galeria Vittorio Emanuele II – jeden z obowiązkowych punktów na mapie zwiedzania Mediolanu. Z całą pewnością najsłynniejsza galeria handlowa świata. Na szczególną uwagę zasługuje szklana kopuła na środku, bogato zdobione fasady budynku oraz zdumiewająca posadzka. Zbudowany w drugiej połowie XIX wieku czteropiętrowy budynek, przez który przebiegają krzyżujące się dwie ulice, przyciąga miliony turystów rocznie. Ogromna galeria w swoim „arsenale” posiada sklepy znanych marek, restauracje, kawiarenki i cukiernię (z 1867 roku). Choć z całą pewnością można tu zostawić niejedną wypłatę na krawat czy choćby spinki do koszuli, to wielu turystów przychodzi tu głównie dla niesamowitego klimatu tego miejsca.

Katedra  – wychodząc z Galerii na Plac Katedralny można niemalże poczuć jak wciska nas w płytki. Monumentalna gotycka Katedra, której budowa rozpoczęła się w XIV wieku i trwała przez kolejne pięć wieków jest spektakularna. 157 metrów długości i 93 metry szerokości stawia katedrę na podium wielkości świątyń na świecie. Natomiast wysokość nawy głównej to 45 metrów!

Materiał do budowy katedry był sprowadzany na miejsce specjalnie zbudowanymi kanałami na barkach, a budowniczowie byli wyspecjalizowanymi rzemieślnikami (zwolnionymi z podatków). W pogodne dni warto skorzystać z okazji i wejść na dach katedry, z którego widać panoramę miasta i góry. Całościowe, dokładne zwiedzanie Katedry to czas ok. 2-3 godzin (taras + muzeum+ katedra)

(bilety najlepiej zakupić wcześniej na oficjalnej stronie, co pozwala uniknąć kolejek – godziny wejść na bilecie są najbardziej istotne w przypadku wyboru biletu z wejściem na taras i przy wysokim sezonie)

Pomnik LOVE –  kontrowersyjna rzeźba usytuowana została w 2010 roku naprzeciwko budynku włoskiej giełdy. Przez lata prowadzono zaciekły spór o to czy powinna tam stać, ale gdy stała się swoistym symbolem miasta dano sobie spokój. Autor nigdy nie ujawnił dokładnego przesłania. Jedno z najbardziej akceptowalnych przesłań to „pochwała” dla instytucji finansowych.
Akronim LOVE to „Libertà, Odio, Vendetta, Eternità” („Wolność, Nienawiść, Zemsta, Wieczność”). 

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki! 

Ostatnia Wieczerza w Santa Maria della Grazie – fresk znany na całym świecie pędzla samego wielkiego Leonardo cudem zachował się podczas bombardowań w 1943. Była to jedyna ściana refektarza i kościoła, która uniknęła wojennej zawieruchy. Dzieło tworzone w latach 1495 – 1498 w swoim kunszcie powala.

Na szczególną uwagę zasługuje perspektywa zastosowana przez autora. Dziś Ostatnią Wieczerzę można podziwiać po odpowiednio wcześniejszym zakupie biletów imiennych! Przed zwiedzaniem należy się stawić 30 minut wcześniej w biurze w celu zostawienia bagaży. Bilety często wyprzedają się z kwartalnym wyprzedzeniem, ale czasem są udostępniane pojedyncze sztuki na wybraną godzinę, więc dobrze jest sprawdzać na bieżąco oficjalną stronę.

Narodowe Muzeum Nauki i Techniki im. Leonardo da Vinci – świetną atrakcją zarówno dla najmłodszych jak i tych troszkę starszych, będzie odwiedzenie Muzeum Nauki i Techniki, które znajduje się bardzo blisko Kościoła Świętej Marii. Jest to pozycja na dobrych kilka godzin, więc przed wejściem warto jest coś zjeść lub choćby zabrać ze sobą jakąś kanapkę (w środku są specjalne sofy, gdzie można odpocząć pomiędzy poszczególnymi piętrami i budynkami). Opisy wystaw są w języku angielskim i włoskim, a jeśli ktoś nie czuje się na siłach to tłumacz Google radzi sobie naprawdę świetnie. Koszt biletu to zaledwie 10 euro. To naprawdę mało w stosunku do ilości ekspozycji.

Mimo, delikatnie mówiąc, nierozpieszczającej pogody możemy w pełni stwierdzić, że to miasto nas oczarowało. Mamy również nadzieję, że ten artykuł pomoże Wam stworzyć swój wymarzony wypad, by doświadczać to miasto w pełni.

Do zobaczenia na szlaku!

Kasia i staś.

Kraków – 9 miejsc, które trzeba zobaczyć za pierwszym razem.

Wybierając się pierwszy raz do Krakowa trzeba mieć świadomość, że nie da się tego miasta zwiedzić w jeden dzień. To miasto trzeba doświadczać i odkrywać. I tego odkrywania nie ma końca. Za każdym razem, gdy byliśmy w dawnej stolicy Polski próbowaliśmy ułożyć jak najszybszą i najbardziej atrakcyjną trasę na jeden dzień, co zwykle kończyło się fiaskiem.
Są jednak miejsca, które trzeba zobaczyć, bo są na liście obowiązkowej do odwiedzenia. I dziś, mimo że pogoda całkowicie nie sprzyja spacerom, na taką trasę chcemy Was zaprosić.
Mały Wypad czas start!

(na końcu artykułu znajdziesz film z tego wypadu)

Na zobaczenie wszystkich atrakcji zawartych w artykule dobrze jest mieć cały dzień. Trasa nie jest wymagająca i skupia się tylko na Starym Mieście. Szlak jest naszym zdaniem najbardziej podstawowym szlakiem i z całą pewnością nie wyczerpuje pełnej wspaniałości tego miasta. Naszą wyprawę zaczynamy od symbolu, przy którym każdy powinien mieć zdjęcie.

Smok Wawelski – 6 metrowy pomnik smoka cieszy oczy turystów od 1972 roku. Wykonana z brązu rzeźba jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów miasta. Legenda głosi, że stwór mieszkał w smoczej jamie u podnóża wzgórza zamkowego i stamtąd terroryzował lud. Żadnemu z rycerzy nie udało się zgładzić potwora, lecz na ratunek mieszkańcom miasta ruszył Szewc, który baranią skórę wypchał siarką i podrzucił pod jamę śpiącemu smokowi. Po zjedzeniu swojej ofiary smok poczuł palenie w gardle, i by ugasić ból zaczął pić wodę z Wisły tak długo, aż pękł.

Pozostawiając zionącego, co jakiś czas, ogniem smoka swoje kroki kierujemy na Zamek Królewski.

Zamek Królewski – jeden z najważniejszych zabytków w Polsce symbolizujący tysiącletnią historię kraju. Jego początki sięgają IX wieku, lecz obecny wygląd to efekt wielowiekowych przebudów. W zamku znajdują się insygnia królewskie, relikwie i liczne zbiory sztuki. W Katedrze zaś odbywały się koronacje królewskie, pogrzeby i inne najważniejsze uroczystości. Zamek Królewski w 1978 roku został wpisany na Listę Światowego dziedzictwa UNESCO. Jest zazwyczaj oblegany przez turystów, więc bilety warto kupić z wyprzedzeniem.

Chcąc z lekka uciec od gwaru na dziedzińcu Zamku i tłumu turystów (mimo pogody) swoje kroki kierujemy w stronę plantów, przez które przejdziemy do kolejnych urzekających atrakcji miasta.

Planty – założony w latach 20-ych XX wieku park miejski otaczający Stare Miasto. Jego długość to około 4 km, a powierzchniowo zajmuje 21 ha. Powstał w miejscu, gdzie jeszcze w XIX wieku  znajdowała się fosa i mury miejskie. Spacerując chodnikiem łatwo zobaczyć, że asfalt jest poprzecinany kamiennymi konturami o regularnych kształtach. W tych miejscach znajdowały się baszty, które były ściśle wpisane w fortyfikacje miasta. Dziś niewiele po nich pozostało, ale wystarczy sobie wyobrazić potęgę fortyfikacji, gdyż wszystkich baszt było 47. Chcąc odpocząć wśród drzew można usiąść na ławce choćby w towarzystwie dwóch wybitnych matematyków – Stefana Banacha i Ottona Nikodyma.

Skręcając z Plantów w ulicę Jagiellońską warto swoje kroki pokierować w stronę Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego – powstały w XIX wieku skarb historii pierwotnie musiał nosić nazwę Gabinetu Sztuki i Archeologii. Było to związane z zakazami zaboru austriackiego. Muzeum mieści się w najstarszym budynku Uniwersytetu, który to został przekazany na rzecz Uniwersytetu przez króla Władysława Jagiełłę w 1400 roku. Zbiory muzeum w ciągu lat się powiększały dzięki licznym donatorom. Niestety podczas wojny wiele cennych eksponatów zostało ukradzionych. Dziś w budynku muzeum można podziwiać liczne instrumenty naukowe, kolekcje fotografii, rzeźb i grafik. Budynek przechodził wiele przemian, lecz po wojnie wrócił do cudownego wyglądu sprzed 1840 roku, który cieszy oko każdego turysty.

Skrywając się znów wśród drzew na Plantach powoli swoje kroki kierujemy w stronę najbardziej wysuniętej ceglanej budowli fortyfikacyjnej miasta – Barbakanu.

Barbakan – najbardziej wysunięta część fortyfikacji Starego Miasta, która ostała się z całego kompleksu. Wybudowany na kształt barbakanów toruńskich w końcówce XV wieku na zlecenie Króla Jana Olbrachta w obawie przed najazdem wołosko-tureckim. Ta imponująca budowla z murami szerokimi na 3 metry i o średnicy wewnętrznej ponad 24 m była niegdyś połączona z Bramą Floriańską. Zarys murów łączących można zobaczyć na chodniku. Tuż obok Barbakanu można podziwiać pomnik Jana Matejki.

Wychodząc spod Barbakanu kierujemy się przez jedną z ośmiu bram obronnych miasta (Bramę Floriańską) w stronę Rynku. Już od początku ulicy Floriańskiej możemy zobaczyć wyróżniające się dwie strzeliste wieże. O nich jeszcze opowiemy później. Zacznijmy od budynku w samym centrum placu – Sukiennic.

Sukiennice – budowla, którą widzimy obecnie dalece odbiega od ich pierwowzoru. Na początku były to drewniane kramy, które po licznych pożarach postanowiono zastąpić murowanymi. Sukno – czyli wełniana tkanina, która miała ogromną wartość nadała nazwę budynkowi. Sukiennice były budowane w wielu miastach na głównych szlakach handlowych. Dzięki nadanemu przez króla przywilejowi, zwanemu prawem składu, handel w Krakowie wszedł na wyższy poziom. Przywilej oznaczał, że każdy kupiec wjeżdżający do miasta miał obowiązek zatrzymać się i wystawić swoje towary. Dziś w Sukiennicach można kupić wiele pamiątek. Znajduje się tu również oddział Muzeum Krakowa i Podziemia Rynku Głównego, które naszym zdaniem naprawdę warto odwiedzić.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki! 🙂

Wieża Ratuszowa – wieża z XV wieku to jedyny fragment Ratusza, który zachował się do naszych czasów. Cały Ratusz przez wieki był przebudowywany i modernizowany. Niestety na skutek zaborów podupadł i zarządzono rozbiórkę części budynków. Niefortunnie prace były wykonywane na tyle niestarannie, że ucierpiała główna bryła Ratusza, który w konsekwencji też trzeba było wyburzyć. W pozostałości jaką jest 70 metrowa wieża obecnie znajduje się oddział Muzeum Krakowa, z którego można podziwiać między innymi piękną panoramę miasta z najwyższych pięter budynku.

Kościół Świętego Mikołaja – mały kościół w stylu barokowym (pierwotnie romańskim) powstał w XI wieku, na miejscu gdzie według tradycji św. Wojciech głosił kazania. Patrząc z bliska na kościół można zobaczyć jakby był wkopany w ziemię. Tak naprawdę wgłębienie przy kościele przedstawia ówczesny poziom gruntu Krakowa. Kiedyś nie wywożono gruzów po wyburzeniach, przez co poziom miasta stopniowo się podnosił. W podziemiach budynku znajduje się wystawa dotycząca historii Rynku Głównego. Kolejną ciekawostką jest to, że jest to jedna z dwóch budowli zakłócająca porządek miasta idealnego na prawie magdeburskim. Powód jest prozaiczny – kościół został wzniesiony blisko 250 lat przed aktem lokacyjnym miasta.

Bazylika Mariacka – powstała na początku XIII wieku świątynia przechodziła wiele przemian. Związane to było z rozrostem miasta, a co za tym idzie – wiernych. Obecne w pierwszej połowie XV wieku trzęsienie ziemi mocno nadszarpnęło budowlę, która również po tym wydarzeniu przeszła kolejne przemiany. Najbardziej charakterystyczne dla Bazyliki są dwie wieże. Wieża Wyższa, zwana Hejnalicą ma 82 m wysokości i jest wyższa od Wieży Niższej o 13 metrów. Druga wieża została przeznaczona na dzwonnicę kościelną. We wnętrzu bazyliki szczególną uwagę trzeba zwrócić na piękny ołtarz autorstwa Wita Stwosza, który przyciąga tysiące turystów. Wychodząc z Kościoła warto zerknąć na kunę, którą zakładano na szyję skazanym. Ówcześnie była ona na takiej wysokości, by pokutnik nie mógł się wyprostować ani klęknąć. To również pokazuje jak poziom rynku podniósł się przez wieki. Bazylika jest drugim budynkiem, który wyróżnia się z planu architektonicznego miasta.
Warto pod Bazyliką być punktualnie o 12:00, wtedy właśnie można posłuchać hejnału Mariackiego z wieży.

Pomnik Mickiewicza – potocznie zwany przez mieszkańców „Adasiem” został odsłonięty 26 czerwca 1898, w setną rocznicę urodzin polskiego wieszcza. Podczas wojny został zniszczony przez hitlerowców okupujących miasto. Po wojnie został zrekonstruowany i wystawiony na widok publiczny pod koniec 1955 roku. Jest to częste miejsce spotkań mieszkańców miasta jak i świetny punkt orientacyjny na Rynku Głównym.

Powoli kończymy naszą wyprawę po pięknym, deszczowym Krakowie zdając sobie sprawę z tego, że przedstawiliśmy tylko kroplę w morzu tego, co można tu zobaczyć. Za każdym razem, gdy tu jesteśmy odkrywamy coś innego. Błądząc uliczkami miasta natykamy się na coraz to ciekawsze budynki, zagłębiamy się w zaułki historii i będąc pewnymi, że wiemy całkiem sporo odkrywamy, że jeszcze wiele drogi przed nami.


Takie właśnie jest podróżowanie.
To ciągłe odkrywanie i doświadczanie.
Czego sobie i Wam życzymy.


Kasia i staś.

Syrakuzy – 6 miejsc, które warto zwiedzić.

Miasto o tak bogatej historii, że jego pełne poznanie zająć może kilka dni. My wybraliśmy się do niego na jeden dzień i staraliśmy się wyłuskać z tego dnia jak najwięcej. Oto … miejsc które naszym zdaniem warto zobaczyć.
Mały Wypad czas start!

LOGISTYKA

               Dotrzeć do miasta można na kilka sposobów. My naszą bazę noclegową mieliśmy w Katanii i to z niej wyruszyliśmy w podróż. Tak samo jak w przypadku Taorminy wybraliśmy autobus, który zawiózł nas niemal do centrum Syrakuz. Bilety kupiliśmy wcześniej, korzystając ze strony internetowej OMIO. Bilet można również kupić w kasach biletowych przy dworcu autobusowym (Jako że kasa biletowa jest w innym miejscu niż odjazd autobusów zamieszczamy mapkę z instrukcją).

Oczywiście można wybrać inne środki transportu. Do wyboru jest jeszcze pociąg i wynajem samochodu. Przy wynajmie samochodu warto pamiętać o dodatkowym ubezpieczeniu na wypadek zarysowania auta.

Bilety do Syrakuz kupiliśmy za ok. 7 euro na osobę w jedną stronę. Jako, że ruch turystyczny w styczniu jest dość mały, to zdecydowaliśmy się kupić bilety powrotne przez Internet w momencie zakończenia zwiedzania.  To zdecydowanie dobra opcja jeśli nie ma się pewności, ile czasu poświęci się na zwiedzanie danego miejsca. ALE, ale!! W sezonie odradzamy takie zabiegi. Może się okazać, że bilety już się wyprzedały i będziemy zmuszeni szukać innych opcji. Bilety powrotne były w podobnych cenach (ok. 7-8 euro).

HISTORIA

               Tutaj zanim wejdziemy w opisy miejsc, które warto odwiedzić chcielibyśmy zatrzymać się na chwilę nad fragmentem historii, która nakreśli znaczenie i potęgę tego miasta na mapie Sycylii.
               Założone przez Greków w VIII w. p.n.e. miasto początkowo znajdowało się jedynie na małej wyspie. Idealna lokalizacja pozwoliła stworzyć port handlowy, który przyczynił się do szybkiego rozwoju zarówno miasta, jak i całej Sycylii. Przez wieki miasto rozwijało się w imponującym tempie, co zaowocowało rozrostem się z wyspy na część lądową Sycylii. Każdy medal ma jednak dwie strony. Rozwój handlu i dogodna lokalizacja nie oszczędziła Syrakuz pod względem licznych najazdów.  Idealna lokalizacja do handlu okazała się również idealną lokalizacją do „parkowania” statków podczas wojen i bitew na lądzie i wodzie. Z tego powodu powstał również drugi port typowo wojenny. Przez wieki spuścizna kulturowa mieszała się ze spustoszeniem militarnym. I właśnie takie – przesiąknięte szeroko pojętą kulturą, zbrukane bitewną krwią – są dziś Syrakuzy.

ZWIEDZANIE

               Naszą wyprawę zaczęliśmy od przejścia małymi uliczkami z przystanku autobusowego na wyspę. Chcąc kupić po drodze dwie pomarańcze, spotkaliśmy się z roześmianą twarzą sprzedawcy, który łamanym angielskim powiedział, że dwie to my możemy sobie wziąć, a nie kupić, co utwierdziło nas w przekonaniu, że to będzie dobry dzień. Po podziękowaniu i odwzajemnieniu uśmiechu ruszyliśmy, by zwiedzić jak najwięcej na Wyspie.

Wyspa Ortygia, nazywana starym miastem, jest połączona z lądem dwoma mostami (Ponte Santa Lucia i Ponte Umberto I). Wyspa została wpisana w całości na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 2005 roku. Na znacznej większości wyspy obowiązuje jedynie ruch pieszy, co pozwala czuć się naprawdę swobodnie podczas spaceru po mieście. Mimo że jej powierzchnia to tylko 1,7 km2 to dokładne zwiedzenie całości zajmuje dobrych kilka godzin. Swoją wprawę zaczęliśmy przechodząc na wyspę Mostem świętej Łucji i kątem oka spoglądając na Archimedesa. To postacie bezapelacyjnie mocno powiązane z Syrakuzami.

Ruiny świątyni Apollina – zbudowana w VI w. p.n.e. swoją wielkością (ok. 60 metrów długości) zasłużyła sobie na jedną z największych takich budowli na Sycylii. Dziś do zwiedzania nie pozostało wiele, lecz kolumny i pozostałości ścian nakazują pochylić głowę nad budowniczymi tamtych czasów. Warto zatrzymać się choć na chwilę przy tym, co pozostało, by zdać sobie sprawę z tego, z jakim rozmachem budowali ponad dwadzieścia pięć wieków temu!

Piazza Archimede – Plac Archimedesa noszący nazwę od słynnego mieszkańca Syrakuz jest urzekający. Otoczony barokowymi fasadami budynków nadaje blasku miejscu, które z racji swojego piękna i jednego z głównych traktów komunikacyjnych przyciąga tysiące turystów. W centralnym punkcie placu znajduje się okazała fontanna poświęcona bogini Dianie z początku XX wieku autorstwa słynnego rzeźbiarza, którym był Giulio Moschetti. W gorące dni turyści mogą poczuć lekkie ukojenie od palącego słońca, dzięki delikatnej bryzie fontanny.

Piazza Duomo – Plac Katedralny to miejsce, które nie sposób przeoczyć podczas spaceru po mieście. Kolorowe witryny sklepów witają swoich gości, a stoliki i parasole dają schronienie i wytchnienie podczas zwiedzania. Bezapelacyjnie Katedra jest punktem centralnym. Budowla w obecnym kształcie pochodzi z VI wieku, ale została zbudowana na fundamentach świątyni Ateny z V w. p.n.e. Co ciekawe, badania z początku XX wieku wykazują, że świątynia Ateny również nie była pierwszą budowlą o charakterze sakralnym w tym miejscu. Dla fanów architektury jest to nie lada gratka. Fasada budynku charakteryzuje się porządkiem korynckim. Kolumny we wnętrzu natomiast to starożytne kolumny porządku doryckiego. Sprawne oko dojrzy jeszcze okres hellenistyczny i normański.
               Kolejnym niepozornym budynkiem na placu jest Kościół św. Łucji.

Kościół św. Łucji – patronka Syrakuz, mieszkanka miasta, była męczennicą, która została ścięta w 304 roku (13 XII). Jej kult jest bardzo widoczny zarówno w kościele jak i w kulturze mieszkańców Syrakuz. Sam kościół w obecnej formie powstał na przełomie XVII i XVIII wieku na gruzach poprzedniego kompleksu po trzęsieniu ziemi. Jest to mały kościół, mimo że stojący raczej w cieniu katedry, to często odwiedzany przez turystów i mieszkańców miasta. Warto wejść do kościoła, by zobaczyć fotograficzne odwzorowanie z 2017 r. obrazu Caravaggio „Pogrzeb św. Łucji”

Źródło Aretuzy – jest ciekawym miejscem do zwiedzenia, ponieważ źródło słodkiej wody na skraju morza jest dość nietypowym zjawiskiem. Dodatkową ciekawostką jest to, że jest to jedno z trzech miejsc na Sycylii i Europie, gdzie rośnie papirus. Budowla w obecnym kształcie (półokrągły basen otaczający źródło) powstała w 1843 roku. Źródło nie jest tylko niesamowitą atrakcją turystyczną, ale było też ratunkiem dla mieszkańców Syrakuz, szczególnie podczas oblężeń, gdyż zaopatrywało miasto w czystą, słodką wodę.

Zamek Maniace – Powstały w XIII wieku fort jest imponującą budowlą, która przez wieki pełniła różne funkcje. Oczywistym jest, że położony na ostrym, klifowym zboczu zamek, w najbardziej wysuniętym miejscu wyspy pełnił przede wszystkim funkcję obronną. Był on również siedzibą królów, wiezieniem i miejscem przechowywania skarbów. Jego nazwa pochodzi od bizantyjskiego dowódcy, który pomógł odbić Syrakuzy z rąk Arabów. Dziś udostępniony do zwiedzania oferuje głównie widok na Morze Śródziemne. Jest to z całą pewnością cieszynka dla miłośników fortyfikacji. Niestety z racji małej ilości plansz i informacji jest to jedynie ciekawy spacer. A szkoda, bo budowla ma naprawdę duży potencjał.

Z typowo zabytkowych miejsc uciekamy w plątaninę wąskich uliczek, by na chwilę zauroczyć się w tym miejscu z zupełnie innej perspektywy. Każdemu też polecamy taką chwilową odskocznię, by naładować akumulatory do dalszego zwiedzania.  

I tym cichszym akcentem bocznych uliczek kończymy naszą podróż po Syrakuzach, a właściwie jedynie po części – wyspie.

Do zobaczenia na szlaku.

Kasia i staś.

Wrocławskie ZOO – miejsce, które trzeba zobaczyć

               Ponad 12 000 zwierząt na przestrzeni 33 hektarów. Do tego siatka ścieżek wypełniona wieloma planszami dydaktycznymi, zagadkami dla najmłodszych i miejscem do wypoczynku. Jest to jeden z najczęściej odwiedzanych ogrodów w Europie. Kupując bilet nie zdawałem sobie sprawy na jaki spacer się piszę i jaki bagaż wiedzy będę miał okazję zdobyć.
Mały Wypad czas start!
Zapraszam.

DATA I GODZINA

O wrocławskim ZOO słyszałem dużo dobrego i nareszcie w drugiej połowie stycznia (26.01) miałem okazję go odwiedzić. Wiele osób wybiera cieplejsze dni (a nawet upalne) na taką rozrywkę twierdząc, że mało można zobaczyć, gdy jest zimno. Nic bardziej mylnego. Gro zwierząt nienawidzi upałów i zdecydowanie lepiej czują się, gdy jest chłodno, niż w letnim skwarze. A dla tych zwierząt, które cenią sobie ciepełko są zbudowane specjalne ocieplane boksy i to właśnie tam można je podziwiać.

Jeśli chodzi o porę dnia to wybrałem 9:00, czyli godzinę otwarcia. Z jednej strony wtedy jeszcze nie ma tłumów i bez problemu można zwiedzić (poniekąd prowadząc cały peleton) sporą część ZOO, z drugiej zaś, o czym nie wiedziałem, wiele zwierząt miało z rana czas karmienia. Szedłem więc za meleksem, który rozwoził śniadanie i miałem okazję zobaczyć mnóstwo gatunków na porannej wyżerce. Póki co – same plusy.

CZAS ZWIEDZANIA

               Żeby zatrzymać się i przez chwilę podziwiać zwierzęta trzeba dużo czasu. Żeby przyswoić ogrom wiedzy zamieszczony na planszach potrzeba jeszcze więcej czasu. Mi zwiedzanie zajęło lekko 4 godziny, a nie robiłem sobie przerw podczas oglądania i ścieżkami chodziłem w miarę możliwości szybko. Nie skłamię twierdząc, że ta wyprawa może być całodzienną przygodą. Na szczęście ogród przygotował świetne zaplecze rekreacyjno – wypoczynkowe. Nie brakuje ławek, na których można odpocząć, a w sezonie działa również pełna gastronomia rozsiana na trasie zwiedzania (teraz całość jeszcze jest uśpiona przed wiosennym szturmem). Jest to naprawdę fajnie rozplanowany teren. Nawet toalety są super rozmieszczone, tak żeby nie trzeba było ich szukać… no właśnie, co do „szukać.”

LOGISTYKA

Teren ogrodu jest cały czas modernizowany i unowocześniany. Powstają nowe budynki i ścieżki dydaktyczne, które są naprawdę dobrze oznaczone. Słupki kierunkowe z całą pewnością ułatwiały mi poruszanie się po całym obszarze, a mapy znajdujące się przy głównych skrzyżowaniach rozwiązują wszelkie wątpliwości. Podczas przechodzenia z punktu w punkt dokładnie wiedziałem gdzie iść, a gdzie już byłem.

Z perspektywy czasu ciężko mi określić, czy mój kierunek zwiedzania był najbardziej optymalny. Ja zacząłem od zagród, kierując się po kolei z miejsca w miejsce. Moim planem było zostawienie Akwarium i Afrykarium na drugą połowę zwiedzania. Z jednej strony pomyślałem, że najpierw wszyscy po wejściu mogą pójść tam chcąc uniknąć tłumu, a potem będą zwiedzali resztę, z drugiej strony chciałem zostawić sobie taką wisienkę na torcie na koniec zwiedzania. Czy moja logika byłaby powtarzalna to ciężko stwierdzić, ale tłumów nie było zarówno przy zagrodach jak i w budynkach. Czyli 1:0 dla mnie 🙂

O ZOO

Wrocławski ogród zoologiczny położony na 33 hektarach jest mieszkaniem dla ponad 12 tysięcy zwierząt. Jest najstarszym ogrodem w Polsce i działa od 1865 roku prężnie do dziś z dwoma małymi przerwami. Na terenie parku oprócz różnorodnych gatunków zwierząt turyści mogą podziwiać wiele zabytkowych budowli, które pełniły bądź nadal pełnią funkcję schronienia dla zwierząt. Wiele z budynków zmieniło swoje przeznaczenie, jak na przykład Baszta Niedźwiedzi, którą obecnie zajmują sowy. Jest też domek nutrii – jedno z nielicznych drewnianych mieszkanek, które pozostało ok. 1890 i pełni swoją rolę do dziś. Na terenie parku nie brakuje też nowoczesności. Największą atrakcją ogrodu cieszy się Afrykarium z tunelem, przez który można przejść podziwiając różne gatunki ryb. Mi osobiście się podobał, ale mnie nie porwał. Ale za to cała reszta Afrykarium niemalże wyrywa z butów. Naprawdę.

Motylarnia, Żyrafiarnia, Terrarium, Odrarium i wiele innych to z całą pewnością miejsca, które na długo zapadają w pamięci. Ranczo pozwala poznać niedaleką historię, o której wielu najmłodszych nie ma pojęcia. Przykłady chomąt z pewnością pomogą uświadomić najmłodszym, że traktory nie zawsze „rządziły” polami 🙂

Ogród pod swoje skrzydła przyjął wiele gatunków zwierząt z nielegalnych hodowli, przemytu czy z terenów szczególnie zagrożonych dla danych gatunków.

PODSUMOWANIE

               Osobiście uważam, że będąc we Wrocławiu i nie zahaczyć o ZOO byłoby sporym błędem. Nie jest to jednak miejsce na dwie godziny, więc dobrze jest zaplanować przynajmniej pół dnia na zwiedzanie.  Warto pamiętać o tym, by w ciepłe dni zabrać jakieś nakrycie głowy i choćby butelkę na wodę (na terenie ogrodu znajdują się kraniki z wodą). 

Normalny bilet wstępu kosztuje 70 zł, natomiast ulgowy 60 zł. Dostępne w sprzedaży są jeszcze bilety rodzinne i roczne. Nie jest to najmniej, ale biorąc pod uwagę ilość atrakcji, możliwość aktywnego spędzenia całego dnia połączonego z nauką i dobrą zabawą jest to kwota, którą naprawdę warto wydać.

ZOO (piszę tu o wszystkich ogrodach) ma swoich zwolenników i przeciwników. Zgadzam się bezapelacyjnie z tym, że takie miejsca nie są środowiskiem naturalnym dla wielu gatunków zwierząt. Warto jednak pamiętać o tym, że wiele gatunków jest na skraju wymarcia ze względu na brak swojego naturalnego środowiska czy szeroko pojętego „handlu i postępu”.
Za takim obrotem spraw stoi najgroźniejszy i najgorszy z gatunków – My, ludzkość.
Zatem czy takie miejsca są więzieniem czy ostatnią chronioną ostoją?
Każdy kij ma dwa końce. Zawsze.

Londyn – 10 miejsc, które są symbolami miasta.

Londyn jest miejscem, którego nie sposób w całości odkryć, choć trzeba odkrywać. Miejscem, które wciąga w zaułki historii, przenikające się i uzupełniające. Zakamarki szeroko pojętej kultury obejmują swoimi mackami każdego kto tylko zechce. Nowoczesność współgrająca z wiktoriańskim stylem.
Taki właśnie jest Londyn naszymi oczami.

Ilekroć pomyślę o Londynie i zdjęciach przychodzi mi na myśl najlepszy deszczowy październik jaki śmiem sobie wyobrazić. Skąpani w strugach wyspiarskiego deszczu, z żałosną nadzieją na lekki przebłysk, spacerowaliśmy ulicami i alejami zachodząc od czasu do czasu do muzeum. Aparaty otulone w gęstych kroplach i wyczekiwanie w kałużach tego najlepszego.
Każdy, kto dotarł do tego momentu tekstu, nie będąc w stolicy, pomyślał pewnie „No debil”. Każdy, kto tam był z lekką ekscytacją w głosie zapyta „Czułeś to? Czułeś?”
Z delikatnym uśmiechem odpowiadam „Czułem i Kasia też to czuła”
I teraz chcemy Was zabrać w podróż by podsycić Waszą chęć na Mały Wypad.
W drogę!

KOMUNIKACJA

               Choć Londyn jest trzecim co do wielkości miastem Europy, to podróżowanie po tej ogromnej aglomeracji to czysta przyjemność. Bardzo dobra komunikacja kolei naziemnej połączona z gęsto usianą pajęczyną metra pozwala przemieścić się z punktu w punkt w krótkim czasie. Podczas ostatniej podróży korzystaliśmy z Oyster card, którą można kupić i doładować w kiosku na peronie. Koszt samej karty to 7 funtów + doładowanie najczęściej 23 funty. Pieniądze za kartę (te 7 funtów) po roku przechodzą na konto do wykorzystania. Inną opcją jest płacenie zbliżeniowe, które również jest bardzo popularne i nawet polecane. Czytaliśmy jednak, że czasem występuje problem z autoryzacją, dlatego my zdecydowaliśmy się oszczędzić sobie stresu i płacić klasycznie.
Karta obowiązuje na metro i kolej naziemną więc „jakby luksusowo”.

Każda stacja metra jest dobrze opisana dzięki temu naprawdę ciężko się zgubić, a jeżdżąc kolejką mieliśmy do dyspozycji na peronie mapę i dokładny rozkład.
Dużym plusem jest też korzystanie z map Google i nawigowanie się transportem publicznym dzięki aplikacji (Pamiętać trzeba jednak o kosztach związanych z transmisją danych zagranicą).

W Londynie obowiązuje ruch lewostronny i warto o tym pamiętać wchodząc na przejście, albo choćby wychodząc z metra. O ile samochody i rowery zachowują tę zasadę, o tyle ludzie już jakoś nie. Londyńczycy są przyzwyczajeni do tego, że większość świata porusza się inaczej (kiedyś ruch lewostronny był w wielu krajach), ale warto pamiętać o tym, że to my tam jesteśmy gośćmi i wypada przestrzegać zasad danej społeczności.

WAŻNE

               Przed planowanym wylotem do Wielkiej Brytanii trzeba pamiętać o tym, że nie jest ona już w Unii Europejskiej. Co za tym idzie dokumentem umożliwiającym podróż jest paszport. Poza sezonem wyrobienie paszportu to okres maksymalnie paru tygodni. W sezonie ten czas może wydłużyć się do miesięcy. Warto więc pomyśleć o tym wcześniej, żeby nie przegapić biletowej okazji życia.

Wielka Brytania posiada również własną walutę, jaką są funty. Warto pamiętać o tym, że jeśli byliśmy np. w Londynie parę lat temu i zostało nam parę zaskórniaków to raczej nimi nie zapłacimy, ponieważ jest na nich wizerunek Królowej Elżbiety II (UWAGA!! Te banknoty nie stracą swojej wartości. Można je nadal wymienić w każdym banku). Większość miejsc akceptuje jednak płatności kartą.

               Rzeczą, o której będziemy powtarzali uparcie do znudzenia jest wykupienie ubezpieczenia podróżniczego. Zazwyczaj kosztuje grosze, a może naprawdę uratować skórę w krytycznej sytuacji.

ZWIEDZANIE

                Jako że większość wybiera się na Mały Wypad, a nie na roczne zwiedzanie Londynu, to wybraliśmy jedynie kilka pozycji na 2-3 dniowy wyjazd. A naszą podróż zaczniemy od muzeum. Tutaj warto pamiętać o tym, że wiele muzeów w Londynie jest za darmo. Ważne jest również to, żeby dokonać rezerwacji przez Internet (oddzielne wejścia dla posiadających bilety). To zaoszczędzi naprawdę dużo czasu (kolejki są ogromne).

Science Museum  – muzeum nauki to nie lada gratka dla wszystkich. Nawet jeśli ktoś nie był orłem w szkole to z całą pewnością znajdzie coś dla siebie. Powstało w 1857 roku. Całe spektrum od matematyki, fizyki, poprzez medycynę i na kosmosie kończąc mogą przyprawić o zawrót głowy. Nie sposób obejrzeć całość i całość zapamiętać. Jest to jedno z tych miejsc, do których trzeba wracać. Rozkoszować się postępem jaki wydarzył się na przestrzeni wieków i docenić odkrycia dokonane przez największych tego świata.

Natural History Museum – kolejna świetna pozycja, która na nas zrobiła spektakularne wrażenie. Zbiory w ilości ponad 70 milionów eksponatów jest potęgą samą w sobie. Oficjalne otwarcie odbyło się w 1881 roku i od tego czasu uczy swoich gości. Na szczególną uwagę zasługuje szkielet płetwala błękitnego, który wisi w holu głównym. Ponadto plaster sekwoi o średnicy 6 metrów robi niesamowite wrażenie. Warto też zajrzeć do galerii z dinozaurami, można bowiem tam zobaczyć ryczącego, ruszającego się dinozaura.

              

Z doświadczenia wiemy, że najlepszą opcją zwiedzania tych muzeów jest podzielenie tych atrakcji na oddzielne dni. Wtedy zdecydowanie więcej zostanie w pamięci i nie padniemy wyczerpani gdzieś pomiędzy piętrami ze zmęczenia i przesytu informacji.

Picadilly cirrus – ikona, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Londynie. Wielu miało okazję oglądać to spektakularnie oświetlone reklamami skrzyżowanie na niejednym filmie, ponieważ często miejsce to jest planem zdjęciowym. W centralnej części placu stoi pomnik Erosa otoczony fontanną, który jest popularnym miejscem spotkań i wieców. Ponadto plac otoczony teatrami i sklepami pełni rolę rozrywkową i handlową. Nie trzeba wspominać, że najlepiej zwiedzać to miejsce to wieczorową porą.

Big Ben – bezapelacyjny symbol miasta i kraju. Usytuowany przy zachodnim skrzydle Parlamentu Wielkiej Brytanii został ukończony w 1859 roku. Początkowo nazwa ta odnosiła się do 13 tonowego dzwonu umieszczonego wewnątrz wieży zegarowej, której faktyczna nazwa to Elizabeth Tower. Obecnie jednak, każdy bardziej kojarzy wieżę jako Big Ben. Blisko 100 metrowy (96,3m) budynek jest punktem orientacyjnym na mapie Londynu i jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w mieście. Ci, co łakną zwiedzania wieży ucieszą się, że po czteroletnim remoncie wnętrza Big Bena znów zostały oddane „w ręce” zwiedzających.

London Eye – popularna nazwa jednego z największych diabelskich młynów na świecie. Znajdujący się na brzegu Tamizy kolos ma ponad 135 metrów wysokości. Powstał w 2000 roku z okazji nowego tysiąclecia i miał być instalacją czasową, jednak na prośbę wielu mieszkańców został na stałe. Nadal jest kością niezgody wśród mieszkańców Londynu. Jedni mówią, by iść z duchem czasu, drudzy natomiast twierdzą że to szkaradny element zupełnie nie wpisujący się w zabudowę miasta. Ciekawostką jest, że kapsuł jest 32, lecz numery są od 1 do 33. Spowodowane jest to tym, że pominięto pechową 13. Podróż diabelskim młynem trwa około 30 minut, a bilety zaczynają się od 20 funtów.

Trafalgar Square – jest jednym z najważniejszych placów w Londynie. Swoją nazwę nosi od miejsca zwycięskiej bitwy floty brytyjskiej nad flotą francusko-hiszpańską w 1805 roku. W centralnym punkcie stoi pomnik poświęcony admirałowi Nelsonowi. Nieopodal placu znaleźć można między innymi budynek National Gallery. Jest to miejsce szczególnie często wykorzystywane do organizacji wydarzeń kulturalnych, obchodów, koncertów i demonstracji.

Tower Bridge – charakterystyczny i rozpoznawalny na całym świecie most łączący brzegi Tamizy jest niewątpliwie unikatem. Otwarty w 1894 został skonstruowany tak, by umożliwić żeglugę wyższym statkom o dużej masie. Składa się z dwóch wież i zwodzonego przęsła. Chętni mogą zwiedzić wnętrze mostu i dowiedzieć się jak działa, poznać jego historię oraz przejść się górnymi przejściami, co z całą pewnością pozostanie w pamięci na lata. Koszt zwiedzania zaczyna się od 6 funtów.

Hide park – uciekając od ruchu ulicznego i wszechobecnego tłumu schronienie można znaleźć w stworzonym w 1637 roku parku. Na 140 hektarach zieleni można odpocząć i zaczerpnąć świeżego powietrza. Park posiada również wiele placów i boisk, na których mieszkańcy rozgrywają między innymi mecze piłki nożnej i siatkówki. Jest to idealne miejsce na aktywny wypoczynek jak i na leniwy odpoczynek wokół natury. Warto pamiętać, że jeśli mamy w planie leniuszkowanie to niektóre leżaki są płatne. Ciekawym miejscem jest speakers corner– miejsce, w którym każdy bez względu na wiek, płeć, wyznanie czy narodowość może wygłosić swoje zdanie bez konsekwencji. Jedynem, o czym nie można mówić negatywnie to rodzina królewska. To miejsce wolności słowa i szeroko pojętej dyskusji  powstało w XIX wieku. Warto przybyć tu na chwilę i wsłuchać się w zażarte dyskusje, które trwają niemal nieprzerwanie.

Pałac Buckingham – zbudowany w 1703 roku pałac od czasów królowej Wiktorii jest główną siedzibą rodziny królewskiej. Obecnie jest to symbol, który trzeba zobaczyć będąc w stolicy. Najlepszym czasem do odwiedzenia tego miejsca jest zmiana warty, która odbywa się o 11:30. W sezonie (kwiecień – lipiec) można ją podziwiać codziennie, w resztę roku, co drugi dzień. Po obejrzeniu okazałej budowli i zmiany warty warto przejść się alejkami jednego z dwóch pobliskich parków.

Harrods – jeden z najbardziej znanych domów towarowych na świecie. Założony w 1834 roku od samego początku miał oferować szeroką gamę artykułów. Dziś jest symbolem brytyjskiego luksusu i tradycji handlowej. Unikalne produkty, kolekcje znanych marek rozmieszczone na 90 000 m2 prezentują szyk, splendor i bogactwo. Zanim jednak wybierzecie się do Harrodsa pamiętajcie, że aby tam wejść trzeba być ubranym elegancko (Goście w japonkach, shortach i ubraniach odkrywających dużą część ciała mogą nie zostać wpuszczeni).

Fish and chips – ryba z frytkami to z całą pewnością nie miejsce. To klasyk kuchni w Londynie. Uważamy, że jest to nieodzowny element wyjazdu i ilekroć będziemy tu wracali to będziemy jedli tę tłustą rybę z głębokiego oleju, frytki i puree z zielonego groszku. Żeby zjeść dobrze i nie wyczyścić kieszeni warto odejść parę kroków od centrum i poszukać małej knajpki. Przy odrobinie szczęścia i sprawdzeniu opinii w internecie doznacie raju dla podniebienia.

I z rozpalonym apetytem do zwiedzania i zjedzenia małego „co nieco” postanawiamy Was zostawić. Mamy nadzieję, że już powoli pakujecie plecaki i szykujecie się na podbój Londynu.

Do zobaczenia na uliczkach miasta,

Kasia i staś.