Malta mały kraj, który wielce zachwyca!

(Poniżej znajdziesz film o Malcie)

Czołem załoga!

Dzisiaj zabieramy Was na zwiedzanie najmniejszego kraju Unii Europejskiej – Malty. Choć jej powierzchnia jest porównywalna z wielkością Krakowa to naszym zdaniem nie sposób jej zwiedzić szybko. Każdy zakamarek prowadzi do kolejnej nitki historii, a ta przedstawia taki ogrom wielowątkowości, że chwilami ciężko się połapać w tym gdzie, co, po co i dlaczego. Dlatego właśnie miejsca takie jak Malta trzeba doświadczać.



Nie przedłużajmy już… zanurzmy się razem w tej cudnej wyspie!

W drogę!

Na początek pragniemy powiedzieć, że podczas naszego wypadu zwiedziliśmy tylko Maltę. Gozo i Błękitną Lagunę odpuściliśmy ze względu na zatracenie się w najbliższej okolicy. A i tak mamy świadomość, że nie doświadczyliśmy wszystkiego. Sporo chodziliśmy bo przez kilka dni przeszliśmy około 116 km poznając wyspę bardziej od tej lokalnej strony niż tej bardziej turystycznej. Jeśli jednak chcecie zwiedzić więcej i macie ograniczony czas to polecamy skorzystać z komunikacji miejskiej, która jest świetnie rozwinięta. O tym i innych przydatnych w tej podróży tematach możecie przeczytać na blogu lub obejrzeć filmie o ciekawostkach.

Punktem obowiązkowym oprócz stolicy, o której jest w innym filmie są świątynie megalityczne. Najlepiej obejrzeć wszystkie, lecz jeśli nie macie wystarczająco dużo czasu to Ħaġar Qim i Mnajdra będą idealną opcją tym bardziej, że są od siebie oddalone o jakieś 500 metrów.

Ważne!

Pamiętajcie o zabraniu ze sobą słuchawek do telefonu, bo audio przewodnik można pobrać przy zakupie biletu na swoje urządzenie mobilne.

Będąc w okolicy warto odwiedzić Błękitną Grotę, do której dopływa się małą łódką z miejscowości nieopodal. Trzeba jednak pamiętać, że łódki nie kursują przy dużych falach. My właśnie trafiliśmy na taką okoliczność, ale spektakularny krajobraz z tarasu widokowego na Błękitną Grotę wynagrodził nam ten kaprys morza.

Wszyscy pasjonaci nurkowania znajdą coś dla siebie, bo wokół wyspy jest swoiste podwodne muzeum z zatopionych statków. Wiele firm oferuje na wybrzeżu również takie atrakcje. Dla wszystkich, których nie ciągnie do poznawania głębin, ale lubią się popluskać w wodzie są niezliczone ilości plaż, zarówno tych dzikich jak i trochę mniej. Nawet przy dużych falach nie ma to problemu ponieważ jest wiele miejsc w których można kąpać się w naturalnych basenach stworzonych przez wysokie skały gdzie woda jest spokojna. Jednym z takich miejsc jest Ghar Lapsi.

Aby na chwilę odpocząć od typowych krajobrazów do których jeszcze Was zabierzemy zachęcamy do odwiedzenia typowo rybackich miasteczek w których można podziwiać charakterystyczne maltańskie łódeczki oraz w przerwie zwiedzania zjeść coś jak choćby talerz owoców morza, pizzę czy choćby rybę z frytkami. Takimi miasteczkami są choćby Marsaxlokk i Marsaskala. W tym pierwszym warto w niedzielę zobaczyć ogromny targ, który jest na nabrzeżu, a gwar przy straganach i różnorodność produktów zapiera dech w piersiach. O ile macie trochę więcej czasu i umiarkowaną kondycję to polecamy Wam zrobić lekki trekking pomiędzy tymi miejscowościami. W miedzy czasie doświadczycie cudownego lokalnego życia i zakochacie się w cudownych widokach klifów, które w tamtym regionie wcale nie są największymi.

Spacerując pagórkami będziecie mogli odnieść wrażenie, że dziwnym trafem wkroczyliście na teren wojskowy ponieważ po całej wyspie rozsiane są rozmaite fortyfikacje. Pochodzą one zarówno z czasów I i II wojny światowej, ale jest też dużo zabudowań o o wiele dłuższej historii. Ma to związek ze strategicznym położeniem wyspy na terenie basenu Morza Śródziemnego, która musiała się bronić przez wieki przed atakami z zewnątrz.

Dochodząc do wcześniej wspomnianej miejscowości Marsaskala warto na chwilę pochylić się nad pomysłowością poprzednich pokoleń w sposobie wykorzystywania zasobów naturalnych. Mowa tutaj o Panwiach solnych. Wydrążonych w przybrzeżnych skałach małych basenach o regularnych kształtach mających na celu akumulację wody morskiej. Poprzez odparowanie w małych basenikach pozostawała jedynie sól morska wykorzystywana między innymi do konserwacji potraw. Pozyskiwanie soli w ten sposób na wyspie jest praktykowane również obecnie.

Powoli przenosimy się w okolicę stolicy, o której możecie zobaczyć już film na naszym kanale. Na wschód od Valletty znajdują się 3 miasta. Birgu, Bormla i Isla do niedawna były pomijane przez turystów skupiających się na wrażeniach w stolicy. Nie każdy jednak wie, że właśnie Birgu było zamieszkiwane już przez Fenicjan, a ilość atrakcji we wszystkich trzech miastach jest niezliczona. Fort Św. Anioła jest pierwszą siedzibą zakonu św. Jana i od tego fortu śmiało można liczyć początek eksplozji rozwojowej miasta. Warto w trójmieście spędzić trochę czasu, zanurzając się w uliczki, które razem z ich mieszkańcami żyją nieco odmiennym życiem. Pełnym południowego spokoju.

Jeśli przyjeżdżacie na wyspę, żeby się mocniej wyszumieć to Sliema jest Waszym celem. Położona na Zachód od stolicy jest miejscem, które nie zasypia. To tutaj plaże łagodnie schodzą od wody, kluby możemy spotkać na każdym kroku, a wybór tematu imprezy zależy tylko i wyłącznie od naszego humoru w danym dniu.

Jak widzicie Malta oferuje mnóstwo atrakcji i każdy znajdzie coś dla siebie. My podczas tej krótkiej podróży pragnęliśmy zabrać Was tylko w kilka zakątków, a jest ich jeszcze dużo do odkrycia. Koniecznie podzielcie się z nami wrażeniami z tego miejsca.

Do zobaczenia na szlaku

Kasia i staś.

Lublin w Blasku Tysiąca Świateł: Odkryj Lumina Park!

Jeśli szukacie miejsca, które wyrwie Was z jesienno-zimowej szarugi i wciągnie w świat baśni to mamy dla Was wspaniałą informację! Atrakcja znajdująca się w Ogrodzie Botanicznym UMCS w Lublinie co roku wywiera ogromne wrażenie na zwiedzających, a nam w tym sezonie odpięła wrotki!

W drogę!

Tę zapierającą dech w piersiach atrakcję można zobaczyć codziennie od godziny 16 do 21, przy czym trzeba pamiętać, że ostatni zwiedzający są wpuszczani o godzinie 20. I w sumie słusznie, bo żeby zobaczyć ten niezwykły spektakl gry świateł dokładnie potrzeba było nam około godziny.

Nam udało się zaparkować na bezpłatnym parkingu pod samym wejściem, które znajduje się od ulicy Willowej. Miejsca do zostawienia samochodu jest sporo, a wszyscy, którzy obawiają się, że po zmierzchu ominą tę atrakcję zapewniamy, że neon przy samym wejściu jest tak duży, że ominąć się jej nie da : )

Jeśli chodzi o bilety to najlepiej zakupić je na oficjalnej stronie, do której link znajdziesz >tutaj<.

Tegoroczny spektakl zabierze Was w świat Alicji z Krainy Czarów i możemy Was zapewnić, że nie będziecie zawiedzeni tą przygodą. Dodatkową atrakcją jest aplikacja z zadaniami do wykonania. Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi, przy wyjściu otrzymacie mały podarunek.

Jeśli mam być szczery to osobiście byłem sceptycznie nastawiony do tego widowiska i gdzieś głęboko, w środku Staszka, kręciłem nosem na tę przygodę. I biję się w pierś, że tak myślałem, bo było naprawdę epicko.

A mieliśmy przyjemność z Kasią być członkami zacnej Ekipy, w której były jeszcze nasze wybitne ziomki – Ola i Bartek.

Całą czwórką gorąco Wam polecamy tą atrakcję.
Bo warto!

Acha, jeśli wcześniej padało to nie siadajcie na tronie, serio : )

Istria w ruchu – niezapomniane aktywności na chorwackim półwyspie.

Istria to miasta i miasteczka z włoską nutą w tle. Wąskie uliczki prowadzące do niebagatelnych odkryć. Rozkosz dla podniebienia –  wino, owoce morza, pizza i trufle. To tylko ułamek tego, by zakochać się w tej magicznej krainie. Półwysep oferuje dużo, dużo więcej możliwości. Aktywnych możliwości.
W drogę.

My podczas naszej podróży jako bazę wypadową wybraliśmy Pulę, o której możesz przeczytać w >tym artykule<.  Jest to świetne miejsce na weekendowy city break. Lotnisko oferuje wiele połączeń, a komunikacja jest na całkiem dobrym poziomie. My wybraliśmy opcję przyjechania do Chorwacji samochodem, żeby mieć możliwość zabrania większej ilości sprzętu, ale przylot tu to też świetna opcja, bo ilość różnorakich wypożyczalni jest ogromna. Pozwólcie, że po tym krótkim wstępie wskoczymy na deski.

Pływanie o poranku po niezmąconej tafli wody jest idealną opcją dla tych, którzy na deskach nie czują się zbyt pewnie, albo dla tych, którzy chcą podziwiać rybki i dno morskie z pozycji deski. Zanim ruch turystyczny w postaci skuterów wodnych, motorówek i jachtów przebudził się po gorącej nocy, my już dawno okrążaliśmy jedną z wysepek w okolicy.

Świetną opcją jest zabranie prowiantu i zrobienie na jednej z kamienistych plaż małego pikniku w przerwie wyprawy. Godziny na słońcu dają się we znaki, więc pamiętajcie o nawodnieniu, kremie z filtrem, nakryciu głowy i okularach przeciwsłonecznych. Deski i kajaki są tu bardzo popularne i znalezienie wypożyczalni sprzętu nie będzie większym problemem.

Kolejną świetną opcją na aktywność z minimalną ilością sprzętu jest spacer albo trekking.  Wszyscy, którzy lubią się męczyć w stopniu ograniczonym, spacery wzdłuż promenad będą świetną opcją. Ilość ławeczek przy alejkach jest ogromna, więc gdy tylko przyjdzie zmęczenie będzie można odpocząć w cieniu drzewa. Dla wszystkich bardziej wymagających polecamy zapuścić się na ścieżki trekkingowe, których jest mnóstwo. Prowadzą one zazwyczaj do malowniczych punktów widokowych, które zapierają dech w piersiach. Podczas takich wypraw warto pamiętać, żeby zabrać ze sobą coś od komarów, bo dla nich to my byliśmy główną atrakcją.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Porec

Jeśli znudzi Wam się chodzenie po bardziej lub mniej przetartych szlakach pragniemy zaprosić Was na rower. Zaprosić wszystkich, absolutnie wszystkich. Istria słynie z wielu tras rowerowych i dostosowuje te trasy do możliwości. Jeździliśmy asfaltowanymi ścieżkami wzdłuż morza, które ciągnęły się kilometrami. Każdy z szosą będzie zachwycony kulturą jazdy kierowców i możliwościami zrobienia paru etapów górskich po całkiem dobrym asfalcie.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Chorwacja nie zapomniała oczywiście o przygotowaniu szlaków typowo pod MTB i przełaj. Co najważniejsze wypożyczalnie oferują również rowery elektryczne, które mogą być świetnym rozwiązaniem dla załogi z różnym poziomem kondycji chcącej spędzić czas razem. O rowerach mógłbym mówić godzinami, ale przejdźmy dalej.

Pływanie to ostatnia opcja aktywnego wypoczynku, którą chcemy Wam zaproponować. Tutaj wystarczą kąpielówki albo jakiś strój do pływania. Ale też niekoniecznie… piszę to, bo w Chorwacji funkcjonuje naturyzm. Oczywiście nie na wszystkich plażach, ale na wielu. My w popularnym sklepie sportowym kupiliśmy najtańsze okularki, maskę i płetwy, co dało mnóstwo wspaniałej zabawy.

Obserwacja podwodnego świata jest niesamowita i takie doświadczenie polecam każdemu. Płetwy to opcja, ale koniecznym jest zakup butów do wody. Ilość jeżowców jest niepoliczalna, a ból i zmarnowane wakacje związane z nadepnięciem na tego wodnego stworka nie są warte oszczędności paru złotych na buty. Serio.

I tymi kilkoma atrakcjami chcemy się z Wami pożegnać,

Życząc Wam niesamowitego odpoczynku w Chorwacji.

Do zobaczenia!

Kasia&staś.

Pula – miasto, które pamięta Cesarza.

Położone na południowym krańcu półwyspu Istria miasto jest spektaklem historii, której można doświadczyć wchodząc w zakamarki, place i dziedzińce. Burzliwa historia pozostawiła po sobie ślady, a miasto nie raz musiało się podnosić z przysłowiowych zgliszczy. To tutaj zobaczymy jeden z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów z czasów Cesarstwa Rzymskiego wizytówkę miasta. Ale czy to jedyna atrakcja?

Zapraszamy do zwiedzania tego pięknego miasta.

Logistyka

Podczas 10 dniowego wyjazdu, gdzie zwiedzaliśmy południową i środkową część półwyspu Istria, jeden dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Puli. 24 godziny to zdecydowanie wystarczający czas, żeby zwiedzić najważniejsze miejsca. Pula i najbliższa okolica to idealny punkt wypadowy w inne części kraju. Jest tu lotnisko, a jeśli ktoś wybierze się tu samochodem, to możliwości zwiedzania tego regionu będą jeszcze większe. Ale o samej okolicy takiej jak Rovinj, Porec, czy innych opcjach spędzenia tu czasu przeczytasz w dalszych artykułach.

Zarys historii

Historia miasta sięga około V wieku p.n.e., ale to moment, w którym miasto zajęli Rzymianie w roku 177 p.n.e. można liczyć jako początek naprawdę czegoś wielkiego. Przez lata portowe miasto zyskiwało na znaczeniu.  W 43 r. Pula stała się kolonią Rzymską i od tamtego momentu jej znaczenie niemalże eksplodowało. Miasto stało się ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym.

Miasto trafiało z rąk do rąk. Po upadku Cesarstwa przeszło pod wpływy Bizancjum, a następnie przez wieki było pod rządami Wenecji. To dawało szanse na rozwój, lecz taka rotacja również przynosiła straty, ponieważ bunty przy tych zmianach były krwawo tłumione. Żadna zmiana jednak nie zdziesiątkowała tak miasta jak epidemia dżumy i malarii. Z czasów rzymskiej potęgi liczącej ok. 30 tys. po epidemii liczba mieszkańców spadła do około 300.

Swój ponowny rozkwit w XIX wieku Pula zawdzięcza powstałej stoczni, komunikacji kolejowej, pierwszym zakładom przemysłowym i licznej arystokracji, która zaczęła przyjeżdżać tu w celach rekreacyjnych.

XX wiek to również czas wielu przemian. Po I wojnie światowej, region Istrii razem z Pulą zajęły Włochy, a po drugiej wojnie światowej miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Bezapelacyjnie wizytówką miasta jest Amfiteatr w samym sercu miasta, który jest jednym z trzech najlepiej zachowanych aren  Starożytnego Rzymu. Obecny wygląd zawdzięczamy cesarzowi Wespazjanowi, który nakazał powiększyć istniejący już amfiteatr tak, by pomieścić 23 tysiące widzów łaknących krwi, dzikich zwierząt i walk gladiatorów. Najlepiej zwiedzać amfiteatr rano, gdy jeszcze tłum turystów nie zajmie kolejki do kas.  Świetną opcją jest zobaczenie walk gladiatorów na żywo. Imprezy tego typu są organizowane z rozmachem i piękną oprawą (wybierając się do Puli warto sprawdzić czy akurat uda się trafić na spektakl – link do strony)

Wychodząc z Areny warto zahaczyć o Titov Park, w którym znajdziemy miniaturowy model miasta, a drzewa uchronią nas od coraz mocniejszego słońca. Przechodząc wzdłuż nabrzeża dotrzemy do Forum.
Miejsce to, tak samo jak w Rzymie, miało wiele funkcji. Wybudowany w I wieku plac stanowił centrum życia publicznego pełniąc funkcje religijne, administracyjne i handlowe. Dziś jest gwarnym miejscem z parasolami pobliskich restauracji oraz informacją turystyczną.

Spacerując po Forum nie sposób nie dostrzec Świątyni Augusta i Romy. Ta powstała na początku I wieku budowla cieszy oko nie tylko entuzjasty starożytnej architektury, ale jest świadectwem kunsztu i zaawansowania przeszłych wieków. Świątynia ta, przez wieki przeszła naprawdę sporo. Odbywały się tu obrzędy pogańskie, po czym została zamieniona na kościół, by w kolejnych wiekach stać się spichlerzem. Dziś wewnątrz można podziwiać kolekcję starożytnych rzeźb z brązu i kamienia.

Niebagatelnym jest to, że starożytność jest tak mocno wpisana w miasto. Pisząc to mam na myśli ruiny domu Agrippiny Młodszej. Była ona siostrą Kaliguli i matką Nerona, który prawdopodobnie zlecił jej zamordowanie. Niesamowite stanowisko archeologiczne, które jest nieco zaniedbane, lecz warte zobaczenia. Ciężko tam trafić z powodu słabego oznaczenia. Ruiny znajdują się tuż przy forum,  należy wejść tam wąskim przejściem obok bankomatu.

Kolejną nieoczywistą atrakcją są mozaiki podłogowe odkryte po bombardowaniach podczas II wojny światowej. Przedstawiają one mitologiczną scenę ukarania Dirke. Pochodząca z III wieku mozaika podłogowa jednej z willi zadziwia. A mnie osobiście szokuje „wciskanie się” nowoczesności w starożytność. Ale to pozwolę sobie zostawić już Waszej ocenie.

Przechodząc wzdłuż okazałych kamienic dochodzimy do wzniesionego pod koniec I wieku p.n.e. Łuku Sergiusza. Ta wzniesiona w stylu korynckim budowla przyciąga wzrok turystów niesamowitymi ornamentami. Łuk został wzniesiony wewnątrz jednej z bram miejskich, która razem z murami tworzyła linię obronną dla miasta. Bramę wraz z fragmentem murów rozebrano, a plac przy Łuku przyciąga oprócz turystów wielu artystów.

Zerostrasse
Idąc wzdłuż murów miejskich warto skryć się przed słońcem w trasie podziemnych tuneli. Temperatura w tunelach to około 14-18 stopni, więc co wrażliwsi powinni wziąć bluzę. Tunele zostały wybudowane w celu schronienia mieszkańców Puli podczas wojny i finalnie mogło tam się skryć 50 tyś ludzi. Jest kilka wejść do siatki tuneli, a dobra nawigacja nie pozwoli się zgubić. W tunelach możemy zobaczyć wystawy zdjęć sieci komunikacji tramwajowej w Puli, a wjeżdżając windą na samą górę dotrzemy do twierdzy Kasel, która również jest udostępniona do zwiedzania.

Twierdza Kasel
Pierwsza fortyfikacja powstała w XVII wieku, dzięki panującym tu Wenecjanom, na miejscu obiektu sakralnego, a jeszcze wcześniej starożytnego Kapitolu. Ze względu na położenie pełniła funkcję obronną, ale po pierwszej wojnie straciła na znaczeniu. Dziś udostępniona do zwiedzania, cieszy oczy turystów ukazując ze swojej wieży piękną panoramę miasta. We wnętrzach zamku można zobaczyć wystawy czasowe, które jeszcze bardziej ożywiają to miejsce.

Powoli schodząc w twierdzy kierujemy się wąskimi uliczkami do samochodu. Nam udało się zaparkować poza strefą płatnego parkowania, co wymagało przejścia kilkuset metrów więcej.
Szukając miejsca do parkowania pamiętajcie, że Chorwacja ma podobne zasady jak we Włoszech.
Miejsca oznaczone niebieskimi liniami są płatne, żółte są zarezerwowane dla rezydentów, a białe to miejsca bezpłatne : )

Pięknego czasu w Puli,

Kasia & staś.

Londyn – 10 miejsc, które są symbolami miasta.

Londyn jest miejscem, którego nie sposób w całości odkryć, choć trzeba odkrywać. Miejscem, które wciąga w zaułki historii, przenikające się i uzupełniające. Zakamarki szeroko pojętej kultury obejmują swoimi mackami każdego kto tylko zechce. Nowoczesność współgrająca z wiktoriańskim stylem.
Taki właśnie jest Londyn naszymi oczami.

Ilekroć pomyślę o Londynie i zdjęciach przychodzi mi na myśl najlepszy deszczowy październik jaki śmiem sobie wyobrazić. Skąpani w strugach wyspiarskiego deszczu, z żałosną nadzieją na lekki przebłysk, spacerowaliśmy ulicami i alejami zachodząc od czasu do czasu do muzeum. Aparaty otulone w gęstych kroplach i wyczekiwanie w kałużach tego najlepszego.
Każdy, kto dotarł do tego momentu tekstu, nie będąc w stolicy, pomyślał pewnie „No debil”. Każdy, kto tam był z lekką ekscytacją w głosie zapyta „Czułeś to? Czułeś?”
Z delikatnym uśmiechem odpowiadam „Czułem i Kasia też to czuła”
I teraz chcemy Was zabrać w podróż by podsycić Waszą chęć na Mały Wypad.
W drogę!

KOMUNIKACJA

               Choć Londyn jest trzecim co do wielkości miastem Europy, to podróżowanie po tej ogromnej aglomeracji to czysta przyjemność. Bardzo dobra komunikacja kolei naziemnej połączona z gęsto usianą pajęczyną metra pozwala przemieścić się z punktu w punkt w krótkim czasie. Podczas ostatniej podróży korzystaliśmy z Oyster card, którą można kupić i doładować w kiosku na peronie. Koszt samej karty to 7 funtów + doładowanie najczęściej 23 funty. Pieniądze za kartę (te 7 funtów) po roku przechodzą na konto do wykorzystania. Inną opcją jest płacenie zbliżeniowe, które również jest bardzo popularne i nawet polecane. Czytaliśmy jednak, że czasem występuje problem z autoryzacją, dlatego my zdecydowaliśmy się oszczędzić sobie stresu i płacić klasycznie.
Karta obowiązuje na metro i kolej naziemną więc „jakby luksusowo”.

Każda stacja metra jest dobrze opisana dzięki temu naprawdę ciężko się zgubić, a jeżdżąc kolejką mieliśmy do dyspozycji na peronie mapę i dokładny rozkład.
Dużym plusem jest też korzystanie z map Google i nawigowanie się transportem publicznym dzięki aplikacji (Pamiętać trzeba jednak o kosztach związanych z transmisją danych zagranicą).

W Londynie obowiązuje ruch lewostronny i warto o tym pamiętać wchodząc na przejście, albo choćby wychodząc z metra. O ile samochody i rowery zachowują tę zasadę, o tyle ludzie już jakoś nie. Londyńczycy są przyzwyczajeni do tego, że większość świata porusza się inaczej (kiedyś ruch lewostronny był w wielu krajach), ale warto pamiętać o tym, że to my tam jesteśmy gośćmi i wypada przestrzegać zasad danej społeczności.

WAŻNE

               Przed planowanym wylotem do Wielkiej Brytanii trzeba pamiętać o tym, że nie jest ona już w Unii Europejskiej. Co za tym idzie dokumentem umożliwiającym podróż jest paszport. Poza sezonem wyrobienie paszportu to okres maksymalnie paru tygodni. W sezonie ten czas może wydłużyć się do miesięcy. Warto więc pomyśleć o tym wcześniej, żeby nie przegapić biletowej okazji życia.

Wielka Brytania posiada również własną walutę, jaką są funty. Warto pamiętać o tym, że jeśli byliśmy np. w Londynie parę lat temu i zostało nam parę zaskórniaków to raczej nimi nie zapłacimy, ponieważ jest na nich wizerunek Królowej Elżbiety II (UWAGA!! Te banknoty nie stracą swojej wartości. Można je nadal wymienić w każdym banku). Większość miejsc akceptuje jednak płatności kartą.

               Rzeczą, o której będziemy powtarzali uparcie do znudzenia jest wykupienie ubezpieczenia podróżniczego. Zazwyczaj kosztuje grosze, a może naprawdę uratować skórę w krytycznej sytuacji.

ZWIEDZANIE

                Jako że większość wybiera się na Mały Wypad, a nie na roczne zwiedzanie Londynu, to wybraliśmy jedynie kilka pozycji na 2-3 dniowy wyjazd. A naszą podróż zaczniemy od muzeum. Tutaj warto pamiętać o tym, że wiele muzeów w Londynie jest za darmo. Ważne jest również to, żeby dokonać rezerwacji przez Internet (oddzielne wejścia dla posiadających bilety). To zaoszczędzi naprawdę dużo czasu (kolejki są ogromne).

Science Museum  – muzeum nauki to nie lada gratka dla wszystkich. Nawet jeśli ktoś nie był orłem w szkole to z całą pewnością znajdzie coś dla siebie. Powstało w 1857 roku. Całe spektrum od matematyki, fizyki, poprzez medycynę i na kosmosie kończąc mogą przyprawić o zawrót głowy. Nie sposób obejrzeć całość i całość zapamiętać. Jest to jedno z tych miejsc, do których trzeba wracać. Rozkoszować się postępem jaki wydarzył się na przestrzeni wieków i docenić odkrycia dokonane przez największych tego świata.

Natural History Museum – kolejna świetna pozycja, która na nas zrobiła spektakularne wrażenie. Zbiory w ilości ponad 70 milionów eksponatów jest potęgą samą w sobie. Oficjalne otwarcie odbyło się w 1881 roku i od tego czasu uczy swoich gości. Na szczególną uwagę zasługuje szkielet płetwala błękitnego, który wisi w holu głównym. Ponadto plaster sekwoi o średnicy 6 metrów robi niesamowite wrażenie. Warto też zajrzeć do galerii z dinozaurami, można bowiem tam zobaczyć ryczącego, ruszającego się dinozaura.

              

Z doświadczenia wiemy, że najlepszą opcją zwiedzania tych muzeów jest podzielenie tych atrakcji na oddzielne dni. Wtedy zdecydowanie więcej zostanie w pamięci i nie padniemy wyczerpani gdzieś pomiędzy piętrami ze zmęczenia i przesytu informacji.

Picadilly cirrus – ikona, jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Londynie. Wielu miało okazję oglądać to spektakularnie oświetlone reklamami skrzyżowanie na niejednym filmie, ponieważ często miejsce to jest planem zdjęciowym. W centralnej części placu stoi pomnik Erosa otoczony fontanną, który jest popularnym miejscem spotkań i wieców. Ponadto plac otoczony teatrami i sklepami pełni rolę rozrywkową i handlową. Nie trzeba wspominać, że najlepiej zwiedzać to miejsce to wieczorową porą.

Big Ben – bezapelacyjny symbol miasta i kraju. Usytuowany przy zachodnim skrzydle Parlamentu Wielkiej Brytanii został ukończony w 1859 roku. Początkowo nazwa ta odnosiła się do 13 tonowego dzwonu umieszczonego wewnątrz wieży zegarowej, której faktyczna nazwa to Elizabeth Tower. Obecnie jednak, każdy bardziej kojarzy wieżę jako Big Ben. Blisko 100 metrowy (96,3m) budynek jest punktem orientacyjnym na mapie Londynu i jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w mieście. Ci, co łakną zwiedzania wieży ucieszą się, że po czteroletnim remoncie wnętrza Big Bena znów zostały oddane „w ręce” zwiedzających.

London Eye – popularna nazwa jednego z największych diabelskich młynów na świecie. Znajdujący się na brzegu Tamizy kolos ma ponad 135 metrów wysokości. Powstał w 2000 roku z okazji nowego tysiąclecia i miał być instalacją czasową, jednak na prośbę wielu mieszkańców został na stałe. Nadal jest kością niezgody wśród mieszkańców Londynu. Jedni mówią, by iść z duchem czasu, drudzy natomiast twierdzą że to szkaradny element zupełnie nie wpisujący się w zabudowę miasta. Ciekawostką jest, że kapsuł jest 32, lecz numery są od 1 do 33. Spowodowane jest to tym, że pominięto pechową 13. Podróż diabelskim młynem trwa około 30 minut, a bilety zaczynają się od 20 funtów.

Trafalgar Square – jest jednym z najważniejszych placów w Londynie. Swoją nazwę nosi od miejsca zwycięskiej bitwy floty brytyjskiej nad flotą francusko-hiszpańską w 1805 roku. W centralnym punkcie stoi pomnik poświęcony admirałowi Nelsonowi. Nieopodal placu znaleźć można między innymi budynek National Gallery. Jest to miejsce szczególnie często wykorzystywane do organizacji wydarzeń kulturalnych, obchodów, koncertów i demonstracji.

Tower Bridge – charakterystyczny i rozpoznawalny na całym świecie most łączący brzegi Tamizy jest niewątpliwie unikatem. Otwarty w 1894 został skonstruowany tak, by umożliwić żeglugę wyższym statkom o dużej masie. Składa się z dwóch wież i zwodzonego przęsła. Chętni mogą zwiedzić wnętrze mostu i dowiedzieć się jak działa, poznać jego historię oraz przejść się górnymi przejściami, co z całą pewnością pozostanie w pamięci na lata. Koszt zwiedzania zaczyna się od 6 funtów.

Hide park – uciekając od ruchu ulicznego i wszechobecnego tłumu schronienie można znaleźć w stworzonym w 1637 roku parku. Na 140 hektarach zieleni można odpocząć i zaczerpnąć świeżego powietrza. Park posiada również wiele placów i boisk, na których mieszkańcy rozgrywają między innymi mecze piłki nożnej i siatkówki. Jest to idealne miejsce na aktywny wypoczynek jak i na leniwy odpoczynek wokół natury. Warto pamiętać, że jeśli mamy w planie leniuszkowanie to niektóre leżaki są płatne. Ciekawym miejscem jest speakers corner– miejsce, w którym każdy bez względu na wiek, płeć, wyznanie czy narodowość może wygłosić swoje zdanie bez konsekwencji. Jedynem, o czym nie można mówić negatywnie to rodzina królewska. To miejsce wolności słowa i szeroko pojętej dyskusji  powstało w XIX wieku. Warto przybyć tu na chwilę i wsłuchać się w zażarte dyskusje, które trwają niemal nieprzerwanie.

Pałac Buckingham – zbudowany w 1703 roku pałac od czasów królowej Wiktorii jest główną siedzibą rodziny królewskiej. Obecnie jest to symbol, który trzeba zobaczyć będąc w stolicy. Najlepszym czasem do odwiedzenia tego miejsca jest zmiana warty, która odbywa się o 11:30. W sezonie (kwiecień – lipiec) można ją podziwiać codziennie, w resztę roku, co drugi dzień. Po obejrzeniu okazałej budowli i zmiany warty warto przejść się alejkami jednego z dwóch pobliskich parków.

Harrods – jeden z najbardziej znanych domów towarowych na świecie. Założony w 1834 roku od samego początku miał oferować szeroką gamę artykułów. Dziś jest symbolem brytyjskiego luksusu i tradycji handlowej. Unikalne produkty, kolekcje znanych marek rozmieszczone na 90 000 m2 prezentują szyk, splendor i bogactwo. Zanim jednak wybierzecie się do Harrodsa pamiętajcie, że aby tam wejść trzeba być ubranym elegancko (Goście w japonkach, shortach i ubraniach odkrywających dużą część ciała mogą nie zostać wpuszczeni).

Fish and chips – ryba z frytkami to z całą pewnością nie miejsce. To klasyk kuchni w Londynie. Uważamy, że jest to nieodzowny element wyjazdu i ilekroć będziemy tu wracali to będziemy jedli tę tłustą rybę z głębokiego oleju, frytki i puree z zielonego groszku. Żeby zjeść dobrze i nie wyczyścić kieszeni warto odejść parę kroków od centrum i poszukać małej knajpki. Przy odrobinie szczęścia i sprawdzeniu opinii w internecie doznacie raju dla podniebienia.

I z rozpalonym apetytem do zwiedzania i zjedzenia małego „co nieco” postanawiamy Was zostawić. Mamy nadzieję, że już powoli pakujecie plecaki i szykujecie się na podbój Londynu.

Do zobaczenia na uliczkach miasta,

Kasia i staś.

Rzym – 9 miejsc, które warto zobaczyć.

(na końcu artykułu znajdziesz odnośnik do filmu – przewodnika po tych miejscach)

Największym błędem, który można popełnić jadąc do Wiecznego Miasta jest chęć zobaczenia…. wszystkiego. Jedynie, co z takiego wyjazdu pozostanie, to ból głowy, oczopląs i odciski. Dlatego śpieszymy z przewodnikiem po 9 miejscach, które warto zobaczyć w Rzymie.
Mały Wypad czas start!

WSTĘP

               Zanim przejdziemy do pełnego opisu chcemy nakreślić, że nie da się opowiedzieć kilku tysięcy lat historii w paru zdaniach i to co opisuje ten artykuł, to jedynie wierzchołek góry lodowej 🙂 Możecie nam wierzyć lub nie, ale każdy kolejny krok, który stawialiśmy, prowadził nas do nowych odkryć niekoniecznie opisanych w przewodnikach. Zatem jadąc na Mały Wypad nie smućcie się, że coś pominęliście. Do tego miasta trzeba wracać i za każdym razem odkrywać coś nowego, zaskakując się coraz bardziej i bardziej. Nie mniej jednak mamy dla Was propozycję 9 miejsc, które są jednymi z „ciasteczek” na mapie Rzymu.

O tym jak dostać się z lotniska Campino do centrum możesz przeczytać tutaj.

(link otworzy się w nowym oknie)

LOGISTYKA

Niezbędne w podróżowaniu po Rzymie będą na pewno wygodne buty. To one pozwolą nam zrobić wiele kroków przechadzając się kamiennymi ulicami czy parkami. Jeśli będziecie w mieście w ciepłe dni to koniecznie zabierzcie nakrycie głowy i okulary przeciwsłoneczne. Dobrym planem jest też krem z filtrem. Nie zapominajcie o wodzie lub choćby butelce (dość gęsto usiane kraniki z wodą na ulicach pozwolą uzupełnić zapasy). I tutaj warto się pochylić na chwilę nad tematem toalet. Jest ich zdecydowanie mniej niż w czasach starożytnych, co może z lekka rozbić podróż. Jeśli już jesteśmy przy toaletach to warto pamiętać, by mieć w kieszeni parę drobnych. W wielu miejscach nie zapłacimy kartą (choćby w toalecie).
We Włoszech obowiązuje siesta, dlatego warto wcześniej zaplanować sobie jedzenie lub drobniejsze zakupy, żeby się nie nadziać (My podróżując po Włoszech zawsze ustawiamy budzik na ok. 12:30, żeby w ferworze zwiedzania nie przegapić ostatniego momentu, żeby coś kupić przed zamknięciem – Polecamy!)
              
Bilety wstępu do różnych atrakcji warto kupić z wyprzedzeniem. Z jednej strony będziemy mieli pewność, że w ogóle wejdziemy, a z drugiej unikniemy stania w długich kolejkach (w sezonie zwykle warto rezerwować bilety z kilkudniowym wyprzedzeniem).

ZWIEDZANIE

Uzbrojeni w wodę, czapkę i przewodnik ruszamy w drogę, a zaczynamy od Circus Maximus, poprzez Fontannę Di Trevi, na schodach hiszpańskich kończąc.

Circus Maximus – był to najstarszy i największy cyrk starożytnego Rzymu. Jego początki sięgają III w. p.n.e. Był on wielokrotnie przebudowywany i modernizowany. Wiązało się to z rozwojem, jak i z licznymi pożarami, które trawiły okazałe budowle, w tym cyrk.  W swoim ostatecznym, murowanym kształcie był w stanie pomieścić blisko 250 tys. osób (Warto zauważyć, że Rzym wtedy miał około 1 miliona mieszkańców).  Głównym celem budowli było oglądanie wyścigów rydwanów, które cieszyły się w starożytnym Rzymie ogromną popularnością. Dziś można oglądać jedynie skromne pozostałości, ale ukształtowanie terenu pozwala sobie wyobrazić wielkość budowli przed wiekami.

Łuk Konstantyna – jeden z najmłodszych łuków tryumfalnych powstał w 315 roku, w trzy lata po zwycięskiej bitwie Konstantyna nad cesarzem Maksencjuszem. Zaznaczający się swoją obecnością, stojący w otoczeniu Koloseum i Forum Romanum, łuk powstał z wcześniejszych budowli. Taki zabieg spowodował, że zbudowano go szybciej i taniej. Miejsce to jest nie tylko świetnym punktem orientacyjnym wśród zabytków, ale też miało swoje uzasadnienie. To tędy prowadził antyczny szlak procesyjny. Konstantyn odegrał też kluczową rolę w historii rzymskiego chrześcijaństwa, zatem według wielu źródeł mówi się, że łuk symbolizuje również początek przemian.

Koloseum – a tak dokładniej to Amfiteatr Flawiuszy powstał w ciągu dekady między 70 a 80 rokiem n.e.  Jego nazwa nie pochodzi od wielkości budowli, ale od ogromnego posągu Nerona z brązu, który stał nieopodal. Swoją wielkość budowla zawdzięcza doskonałym architektom i inżynierom tamtych czasów. Poprzez wykorzystanie betonu, który z resztą Rzymianie wynaleźli, można było budować wyżej i donioślej. Doniosłość ta miała pokazywać potęgę cesarstwa, a odgrywane na arenie walki gladiatorów sugerowały, że cesarstwo nie cofnie się przed niczym. Z drugiej strony taka rzeź była ulubioną rozrywką Rzymian. Miejsca w Koloseum odpowiadały hierarchii struktur w Rzymie. Na samym dole siedział Cesarz i senatorowie, wyżej arystokracja, potem lud i żołnierze, następnie niewolnicy, a na samej górze siedziały kobiety.

Forum Romanum – pierwotnie błotniste tereny nienadające się do użytku zostały osuszone przez Etrusków. To tam znajdował się plac targowy. Z chwilą rozwoju miasta i coraz większej potęgi handel na placu został wyparty przez ośrodki kulturalne. Mówi się, że było to serce religijne, polityczne i społeczne imperium Rzymskiego. Mimo upływu lat i licznym zniszczeniom jest to świetnie miejsce do zwiedzenia i uświadomienia potęgi jaką był Rzym.

Ołtarz ojczyzny – usytuowany na Placu Weneckim pomnik Wiktora Emanuela II zwany również Vittoriano został wybudowany w latach 1885 – 1911. Biały marmurowy kompleks w stylu neoklasycystycznym z całą pewnością zaprze dech w piersiach i na długo zostanie w pamięci. Trzeba jednak pamiętać, że jest on kością niezgody przez wielu nazywany nawet katastrofą architektoniczną. Wiąże się to z jego monumentalnością i bielą, co skutecznie przyćmiewa okalające go zabytki. Jakby tego było mało, to podczas budowy „maszyny do pisania” (złośliwa nazwa pomnika) zniszczono część Kapitolu i wiele cennych budynków mieszkalnych. W budynku znaleźć można Grób Nieznanego Żołnierza, punk widokowy oraz Muzeum Zjednoczenia Włoch.

Fontanna czterech rzek – znajdująca się na środku Piazza Navona fontanna charakteryzuje się wysokim, egipskim obeliskiem z czterema posągami charakteryzującymi rzeki czterech kontynentów: Nilu, Gangesu, La Platy i Dunaju. Fontanna jest uważana za jedno z największych osiągnięć rzeźby barokowej i świetny punkt orientacyjny na mapie Rzymu. Warto zwrócić uwagę, że plac na którym stoi był kiedyś stadionem Domicjana. Ciekawostką jest to, że obecny plac powstał DOKŁADNIE na ruinach stadionu „lekkoatletycznego”.

Panteon – jedna z wizytówek miasta, którą nie sposób pominąć w zwiedzaniu. Wybudowana w 125 r. n.e. przez cesarza Hadriana ku czci wszystkich bogów do tej pory olśniewa swym kunsztem. Rozpiętość kopuły to 43,6 m. Cały ciężar przenoszony jest na 8 szerokich kolumn, a kasetonowe sklepienie nadaje bryle lekkości. W środku można podziwiać liczne rzeźby i zdobienia. Warto zwrócić uwagę na 16 kolumn stojących przed wejściem. Zostały one przywiezione w CAŁOŚCI!!! z Egiptu. 

Fontanna di Trevi – jedna z najbardziej rozpoznawalnych fontann na świecie. Zbudowana w drugiej połowie XVIII wieku urzeka swoim kunsztem do dziś. Zasilana jest wodą z akweduktu, który został wybudowany w 19 r. p.n.e. Fontanna przedstawia greckiego boga, największego z tytanów Okeanosa i dwa trytony (hybrydy człowieka i ryby). Bóstwo stoi na rydwanie zaprzęgnięte w dwa hipokampy (hybryda ryby i konia). Jedno burzliwe, drugie natomiast spokojne – mają być alegorią stanów mórz. Ponad wszystkim stoją cztery rzeźby przedstawiające 4 pory roku.
(Wiem, wiem dużo się tu dzieje, ale nie bez kozery jest to jedna z najwspanialszych fontann na świecie). Ważne by pamiętać o tym, żeby przez ramie wrzucić pieniążek do fontanny. Mówi się, że dzięki temu na pewno wróci się do wiecznego miasta.

Schody Hiszpańskie – Wybudowane w pierwszej połowie XVIII wieku miały na celu połączyć kościół Trinita dei Monti z Placem Piazza di Spagna.  Charakterystyczne 135 stopni o kształcie łuków upodobali sobie zarówno Włosi jak i turyści. Tam przez długi czas można było spotkać znajomych siedzących na schodach i uciąć sobie miłą pogawędkę. Obecnie jest zakaz siadania na nich, a za łamanie tego przepisu grożą srogie kary. U stóp schodów znajduje się Fontanna Barcaccia. Upamiętnia ona moment, w którym Tyber wylał i opadająca woda pozostawiła w tym miejscu łódkę. Warto wejść po schodach na samą górę, żeby zobaczyć panoramę miasta.

PODSUMOWANIE

               Ta krótka przygoda, którą odbyliśmy w styczniu 2023 jest dosłownie zalążkiem zwiedzania miasta. Zawarliśmy w artykule i w filmie jedynie najważniejsze informacje i gwarantujemy Wam, że jeśli tylko byśmy na moment zboczyli z zaplanowanej przez nas trasy zwiedzania, to do tej pory błąkali byśmy się po uliczkach odkrywając coś nowego. Z całą pewnością nie jest to miejsce na jeden weekend. Jest to miasto do odkrywania i poznawania. Zwiedzania i doświadczania.

Togo właśnie chcemy Wam życzyć podczas małego wypadu do Rzymu.

Do zobaczenia gdzieś pośród uliczek wiecznego miasta.

Kasia i staś.