Istria w ruchu – niezapomniane aktywności na chorwackim półwyspie.

Istria to miasta i miasteczka z włoską nutą w tle. Wąskie uliczki prowadzące do niebagatelnych odkryć. Rozkosz dla podniebienia –  wino, owoce morza, pizza i trufle. To tylko ułamek tego, by zakochać się w tej magicznej krainie. Półwysep oferuje dużo, dużo więcej możliwości. Aktywnych możliwości.
W drogę.

My podczas naszej podróży jako bazę wypadową wybraliśmy Pulę, o której możesz przeczytać w >tym artykule<.  Jest to świetne miejsce na weekendowy city break. Lotnisko oferuje wiele połączeń, a komunikacja jest na całkiem dobrym poziomie. My wybraliśmy opcję przyjechania do Chorwacji samochodem, żeby mieć możliwość zabrania większej ilości sprzętu, ale przylot tu to też świetna opcja, bo ilość różnorakich wypożyczalni jest ogromna. Pozwólcie, że po tym krótkim wstępie wskoczymy na deski.

Pływanie o poranku po niezmąconej tafli wody jest idealną opcją dla tych, którzy na deskach nie czują się zbyt pewnie, albo dla tych, którzy chcą podziwiać rybki i dno morskie z pozycji deski. Zanim ruch turystyczny w postaci skuterów wodnych, motorówek i jachtów przebudził się po gorącej nocy, my już dawno okrążaliśmy jedną z wysepek w okolicy.

Świetną opcją jest zabranie prowiantu i zrobienie na jednej z kamienistych plaż małego pikniku w przerwie wyprawy. Godziny na słońcu dają się we znaki, więc pamiętajcie o nawodnieniu, kremie z filtrem, nakryciu głowy i okularach przeciwsłonecznych. Deski i kajaki są tu bardzo popularne i znalezienie wypożyczalni sprzętu nie będzie większym problemem.

Kolejną świetną opcją na aktywność z minimalną ilością sprzętu jest spacer albo trekking.  Wszyscy, którzy lubią się męczyć w stopniu ograniczonym, spacery wzdłuż promenad będą świetną opcją. Ilość ławeczek przy alejkach jest ogromna, więc gdy tylko przyjdzie zmęczenie będzie można odpocząć w cieniu drzewa. Dla wszystkich bardziej wymagających polecamy zapuścić się na ścieżki trekkingowe, których jest mnóstwo. Prowadzą one zazwyczaj do malowniczych punktów widokowych, które zapierają dech w piersiach. Podczas takich wypraw warto pamiętać, żeby zabrać ze sobą coś od komarów, bo dla nich to my byliśmy główną atrakcją.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Porec

Jeśli znudzi Wam się chodzenie po bardziej lub mniej przetartych szlakach pragniemy zaprosić Was na rower. Zaprosić wszystkich, absolutnie wszystkich. Istria słynie z wielu tras rowerowych i dostosowuje te trasy do możliwości. Jeździliśmy asfaltowanymi ścieżkami wzdłuż morza, które ciągnęły się kilometrami. Każdy z szosą będzie zachwycony kulturą jazdy kierowców i możliwościami zrobienia paru etapów górskich po całkiem dobrym asfalcie.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Chorwacja nie zapomniała oczywiście o przygotowaniu szlaków typowo pod MTB i przełaj. Co najważniejsze wypożyczalnie oferują również rowery elektryczne, które mogą być świetnym rozwiązaniem dla załogi z różnym poziomem kondycji chcącej spędzić czas razem. O rowerach mógłbym mówić godzinami, ale przejdźmy dalej.

Pływanie to ostatnia opcja aktywnego wypoczynku, którą chcemy Wam zaproponować. Tutaj wystarczą kąpielówki albo jakiś strój do pływania. Ale też niekoniecznie… piszę to, bo w Chorwacji funkcjonuje naturyzm. Oczywiście nie na wszystkich plażach, ale na wielu. My w popularnym sklepie sportowym kupiliśmy najtańsze okularki, maskę i płetwy, co dało mnóstwo wspaniałej zabawy.

Obserwacja podwodnego świata jest niesamowita i takie doświadczenie polecam każdemu. Płetwy to opcja, ale koniecznym jest zakup butów do wody. Ilość jeżowców jest niepoliczalna, a ból i zmarnowane wakacje związane z nadepnięciem na tego wodnego stworka nie są warte oszczędności paru złotych na buty. Serio.

I tymi kilkoma atrakcjami chcemy się z Wami pożegnać,

Życząc Wam niesamowitego odpoczynku w Chorwacji.

Do zobaczenia!

Kasia&staś.

Pula – miasto, które pamięta Cesarza.

Położone na południowym krańcu półwyspu Istria miasto jest spektaklem historii, której można doświadczyć wchodząc w zakamarki, place i dziedzińce. Burzliwa historia pozostawiła po sobie ślady, a miasto nie raz musiało się podnosić z przysłowiowych zgliszczy. To tutaj zobaczymy jeden z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów z czasów Cesarstwa Rzymskiego wizytówkę miasta. Ale czy to jedyna atrakcja?

Zapraszamy do zwiedzania tego pięknego miasta.

Logistyka

Podczas 10 dniowego wyjazdu, gdzie zwiedzaliśmy południową i środkową część półwyspu Istria, jeden dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Puli. 24 godziny to zdecydowanie wystarczający czas, żeby zwiedzić najważniejsze miejsca. Pula i najbliższa okolica to idealny punkt wypadowy w inne części kraju. Jest tu lotnisko, a jeśli ktoś wybierze się tu samochodem, to możliwości zwiedzania tego regionu będą jeszcze większe. Ale o samej okolicy takiej jak Rovinj, Porec, czy innych opcjach spędzenia tu czasu przeczytasz w dalszych artykułach.

Zarys historii

Historia miasta sięga około V wieku p.n.e., ale to moment, w którym miasto zajęli Rzymianie w roku 177 p.n.e. można liczyć jako początek naprawdę czegoś wielkiego. Przez lata portowe miasto zyskiwało na znaczeniu.  W 43 r. Pula stała się kolonią Rzymską i od tamtego momentu jej znaczenie niemalże eksplodowało. Miasto stało się ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym.

Miasto trafiało z rąk do rąk. Po upadku Cesarstwa przeszło pod wpływy Bizancjum, a następnie przez wieki było pod rządami Wenecji. To dawało szanse na rozwój, lecz taka rotacja również przynosiła straty, ponieważ bunty przy tych zmianach były krwawo tłumione. Żadna zmiana jednak nie zdziesiątkowała tak miasta jak epidemia dżumy i malarii. Z czasów rzymskiej potęgi liczącej ok. 30 tys. po epidemii liczba mieszkańców spadła do około 300.

Swój ponowny rozkwit w XIX wieku Pula zawdzięcza powstałej stoczni, komunikacji kolejowej, pierwszym zakładom przemysłowym i licznej arystokracji, która zaczęła przyjeżdżać tu w celach rekreacyjnych.

XX wiek to również czas wielu przemian. Po I wojnie światowej, region Istrii razem z Pulą zajęły Włochy, a po drugiej wojnie światowej miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Bezapelacyjnie wizytówką miasta jest Amfiteatr w samym sercu miasta, który jest jednym z trzech najlepiej zachowanych aren  Starożytnego Rzymu. Obecny wygląd zawdzięczamy cesarzowi Wespazjanowi, który nakazał powiększyć istniejący już amfiteatr tak, by pomieścić 23 tysiące widzów łaknących krwi, dzikich zwierząt i walk gladiatorów. Najlepiej zwiedzać amfiteatr rano, gdy jeszcze tłum turystów nie zajmie kolejki do kas.  Świetną opcją jest zobaczenie walk gladiatorów na żywo. Imprezy tego typu są organizowane z rozmachem i piękną oprawą (wybierając się do Puli warto sprawdzić czy akurat uda się trafić na spektakl – link do strony)

Wychodząc z Areny warto zahaczyć o Titov Park, w którym znajdziemy miniaturowy model miasta, a drzewa uchronią nas od coraz mocniejszego słońca. Przechodząc wzdłuż nabrzeża dotrzemy do Forum.
Miejsce to, tak samo jak w Rzymie, miało wiele funkcji. Wybudowany w I wieku plac stanowił centrum życia publicznego pełniąc funkcje religijne, administracyjne i handlowe. Dziś jest gwarnym miejscem z parasolami pobliskich restauracji oraz informacją turystyczną.

Spacerując po Forum nie sposób nie dostrzec Świątyni Augusta i Romy. Ta powstała na początku I wieku budowla cieszy oko nie tylko entuzjasty starożytnej architektury, ale jest świadectwem kunsztu i zaawansowania przeszłych wieków. Świątynia ta, przez wieki przeszła naprawdę sporo. Odbywały się tu obrzędy pogańskie, po czym została zamieniona na kościół, by w kolejnych wiekach stać się spichlerzem. Dziś wewnątrz można podziwiać kolekcję starożytnych rzeźb z brązu i kamienia.

Niebagatelnym jest to, że starożytność jest tak mocno wpisana w miasto. Pisząc to mam na myśli ruiny domu Agrippiny Młodszej. Była ona siostrą Kaliguli i matką Nerona, który prawdopodobnie zlecił jej zamordowanie. Niesamowite stanowisko archeologiczne, które jest nieco zaniedbane, lecz warte zobaczenia. Ciężko tam trafić z powodu słabego oznaczenia. Ruiny znajdują się tuż przy forum,  należy wejść tam wąskim przejściem obok bankomatu.

Kolejną nieoczywistą atrakcją są mozaiki podłogowe odkryte po bombardowaniach podczas II wojny światowej. Przedstawiają one mitologiczną scenę ukarania Dirke. Pochodząca z III wieku mozaika podłogowa jednej z willi zadziwia. A mnie osobiście szokuje „wciskanie się” nowoczesności w starożytność. Ale to pozwolę sobie zostawić już Waszej ocenie.

Przechodząc wzdłuż okazałych kamienic dochodzimy do wzniesionego pod koniec I wieku p.n.e. Łuku Sergiusza. Ta wzniesiona w stylu korynckim budowla przyciąga wzrok turystów niesamowitymi ornamentami. Łuk został wzniesiony wewnątrz jednej z bram miejskich, która razem z murami tworzyła linię obronną dla miasta. Bramę wraz z fragmentem murów rozebrano, a plac przy Łuku przyciąga oprócz turystów wielu artystów.

Zerostrasse
Idąc wzdłuż murów miejskich warto skryć się przed słońcem w trasie podziemnych tuneli. Temperatura w tunelach to około 14-18 stopni, więc co wrażliwsi powinni wziąć bluzę. Tunele zostały wybudowane w celu schronienia mieszkańców Puli podczas wojny i finalnie mogło tam się skryć 50 tyś ludzi. Jest kilka wejść do siatki tuneli, a dobra nawigacja nie pozwoli się zgubić. W tunelach możemy zobaczyć wystawy zdjęć sieci komunikacji tramwajowej w Puli, a wjeżdżając windą na samą górę dotrzemy do twierdzy Kasel, która również jest udostępniona do zwiedzania.

Twierdza Kasel
Pierwsza fortyfikacja powstała w XVII wieku, dzięki panującym tu Wenecjanom, na miejscu obiektu sakralnego, a jeszcze wcześniej starożytnego Kapitolu. Ze względu na położenie pełniła funkcję obronną, ale po pierwszej wojnie straciła na znaczeniu. Dziś udostępniona do zwiedzania, cieszy oczy turystów ukazując ze swojej wieży piękną panoramę miasta. We wnętrzach zamku można zobaczyć wystawy czasowe, które jeszcze bardziej ożywiają to miejsce.

Powoli schodząc w twierdzy kierujemy się wąskimi uliczkami do samochodu. Nam udało się zaparkować poza strefą płatnego parkowania, co wymagało przejścia kilkuset metrów więcej.
Szukając miejsca do parkowania pamiętajcie, że Chorwacja ma podobne zasady jak we Włoszech.
Miejsca oznaczone niebieskimi liniami są płatne, żółte są zarezerwowane dla rezydentów, a białe to miejsca bezpłatne : )

Pięknego czasu w Puli,

Kasia & staś.

Pompeje – miasto, które zatrzymał wulkan, a historia ożywiła na nowo!

Wystarczy jeden krok za bramę Porta Marina, by przenieść się do świata sprzed blisko dwóch tysięcy lat. Ulice z koleinami po rydwanach, zdobione domy patrycjuszy, graffiti na murach i tętniące życiem forum – Pompeje nie są zwykłym stanowiskiem archeologicznym. To miasto zamrożone w czasie przez potęgę Wezuwiusza, które do dziś fascynuje, inspiruje i… uczy.

Krótka historia Pompejów

Pompeje założone zostały najprawdopodobniej przez Osków w VII w. p.n.e., później rozwijały się pod panowaniem Rzymian, osiągając szczyt swojej świetności w I wieku n.e. Były ważnym ośrodkiem handlu, kultury i życia społecznego. 24 sierpnia 79 roku n.e. nagła erupcja Wezuwiusza przysypała miasto warstwą popiołu i pumeksu, grzebiąc ponad 10 tysięcy ludzi i zachowując miasto niemal nienaruszone. Paradoksalnie – to katastrofa ocaliła Pompeje dla potomnych.

O czym pamiętać?

Pompeje to ogromny teren na otwartym słońcu, często bez cienia. Dlatego:

  • Woda – weź własną butelkę, ale możesz uzupełniać ją w dostępnych źródłach na terenie ruin.
  • Nakrycie głowy – kapelusz lub czapka są absolutnie niezbędne.
  • Krem z filtrem UV – słońce w Kampanii potrafi być bezlitosne nawet wiosną czy jesienią.
  • Wygodne buty – nawierzchnia jest nierówna, a do przejścia wiele kilometrów.
  • ArteCARD – jest to karta zniżkowa, która daje możliwość zaoszczędzenia sporej sumy pieniędzy podczas zwiedzania muzeów i galerii w Neapolu oraz całej Kampanii (często pozwala na wejścia bez konieczności stania w kolejkach). Dostępna jest w wielu kioskach i informacji turystycznej.

Dodatkowo warto pamiętać o tym że zwiedzanie to minimum 3 godziny, ale najlepiej przeznaczyć na nie od 4 do 6 godzin.

(poniżej znajdziesz informacje jak się dostać na miejsce)

Rzymskie rozwiązania, które przetrwały wieki

Zwiedzając Pompeje, trudno nie odczuć zdumienia nad zaawansowaniem cywilizacji rzymskiej. To, co wydaje się nowoczesne, często ma swoje korzenie właśnie tutaj.
Ulice z przejściami dla pieszych, system kanalizacji i wodociągów skutecznie zbierający deszczówkę z ulic, ogrzewane łaźnie przypominające dzisiejsze systemy centralnego ogrzewania i reklamy na ścianach doskonale widoczne do dziś to tylko część tego co znajdziemy spacerując po mieście z przed 2000!! lat. Warto na moment zatrzymać się w zadumie jak bardzo świat był rozwinięty już dwadzieścia wieków temu.

Będąc w Pompejach warto wcześniej wybrać się do Herkulanum i na Wezuwiusz.
W tej kolejności Pompeje zrobią na nas jeszcze większe wrażenie.
Tutaj masz link do Herkulanum i Wezuwiusza.

Pompeje pokazują, że Rzymianie budowali z wizją wieczności – ich miasto, mimo że zniszczone, nadal żyje. Ich architektura, planowanie przestrzenne i inżynieria nadal inspirują współczesnych urbanistów, artystów i inżynierów. Nawet tragedia, która spopieliła Pompeje, stała się pomostem między przeszłością a teraźniejszością, pozwalając nam dosłownie zajrzeć przez uchylone drzwi historii.

Jak dojechać do Pompejów z Neapolu?

To bardzo proste:

Bilety można zakupić w aplikacji OMIO lub bezpośrednio na stacji.

  1. Wsiądź w pociąg na stacji Napoli Garibaldi.
  2. Wysiądź na stacji Pompei Scavi – Villa dei Misteri (około 35 minut podróży).
  3. Wejście do ruin znajduje się tuż obok stacji – trudno się zgubić. : )

Alternatywnie, jeśli podróżujesz samochodem, Pompeje znajdują się około 25 km od Neapolu i mają dobrze oznaczone parkingi w pobliżu wejść.

Podsumowanie

Pompeje to coś więcej niż ruiny – to żywe muzeum, dowód na geniusz ludzkiego umysłu i przypomnienie o sile natury. Tu historia ma zapach popiołu, kształt kolumny i echo dawnych kroków. Jeśli jesteś w Neapolu – nie zastanawiaj się. Przez chwilę możesz poczuć się jak obywatel Imperium Rzymskiego, spacerujący po swoim ukochanym mieście. Dla nas było to niesamowite przeżycie, które z pewnością będziemy chcieli powtórzyć przy kolejnej możliwości.

Może się wtedy tam zobaczymy : )

Do zobaczenia,
Kasia i staś.

Świat luksusowej motoryzacji na wyciągniecie ręki – Maranello i Modena

Każdy zna Ferrari. Znaczek czarnego konia na żółtym tle z flagą Włoch u górze. A muzeum? Muzeum jest wisienką na torcie podczas podróży po Północnych Włoszech dla niejednego miłośnika motoryzacji.  Ale czy tylko miłośnicy motoryzacji znajdą coś dla siebie?

Dojeżdżając do Maranello nie sposób pomylić się z czego słynie miasto. Już z daleka wiadomo, że małe niepozorne miasteczko swoją sławę zyskało właśnie dzięki muzeum i fabryce luksusowych, sportowych samochodów – Ferrari. Ulice są przepełnione emblematami i symbolami związanymi z marką. Im byliśmy bliżej celu tym większe tłumy i więcej „znaków”, że podążaliśmy w odpowiednim kierunku. Faktem jest, że problem z zaparkowaniem jest spory i dobrze jest uzbroić się w cierpliwość podczas szukania miejsca. Jest kilka parkingów płatnych, które nie mają limitów czasu, ale i są parkingi bezpłatne, które umożliwiają postój do 30,60,90 minut. Darmowe parkingi o najdłuższym możliwym czasie postoju są oczywiście położone najdalej od muzeum. Nam udało się wcisnąć samochodem na parking tuż pod muzeum(płatny), lecz było to okupione 20 minutowym jeżdżeniem i polowaniem na dogodny parking.

Będąc poza sezonem(my byliśmy we wrześniu) nie trzeba kupować biletów przez Internet – upoważniają one do szybszego wejścia poza kolejką. Zwykła kolejka w danym okresie, o ile nie przyjedzie autokar turystów, to czas około 10 minut żeby wejść do budynku. Przed wejściem znajduje się zadaszenie dla oczekujących co jest miłym akcentem gdy chodzi o włoskie Słońce. Sama logistyka muzeum jest bardzo dobrze zorganizowana. Kilka kas, do których kieruje pracownik pilnujący oczekujących. Po zakupieniu biletów (bilet podwójny na oba muzea to 38 euro za osobę) można śmiało ruszać w wir luksusu.

Muzeum składa się z kilku pięter z luźno ustawionymi samochodami. Mimo czytania poszczególnych opisów nie doszukaliśmy się zasadności pomieszania samochodów ze względu na lata produkcji. Nie przeszkadzało to jednak nadmiernie w zwiedzaniu, a może i dodało ciekawego kontrastu poszczególnym generacjom. Oprócz samochodów w przeszklonych gablotach obok znajdowały się silniki danych modeli. Dodatkowo można było zobaczyć  podzespoły takie jak między innymi  tarcze hamulcowe, zaciski, kierownice i tapicerki.  Przechadzając się po muzeum można siąść w symulatorze i wjechać na wirtualny tor.(Koszt takiej zabawy za 7 minut to około 35 euro). Całość wieńczy przestronna galeria aut tej marki, które wygrały wyścigi F1 w konkretnych latach. Obracając się mogliśmy podziwiać medale i puchary z tych właśnie wydarzeń.

Całe muzeum w Maranello ze zdjęciami i czytaniem opisów można śmiało przejść w 60 – 90 minut. Korzystając z dodatkowych atrakcji jak symulator czy zakupy w sklepie oczywiście czas ten będzie odpowiednio dłuższy : )

Przejazd z Maranello do muzeum Enzo Ferrari w Modenie zajęło nam około 25 minut. Na miejscu czekał na nas spory parking z którego udaliśmy się do głównego budynku (jest ich dwa).

Wejście na główną wystawę  jest otwierane co 30 minut. Spowodowane to jest projekcją filmu historycznego o Enzo Ferrari. Zanim jednak wyświetlony zostanie film swobodnie można chodzić i podziwiać na ogromnej sali kilkanaście egzemplarzy aut. Na ścianach hali znajdują się kierownice, a w regałach poniżej można zobaczyć materiały z jakich jest wykonana tapicerka w danych modelach. My do budynku głównego weszliśmy w trakcie trwania seansu i Pani uprzejmie poinformowała nas, że w czasie oczekiwania możemy usiąść przy stolikach lub pójść zwiedzić wystawę w drugim budynku, który był kiedyś pierwszym zakładem produkcyjnym. My wybraliśmy oczekiwanie i  już po 10 minutach szusowaliśmy miedzy autami przyglądając się idealnie skrojonej linii sportowych samochodów. Po filmie, który pogłębił wiedzę przeczytaną na planszach poszliśmy do drugiego budynku, w którym spędziliśmy kilkanaście minut. Całe muzeum zajęło nam około godzinę.

Warto zajrzeć do obu muzeów, lecz jeśli napięty grafik pozwala zwiedzić tylko jedno, to naszym zdaniem lepiej wybrać to w Maranello. Jest zdecydowanie więcej do zobaczenia, ponadto dzieci mogą się wyszaleć przy nieco większej ilości atrakcji.

I z tym motoryzacyjnym akcentem ruszamy w dalszą drogę.

Do zobaczenia,

Kasia i staś.

Jak przygotować swój pierwszy wyjazd? Poradnik krok po kroku.

W każdej ekipie, większej czy mniejszej, znajdziemy organizatora całej wyprawy, który z pasją będzie biegał za biletami, opanuje na pamięć cały rozkład jazdy pociągów autobusów i samolotów na najbliższy miesiąc. Znajdzie też odpowiednie miejsce do spania, zwiedzania, jedzenia i nie strudzony pokaże nam co warto zobaczyć. Problem zaczyna się wtedy gdy nasz organizator nie może jechać na wspólny wyjazd i całe zadanie organizacji spada na nas. Tych, którzy byli wesołymi maskotkami każdej wyprawy. Niemający pojęcia, co gdzie i jak. I właśnie dla takich osób jest ten poradnik : )

Ruszajmy!

Wszystkie punkty opiszemy w jak najbardziej przystępnej formie starając się zawrzeć wszystkie informacje potrzebne do stworzenia wyjazdu.
Przeczytaj wszystko uważnie, bo informacje przenikają się i uzupełniają.

CEL PODRÓŻY

Zanim rozpoczniemy jakąkolwiek podróż warto wybrać cel naszej podróży. Z pozoru błahy temat, bo przecież „można się udać wszędzie” nie jest taki oczywisty. Wybierając miejsce musimy najpierw uwzględnić czy nastawiamy się na aktywny wypoczynek, zwiedzanie muzeów, jedzenie, krajobrazy, czy może nocne imprezy.  Oczywistym jest, że głównym celem może być miasto lub region i sama zmiana otoczenia będzie wystarczającym argumentem do wyjazdu. Warto zwrócić uwagę na środek transportu, którym chcemy się tam dostać. I czy daty, w których chcemy podróżować nie kolidują z naszymi planami.

MIEJSCE NOCLEGU/ TRANSPORT/CZAS

Po wybraniu celu naszej podróży (załóżmy, że to będzie Gdańsk) przechodzimy do kolejnych etapów, które powinny siebie przenikać.

MIEJSCE NOCLEGU

Jeśli nastawiamy się na podróżowanie po starym mieście i zwiedzanie okolicznych muzeów to warto wybrać opcję w bliskiej odległości od naszego celu podróży. Faktycznie w ścisłej okolicy ceny za nocleg mogą być nieco wyższe, ale za to dużo zaoszczędzimy w momencie gdybyśmy musieli jeździć autobusem, kolejką lub taksówką.(My zawsze staramy się wybrać opcję z kuchnią lub choćby aneksem kuchennym, ponieważ gotujemy sami.)

Jeżeli ceny odstraszają całkowicie i przeliczyliśmy, że dojazd będzie zdecydowanie bardziej racjonalną opcją dobrze jest wybrać miejsce jak najbliżej naszego celu i z dogodnym dojazdem.(kolejka, metro, ścieżki rowerowe)

Staramy się wybrać miejsca, w których możemy się zameldować jak najwcześniej i wymeldować jak najpóźniej. To pozwala nam na chodzenie bez bagażu przez dłuższy czas. ( tutaj dobrym rozwiązaniem jest zorientowanie się gdzie znajduje się najbliższa przechowalnia bagażu – często hotele mają taką opcję. Zwykle standardem jest przechowalnia przy stacjach kolejowych i autobusowych)

Jeżeli jako środek transportu wybraliśmy samochód warto w opcji noclegu dopłacić parę złotych za parking. Często wyjdzie to zdecydowanie taniej niż płacenie za strefę płatnego parkowania w mieście.

Najbardziej popularnymi serwisami są Airbnb, booking, couchsurfing, HotelsCombined.
Często można znaleźć naprawdę fajne promocje i nocować za grosze.

TRANSPORT

Samolot

Wybierając miejsca popularne turystycznie nie będziemy mieli większego problemu ze znalezieniem dogodnego środka transportu. Większe ośrodki posiadają lotniska z których coraz łatwiej się dostać do centrum autobusami lub kolejką specjalnie do tego przeznaczonymi. (tu warto pamiętać, że często bilety autobusowe z lotniska mają wyższą cenę jeśli chcemy je kupić bezpośrednio na lotnisku) Warto zatem, po wybraniu konkretnego lotu, zarezerwować również bilet na autobus do centrum z wyprzedzeniem. To z całą pewnością oszczędzi nam nerwów(rezerwacje wchodzą zazwyczaj bez kolejki) i kilka groszy.

(linia miejskiego autobusu zamiast dedykowanego miedzy lotniskiem a centrum)

Rezerwując bilety lotnicze trzeba pamiętać o odprawie. Jeśli nie odprawiamy się wcześniej tylko zostawiamy to na ostatnią chwilę (ostatnie 24 h – wtedy odprawa jest darmowa z losowym wyznaczeniem miejsc) należy to zrobić jak najszybciej by uniknąć OVERBOOKING. (Przykład nasz lot jest w niedzielę o 15:25  to możliwość odprawy zaczyna się o 15:25 w sobotę i w okolicach tego czasu należy zrobić odprawę. – nastawcie budzik)

Pociąg

Pociąg jest też świetną opcją do podróży, ale dla niedoświadczonych w tej formie transportu proponujemy wybór pociągu bezpośredniego lub z dłuższym czasem na przesiadkę. To z całą pewnością oszczędzi nerwów z szukaniem peronu i stresu w przypadku gdy nasz pociąg uciekł. (Jeżeli nasz pociąg odjechał nie z naszej winy np. tym którym jechaliśmy wcześniej się opóźnił, to należy pójść do kasy by zmienili godzinę na naszym bilecie na kolejną możliwą opcję.)

Własny środek transportu.

Tutaj przed podróżą warto sprawdzić czy wszystko w aucie jest sprawne, czy mamy podbity przegląd i aktualne ubezpieczenie. W przypadku wypożyczania samochodu z wypożyczalni warto wybrać opcję wyższego ubezpieczenia. (W ciasnych uliczkach miast łatwo o zarysowanie)

O tym co jest potrzebne w aucie gdy wybieramy się w podróż piszemy więcej tutaj.

CZAS

Wybierając miejsce warto też zwrócić uwagę na czas w którym chcemy podróżować. O ile karnawał w Wenecji jest świetną atrakcją do zobaczenia o tyle finał w piłkę nożną dwóch zwaśnionych drużyn w momencie gdzie nie jesteśmy fanami sportu już raczej nie. Często imprezom z wieloletnią tradycją towarzyszą tłumy ludzi i mimo, że tłum nam zupełnie nie przeszkadza to możemy nie zobaczyć jakiś atrakcji ponieważ najzwyczajniej nie ma już na nie biletów. Warto też zwrócić uwagę, że podczas niektórych ważnych spotkań w stolicach państw na szczeblu politycznym czy duchowym pewne atrakcje mogą być niedostępne ze względów bezpieczeństwa. Warto więc sprawdzić kalendarz imprez na stronie miasta i regionu.

Te kilka podstawowych rzeczy jest jedynie bazą, którą można rozszerzać bez końca. Biorąc pod uwagę jeszcze pogodę(deszcz, śnieg, upał) , porę roku,(problemy wynikające z zasp na drodze), dni tygodnia( w poniedziałki muzea są zamknięte).

Bardzo ważnym elementem podczas wyszukiwania transportu, noclegu jest przeglądanie witryn na swojej przeglądarce internetowej w trybie incognito. To pozwoli uniknąć ciasteczek, które będą windowały cenę w górę.

Powodzenia w planowaniu wyprawy!

My,

Kasia i staś.

Wrocławskie ZOO – miejsce, które trzeba zobaczyć

               Ponad 12 000 zwierząt na przestrzeni 33 hektarów. Do tego siatka ścieżek wypełniona wieloma planszami dydaktycznymi, zagadkami dla najmłodszych i miejscem do wypoczynku. Jest to jeden z najczęściej odwiedzanych ogrodów w Europie. Kupując bilet nie zdawałem sobie sprawy na jaki spacer się piszę i jaki bagaż wiedzy będę miał okazję zdobyć.
Mały Wypad czas start!
Zapraszam.

DATA I GODZINA

O wrocławskim ZOO słyszałem dużo dobrego i nareszcie w drugiej połowie stycznia (26.01) miałem okazję go odwiedzić. Wiele osób wybiera cieplejsze dni (a nawet upalne) na taką rozrywkę twierdząc, że mało można zobaczyć, gdy jest zimno. Nic bardziej mylnego. Gro zwierząt nienawidzi upałów i zdecydowanie lepiej czują się, gdy jest chłodno, niż w letnim skwarze. A dla tych zwierząt, które cenią sobie ciepełko są zbudowane specjalne ocieplane boksy i to właśnie tam można je podziwiać.

Jeśli chodzi o porę dnia to wybrałem 9:00, czyli godzinę otwarcia. Z jednej strony wtedy jeszcze nie ma tłumów i bez problemu można zwiedzić (poniekąd prowadząc cały peleton) sporą część ZOO, z drugiej zaś, o czym nie wiedziałem, wiele zwierząt miało z rana czas karmienia. Szedłem więc za meleksem, który rozwoził śniadanie i miałem okazję zobaczyć mnóstwo gatunków na porannej wyżerce. Póki co – same plusy.

CZAS ZWIEDZANIA

               Żeby zatrzymać się i przez chwilę podziwiać zwierzęta trzeba dużo czasu. Żeby przyswoić ogrom wiedzy zamieszczony na planszach potrzeba jeszcze więcej czasu. Mi zwiedzanie zajęło lekko 4 godziny, a nie robiłem sobie przerw podczas oglądania i ścieżkami chodziłem w miarę możliwości szybko. Nie skłamię twierdząc, że ta wyprawa może być całodzienną przygodą. Na szczęście ogród przygotował świetne zaplecze rekreacyjno – wypoczynkowe. Nie brakuje ławek, na których można odpocząć, a w sezonie działa również pełna gastronomia rozsiana na trasie zwiedzania (teraz całość jeszcze jest uśpiona przed wiosennym szturmem). Jest to naprawdę fajnie rozplanowany teren. Nawet toalety są super rozmieszczone, tak żeby nie trzeba było ich szukać… no właśnie, co do „szukać.”

LOGISTYKA

Teren ogrodu jest cały czas modernizowany i unowocześniany. Powstają nowe budynki i ścieżki dydaktyczne, które są naprawdę dobrze oznaczone. Słupki kierunkowe z całą pewnością ułatwiały mi poruszanie się po całym obszarze, a mapy znajdujące się przy głównych skrzyżowaniach rozwiązują wszelkie wątpliwości. Podczas przechodzenia z punktu w punkt dokładnie wiedziałem gdzie iść, a gdzie już byłem.

Z perspektywy czasu ciężko mi określić, czy mój kierunek zwiedzania był najbardziej optymalny. Ja zacząłem od zagród, kierując się po kolei z miejsca w miejsce. Moim planem było zostawienie Akwarium i Afrykarium na drugą połowę zwiedzania. Z jednej strony pomyślałem, że najpierw wszyscy po wejściu mogą pójść tam chcąc uniknąć tłumu, a potem będą zwiedzali resztę, z drugiej strony chciałem zostawić sobie taką wisienkę na torcie na koniec zwiedzania. Czy moja logika byłaby powtarzalna to ciężko stwierdzić, ale tłumów nie było zarówno przy zagrodach jak i w budynkach. Czyli 1:0 dla mnie 🙂

O ZOO

Wrocławski ogród zoologiczny położony na 33 hektarach jest mieszkaniem dla ponad 12 tysięcy zwierząt. Jest najstarszym ogrodem w Polsce i działa od 1865 roku prężnie do dziś z dwoma małymi przerwami. Na terenie parku oprócz różnorodnych gatunków zwierząt turyści mogą podziwiać wiele zabytkowych budowli, które pełniły bądź nadal pełnią funkcję schronienia dla zwierząt. Wiele z budynków zmieniło swoje przeznaczenie, jak na przykład Baszta Niedźwiedzi, którą obecnie zajmują sowy. Jest też domek nutrii – jedno z nielicznych drewnianych mieszkanek, które pozostało ok. 1890 i pełni swoją rolę do dziś. Na terenie parku nie brakuje też nowoczesności. Największą atrakcją ogrodu cieszy się Afrykarium z tunelem, przez który można przejść podziwiając różne gatunki ryb. Mi osobiście się podobał, ale mnie nie porwał. Ale za to cała reszta Afrykarium niemalże wyrywa z butów. Naprawdę.

Motylarnia, Żyrafiarnia, Terrarium, Odrarium i wiele innych to z całą pewnością miejsca, które na długo zapadają w pamięci. Ranczo pozwala poznać niedaleką historię, o której wielu najmłodszych nie ma pojęcia. Przykłady chomąt z pewnością pomogą uświadomić najmłodszym, że traktory nie zawsze „rządziły” polami 🙂

Ogród pod swoje skrzydła przyjął wiele gatunków zwierząt z nielegalnych hodowli, przemytu czy z terenów szczególnie zagrożonych dla danych gatunków.

PODSUMOWANIE

               Osobiście uważam, że będąc we Wrocławiu i nie zahaczyć o ZOO byłoby sporym błędem. Nie jest to jednak miejsce na dwie godziny, więc dobrze jest zaplanować przynajmniej pół dnia na zwiedzanie.  Warto pamiętać o tym, by w ciepłe dni zabrać jakieś nakrycie głowy i choćby butelkę na wodę (na terenie ogrodu znajdują się kraniki z wodą). 

Normalny bilet wstępu kosztuje 70 zł, natomiast ulgowy 60 zł. Dostępne w sprzedaży są jeszcze bilety rodzinne i roczne. Nie jest to najmniej, ale biorąc pod uwagę ilość atrakcji, możliwość aktywnego spędzenia całego dnia połączonego z nauką i dobrą zabawą jest to kwota, którą naprawdę warto wydać.

ZOO (piszę tu o wszystkich ogrodach) ma swoich zwolenników i przeciwników. Zgadzam się bezapelacyjnie z tym, że takie miejsca nie są środowiskiem naturalnym dla wielu gatunków zwierząt. Warto jednak pamiętać o tym, że wiele gatunków jest na skraju wymarcia ze względu na brak swojego naturalnego środowiska czy szeroko pojętego „handlu i postępu”.
Za takim obrotem spraw stoi najgroźniejszy i najgorszy z gatunków – My, ludzkość.
Zatem czy takie miejsca są więzieniem czy ostatnią chronioną ostoją?
Każdy kij ma dwa końce. Zawsze.

Taormina – 8 najciekawszych miejsc do zwiedzenia.

Miasto, które przez wielu jest nazywane perłą Sycylii. Skrywające wiele pomiędzy wąskimi uliczkami. Czarujące i urzekające. Wykute w skale miasto, choć przesiąknięte wymagającymi przewyższeniami, widokiem swoim wynagradza wszystko. Pojawiają się jednak głosy, że jest mocno przereklamowane i zupełnie niewarte odwiedzenia. Czy oby na pewno?
Zapraszamy Was w podróż, by odkryć to miejsce.
Mały Wypad czas start!

Zanim wyruszymy na dobre do Taorminy trzeba zadać sobie pytanie, jak chcemy ją zwiedzić.
Czy leniwie poszwendać się po Corso Umberto I, zasiadając od czasu do czasu na kawę i przyglądając się witrynom z sycylijskimi upominkami? Czy raczej wspiąć się do pobliskiej miejscowości Castelmola i popatrzeć na wszystko z góry?
My lekko spięliśmy nasz grafik i ogarnęliśmy lekki spacer i skromną „wspinaczkę”.
Za długo tego wstępu!
W drogę!

Zerknij na artykuł o Castelmola, by dowiedzieć się jak wejść 🙂

link otworzy się w nowym oknie.

Jak dojechać?

Naszą bazą wypadową była Katania (o której możecie przeczytać tutaj)  i to z niej przyjechaliśmy autobusem do Taorminy. Kursują tutaj również pociągi

My wybraliśmy autobus z dwóch głównych powodów:

cena biletów! W jedną stronę zapłaciliśmy po 10,2 euro (czasem można dorwać je nawet po 5-6 euro) 

– stacja kolejowa (choć ponoć śliczna) znajduje się u podnóża miasta, a autobus wjeżdża dużo wyżej (niemal do centrum). To duży plus dla wszystkich, którzy podróżują z dziećmi, mają ograniczony czas na zwiedzenie całego miasta lub po prostu ich kondycja nie pozwala na pokonywanie trasy w górę, a potem w dół 🙂

Co do zakupu biletów, my korzystamy najczęściej z OMIO. Strona jest przejrzysta i szybko się ładuje. Oferuje wielu przewoźników, zarówno koleją jak i autobusami.
Oczywiście można kupić bilet w kasie na przystanku początkowym korporacji, z którą chcemy podróżować lub u kierowcy. W przypadku kierowcy nie zawsze jest tak kolorowo, bo jeśli ma w tablecie wpisany komplet, to prawdopodobieństwo zabrania z przystanku jest nikłe.  Nasz kierowca w drodze powrotnej otworzył drzwi i powiedział do stojących na przystanku „TICKET”. Na próbę tłumaczenia, że jeszcze nie mają, skwitował „NO TICKET, NO PARTY”. Po czym pomachał, zamknął drzwi i odjechał. Także tu uczulamy, żeby nie zostać na lodzie 😉

Co zwiedzić ?

Corso Umberto I – malownicza ulica, którą śmiało możemy nazwać sercem tego miasta. To wokół niej toczy się życie i to na niej można spędzić cały dzień. Knajpki, kawiarenki, gwar Włochów i turystów przyprawiać będzie o dreszcze tych, którzy kochają ciszę i spokój. Ci jednak, którzy uwielbiają jak dużo się dzieje, poczują się w tym miejscu jak ryba w wodzie. Corso prowadzi nas od budynku pierwszego parlamentu (Palazzo Corvaja), przez piękny plac IX Kwietnia z małymi kościółkami Sant’Agostino i di San Giuseppe do placu katedralnego. Ulica kończy swój bieg u bramy Katanii.
Jak sami widzicie szlak ten nie sposób jest zrobić „po łepkach”. Warto wygospodarować na niego trochę czasu, by naprawdę zagłębić się w piękno skryte w każdym zakamarku.

Piazza Duomo – plac katedralny mimo niewielkich rozmiarów prezentuje kilka ciekawostek: fontannę, ratusz i oczywiście katedrę. Minotaur (hybryda człowieka i konia) strzeże placu i mieszkańców ze szczytu fontanny. Żeńska postać trzyma w dłoniach symbole mocy królewskiej –  berło i jabłko. Rzeźba jest symbolem miasta i spacerując uliczkami trudno się na nią nie natknąć.   Katedra św. Mikołaja powstała w XIII wieku, lecz to, co widzimy obecnie, najbardziej zbliżone jest do przebudowy z XVI i  XVII wieku. Znacząco odróżnia się od większości katedr, które możemy spotkać podróżując po włoskich miasteczkach. Swój surowy i masywny kształt zawdzięcza temu, że pełniła funkcję katedry i fortecy.   Nie sposób jednak nie zwrócić uwagi w całej tej surowej bryle na cudowną rozetę na wzór renesansu. Została ona odrestaurowana w 1936 roku.

Teatr Antyczny – jest to punkt obowiązkowy na liście miejsc do zobaczenia w mieście. Wykuty w skale w IV wieku p.n.e. przez Greków z oszałamiającym widokiem na morze i wizytówkę całej Sycylii, czyli Etnę. Na początku była tam wystawiana sztuka wyższych lotów. Potem, za czasów rzymskich lud żądał krwi i teatr przebudowano i stworzono arenę dla gladiatorów. Dziś już tam nikt nikogo nie zjada, ani nie zabija. Odbywają się tu koncerty i wydarzenia kulturalne. Ale kto wie, kto wie… Historia lubi zataczać koło i może za jakiś czas znowu ktoś tu chwyci za szabelki albo puszą zwierzęta. Póki co były tylko spokojne koty.
Teatr najlepiej oglądać, gdy niebo jest czyste. Widok Etny siedząc w teatrze zapiera dech w piersiach. My mieliśmy jedynie tego namiastkę, ponieważ stożek schował się za chmurami, ale i tak widok był obłędny.

Parco Villa Comunale – park w stylu angielskim jest idealnym miejscem, by skryć się przed promieniami słońca lub zrelaksować się oglądając Etnę w zachodzącym słońcu. Pełny jest upamiętnień z Wielkiej Wojny oraz budynków w stylu azjatyckim. Powstały w XIX wieku z inicjatywy angielskiej (z lekka ekstrawaganckiej) arystokratki Florence Trevelyan. Widok płynących chmur i zachodu jest obłędny, a plac zabaw dla najmłodszych będzie świetną przerwą w zwiedzaniu.

Grobowce Taormina Tombe Bizantine – Cmentarzysko zostało odkryte „przed chwilą”, bo dopiero w latach 60 ubiegłego wieku przez całkowity przypadek – przez budujących drogę pracowników. Grobowce sięgają czasów Bizancjum i są świetnym dowodem na to, że jeszcze sporo przed nami do odkrycia. Choć położone niedaleko tarasu widokowego Belvedere di via Pirandello, są z reguły pomijane przez turystów, ale i w przewodnikach. Faktem jest, że nie prezentują się jak Teatr, ale warto zatrzymać się tu i na tablicy przeczytać nieco o historii.

Isola Bella – malownicza wysepka, która niegdyś należała do Lady Florence Trevelyan. Otrzymała ona ją w prezencie od męża – lokalnego lekarza o bardzo dobrej renomie.  Obecnie jest rezerwatem przyrody w dużej części udostępnionym do zwiedzania. Jej piękno najlepiej prezentuje się z góry, gdzie można ją podziwiać kontrastującą z turkusem wody i złotym piaskiem plaży. Przez wielu nazywana perłą Taorminy i słusznie, bo ten obrazek zostanie w naszych wspomnieniach na zawsze 😉

Kościół Madonna della Rocca – wykuta w skale kaplica sięga XIII wieku. Jej położenie u podnóża zamku Castello Saraceno Casteltaormina pozwala obejrzeć krajobraz Taorminy w pełnej krasie. Przebudowa kościoła, który możemy oglądać obecnie odbyła się w pierwszej połowie XVII wieku. Legenda głosi, że przestraszony pasterz podczas burzy skrył się w skałach wraz ze swoimi owcami. Wtedy objawiła mu się Madonna z Dzieciątkiem uspakajając, że wszystko dobrze się skończy.
Kościół stworzony jest w surowym rustykalnym stylu.

Taras widokowy Belvedere di via Pirandello – świetnym pomysłem na to, by spojrzeć na Isola Bella z góry, jest przejście na darmowy taras widokowy znajdujący się nieopodal stacji kolejki linowej i głównego parkingu autobusowego. Widok z niego zapiera dech w piersiach. Spojrzenie na głęboką zieleń wysepki połączoną z turkusem morza powoduje zawrót głowy. Natomiast przy dobrej widoczności można bez większych problemów zobaczyć Półwysep Apeniński. Cały ten spektakl inspiruje do kolejnej podróży.

I z tym obrazkiem pozwalamy sobie Was zostawić, niejako zachęcając do podróży.

Do zobaczenia na szlaku,

Kasia i staś.

5 kart niezbędnych w podróży… czyli jak unikać nadmiernych kosztów i problemów!

 Podróż to dla większości doznanie tak niezwykłe, że w momencie, gdy ją rozpoczynamy często tracimy głowę i zapominamy o całym świecie wokół. Mimo że podróżujemy dużo, to nadal czasem coś nam się „udaje” zapomnieć albo pominąć z listy do zabrania.



Poniżej linki do artykułów, które pomogą Wam nie zapomnieć o czymś, co wydaje się na pozór oczywiste.

Samolot – bezpłatny bagaż podręczny

Co zabrać na wakacje w ciepłe kraje?

Co zabrać na szlak?

Rowerowy niezbędnik

Autem po Europie

Auto przed trasą

Ale wróćmy do tych 5 kart, których posiadanie może „uratować tyłek” podczas podróży.


 1.

Zacznijmy od oczywistej oczywistości jaką jest DOWÓD OSOBISTY. Klasyk na lotniskach – ileż razy gdzieś nie lecimy, to widzimy sytuacje, jak ktoś się tłumaczy, że „tu był zawsze, a teraz go nie ma” : )
Z jednej strony zabawna sytuacja, z drugiej jeśli się zaplanowało wakacje życia, to przykrym jest fakt roztrzaskania ich z powodu braku dokumentu.

(Tutaj podobna sytuacja ma się do paszportów. Do wielu krajów Europy wjedziemy na dowód i to nas z lekka „rozleniwiło”, by pamiętać o PASZPORCIE).

2.

Karta EKUZ czyli Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego

Stawiamy ją na drugim miejscu i bez niej nie wybieramy się w żadną podróż.
Karta, którą po poprawnym wypełnieniu wniosku i odczekaniu paru dni (w szczycie sezonu dłużej) otrzymujemy za darmo.
Daje ona prawo do BEZPŁATNEGO leczenia w krajach UE jak i w Wielkiej Brytanii, Islandii i jeszcze kilku państwach spoza Unii.

(Tutaj warto by pamiętać o dodatkowym ubezpieczeniu podróżnym. Kosztuje „grosze” w porównaniu do całego wyjazdu, a może nam oszczędzić naprawdę sporo problemów).

3.

PRAWO JAZDY

Kolejna karta jest dla tych, co podróżują autem, bądź chcą za granicą auto wynająć. Tutaj warto zainwestować w prawo jazdy międzynarodowe. Koszt takiego dokumentu to 35 zł, a daje poczucie bezpieczeństwa na drodze. O ile podróżując po UE możemy śmiało śmigać autem na naszym plastiku, to w przypadku odleglejszych zakątków globu nie jest tak kolorowo.
Firma wynajmująca samochody zazwyczaj wynajmie samochód, bo dla nich to biznes. Jednak w przypadku jakiejkolwiek kolizji lub co gorsza wypadku nawet nie z naszej winy, to my ponosimy odpowiedzialność, ponieważ jeździliśmy bez odpowiednich dokumentów. Ubezpieczenie też się postara, żeby ściągnąć w tej sytuacji z nas jak najwięcej.

4.

WALUTOWA KARTA PŁATNICZA

To nieodzowny przyjaciel i zbawienie podczas podróży. Pamiętajcie jednak, by wyposażyć się w kartę walutową, by nie zapłacić majątku za przewalutowanie. (Revolut kartę własnego banku lecz w odpowiedniej walucie).

Warto tutaj pamiętać o posiadaniu też pieniędzy w gotówce (choćby drobnej kwoty). Łazienki oraz małe sklepiki nadal czasem nie mają terminali. W przypadku niektórych restauracji za granicą sytuacja ma się podobnie i wtedy krótki posiłek zamienia się jeszcze w spacer w poszukiwaniu pobliskiego bankomatu.

5.

Ostatnia karta to karta ACSI

Jest to świetny wynalazek dla wszystkich tych, którzy po pierwsze podróżują poza sezonem, po drugie uwielbiają kempingi, po trzecie (wynikające z drugiego) podróżują kamperem, z przyczepą, bądź namiotem).

Jest to karta zniżkowa działająca w „niskim sezonie” w 3000 obiektach w Europie.
Cena za auto (kamper lub auto z przyczepą), dwie osoby, prąd i dostęp do zaplecza sanitarnego to maksymalnie 23 euro(aktualizacja na rok 2024 maksymalna kwota to 27 euro). Często w cenie można skorzystać również z parku wodnego, basenu, kortów itp., ale to zależy od obiektu. Roczny abonament takiej karty to ok. 35 euro. Nam się zwróciła w ciągu zaledwie 6 dniowego wyjazdu do Włoch.

To są najbardziej podstawowe karty, które właściwie trzeba mieć.
Jeśli masz pomysł jaką kartę jeszcze dodać, pisz śmiało:)
Uzupełnimy tę listę i stworzymy wspólnie potężny poradnik.

Do zobaczenia na małym wypadzie,

Kasia i staś.

Włoska Droga… CHIOGGIA


(Artykuł jest fragmentem wyprawy, którą odbyliśmy we wrześniu 2023. Zajrzyj do całej WŁOSKIEJ DROGI)

Rozpoczynając naszą podróż do Włoch mieliśmy szczerą ochotę dojechać na południowo zachodni kraniec Toskanii „na strzała” i potem leniwie włóczyć się po tej cudownej krainie…
i jak zwykle coś poszło nie tak  🙂

Powodem naszych pozytywnych skądinąd perypetii jest cudowny krajobraz, któremu nie sposób się oprzeć.  I tak od słowa do słowa jadąc samochodem zamiast przelecieć przez część Włoch autostradami i zatrzymując się dopiero w Albinii postanowiliśmy odpocząć ciut w ‘małej Wenecji’.

Pisząc ‘Mała Wenecja” mam na myśli, cudownie kolorową miejscowość o nazwie Chioggia, która swoim portowym klimatem przyciąga entuzjastów owoców morza (To tutaj jest największy targ rybny w regionie). Wydaje się być małym miasteczkiem na skraju Morza Adriatyckiego, a tym czasem jej powierzchnia jest większa od powierzchni Lublina. 

Za dnia spokojna i wywarzona, by móc po zachodzie słońca przerodzić się w tętniące nocnym życiem miasto. Te kontrasty nadają niesamowitego efektu. My jako widzowie tego „dobowego” spektaklu byliśmy urzeczeni jak szybko ten świat się zmienia.
Opuszczając spacerem nocną wrzawę wróciliśmy następnego ranka w to miejsce na rowerach.

Wyjątkowe mosty i wąskie uliczki przypominają z lekka Wenecję, lecz taką fajną, mniej tłoczną. Intensywniejsze zapachy mogliśmy poczuć jedynie na rynku rybnym. Kanały i mosty były czyste. Zadbane uliczki nawet te mniejsze i cichsze również były czyste, co zaowocowało masą cudnych zdjęć.

W mieście warto zwrócić uwagę na najbardziej okazały marmurowy most – Ponte di Vigo, który był niejako bramą miasta od strony wody. To właśnie tędy wpływali wszyscy, którzy chcieli odwiedzić miasto.

Kolejnym miejscem wartym zobaczenia i poczucia się jak w Wenecji jest Corso del Popolo – najważniejsza ulica. Jej urok jest zapierający dech, lecz największe uniesienia przeżyliśmy wchodząc w boczne uliczki stykające się z Tą główną.

Ważnym elementem miasta, który witał przybywających od strony lądu jest XIV wieczna Porta Garibaldi. Warto choć na chwilę przenieść się w czasie i choćby zbliżyć się do tej pięknej bramy.


Choć kolorowe budynki kontrastują z odrapanymi kamienicami, a łodzie ‘na bogato’ z małymi łódeczkami do połowu kilkunastu ryb dziennie, to nigdzie nie da się wyczuć jakiegoś podziału…
No chyba że chodzi o korek… wtedy jak się siedzi w nowym BMW to się siedzi, a stara podrapana Vespa pierdzi radośnie nie zważając na nic.

I takie to Włochy są.
W takich właśnie ludzie się zakochują.

Przeczytaj kolejny wpis z naszej podróży.
A może chcesz odkryć ciut z nami PÓŁNOCNE WŁOCHY?

Do zobaczenia,
Kasia i staś.

Bezpłatny bagaż podręczny – wymiary, waga, co można spakować?

Czy to pierwsza podróż służbowa czy raczkujemy w małych weekendowych wypadach do Rzymu czy Rygi to często pojawia się wątpliwość….

Czy nie cofną mnie na bramce?
Czy mogę to mieć?
Czy ten plecak nie jest za duży i będzie trzeba płacić za nadbagaż?

Na te nurtujące wielu pytania spróbuję teraz udzielić odpowiedzi.

A tak spakowaliśmy się na 6 dniowy wypad do Neapolu. (zerknij tutaj)

Zacznijmy od wymiarów i wagi bagaży podręcznych.

Ryanair:

Wymiary bagażu: 40 cm x 20 cm x 25 cm
Maksymalna waga: 10 kg

Wizzair:

Wymiary bagażu: 40 cm x 30 cm x 20 cm
Maksymalna waga: 10 kg

LOT:

Wymiary bagażu: 35 cm x 20 cm x 10 cm
Maksymalna waga: 8 kg

Lufthansa:

Wymiary bagażu: 40 cm x 30 cm x 10 cm
Maksymalna waga: 8 kg.

W kwestii rzeczy dozwolonych wszystkie 4 linie lotnicze są zgodne, a są to:

  • Ubrania
  • Kosmetyki w opakowaniach o pojemności do 100 ml (w jednym plastikowym, przezroczystym worku i ponownie zamykanym [worek strunowy] o pojemności do 1 litra)
  • Elektronika
  • Dokumenty podróży
  • Jedzenie i napoje zakupione na lotnisku po odprawie bezpieczeństwa.

Tutaj jest też dobra informacja dla tych, którzy cierpią na „małego głoda”. Otóż żadna linia lotnicza nie zakazuje przewożenia własnego jedzenia (kanapek, świeżych owoców itp.) o ile podróżujemy w obrębie UE. W przypadku podróżowania spoza kraju członkowskiego przepisy są już bardziej restrykcyjne.  Mięso, nabiał, owoce i warzywa zostaną skonfiskowane.

Pamiętajmy jednak o tym, że jeśli już mamy pewność, że bez małego „co nieco” się nie obejdzie, to jednak zrezygnujmy z wątpliwych zapachów typu: kanapeczka z cebulką itp. Uszanujmy naszych współpasażerów i obsługę. : )

Na koniec krótka lista rzeczy niedozwolonych…

  • Nożyczki, noże, ostrza do golenia
  • Łuki, strzały, pistolety, naboje i !!! HARPUNY! Nie można wziąć harpunów! Nawet małych! Szok.
  • Substancje łatwopalne, materiały pirotechniczne, gazy.
  • Materiały radioaktywne i kwasy.

To jest taka podstawa podstaw, ale jeśli ktoś wpadł na pomysł, żeby jednak zabrać coś z zakazanej listy, to może lepiej niech posiedzi w domu, ochłonie i poczyta gazetę. : )

Do zobaczenia na lotnisku,

Kasia i staś.


(Dynamiczne zmiany powodują, że czasem nie zdążę zaktualizować danych zaraz po ich zmianach dlatego potraktuj ten artykuł jak dobrą ściągę i sprawdź też czy nic nie uległo zmianie)