Valletta – maleńka stolica z setkami atrakcji.

(Na samym dole znajdziesz odnośnik do filmu)

Czołem Załoga!
Dziś zabieramy was do drugiej co do wielkości najmniejszej stolicy w Europie i na świecie. Do Valletty.
I jeśli myślicie, że na niecałym kilometrze kwadratowym nie da się upchać niezliczonej liczby atrakcji to spróbujemy Was wyprowadzić z błędu!

W drogę!

Znajdujące się na liście światowego dziedzictwa UNESCO miasto jest często nazywane muzeum pod gołym niebem. I nie bez kozery ponieważ jest to obszar o jednym z największych zagęszczeń zabytków na świecie. Co więcej Valletta jest najbardziej słoneczną stolicą w Europie oraz najdalej wysuniętą stolicą Europy. Tych „NAJ” jest zdecydowanie więcej ale zacznijmy od początku.

To co widzimy obecnie, układ budynków i ulic na planie hippodamejskim, czyli planie, w którym ulice przecinają się pod kątem prostym, wyszło z pod szkiców ucznia Michała Anioła, którym był Francesco Laparelli. Całość została stworzona dokładnie, by w jak najlepszej formie można było strzec półwyspu. Wykonanie jednak było z lekka na prędce ponieważ zakon Joannitów, który miał się osiedlić na półwyspie obawiał się kolejnego oblężenia przez Turków. Tutaj warto zwrócić uwagę, że zakon przybył na wyspę w 1530 roku i osiedlił się w Birgu – Półwyspie nieopodal obecnej stolicy, gdzie znajduje się fort świętego Anioła. Ze względów militarnych Birgu byłoby ciężkie do obrony stąd plan relokacji siedziby. I tym sposobem w 1571 roku zakon przeniósł się do obecnej stolicy. Kolejne lata to sukcesywna rozbudowa miasta, która dziś cieszy oko niejednego turysty.

Podróż po mieście rozpoczynamy od fontanny Trytona, która powstała w 1959 w stylu, który miał współgrać z już nieistniejącą główną bramą miasta. Ten punkt orientacyjny miasta przedstawia trzy trytony czyli pół ryby pół ludzi trzymających nad głowami wielką misę, która nawiasem mówiąc po kilkunastu latach spadła potężnie uszkadzając fontannę. Gruntowne prace renowacyjne przeprowadzono w 2017 roku. Obecnie najlepiej podziwiać fontanne wczesnym rankiem skąpaną w blasku słońca lub wieczorem pięknie oświetloną kolorowymi lampami.

Pozostawiając za plecami plac z fontanną, który jeszcze przed jej powstaniem był dworcem autobusowym kierujemy się przez bramę miejską, by zaraz za nią po prawej stronie podziwiać budynek o całkiem oryginalnym kształcie. Jest to siedziba parlamentu Malty. Budynek miał swoją inaugurację w maju 2015 roku. Monumentalna bryła dla jednych jest kontrowersyjnym elementem wśród zabytków dla innych powiewem świeżości już na początku zwiedzania.

Naprzeciwko budynku w jednym ze sklepików znajduje się całkiem tania przechowalnia bagażu, którą możemy śmiało polecić. Pamiętajcie jednak, że nie jest ona całodobowa.

Idąc wzdłuż główną ulicą możemy zobaczyć budynek Opery Królewskiej z drugiej połowy XIX wieku. Właściwie to możemy zobaczyć to co z niego zostało po nalotach z kwietnia 1942 roku. Dziś możemy podziwiać jego nieliczne kolumny i taras, ale przed wojną był to ponoć najpiękniejszy budynek stolicy. Obecnie pozostałości zostały przystosowane do wydarzeń kulturalnych takich jak przedstawienia i koncerty.

Kolejną atrakcją dla pasjonatów historii dawnej jest muzeum archeologiczne znajdujące się nieopodal po naszej lewej idąc wciąż główną ulicą. Jest to punkt obowiązkowy dla wszystkich, którzy zwiedzając całą wyspę chcą lepiej zrozumieć przenikanie się wielu kultur w tym miejscu, zaczerpnąć wiedzy na temat świątyń megalitycznych czy ogromnych wpływów innych narodów na ten niewielki skrawek ziemi.

Konkatedra św. Jana, którapowstała w drugiej połowie XVI wieku jest punktem obowiązkowym zwiedzania. Mimo, że fasada budowli nie jest okazała to wchodząc do środka można poczuć jak kolana lekko się uginają pod natłokiem dojrzałego barokowego przepychu i precyzją każdego detalu. Tutaj warto pamiętać o tym, że bilety najlepiej kupić online, bo dzięki temu unikniemy stania w kolejce. Ważne jest również to, by zabrać ze sobą słuchawki ponieważ przy wejściu można pobrać aplikację z audio przewodnikiem, która ułatwia zwiedzanie i przekazuje wszystkie cenne informacje.

Po wyjściu warto skierować się w stronę Placu świętego Jerzego, na którym znajdują się piękne posągi oraz Pałac Wielkiego Mistrza. Zbudowany w 1571 budynek był centrum administracyjnym i siedzibą Wielkiego Mistrza Zakonu Maltanskiego. Za czasów brytyjskich służył jako pałac gubernatora, a dziś jest siedzibą prezydenta Malty. Sale są udostępnione do zwiedzania codziennie, za wyjątkiem dni w których budynek pełni funkcje państwowe. Bogate zbiory zbrojowni z całą pewnością zachwycą niejednego pasjonata militariów.

Podążając w dół główną ulicą zza budynków wyłania nam się okazały Fort świętego Erazma, bardziej znanego jako święty Elmo. Zbudowany w drugiej połowie XVI wieku pełnił rolę obronną aż do 1972 roku. Fort musiał się zmierzyć z ogromnym najazdem Turków osmańskich jeszcze w fazie budowy. Mimo, że jeszcze niedokończony spisał się świetnie odpierając atak. Po najeździe budowla została jeszcze bardziej rozbudowana, wzmocniona i włączona w system murów obronnych miasta. Dziś budowla jest muzeum oferującym podróż w głąb militarnej historii wyspy, która odcisnęła ślad i ukształtowała to miejsce.

Zanim przemierzymy kolejne miejsca warte zobaczenia chcemy się zanurzyć w wąskie uliczki, które chronią od zgiełku i palącego październikowego słońca. Spacerując z wolna warto zwrócić uwagę na piekne, kolorowe, zabudowane, drewniane balkony i balkoniki jakby przyklejone do budynków. Jest to punkt rozpoznawczy Valletty jak i całej wyspy. Brukowane uliczki skrywające historie na każdym rogu przenoszą w czasie. Pamiętajcie jednak, że łatwo się zatracić w tym spacerze i jeśli jesteście głodni to zerkajcie na zegarek, bo na Malcie również obowiązuje siesta podczas której knajpki i bary podają jedynie napoje. Gdy już z lekka zregenerujemy siły możemy wybrać się w dalszą podróż po zabytkach.

Brama Viktorii jest jedyną zachowaną z dawnych czasów bramą miejską z obrębie fortyfikacji. Została zbudowana przez Brytyjczyków w 1885 roku i nazwana na cześć królowej Viktorii. Łączyła ona miasto z Wielkim Portem. Powstała w miejscu dawnej dużo mniejszej bramy miejskiej, która musiała zostać zamieniona na obecną z powodu wciąż rosnącego ruchu w tym obrębie miasta. Teren ten był pełen gwaru i ruchu między innymi przez targ rybny znajdujący się w porcie.

Brama nie jest jednak jedyną pamiątką po Brytyjczykach, jest ich wiele ale szczególnie rzucają się w oczy wciąż liczne w mieście czerwone budki telefoniczne oraz typowe skrzynki na listy.

Wielki Port jest przystankiem dla wodnych taksówek, którymi można się dostać do Birgu, ale i dla wielkich wycieczkowców, które zatrzymują się tu by uzupełnić zapasy, a turyści na szybko zwiedzić najbliższą okolicę. Port miał również strategiczne znaczenie w przeszłości. Wcinający się w ląd na długości 3,6 kilometra pas wody o głębokości około 10 metrów przyjmował przez wieki statki rybackie jak i wielkie floty wojskowe. To dzięki tak dogodnemu ukształtowaniu terenu Malta stała się idealnym miejscem łączącym Afrykę z Europą.

Przechodząc wzdłuż portu warto wzrokiem wspiąć się na mury obronne miasta które z tej perspektywy robią naprawdę ogromne wrażenie.

Kolejną atrakcją są Ogrody Baraka skąd rozpościera się piękny widok na Fort Świętego Anioła w Birku. Niesamowicie widokowy punkt miasta jest pełen pomników i tablic pamiątkowych. Warto zwrócić uwagę, że jedna z tablic upamiętnia polskich marynarzy. Do ogrodów można dostać się spacerując uliczkami bądź wjechać windą z dołu przy Wielkim Porcie. Widok z ogrodu zabiera dech w piersiach o świcie ale wieczorem przy blasku lamp i częstym fajerwerkom również jest fascynujący.

Huk fajerwerków jest częsty ponieważ Maltańczycy uwielbiają tę rozrywkę. A jeśli jesteśmy przy huku i ogrodach to warto być tutaj około 12 i 16 bo o tych godzinach niemal codziennie są salwy z armaty.

Wychodząc z ogrodów Swoje kroki warto skierować w stronę placu na którym znajduje się między innymi Zajazd Kastylijski i Kościół Matki Bożej Zwycięskiej.

Zajazd Kastylijski był jednym z ośmiu miejsc zamieszkania rycerzy zakonnych kawalerów maltańskich w Valletcie. Ukończony w drugiej połowie XVI wieku był jednym z okazalszych barokowo manierystycznych budynków w mieście. Dziś znajduje się w obiekcie siedziba premiera Malty. Fasada budynku daje do myślenia jakimi zasobami dysponował zakon podczas budowy.

Przy placu znajduje się jeszcze jeden z wielu kościołów znajdujących się w mieście. Ten jednak ma szczególne znaczenie, ponieważ szacuje się iż jest to pierwszy kościół w Valletcie. Miał on być darem za odparcie przez zakon i mieszkańców Malty oblężenia Turków osmańskich w 1565 roku. Pochowano tam wielkiego mistrza i założyciela Valletty, lecz po wybudowaniu konkatedry jego szczątki przeniesiono właśnie tam.

Nieopodal placu w jednym z bastionów znajduje się Bank Malty. Warto zwrócić uwagę na okolice, która przykuwa szczególną uwagę swoimi ogromnymi, pionowymi ścianami murów obronnych.

Schodząc w dół schodkami przy parlamencie znów znajdujemy się przy głównej bramie i rzucamy ostatnie spojrzenie na fontannę od której zaczynaliśmy naszą podróż. Zdajemy sobie sprawę, że moglibyśmy ciągnąć naszą opowieść jeszcze godzinami, ale chcemy pozostawić również Wam coś do odkrycia. A jest wiele.
Napiszcie koniecznie co Wam najbardziej podobało się w mieście.
Koniecznie zobaczcie inne materiały, które przygotowaliśmy

Do zobaczenia na szlaku!
Kasia i staś

Malta mały kraj, który wielce zachwyca!

(Poniżej znajdziesz film o Malcie)

Czołem załoga!

Dzisiaj zabieramy Was na zwiedzanie najmniejszego kraju Unii Europejskiej – Malty. Choć jej powierzchnia jest porównywalna z wielkością Krakowa to naszym zdaniem nie sposób jej zwiedzić szybko. Każdy zakamarek prowadzi do kolejnej nitki historii, a ta przedstawia taki ogrom wielowątkowości, że chwilami ciężko się połapać w tym gdzie, co, po co i dlaczego. Dlatego właśnie miejsca takie jak Malta trzeba doświadczać.



Nie przedłużajmy już… zanurzmy się razem w tej cudnej wyspie!

W drogę!

Na początek pragniemy powiedzieć, że podczas naszego wypadu zwiedziliśmy tylko Maltę. Gozo i Błękitną Lagunę odpuściliśmy ze względu na zatracenie się w najbliższej okolicy. A i tak mamy świadomość, że nie doświadczyliśmy wszystkiego. Sporo chodziliśmy bo przez kilka dni przeszliśmy około 116 km poznając wyspę bardziej od tej lokalnej strony niż tej bardziej turystycznej. Jeśli jednak chcecie zwiedzić więcej i macie ograniczony czas to polecamy skorzystać z komunikacji miejskiej, która jest świetnie rozwinięta. O tym i innych przydatnych w tej podróży tematach możecie przeczytać na blogu lub obejrzeć filmie o ciekawostkach.

Punktem obowiązkowym oprócz stolicy, o której jest w innym filmie są świątynie megalityczne. Najlepiej obejrzeć wszystkie, lecz jeśli nie macie wystarczająco dużo czasu to Ħaġar Qim i Mnajdra będą idealną opcją tym bardziej, że są od siebie oddalone o jakieś 500 metrów.

Ważne!

Pamiętajcie o zabraniu ze sobą słuchawek do telefonu, bo audio przewodnik można pobrać przy zakupie biletu na swoje urządzenie mobilne.

Będąc w okolicy warto odwiedzić Błękitną Grotę, do której dopływa się małą łódką z miejscowości nieopodal. Trzeba jednak pamiętać, że łódki nie kursują przy dużych falach. My właśnie trafiliśmy na taką okoliczność, ale spektakularny krajobraz z tarasu widokowego na Błękitną Grotę wynagrodził nam ten kaprys morza.

Wszyscy pasjonaci nurkowania znajdą coś dla siebie, bo wokół wyspy jest swoiste podwodne muzeum z zatopionych statków. Wiele firm oferuje na wybrzeżu również takie atrakcje. Dla wszystkich, których nie ciągnie do poznawania głębin, ale lubią się popluskać w wodzie są niezliczone ilości plaż, zarówno tych dzikich jak i trochę mniej. Nawet przy dużych falach nie ma to problemu ponieważ jest wiele miejsc w których można kąpać się w naturalnych basenach stworzonych przez wysokie skały gdzie woda jest spokojna. Jednym z takich miejsc jest Ghar Lapsi.

Aby na chwilę odpocząć od typowych krajobrazów do których jeszcze Was zabierzemy zachęcamy do odwiedzenia typowo rybackich miasteczek w których można podziwiać charakterystyczne maltańskie łódeczki oraz w przerwie zwiedzania zjeść coś jak choćby talerz owoców morza, pizzę czy choćby rybę z frytkami. Takimi miasteczkami są choćby Marsaxlokk i Marsaskala. W tym pierwszym warto w niedzielę zobaczyć ogromny targ, który jest na nabrzeżu, a gwar przy straganach i różnorodność produktów zapiera dech w piersiach. O ile macie trochę więcej czasu i umiarkowaną kondycję to polecamy Wam zrobić lekki trekking pomiędzy tymi miejscowościami. W miedzy czasie doświadczycie cudownego lokalnego życia i zakochacie się w cudownych widokach klifów, które w tamtym regionie wcale nie są największymi.

Spacerując pagórkami będziecie mogli odnieść wrażenie, że dziwnym trafem wkroczyliście na teren wojskowy ponieważ po całej wyspie rozsiane są rozmaite fortyfikacje. Pochodzą one zarówno z czasów I i II wojny światowej, ale jest też dużo zabudowań o o wiele dłuższej historii. Ma to związek ze strategicznym położeniem wyspy na terenie basenu Morza Śródziemnego, która musiała się bronić przez wieki przed atakami z zewnątrz.

Dochodząc do wcześniej wspomnianej miejscowości Marsaskala warto na chwilę pochylić się nad pomysłowością poprzednich pokoleń w sposobie wykorzystywania zasobów naturalnych. Mowa tutaj o Panwiach solnych. Wydrążonych w przybrzeżnych skałach małych basenach o regularnych kształtach mających na celu akumulację wody morskiej. Poprzez odparowanie w małych basenikach pozostawała jedynie sól morska wykorzystywana między innymi do konserwacji potraw. Pozyskiwanie soli w ten sposób na wyspie jest praktykowane również obecnie.

Powoli przenosimy się w okolicę stolicy, o której możecie zobaczyć już film na naszym kanale. Na wschód od Valletty znajdują się 3 miasta. Birgu, Bormla i Isla do niedawna były pomijane przez turystów skupiających się na wrażeniach w stolicy. Nie każdy jednak wie, że właśnie Birgu było zamieszkiwane już przez Fenicjan, a ilość atrakcji we wszystkich trzech miastach jest niezliczona. Fort Św. Anioła jest pierwszą siedzibą zakonu św. Jana i od tego fortu śmiało można liczyć początek eksplozji rozwojowej miasta. Warto w trójmieście spędzić trochę czasu, zanurzając się w uliczki, które razem z ich mieszkańcami żyją nieco odmiennym życiem. Pełnym południowego spokoju.

Jeśli przyjeżdżacie na wyspę, żeby się mocniej wyszumieć to Sliema jest Waszym celem. Położona na Zachód od stolicy jest miejscem, które nie zasypia. To tutaj plaże łagodnie schodzą od wody, kluby możemy spotkać na każdym kroku, a wybór tematu imprezy zależy tylko i wyłącznie od naszego humoru w danym dniu.

Jak widzicie Malta oferuje mnóstwo atrakcji i każdy znajdzie coś dla siebie. My podczas tej krótkiej podróży pragnęliśmy zabrać Was tylko w kilka zakątków, a jest ich jeszcze dużo do odkrycia. Koniecznie podzielcie się z nami wrażeniami z tego miejsca.

Do zobaczenia na szlaku

Kasia i staś.

Bóbrka – Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza

Film z tego miejsca możesz obejrzeć na końcu artykułu 🙂

Podkarpacie kojarzy się nam zazwyczaj z połoninami Bieszczadów, dziką przyrodą i drewnianymi cerkwiami. Jednak w sercu Beskidu Niskiego, niedaleko Krosna, skrywa się miejsce o znaczeniu globalnym. To tutaj, wśród gęstych lasów wsi Bóbrka, narodził się przemysł, który na zawsze odmienił oblicze cywilizacji. Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza to nie jest zwykły skansen – to najstarsza na świecie kopalnia ropy naftowej, która wciąż pozostaje czynna.


Człowiek, który podarował nam światło

Zanim zagłębimy się w leśne alejki muzeum, musimy zrozumieć postać, bez której to miejsce by nie istniało. Ignacy Łukasiewicz – farmaceuta, chemik, społecznik i wielki patriota. Choć historia ropy naftowej kojarzy się nam dziś z teksańskimi potentatami, to właśnie skromny Polak w 1853 roku we Lwowie przeprowadził pierwszą na świecie frakcjonowaną destylację ropy, uzyskując naftę.

Łukasiewicz nie był jednak typowym biznesmenem nastawionym wyłącznie na zysk. Gdy 31 lipca 1853 roku w lwowskim szpitalu przeprowadzono pierwszą operację przy świetle jego lampy naftowej, świat wkroczył w nową erę. Kilka lat później, w 1854 roku, wraz z Tytusem Trzecieskim i Karolem Klobassą-Zrenckim, założył w Bóbrce pierwszą na świecie spółkę naftową.

Warto wiedzieć: Łukasiewicz był postacią wyjątkowo szlachetną. Finansował budowę dróg, szkół i szpitali, walczył z alkoholizmem wśród robotników i stworzył pierwszy system ubezpieczeń społecznych dla pracowników kopalni. Mówiono o nim, że „drogi na Podkarpaciu brukowano jego groszem”.


Spacer wśród „kopanek” – co zobaczymy w Bóbrce?

Muzeum w Bóbrce to przestrzeń unikalna, ponieważ łączy w sobie urok spaceru po lesie z surowością technologii przemysłowej. Teren obejmuje ponad 20 hektarów, na których rozmieszczono historyczne i nowoczesne urządzenia.

Szyby, które pamiętają XIX wiek

Największą atrakcją muzeum są dwie oryginalne kopanki (ręcznie kopane szyby naftowe) z połowy XIX wieku:

  • Kopanka „Franek” – powstała około 1860 roku, o głębokości 50 metrów.
  • Kopanka „Janina” – pogłębiana do dziś, sięgająca 156 metrów.

To, co najbardziej uderza zwiedzających, to fakt, że obie te „studnie” są wciąż aktywne. Zaglądając do wnętrza szybu „Franek”, możemy zobaczyć na dnie taflę czarnej, gęstej cieczy i poczuć charakterystyczny, ostry zapach ropy, który towarzyszy nam podczas całego zwiedzania.

Biały Dworek i laboratorium

W centrum muzeum stoi klasycystyczny dworek, w którym mieszkał sam Łukasiewicz. Wewnątrz możemy przenieść się w czasie – odtworzono tam aptekę z epoki, laboratorium chemiczne oraz salonik, w którym zapadały kluczowe decyzje dla rozwoju przemysłu naftowego. Ekspozycja multimedialna pozwala „spotkać się” z Ignacym, który w formie hologramu opowiada o swoich badaniach.


Najciekawsze fakty i ciekawostki o muzeum

Bóbrka to miejsce pełne anegdot i faktów, które potrafią zaskoczyć nawet największych miłośników techniki. Oto zestawienie najciekawszych z nich:

CiekawostkaOpis
Najstarsza na świecieChoć Amerykanie szczycą się szybem Drake’a w Pensylwanii (1859), kopalnia w Bóbrce działała już 5 lat wcześniej (1854).
Wizyta RockefellerówPodobno przedstawiciele Standard Oil (firmy należącej do Johna D. Rockefellera) odwiedzili Bóbrkę, by podpatrzeć metody wydobycia i organizacji pracy stosowane przez Łukasiewicza.
Zapach sukcesuW Bóbrce ropa naftowa znajduje się tak płytko, że po ulewnych deszczach charakterystyczne „tłuste oczka” można czasem dostrzec bezpośrednio w kałużach na leśnych ścieżkach.
Obelisk upamiętniającyNa terenie muzeum znajduje się kamienny obelisk ustawiony przez samego Łukasiewicza w 1872 roku z napisem: „Dla utrwalenia pamięci założonej kopalni oleju skalnego w Bóbrce”.
Ropa jako lekarstwoZanim nafta stała się paliwem, ropa naftowa (zwana olejem skalnym) była używana przez miejscowych jako lekarstwo na choroby skóry u bydła oraz do smarowania osi wozów.

Dlaczego warto tu przyjechać?

Muzeum w Bóbrce to nie tylko lekcja historii, ale przede wszystkim inspirująca opowieść o polskiej pomysłowości. To tutaj narodził się nowoczesny świat – bez nafty nie byłoby lotnictwa, nowoczesnego transportu ani plastiku.

Atmosfera tego miejsca jest niezwykła. Stare, drewniane kieraty, kuźnie i wieże wiertnicze idealnie komponują się z otaczającym je lasem. Spacerując alejkami, mamy wrażenie, że czas się zatrzymał, a jedynym sygnałem postępu jest nowoczesna sala multimedialna, która w przystępny sposób wyjaśnia, jak dziś wydobywa się gaz i ropę.

Wizyta w Bóbrce to obowiązkowy punkt na mapie każdego, kto chce zrozumieć, jak wielki wpływ na losy świata mieli polscy odkrywcy. To podróż do źródeł energii – dosłownie i w przenośni.

Do zobaczenia na szlaku!

Kasia & staś

Alberobello: Magia białych domków i mruczących mieszkańców

Czołem Załoga!
Wyobraźcie sobie miasteczko, które wygląda, jakby żywcem wyjęto je z kart baśniowej opowieści lub osady smerfów. Białe ściany, stożkowate dachy z tajemniczymi symbolami i labirynt wąskich uliczek. Witajcie w Alberobello – perle włoskiej Apulii, która od 1996 roku dumnie widnieje na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

W drogę!

Skąd wzięły się trulli? Historia sprytnego oszustwa

Choć domki trulli wyglądają uroczo, ich powstanie nie wynikało z estetyki, ale… z chęci uniknięcia podatków. W XVII wieku hrabia Conversano, ówczesny właściciel tych ziem, chciał uniknąć płacenia daniny od nowo powstałych osad na rzecz króla Neapolu.

Nakazał więc budować domy wyłącznie z lokalnego wapienia, bez użycia zaprawy murarskiej (metodą „na sucho”). Dlaczego? Bo gdy tylko na horyzoncie pojawiali się królewscy poborcy podatkowi, mieszkańcy mogli w kilka chwil rozebrać dachy i ściany. Według prawa „niedokończone” domy nie podlegały opodatkowaniu. Gdy urzędnicy odjeżdżali, domki w mgnieniu oka składano z powrotem. 

Nie ma nieruchomości nie ma podatku. Można ? można! 

Dwie twarze Alberobello: Rione Monti vs. Aia Piccola

Zwiedzając miasteczko, szybko zauważycie, że domki dzielą się na dwie główne części, które oferują zupełnie inne doznania:

  1. Rione Monti: To najbardziej turystyczna dzielnica. Znajdziecie tu ponad tysiąc trulli, w których mieszczą się sklepiki z pamiątkami, kawiarnie i warsztaty rzemieślnicze. To tutaj zrobicie najbardziej „pocztówkowe” zdjęcia, ale przygotujcie się na tłumy.
  1. Nieopodal via Giuseppe Verdi: To prawdziwa oaza spokoju. W tej dzielnicy wciąż mieszkają lokalsi, nie ma tu tylu komercyjnych szyldów, a pranie suszące się nad głowami dodaje miejscu autentyczności. To idealne miejsce na powolny spacer i poczucie ducha dawnych Włoch.

Koty – prawdziwi gospodarze miasta

Jeśli kochacie zwierzęta, Alberobello skradnie Wasze serce jeszcze jednym szczegółem: koty są tu absolutnie wszędzie. Wygrzewają się na szarych, kamiennych dachach, drzemią na białych schodkach i z gracją przeciskają się między nogami turystów.

Mieszkańcy dbają o swoich czworonożnych sąsiadów, wystawiając im miseczki z jedzeniem. Koty stały się nieoficjalnym symbolem miasta – niemal w każdym sklepie z pamiątkami znajdziecie magnesy lub figurki z motywem kota siedzącego na dachu trullo.

Nocleg w stożkowym domku? To możliwe!

Alberobello to nie tylko skansen, to żyjące miasto. Jedną z największych atrakcji jest możliwość zarezerwowania noclegu wewnątrz trullo.

Mimo surowego, kamiennego wyglądu z zewnątrz, wnętrza są zazwyczaj odnowione i bardzo komfortowe. Grube mury zapewniają naturalną klimatyzację – latem dają upragniony chłód, a zimą trzymają ciepło. To wyjątkowe przeżycie, gdy rano otwierasz niskie, drewniane drzwi i od razu witasz się z budzącym się do życia, białym miasteczkiem.


Alberobello to miejsce, które po prostu trzeba poczuć wszystkimi zmysłami. Od zapachu świeżo parzonej kawy, przez szorstkość wapiennych murów, aż po miękkość futra napotkanego na drodze kota. 

Do zobaczenia w kolejnej podróży,
Kasia & staś.

Lublin w Blasku Tysiąca Świateł: Odkryj Lumina Park!

Jeśli szukacie miejsca, które wyrwie Was z jesienno-zimowej szarugi i wciągnie w świat baśni to mamy dla Was wspaniałą informację! Atrakcja znajdująca się w Ogrodzie Botanicznym UMCS w Lublinie co roku wywiera ogromne wrażenie na zwiedzających, a nam w tym sezonie odpięła wrotki!

W drogę!

Tę zapierającą dech w piersiach atrakcję można zobaczyć codziennie od godziny 16 do 21, przy czym trzeba pamiętać, że ostatni zwiedzający są wpuszczani o godzinie 20. I w sumie słusznie, bo żeby zobaczyć ten niezwykły spektakl gry świateł dokładnie potrzeba było nam około godziny.

Nam udało się zaparkować na bezpłatnym parkingu pod samym wejściem, które znajduje się od ulicy Willowej. Miejsca do zostawienia samochodu jest sporo, a wszyscy, którzy obawiają się, że po zmierzchu ominą tę atrakcję zapewniamy, że neon przy samym wejściu jest tak duży, że ominąć się jej nie da : )

Jeśli chodzi o bilety to najlepiej zakupić je na oficjalnej stronie, do której link znajdziesz >tutaj<.

Tegoroczny spektakl zabierze Was w świat Alicji z Krainy Czarów i możemy Was zapewnić, że nie będziecie zawiedzeni tą przygodą. Dodatkową atrakcją jest aplikacja z zadaniami do wykonania. Po udzieleniu wszystkich odpowiedzi, przy wyjściu otrzymacie mały podarunek.

Jeśli mam być szczery to osobiście byłem sceptycznie nastawiony do tego widowiska i gdzieś głęboko, w środku Staszka, kręciłem nosem na tę przygodę. I biję się w pierś, że tak myślałem, bo było naprawdę epicko.

A mieliśmy przyjemność z Kasią być członkami zacnej Ekipy, w której były jeszcze nasze wybitne ziomki – Ola i Bartek.

Całą czwórką gorąco Wam polecamy tą atrakcję.
Bo warto!

Acha, jeśli wcześniej padało to nie siadajcie na tronie, serio : )

Istria w ruchu – niezapomniane aktywności na chorwackim półwyspie.

Istria to miasta i miasteczka z włoską nutą w tle. Wąskie uliczki prowadzące do niebagatelnych odkryć. Rozkosz dla podniebienia –  wino, owoce morza, pizza i trufle. To tylko ułamek tego, by zakochać się w tej magicznej krainie. Półwysep oferuje dużo, dużo więcej możliwości. Aktywnych możliwości.
W drogę.

My podczas naszej podróży jako bazę wypadową wybraliśmy Pulę, o której możesz przeczytać w >tym artykule<.  Jest to świetne miejsce na weekendowy city break. Lotnisko oferuje wiele połączeń, a komunikacja jest na całkiem dobrym poziomie. My wybraliśmy opcję przyjechania do Chorwacji samochodem, żeby mieć możliwość zabrania większej ilości sprzętu, ale przylot tu to też świetna opcja, bo ilość różnorakich wypożyczalni jest ogromna. Pozwólcie, że po tym krótkim wstępie wskoczymy na deski.

Pływanie o poranku po niezmąconej tafli wody jest idealną opcją dla tych, którzy na deskach nie czują się zbyt pewnie, albo dla tych, którzy chcą podziwiać rybki i dno morskie z pozycji deski. Zanim ruch turystyczny w postaci skuterów wodnych, motorówek i jachtów przebudził się po gorącej nocy, my już dawno okrążaliśmy jedną z wysepek w okolicy.

Świetną opcją jest zabranie prowiantu i zrobienie na jednej z kamienistych plaż małego pikniku w przerwie wyprawy. Godziny na słońcu dają się we znaki, więc pamiętajcie o nawodnieniu, kremie z filtrem, nakryciu głowy i okularach przeciwsłonecznych. Deski i kajaki są tu bardzo popularne i znalezienie wypożyczalni sprzętu nie będzie większym problemem.

Kolejną świetną opcją na aktywność z minimalną ilością sprzętu jest spacer albo trekking.  Wszyscy, którzy lubią się męczyć w stopniu ograniczonym, spacery wzdłuż promenad będą świetną opcją. Ilość ławeczek przy alejkach jest ogromna, więc gdy tylko przyjdzie zmęczenie będzie można odpocząć w cieniu drzewa. Dla wszystkich bardziej wymagających polecamy zapuścić się na ścieżki trekkingowe, których jest mnóstwo. Prowadzą one zazwyczaj do malowniczych punktów widokowych, które zapierają dech w piersiach. Podczas takich wypraw warto pamiętać, żeby zabrać ze sobą coś od komarów, bo dla nich to my byliśmy główną atrakcją.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Porec

Jeśli znudzi Wam się chodzenie po bardziej lub mniej przetartych szlakach pragniemy zaprosić Was na rower. Zaprosić wszystkich, absolutnie wszystkich. Istria słynie z wielu tras rowerowych i dostosowuje te trasy do możliwości. Jeździliśmy asfaltowanymi ścieżkami wzdłuż morza, które ciągnęły się kilometrami. Każdy z szosą będzie zachwycony kulturą jazdy kierowców i możliwościami zrobienia paru etapów górskich po całkiem dobrym asfalcie.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Chorwacja nie zapomniała oczywiście o przygotowaniu szlaków typowo pod MTB i przełaj. Co najważniejsze wypożyczalnie oferują również rowery elektryczne, które mogą być świetnym rozwiązaniem dla załogi z różnym poziomem kondycji chcącej spędzić czas razem. O rowerach mógłbym mówić godzinami, ale przejdźmy dalej.

Pływanie to ostatnia opcja aktywnego wypoczynku, którą chcemy Wam zaproponować. Tutaj wystarczą kąpielówki albo jakiś strój do pływania. Ale też niekoniecznie… piszę to, bo w Chorwacji funkcjonuje naturyzm. Oczywiście nie na wszystkich plażach, ale na wielu. My w popularnym sklepie sportowym kupiliśmy najtańsze okularki, maskę i płetwy, co dało mnóstwo wspaniałej zabawy.

Obserwacja podwodnego świata jest niesamowita i takie doświadczenie polecam każdemu. Płetwy to opcja, ale koniecznym jest zakup butów do wody. Ilość jeżowców jest niepoliczalna, a ból i zmarnowane wakacje związane z nadepnięciem na tego wodnego stworka nie są warte oszczędności paru złotych na buty. Serio.

I tymi kilkoma atrakcjami chcemy się z Wami pożegnać,

Życząc Wam niesamowitego odpoczynku w Chorwacji.

Do zobaczenia!

Kasia&staś.

Poreč – mozaikowe serce Istrii

Miasto, które z pozoru wydaje się spokojne i przejrzyste, skrywa w sobie warstwy historii niczym tytułowa mozaika w słynnej Bazylice. Zapraszamy Was na spacer, w którym starożytność przenika się z klimatem wakacyjnej beztroski.
W drogę!

Logistyka

Poreč odwiedziliśmy tego samego dnia co Rovinj – idealna kombinacja na intensywny dzień w zachodniej Istrii. Z Rovinj do Poreć jest około 35 km, czyli mniej więcej 40 minut jazdy autem, jeśli nie zatrzymujecie się co chwilę na zdjęcia (co ostrzegamy, może być trudne!).

Samochód zaparkować można na jednym z 3 bardzo dużych parkingów. My byliśmy poza sezonem i udało nam się trafić na darmowe miejsce niemalże w centrum miasta. Ta opcja nie jest pewniakiem, a jedynie szczęśliwym trafem. Pamiętajcie, że parkingi dla kamperów znajdują się nieco dalej i nie można nimi parkować na tych trzech wcześniej wspomnianych parkingach.

Krótko o historii

Poreč to jedno z najstarszych miast w Chorwacji – historia osadnictwa sięga tutaj VII wieku p.n.e. i jest bardzo podobna do historii wielu miast półwyspu. Mieszkali tu Ilirowie. Potem przyszli Rzymianie, którzy zrobili z miasta jeden ze swoich fortów. Po upadku Cesarstwa miasto przechodziło z rąk do rąk – Bizantyjczyków, Wenecjan, Austriaków, Włochów, aż w końcu stało się częścią Jugosławii, a potem niepodległej Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Naszą podróż zaczynamy nietypowo – bo od miejsca, o którym często się zapomina – czyli od świątyni Marsa. Choć pozostał tu jedynie fragment fundamentów i kilka kolumn to przy odrobinie wyobraźni możemy poczuć klimat budowli z I wieku n.e. Stanowisko archeologiczne, które możemy podziwiać ma na celu ochronę tego, co pozostało z dawnej świątyni.

Schodząc w dół wzdłuż nabrzeża warto zwrócić uwagę na potężne mury miejskie, które nawet w dzisiejszych czasach wzbudzają respekt funkcji obronnej tego miejsca. Spacerując leniwie uliczkami możemy natknąć się jeszcze na pozostałości murów oraz wieże, które chroniły mieszkańców przed najazdami.

Będąc w Istrii zobacz również:
– Pula
Rovinj
– Aktywnie na półwyspie

Bazylika Eufrazjusza – to punkt obowiązkowy. Nawet jeżeli nie jesteście fanami architektury sakralnej, wejdźcie tam chociaż na chwilę. Budowla z VI wieku to prawdziwy skarb UNESCO. Wnętrze Bazyliki zdobią bizantyjskie mozaiki – złoto, błękity, geometryczne wzory, a wszystko to w ciszy, która wydaje się zawieszona między epokami. Najlepszy moment? Wejście do atrium w porze popołudniowego słońca – światło gra na kamieniach jak na harfie.

Stare Miasto to uczta dla fanów wąskich uliczek, krzywych schodów i zaułków prowadzących nie wiadomo gdzie. Przechadzając się Decumanusem – główną ulicą rzymską – trafiamy na małe galerie, lodziarnie z sorbetem z fig i sklepiki z lawendą i oliwą. Znajdują się tam również cudowne wielowiekowe kamienice, pokazujące historię tego miejsca.

Jeśli uważasz, że ten materiał pomoże Ci stworzyć swój własny, wymarzony wypad, to możesz nas wesprzeć. Wystarczy, że klikniesz w obrazek(powyżej), a on przeniesie Cię na odpowiednią stronę! Dzięki!

Dom Romański to XIII-wieczna budowla, która jest jedną z najważniejszych atrakcji miasta pod względem architektonicznym. Budynek w ciągu wieków był wielokrotnie przebudowywany i remontowany. Ostatni remont zaowocował dodaniem antycznego balkonu.

Nieopodal Domu Rzymskiego znajduje się dawne Forum, czyli centrum kulturalne i handlowe dawnych czasów. W narożu placu znajduje się fragment pozostałości po dawnym placu. Dziś możemy tu usiąść w cieniu parasolek i ochłonąć od palącego chorwackiego słońca.

Nadbrzeżna promenada to idealne miejsce na zakończenie dnia. Kawiarnie z widokiem na morze, dzieci biegające po placach, a między nimi artyści malujący pejzaże. My usiedliśmy na kamiennej ławce z lodami pistacjowymi w ręku i po prostu chłonęliśmy ten klimat.

Poreč nie krzyczy atrakcjami – raczej szepcze historią. To miasto, w którym czasem warto usiąść przy fontannie i po prostu obserwować, jak turyści gubią się w labiryncie uliczek starówki. Niektóre miasta się zwiedza, inne – chłonie. Poreč zdecydowanie należy do tych drugich.

Do zobaczenia na szlaku!

Kasia & Staś

Pula – miasto, które pamięta Cesarza.

Położone na południowym krańcu półwyspu Istria miasto jest spektaklem historii, której można doświadczyć wchodząc w zakamarki, place i dziedzińce. Burzliwa historia pozostawiła po sobie ślady, a miasto nie raz musiało się podnosić z przysłowiowych zgliszczy. To tutaj zobaczymy jeden z trzech najlepiej zachowanych amfiteatrów z czasów Cesarstwa Rzymskiego wizytówkę miasta. Ale czy to jedyna atrakcja?

Zapraszamy do zwiedzania tego pięknego miasta.

Logistyka

Podczas 10 dniowego wyjazdu, gdzie zwiedzaliśmy południową i środkową część półwyspu Istria, jeden dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie Puli. 24 godziny to zdecydowanie wystarczający czas, żeby zwiedzić najważniejsze miejsca. Pula i najbliższa okolica to idealny punkt wypadowy w inne części kraju. Jest tu lotnisko, a jeśli ktoś wybierze się tu samochodem, to możliwości zwiedzania tego regionu będą jeszcze większe. Ale o samej okolicy takiej jak Rovinj, Porec, czy innych opcjach spędzenia tu czasu przeczytasz w dalszych artykułach.

Zarys historii

Historia miasta sięga około V wieku p.n.e., ale to moment, w którym miasto zajęli Rzymianie w roku 177 p.n.e. można liczyć jako początek naprawdę czegoś wielkiego. Przez lata portowe miasto zyskiwało na znaczeniu.  W 43 r. Pula stała się kolonią Rzymską i od tamtego momentu jej znaczenie niemalże eksplodowało. Miasto stało się ważnym ośrodkiem administracyjnym i handlowym.

Miasto trafiało z rąk do rąk. Po upadku Cesarstwa przeszło pod wpływy Bizancjum, a następnie przez wieki było pod rządami Wenecji. To dawało szanse na rozwój, lecz taka rotacja również przynosiła straty, ponieważ bunty przy tych zmianach były krwawo tłumione. Żadna zmiana jednak nie zdziesiątkowała tak miasta jak epidemia dżumy i malarii. Z czasów rzymskiej potęgi liczącej ok. 30 tys. po epidemii liczba mieszkańców spadła do około 300.

Swój ponowny rozkwit w XIX wieku Pula zawdzięcza powstałej stoczni, komunikacji kolejowej, pierwszym zakładom przemysłowym i licznej arystokracji, która zaczęła przyjeżdżać tu w celach rekreacyjnych.

XX wiek to również czas wielu przemian. Po I wojnie światowej, region Istrii razem z Pulą zajęły Włochy, a po drugiej wojnie światowej miasto przypadło Jugosławii, a po jej rozpadzie Chorwacji.

Co warto zobaczyć?

Bezapelacyjnie wizytówką miasta jest Amfiteatr w samym sercu miasta, który jest jednym z trzech najlepiej zachowanych aren  Starożytnego Rzymu. Obecny wygląd zawdzięczamy cesarzowi Wespazjanowi, który nakazał powiększyć istniejący już amfiteatr tak, by pomieścić 23 tysiące widzów łaknących krwi, dzikich zwierząt i walk gladiatorów. Najlepiej zwiedzać amfiteatr rano, gdy jeszcze tłum turystów nie zajmie kolejki do kas.  Świetną opcją jest zobaczenie walk gladiatorów na żywo. Imprezy tego typu są organizowane z rozmachem i piękną oprawą (wybierając się do Puli warto sprawdzić czy akurat uda się trafić na spektakl – link do strony)

Wychodząc z Areny warto zahaczyć o Titov Park, w którym znajdziemy miniaturowy model miasta, a drzewa uchronią nas od coraz mocniejszego słońca. Przechodząc wzdłuż nabrzeża dotrzemy do Forum.
Miejsce to, tak samo jak w Rzymie, miało wiele funkcji. Wybudowany w I wieku plac stanowił centrum życia publicznego pełniąc funkcje religijne, administracyjne i handlowe. Dziś jest gwarnym miejscem z parasolami pobliskich restauracji oraz informacją turystyczną.

Spacerując po Forum nie sposób nie dostrzec Świątyni Augusta i Romy. Ta powstała na początku I wieku budowla cieszy oko nie tylko entuzjasty starożytnej architektury, ale jest świadectwem kunsztu i zaawansowania przeszłych wieków. Świątynia ta, przez wieki przeszła naprawdę sporo. Odbywały się tu obrzędy pogańskie, po czym została zamieniona na kościół, by w kolejnych wiekach stać się spichlerzem. Dziś wewnątrz można podziwiać kolekcję starożytnych rzeźb z brązu i kamienia.

Niebagatelnym jest to, że starożytność jest tak mocno wpisana w miasto. Pisząc to mam na myśli ruiny domu Agrippiny Młodszej. Była ona siostrą Kaliguli i matką Nerona, który prawdopodobnie zlecił jej zamordowanie. Niesamowite stanowisko archeologiczne, które jest nieco zaniedbane, lecz warte zobaczenia. Ciężko tam trafić z powodu słabego oznaczenia. Ruiny znajdują się tuż przy forum,  należy wejść tam wąskim przejściem obok bankomatu.

Kolejną nieoczywistą atrakcją są mozaiki podłogowe odkryte po bombardowaniach podczas II wojny światowej. Przedstawiają one mitologiczną scenę ukarania Dirke. Pochodząca z III wieku mozaika podłogowa jednej z willi zadziwia. A mnie osobiście szokuje „wciskanie się” nowoczesności w starożytność. Ale to pozwolę sobie zostawić już Waszej ocenie.

Przechodząc wzdłuż okazałych kamienic dochodzimy do wzniesionego pod koniec I wieku p.n.e. Łuku Sergiusza. Ta wzniesiona w stylu korynckim budowla przyciąga wzrok turystów niesamowitymi ornamentami. Łuk został wzniesiony wewnątrz jednej z bram miejskich, która razem z murami tworzyła linię obronną dla miasta. Bramę wraz z fragmentem murów rozebrano, a plac przy Łuku przyciąga oprócz turystów wielu artystów.

Zerostrasse
Idąc wzdłuż murów miejskich warto skryć się przed słońcem w trasie podziemnych tuneli. Temperatura w tunelach to około 14-18 stopni, więc co wrażliwsi powinni wziąć bluzę. Tunele zostały wybudowane w celu schronienia mieszkańców Puli podczas wojny i finalnie mogło tam się skryć 50 tyś ludzi. Jest kilka wejść do siatki tuneli, a dobra nawigacja nie pozwoli się zgubić. W tunelach możemy zobaczyć wystawy zdjęć sieci komunikacji tramwajowej w Puli, a wjeżdżając windą na samą górę dotrzemy do twierdzy Kasel, która również jest udostępniona do zwiedzania.

Twierdza Kasel
Pierwsza fortyfikacja powstała w XVII wieku, dzięki panującym tu Wenecjanom, na miejscu obiektu sakralnego, a jeszcze wcześniej starożytnego Kapitolu. Ze względu na położenie pełniła funkcję obronną, ale po pierwszej wojnie straciła na znaczeniu. Dziś udostępniona do zwiedzania, cieszy oczy turystów ukazując ze swojej wieży piękną panoramę miasta. We wnętrzach zamku można zobaczyć wystawy czasowe, które jeszcze bardziej ożywiają to miejsce.

Powoli schodząc w twierdzy kierujemy się wąskimi uliczkami do samochodu. Nam udało się zaparkować poza strefą płatnego parkowania, co wymagało przejścia kilkuset metrów więcej.
Szukając miejsca do parkowania pamiętajcie, że Chorwacja ma podobne zasady jak we Włoszech.
Miejsca oznaczone niebieskimi liniami są płatne, żółte są zarezerwowane dla rezydentów, a białe to miejsca bezpłatne : )

Pięknego czasu w Puli,

Kasia & staś.

Lublin gdy za oknem pada? – Oczywiście!

„W czasie deszczu dzieci się nudzą…” tekst polskiej piosenki z lat 60 ubiegłego wieku zna chyba każdy. Wiemy doskonale jak słaba pogoda może popsuć plany naprawdę dobrze zapowiadającego się weekendu. Ale czy jesteśmy skazani na siedzenie w domu i smutne patrzenie w ścianę marudząc na nudę?

Niekoniecznie!!!

Oto kilka przykładów na to co robić w mieście gdy pogoda nas nie rozpieszcza.

  • Aqua Lublin – jeśli nie lubimy deszczu, ale woda w zupełności nam nie przeszkadza to idealnym miejscem będzie spędzenie czasu na basenie. Basen ten to nie tylko pływanie. W ofercie znajduje się również jacuzzi, rwąca rzeka, zjeżdżalnie, wodny plac zabaw oraz baseny zewnętrzne. Dla tych, którzy chcą odpocząć mniej aktywnie w ofercie znajduje się Saunarium.
    Adres:
    Al. Zygmuntowskie 4
    20-101 Lublin
    https://mosir.lublin.pl/obiekty/aqua-lublin/

  • Cartmax – to idealne miejsce na mapie Lublina jeśli lubisz ścigać się, rywalizowac i wygrywać. Kryty tor gokartowy zapewni wszystkie te przyjemności w jednym miejscu. Do wyboru mamy pojazdy o różnej mocy. Dodatkowym atutem w ofercie są tandemy, które pozwolą dzielić się wrażeniami z drugą połówką : ) dla dzieci natomiast w ofercie są pojazdy elektryczne.
    Adres:
    GALERIA OLIMP (POZIOM 0 [parking])
    Al. Spółdzielczości Pracy 32
    20-147 Lublin
    https://cartmax.pl/

  • Laser City – jeśli z paczką znajomych nie wiesz co zrobić w paskudny dzień, a chcesz przetestować swoją sprawność, umiejętność pracy zespołowej i logicznego myślenia to jest to strzał w dziesiątkę. I to dosłownie. W ofercie jest miedzy innymi paintball laserowy, laserowa strzelnica, laserowy labirynt oraz wiele innych. Jest to miejsce stworzone idealnie dla małych i dużych graczy.
    Adres:
    LASER CITY
    Bursaki 6D
    20-150 Lublin
    https://lublin.lasercity.pl/

  • Let me Out – jeśli rozwiązywanie zagadek i praca pod presją czasu w dobrym towarzystwie to Twoje atuty, to z pewnością odnajdziesz się w jednym z 5 Lubelskich pokoi z których będziesz miał jedynie 60 minut, żeby się wydostać. Na Twojej drodze stanie wiele zagadek do rozwiązania. To one powoli doprowadzą Cię do głównego rozwiązania i odnalezienia wyjścia. Będzie to idealnie spędzony czas z paczką znajomych gdy pogoda nie koniecznie będzie idealna.
    Adres:
    Let Me Out – Escape room Lublin
    ul. Złota 6 (1. Piętro)
    20-112 Lublin
    https://lublin.letmeout.pl/

Strefa wysokich lotów – ten park trampolin jest idealnym miejscem, które sprawdzi Twoją kondycje i da wyrzut endorfin na długie godziny po wyjściu. Ten skaczący park rozrywki sprosta wymaganiom każdego, kto chce aktywnie spędzić czas. Baseny z gąbkami, ścianka wspinaczkowa, kosz do wsadów i równoważnia do walki na gabkowe belki to tylko niektóre atrakcje tego miejsca. Wchodząc na trampoliny należy mieć skarpetki antypoślizgowe, które można zakupić na miejscu.
Adres:
Strefa Wysokich Lotów
ul. Cisowa 11
20-703 Lublin
https://strefawysokichlotow.pl/lublin/

Warsztaty Ceramiki – jeśli chcesz stworzyć swój własny, wymarzony kubek możesz to zrobić na warsztatach ceramiki Bolesławiec. Jest to idealne miejsce dla wszystkich, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności artystyczne i przy okazji mieć świetną pamiątkę, którą będzie można się pochwalić znajomym lub podarować najbliższej osobie. Jeśli nie masz talentu do malowania to niczym się nie przejmuj. Możesz skorzystać z gotowych stempelków tworząc własne dzieło.
Adres:
Manufaktura Bolesławiec
Al. Spółdzielczości Pracy 26
20-147 Lublin
https://art.boleslawiec.pl/

  • Centrum wspinaczkowe Kotłownia – Twoim największym dziecięcym marzeniem było wspiąć się jak Tarzan na najwyższe drzewo? Tutaj będziesz się czuł jak ryba w wodzie! To świetna zabawa na aktywny wypoczynek dla każdego. Wspinaczkowe przeszkody dostosowane do możliwości każdemu pozwolą przekroczyć swoje własne granice. Dzięki dobremu sprzętowi i wykwalifikowanej kadrze na torach poczujesz się naprawdę bezpiecznie.
    Adres:
    Kotłownia
    ul. Cisowa 11
    20-703 Lublin
    https://cwkotlownia.pl/
  • Masters Bowling & Bilard – bilard i kręgle to również ciekawa propozycja na mapie Lublina. Sieć ma aż 3 lokalizacje wiec łatwo będzie znaleźć dogodne miejsce dla siebie. Oprócz wyżej wymienionych atrakcji można również pograć na automatach oraz spróbować swoich sił w rzutkach. Na miejscu można zjeść i zorganizować małe przyjęcie po wcześniejszej rezerwacji miejsca więc jest to świetna opcja na spędzenie tam czasu. Wiele możliwości daje szanse znaleźć każdemu czegoś dla siebie.
    Adres:
    Masters Bowling & Bilard
    https://klubmasters.pl/ (po wyborze odpowiedniego klubu na dole można znaleźć adres)


Seanse filmowe można również zobaczyć między innymi w Centrum Kultury, Centrum Spotkania Kultu,r ale tutaj warto wejść bezpośrednio na stronę danego  miejsca, ponieważ oferta tych miejsc jest dużo większa… o czym poniżej.

  • GALERIE, SPEKTAKLE, KONCERTY – a może masz ochotę posłuchać dobrej muzyki, jesteś czuły na malarstwo, grafikę albo inny rodzaj sztuki? Świetnie się składa.  Lublin ma w ofercie mnóstwo świetnych miejsc.
    Oto lista kilku z nich.
    Adresy:

Centrum Spotkania Kultur
plac Teatralny 1
20-029 Lublin
https://csklublin.pl/


Centrum Kultury
ul. Peowiaków 12
20-007 Lublin
https://ck.lublin.pl/


Chatka Żaka

Radziszewskiego 16
20-031 Lublin
https://www.umcs.pl/pl/chatka.htm


Opera Lubelska
ul. Marii Curie-Skłodowskiej 5
20-029 Lublin
https://operalubelska.pl

Wrocławskie ZOO – miejsce, które trzeba zobaczyć

               Ponad 12 000 zwierząt na przestrzeni 33 hektarów. Do tego siatka ścieżek wypełniona wieloma planszami dydaktycznymi, zagadkami dla najmłodszych i miejscem do wypoczynku. Jest to jeden z najczęściej odwiedzanych ogrodów w Europie. Kupując bilet nie zdawałem sobie sprawy na jaki spacer się piszę i jaki bagaż wiedzy będę miał okazję zdobyć.
Mały Wypad czas start!
Zapraszam.

DATA I GODZINA

O wrocławskim ZOO słyszałem dużo dobrego i nareszcie w drugiej połowie stycznia (26.01) miałem okazję go odwiedzić. Wiele osób wybiera cieplejsze dni (a nawet upalne) na taką rozrywkę twierdząc, że mało można zobaczyć, gdy jest zimno. Nic bardziej mylnego. Gro zwierząt nienawidzi upałów i zdecydowanie lepiej czują się, gdy jest chłodno, niż w letnim skwarze. A dla tych zwierząt, które cenią sobie ciepełko są zbudowane specjalne ocieplane boksy i to właśnie tam można je podziwiać.

Jeśli chodzi o porę dnia to wybrałem 9:00, czyli godzinę otwarcia. Z jednej strony wtedy jeszcze nie ma tłumów i bez problemu można zwiedzić (poniekąd prowadząc cały peleton) sporą część ZOO, z drugiej zaś, o czym nie wiedziałem, wiele zwierząt miało z rana czas karmienia. Szedłem więc za meleksem, który rozwoził śniadanie i miałem okazję zobaczyć mnóstwo gatunków na porannej wyżerce. Póki co – same plusy.

CZAS ZWIEDZANIA

               Żeby zatrzymać się i przez chwilę podziwiać zwierzęta trzeba dużo czasu. Żeby przyswoić ogrom wiedzy zamieszczony na planszach potrzeba jeszcze więcej czasu. Mi zwiedzanie zajęło lekko 4 godziny, a nie robiłem sobie przerw podczas oglądania i ścieżkami chodziłem w miarę możliwości szybko. Nie skłamię twierdząc, że ta wyprawa może być całodzienną przygodą. Na szczęście ogród przygotował świetne zaplecze rekreacyjno – wypoczynkowe. Nie brakuje ławek, na których można odpocząć, a w sezonie działa również pełna gastronomia rozsiana na trasie zwiedzania (teraz całość jeszcze jest uśpiona przed wiosennym szturmem). Jest to naprawdę fajnie rozplanowany teren. Nawet toalety są super rozmieszczone, tak żeby nie trzeba było ich szukać… no właśnie, co do „szukać.”

LOGISTYKA

Teren ogrodu jest cały czas modernizowany i unowocześniany. Powstają nowe budynki i ścieżki dydaktyczne, które są naprawdę dobrze oznaczone. Słupki kierunkowe z całą pewnością ułatwiały mi poruszanie się po całym obszarze, a mapy znajdujące się przy głównych skrzyżowaniach rozwiązują wszelkie wątpliwości. Podczas przechodzenia z punktu w punkt dokładnie wiedziałem gdzie iść, a gdzie już byłem.

Z perspektywy czasu ciężko mi określić, czy mój kierunek zwiedzania był najbardziej optymalny. Ja zacząłem od zagród, kierując się po kolei z miejsca w miejsce. Moim planem było zostawienie Akwarium i Afrykarium na drugą połowę zwiedzania. Z jednej strony pomyślałem, że najpierw wszyscy po wejściu mogą pójść tam chcąc uniknąć tłumu, a potem będą zwiedzali resztę, z drugiej strony chciałem zostawić sobie taką wisienkę na torcie na koniec zwiedzania. Czy moja logika byłaby powtarzalna to ciężko stwierdzić, ale tłumów nie było zarówno przy zagrodach jak i w budynkach. Czyli 1:0 dla mnie 🙂

O ZOO

Wrocławski ogród zoologiczny położony na 33 hektarach jest mieszkaniem dla ponad 12 tysięcy zwierząt. Jest najstarszym ogrodem w Polsce i działa od 1865 roku prężnie do dziś z dwoma małymi przerwami. Na terenie parku oprócz różnorodnych gatunków zwierząt turyści mogą podziwiać wiele zabytkowych budowli, które pełniły bądź nadal pełnią funkcję schronienia dla zwierząt. Wiele z budynków zmieniło swoje przeznaczenie, jak na przykład Baszta Niedźwiedzi, którą obecnie zajmują sowy. Jest też domek nutrii – jedno z nielicznych drewnianych mieszkanek, które pozostało ok. 1890 i pełni swoją rolę do dziś. Na terenie parku nie brakuje też nowoczesności. Największą atrakcją ogrodu cieszy się Afrykarium z tunelem, przez który można przejść podziwiając różne gatunki ryb. Mi osobiście się podobał, ale mnie nie porwał. Ale za to cała reszta Afrykarium niemalże wyrywa z butów. Naprawdę.

Motylarnia, Żyrafiarnia, Terrarium, Odrarium i wiele innych to z całą pewnością miejsca, które na długo zapadają w pamięci. Ranczo pozwala poznać niedaleką historię, o której wielu najmłodszych nie ma pojęcia. Przykłady chomąt z pewnością pomogą uświadomić najmłodszym, że traktory nie zawsze „rządziły” polami 🙂

Ogród pod swoje skrzydła przyjął wiele gatunków zwierząt z nielegalnych hodowli, przemytu czy z terenów szczególnie zagrożonych dla danych gatunków.

PODSUMOWANIE

               Osobiście uważam, że będąc we Wrocławiu i nie zahaczyć o ZOO byłoby sporym błędem. Nie jest to jednak miejsce na dwie godziny, więc dobrze jest zaplanować przynajmniej pół dnia na zwiedzanie.  Warto pamiętać o tym, by w ciepłe dni zabrać jakieś nakrycie głowy i choćby butelkę na wodę (na terenie ogrodu znajdują się kraniki z wodą). 

Normalny bilet wstępu kosztuje 70 zł, natomiast ulgowy 60 zł. Dostępne w sprzedaży są jeszcze bilety rodzinne i roczne. Nie jest to najmniej, ale biorąc pod uwagę ilość atrakcji, możliwość aktywnego spędzenia całego dnia połączonego z nauką i dobrą zabawą jest to kwota, którą naprawdę warto wydać.

ZOO (piszę tu o wszystkich ogrodach) ma swoich zwolenników i przeciwników. Zgadzam się bezapelacyjnie z tym, że takie miejsca nie są środowiskiem naturalnym dla wielu gatunków zwierząt. Warto jednak pamiętać o tym, że wiele gatunków jest na skraju wymarcia ze względu na brak swojego naturalnego środowiska czy szeroko pojętego „handlu i postępu”.
Za takim obrotem spraw stoi najgroźniejszy i najgorszy z gatunków – My, ludzkość.
Zatem czy takie miejsca są więzieniem czy ostatnią chronioną ostoją?
Każdy kij ma dwa końce. Zawsze.