Auto przed trasą – o tym się zapomina!

Szykując walizki, mapy i przewodniki na wyprawę życia często zapomina się o sprawdzeniu podstawowych rzeczy w aucie, które w konsekwencji mogą prowadzić do niepotrzebnych stresów na wyjeździe. A wakacje przecież mają być luzem i oddechem od codziennego stresu. Sprawdźmy zatem auto razem!

O obowiązkowym wyposażeniu auta podczas wyjazdu czy to po Polsce, czy zagranicą pisaliśmy już –>tutaj <–. Warto by jednak uzupełnić ten artykuł o to, co warto sprawdzić w aucie przed wyjazdem. Zdaję sobie sprawę, że na ten „banalny artykuł” wielu popuka się w głowę twierdząc, że to oczywiste, ale jeśli choć jedna osoba czytając go stwierdzi „No! Faktycznie!” to ja już będę szczęśliwy.

Do dzieła… : )

  1. NAPOMPOWANE koło zapasowe/Zestaw naprawczy (aktualny) – to dość przykra część przygody, bo nie dość, że często z bagażnika trzeba wytargać całego tetrisa, którego zrobiliśmy z walizek, to jeszcze się okazuje, że powietrza w kole nie ma, a zestaw naprawczy dawno stracił swoją ważność. Trwałość pianek/płynów uszczelniających według producenta to 2-3 lata.
  2. Lewarek – jeśli jakimś trafem mamy lewarek niewiadomego pochodzenia to sprawdźmy czy oby na pewno będzie pasował do naszego auta (ja wiem, lewarek jak lewarek, ale jeśli się okaże, że jego zakres nie podnosi auta w celu wymiany koła to klops).
  3. Klucz do kół – pasujący do naszych śrub/nakrętek. Warto to sprawdzić czy nasadka klucza odpowiada rozmiarowi śruby/nakrętki.
  4. Adapter do „złodziejki” – 4 śruby do odkręcenia -3 takie same, a jedna ma nietypowy kształt. Niektórzy stosują śruby/nakrętki antykradzieżowe do kół. Warto sprawdzić czy nasze auto ma takie zabezpieczenie. Jeśli tak, to powinno się mieć adapter na taką śrubę nakrętkę w celu odkręcenia koła.
  5. AKTUALNA gaśnica – w wielu krajach jest obowiązkowa, ale nie chodzi żeby mieć ją „na sztukę” tylko nie może być przeterminowana.
  6. AKTUALNY przegląd pojazdu.
  7. Dowód rejestracyjny (do zabrania ze sobą za granicę).
  8. AKTUALNE ubezpieczenie (do zabrania ze sobą za granicę) – warto go rozszerzyć na czas podróży.
  9. ’Ścieżka zdrowia’ – my taką ścieżkę robimy na stacji diagnostycznej co jakieś 3 miesiące za około 50-100 zł. Dzięki temu wcześniej możemy zareagować na ewentualne zużycie części w pojeździe. Takie częste sprawdzanie i tak jest dużo tańsze niż laweta i naprawa gdzieś na trasie (warto zrobić taką ścieżkę na 2-3 tygodnie przed wyjazdem, żeby mieć czas na ewentualne naprawy).
  10. Płyny eksploatacyjne – stan/kiedy wymiana?
    • olej
    • płyn chłodniczy
    • płyn do spryskiwaczy
    • płyn wspomagania
    • Adblue
    • itd.
  11. Drugi komplet kluczy – warto zabrać ze sobą wcześniej sprawdzając, czy np. bateria w karcie kluczyka się nie rozładowała.
  12. Kabel USB – warto sprawdzić czy na pewno jest w dobrym stanie (nie przeciera się itp.). Nawigacja w telefonie zeżre baterię i klops… jesteśmy w polu. W przenośni, a czasem i dosłownie : )

To jest całkiem podstawowa lista oczywistych rzeczy i czynności do sprawdzenia. Mamy jednak cichą nadzieję, że ten artykuł nigdy się nikomu nie przyda, bo każdy ma auto, które się nie psuje, tym bardziej na wyprawie życia!!!!

Do zobaczenia na szlaku !

Kasia i staś.

Dawaj na Kaszuby! – rowerem po Szwajcarii Kaszubskiej.

To, że Kaszuby są miejscem tak uroczym, że nie sposób się nie zakochać w nich od pierwszego wejrzenia, wie chyba każdy, kto choć raz tu był. My spędziliśmy tu ledwo kilka dni, a już tyle wystarczyło, by rozstawać się z tą krainą z wielkim żalem.

Zanim przejdziemy do pełnego opisu naszej jednodniowej wycieczki rowerowej chciałbym się pochylić na chwilę nad ukształtowaniem terenu. Dzięki jęzorowi lodowca, który był na tych terenach wiele, wiele lat temu, pozostały tu cudowne wzgórza morenowe, które będą nie lada gratką dla tych, którzy uwielbiają podjazdy i ciekawe zjazdy. Amplituda wysokości jest naprawdę duża i warto to wziąć pod uwagę, choćby po to, żeby zabrać ciut więcej wody na drogę. Nie chcę tu zniechęcać rodziców, którzy ciągną za sobą przyczepkę z pociechami, bo Kaszuby świetnie rozwiązały ten temat. Faktycznie trzeba pod stromą górę wjechać, ale każdy agresywniejszy podjazd ma „na stanie” ścieżkę rowerową, na której możemy się zatrzymać i chwilę odpocząć, nie bacząc czy ktoś nie zacznie na nas trąbić. A nie zacznie tak czy siak – ale o tym za chwilę ; )

Ruszajmy na szlak….

Swoją przygodę rozpoczęliśmy od miejscowości Węsiory i kamiennych kręgów, do których udaliśmy się jeszcze przed wskoczeniem na rowery. Parking, na którym się zatrzymaliśmy był dopiero w trakcie procesu tworzenia, ale już można było znaleźć miejsce na kilkanaście pojazdów. Czysta przenośna toaleta i szczegółowa mapa z instrukcją jak się dostać na miejsce daje wrażenie, że będzie to fajne zadbane miejsce. Pani, która zbierała opłaty za parking służyła radą i krótką opowieścią o kurhanach, do których zmierzaliśmy. Ponadto samochód mogliśmy zostawić na cały dzień i to było również super sprawą, ponieważ stamtąd rozpoczęliśmy naszą całodniową przygodę.

Po przejściu kilkuset metrów przez las dotarliśmy do kurhanów, kamiennych kręgów i wielu grobów. Jest to miejsce pochówku ludu Gotów, którzy zamieszkiwali te tereny w okolicy I wieku n.e. Wiele osób uważa, że miejsce to ma tajemniczą, magiczną moc, co zachęca wielu turystów do odwiedzin. Trzeba jednak pamiętać, że po pierwsze jest to wielkie cmentarzysko, wiec należy się w tym miejscu odpowiednio zachowywać (nie biegać po kamieniach, nie wskakiwać na kurhany itp.), a po drugie jest to rezerwat (od 1958r.), który ma na celu ochronę nie tylko tego archeologicznego obiektu, ale i ochronę kilkudziesięciu rodzajów porostów, które znajdują się na głazach.

Po tej krótkiej edukacyjnej podróży wróciliśmy na parking i wskoczyliśmy na rowery. Zaplanowaliśmy luźną przejażdżkę na nie więcej niż 60 km z dwoma celami do odwiedzenia. Wyjeżdżając z lokalnej drogi wskoczyliśmy na drogę wojewódzką nr 228 i od samego początku zaczęliśmy się zakochiwać w tych malowniczych terenach. Mimo że doskonale wiedzieliśmy, że czoło lodowca zrobiło tu swoje z ukształtowaniem terenu, to jednak nie obyło się bez zaskoczeń. Przyjemne przewyższenia, które zawsze dobrze spinają nogi i spłycają oddech są dla mnie miodem na serce. Kasia raczej w tych sytuacjach jest ciut bardziej stonowana i jej faworytem jest prosta albo lekko w dół. Śmiem twierdzić, że przy takim ukształtowaniu terenu każdy znajdzie coś dla siebie i to jest właśnie urok tego miejsca.

Ogromną zaletą podróży po tym regionie jest stosunek kierowców do rowerzystów i rowerzystów do kierowców. Każdy tu jedzie z należytym szacunkiem do drugiej strony. Samochody mijają cyklistów w dużej odległości, nie na lusterka, a rowerzyści zawsze sygnalizują gdzie chcą jechać. (przynajmniej my to tak widzieliśmy).

Po zjechaniu z drogi nr 228 w drogę nr 214 przeskoczyliśmy jeszcze przez parę pagórków aż dostaliśmy się do naszego pierwszego celu – Kaszubskiej Wieży Widokowej. Wieża znajduje się na szczycie najwyższej góry pasma Wzgórz Szymbarskich – Wierzycy (328,7 m n.p.m.)

Tutaj istotną kwestią jest to, że szczerze zachęcali nas do pozostawienia rowerów na parkingu na dole, ale nasz upór wpychania rowerów na szczyt wygrał i w sumie słusznie, bo okazało się, że ze szczytu da się zejść drugą ścieżką, bardziej malowniczą i co ważniejsze skracającą drogę o dobrych parę kilometrów.

Z samej wieży rozpościera się widok na całe Kaszuby, a doskonała przejrzystość powietrza dała nam szansę na podziwianie całej krainy w pełnej okazałości. Uważam, że naprawdę warto było wprowadzić te rowery tak wysoko, żeby choćby na chwilę zobaczyć to miejsce zupełnie z innej perspektywy. Bilety normalne za wejście na wieżę to 10zł i 7zł – ulgowe.

Po zejściu malowniczą ścieżką ruszyliśmy w stronę naszego drugiego celu jakim była Brama Kaszubska. Przewyższenia wyciągnęły z nas sporo energii i gdy dojechaliśmy na miejsce po kilku wcześniejszych przystankach, stwierdziliśmy, że przy bramie też należy nam się chwila wytchnienia.

Jeśli mam być szczery to w pierwszej chwili tą całą bramą to ja byłem rozczarowany…. bo bramy nie było!!!

Jedząc kanapki na ławce puściliśmy w powietrze drona i wtedy WOW! Oczom naszym ukazała się BRAMA!! Całą drogę jadąc do tego celu myślałem, że będzie to jakaś architektoniczna cieszynka, a tym czasem zobaczyliśmy TO! Szczerze byliśmy urzeczeni i obserwując okolice z lotu ptaka zakochiwaliśmy się w tym miejscu jeszcze bardziej! Widoki zapierały nam dech w piersiach.

Po naładowaniu żołądków kanapkami i oczu pięknymi widokami czas było powoli wrócić do naszego mobilnego domku, by wyruszyć następnego dnia do Skansenu we Wdzydzach. (<- artykuł tutaj)
Na sto procent wrócimy w to cudowne miejsce, żeby przynajmniej raz jeszcze nacieszyć oczy tymi niesamowitymi obrazami.
Po tym dniu wniosek mamy jeden…. KASZUBY SĄ PIĘKNE!!!!

My,
Kasia i staś.

Taras na vanie, by być bliżej gwiazd

(Dane tarasu i instrukcja krok-po-kroku na dole artykułu)

Od paru miesięcy powtarzam sobie, Kasi i wszystkim znajomym, że Precel jest już na finiszu, że prawie wszystko tam zrobiliśmy i koniec jest naprawdę bliski… I wiesz co? Nieśmiało stawiam kropkę nad naszym projektem 🙂

Taras, balkon, 'pięterko’ czy jakkolwiek to nazwiemy już jest. I było to moim marzeniem od samego początku. Marzyłem o tym, żeby położyć się dwa metry nad ziemią z kawą i patrzeć na leniwie płynące chmury. I teraz pisząc ten wpis leżę sobie tak właśnie.

Ale jak ta cudna przestrzeń powstała?! Śpieszę wyjaśnić. 🙂

Zacznijmy od tego, że podczas samego projektu biłem się z myślami czy zastosować deski tarasowe kompozytowe czy zwykłe drewno (deski tarasowe). No i padło jednak na świerk. Przyczyna jak dla mnie była błaha…. mniej działania przed wyjazdem na wakacje i jakoś tak bardziej mi się to podoba – drewno!

Co prawda desek tarasowych kompozytowych nie trzeba zabezpieczać, ale jako że są puste w środku (o profilu komorowym), to żeby ich nie zgnieść przykręcając do belek poprzecznych na dachu, należałoby dać tulejki dystansujące zapobiegające zgniataniu. Z drewnem jest ciut więcej pracy – fakt, bo trzeba go przeszlifować i pomalować, ale odpadł mi proces przygotowania tulejek do mocowań.

Kolejnym punktem przemawiającym za drewnem było to właśnie, że jest pełne w środku. Z doświadczenia wiem, że zostawienie jakiegoś otworu w konstrukcji platformy czy bagażnika daje świst nie do zniesienia. Jeśli nie wierzysz, to przewieź na dachu aluminiową drabinę, albo jakieś profile 🙂

Ostatnim punktem, lecz nie mniej ważnym jest dla mnie estetyka…. drewno jest po prostu ładne; )

Dane techniczne:

Wymiary: 125 cm (wzdłuż samochodu) x 145 cm (w poprzek)
Materiał: deski tarasowe świerkowe – 5 szt. (250 cm /14,5 cm / 2,5 cm)
(tak dokładnie to wykorzystaliśmy 4,5 deski)
Farba: Lakier jachtowy bezbarwny półmat
Malowanie: Pędzel. Położyliśmy 2 warstwy.
Mocowanie: do belek platformy o profilu 40×20 mm, nitonakrętki M6, Śruby M6 nierdzewne, z szerokim, płaskim łbem na imbus.

Całkowity koszt: około 300 zł

Przyjemność z picia kawy na dachu: bezcenne!


Plan działania:

  1. Zebranie wymiarów, projekt na papierze w skali, zakupy;
  2. Wstępne docięcie drewna (ja zostawiłem zapas 1 cm – na wszelki);
  3. Ułożenie na dachu, ustawienie odpowiednich odległości (u nas przerwa między deskami to 17 mm);
  4. Zwymiarowanie miejsc na otwory;
  5. Ustabilizowanie deski ściskami, nawiercenie otworów pilotujących (zarówno w desce jak i w belkach);
  6. Powiększenie otworu odpowiednio w drewnie i odpowiednio w stali;
  7. Obsadzenie nitonakrętek w metalowych profilach;
  8. Przykręcenie deski:) Powtórzyć odpowiednią ilość razy – ilość desek : )
  9. Demontaż (Ważne!!!! – każdą odkręcaną deskę należy ponumerować w mało widocznym miejscu – to ułatwi późniejszy montaż);
  10. Ewentualne docinanie (o ile potrzeba);
  11. Szlifowanie, usunięcie pyłów, odtłuszczenie;
  12. Malowanie – schnięcie – malowanie – schnięcie;
  13. Montaż;
  14. Kawa na dachu!!!!

Takich spełnionych marzeń,
sobie i Wam.
My, Kasia i staś.

Autem po Europie – o tym nie zapomnij!

Wyruszając w podróż samochodem zarówno po Polsce jak i po Europie powinniśmy pamiętać o paru podstawowych rzeczach bez których nasz wyjazd może być narażony na spore nieprzyjemności oraz koszty (mandaty).

Aby zminimalizować szansę na nieprzyjemną konfrontację ze służbami mundurowymi stworzyliśmy podstawową listę wszystkiego co niezbędne.

W każdym kraju będzie nam potrzebny trójkąt ostrzegawczy, a w przypadku jazdy z przyczepką tych trójkątów musi być dwa. Na Łotwie i w Estonii niezależnie od tego czy ciągniemy przyczepkę czy nie potrzebne są dwa trójkąty.

W wielu krajach niezbędna jest kamizelka, nie tylko dla kierowcy ale i dla pasażerów. Dodatkowym wymogiem na Słowacji jest to, że muszą one się znajdować w kabinie pasażerskiej, a nie jak to często bywa w bagażniku.

Nasi południowi sąsiedzi zresztą mają największe wymagania co do wyposażenia w samochodzie.
Najbardziej liberalna pod tym względem jest Dania.
Jest kilka „smaczków” jak kliny pod koła, dodatkowe okulary korekcyjne, lina holownicza czy zabezpieczenie antywłamaniowe o których warto pamiętać wjeżdżając do niektórych państw.

W tabeli zaznaczyliśmy jeszcze, w którym kraju opony zimowe są wymagane, a w których nie.


Wyjeżdżając w podróż upewnij się, czy obowiązujące przepisy danego kraju  nie zostały znowelizowane.

Co prawda zgodnie z Konwencją Wiedeńską przejeżdżając przez dany kraj obowiązuje nas wyposażenie auta z którego jesteśmy, wiec nie powinniśmy dostać mandatu np. za brak klinów pod koła w Estonii, ale nie wiem czy warto wchodzić w sprzeczki podczas wyjazdu na wakacje.

Szerokiej drogi i przede wszystkim
BEZPIECZNIE!

Kasia i staś.

Podróż w czasie…. Muzeum – Kaszubski Park Etnogaficzny.

Cofnąć się w czasie chociaż raz. Chociaż raz poczuć klimat przeszłych lat.
Jak się żyło? Jak się uczyło? Pracowało? Odpoczywało?
Któż by nie chciał przeżyć takiego czegoś na własnej skórze?

Ja zawsze marzyłem, żeby zobaczyć wiktoriańską Anglię, Wenecję i początek handlu, Paryż za czasów Templariuszy i to jak żyli moi pradziadkowie.

Spędzając kilka dni na rowerowo – kamperowej wyprawie z Kasią na Kaszubach nie sposób było ominąć to cudowne miejsce. A mowa tutaj o Skansenie we Wdzydzach.

To ponad stuletnie muzeum było pierwszym takim w Polsce, które było w całości na świeżym powietrzu. Z biegiem lat zasoby muzeum powiększały się i powiększały. I co więcej powiększają się nadal. Świadczą o tym tabliczki, które zapowiadają pojawienie się nowych chałup, zagród, itp.
Obecnie zajmuje teren 22 ha, czyli kawał przestrzeni „utkanej” historią.

Ale do rzeczy.

Swoją przygodę rozpoczęliśmy dość późno, bo około 13:20 w niedzielę wjechaliśmy na przestronny parking, który częściowo był osłonięty drzewami. Parking jest darmowy i bardzo zadbany, co już od początku pozytywnie nastrajało. Dodatkowym plusem jest to, że jeszcze przed wejściem na teren skansenu można skorzystać z toalet.

Byliśmy miło zaskoczeni tym, że mimo pory, którą wybraliśmy nie było tłumów szturmujących kasę biletową. Może to pora obiadowa sprawiła tak miłą niespodziankę?!

Do kupionych biletów (2x22zł [normalne]) dostaliśmy mapkę, dzięki której wiedzieliśmy, gdzie się kierować i w jakiej kolejności możemy zwiedzać. Możemy, ale nie musimy, bo tu też dowolność. Dla rodziców małych szkrabów są przygotowane przy wejściu specjalne wózki, które z łatwością pokonają nawet najcięższy piach.

Z biletami, mapką, aparatami i zapartym tchem wkroczyliśmy w świat – nam dzieciakom -obcy, nieznany, nowy, choć stary.

Już od samego początku można zauważyć, że skansen ma przyciągnąć nie tylko dorosłych żądnych wiedzy, ale i dzieciaki, które też tej wiedzy łakną… tylko wiadomo, w inny sposób.

Specjalne pokoje przygotowane dla najmłodszych, łózko na którym można się spokojnie położyć, czy zajęcia z malowania na szkle to tylko jedne z licznych atrakcji tego miejsca.

Mnogość chat po prostu powalała, od prostych małych po wielkie dwory, kościół, szkoła czy tartak też były na naszej liście zwiedzania. Większości można dotknąć, można wejść.
Opisy budynków są po polsku, angielsku no i oczywiście kaszubsku.
Tutaj kulturę się kultywuje, tak prawdziwie i widać to na każdym kroku!


Na 22 ha, czyli ogromnym terenie można się nie lada zmęczyć. I tutaj warto mieć ze sobą wodę i jakieś kanapki, bo wracanie do karczmy, która znajduje się przy samym wyjściu i zaczynanie wszystkiego od nowa nie należy do najlepszych pomysłów. My nauczeni doświadczeniem wzięliśmy po dwie butelki dużej wody i było na styk. I tutaj rodzi się pytanie…. Co jak się za dużo wypije? Z tym też nie ma problemu, bo toalety są. Tylko trzeba się dobrze rozglądać, gdyż są często stworzone na wzór czasów, które minęły, więc nie wyróżniają się z otaczającej zabudowy. : )

My spędziliśmy tam blisko 3 godziny i jeśli miałbym być szczery to jest dla mnie osobisty limit muzealny i wystawowy. Spokojnie jednak można tam spędzić cały dzień zachodząc od okienka do okienka i zaglądając do środka.
A tego dnia trochę jest, bo w sezonie wakacyjnym w weekendy skansen jest czynny od 10 do 18.

Czy jest to miejsce godne polecenia?
Zdecydowanie tak!
Czy odwiedzimy go kolejnym razem?
Zdecydowanie tak!
Czy Kaszuby i skansen nas wciągnęły?
Zdecydowanie tak!

Tak więc nie zdziwię się jeśli się tam któregoś razu zobaczymy 😉

Kasia i staś.

Co zabrać na szlak?… czyli wakacje w górach.

(lista do pobrania na dole artykułu)
(poradnik wideo również na dole)

Zanim zaczniemy chodzić po górskich szczytach musimy skompletować sprzęt, który jest niezbędny podczas takich wypraw.
Jeszcze wcześniej powinniśmy zdać sobie sprawę, że góry (jakiekolwiek) to potęga i nie należy tej potęgi lekceważyć.

Jeszcze na etapie planowania wypadu w góry powinniśmy dobrze rozplanować poszczególne kwestie. Miejsce, przewyższenia, trasy, warunki itp.

Dziś zajmiemy się jedynie letnimi wypadami, raczej amatorskimi i pół amatorskimi, ponieważ nie będziemy uwzględniać tu czekanów, lin, kasków, raków itp.

Poniżej znajduje się lista najbardziej podstawowych rzeczy, które przydarzą się albo mogą się przydać podczas wyprawy. A jeszcze niżej znajduje się lista do pobrania i sprawdzenia przed wyjazdem.

LISTA:

  1. PLECAK – najlepiej jakby miał „oddychające plecy”. To bardzo istotna kwestia, ponieważ brak wentylacji pleców równa się mokra koszulka, natomiast to równa się szybsze wychładzanie organizmu, łatwiejsze przeziębienie i ogólny dyskomfort. Dodatkowym atutem jest pas biodrowy – to nie ramiona plecaka mają nieść cały ciężar…. on ma być rozłożony 🙂 Wiele takich można znaleźć w popularnych sklepach sportowych. Coraz więcej pojawia się dobrej jakości plecaków z drugiej ręki, dzięki czemu możemy trochę zaoszczędzić.
  2. Drugi podpunkt, ale również na pierwszym miejscu…
    BUTY – Buty powinny być wygodne i sprawdzone. Kupowanie butów tuż przed wyjazdem często kończy się otarciami, bąblami i odciskami. Dlatego warto rozchodzić na ile się da nawet nowe buty przed wyjściem w góry (Niektórzy mówią, że but musi obetrzeć, żeby pasował do stopy i żeby nosiły się potem dobrze – szczerze mówiąc nie rozumiem tej techniki masochizmu 🙂 )
  3. MAPA – papierowa, laminowana!!! Choć telefon jest nieodłączny w naszym życiu, to w przypadku gór lepiej go nie przeciążać, bo (odpukać) w najbardziej potrzebnym momencie ekran powie nam „bateria rozładowana” i kontakt z jakąkolwiek służbą ratowniczą będzie nie tyle utrudniony, co niemożliwy.
    Dlatego wybieramy papier, ale laminowany. Po to, żeby móc z mapy korzystać wiele razy. Podczas zlewy albo częstego składania i rozkładania już po jednej wyprawie zwykłą najtańszą wrzucimy w pierwszy lepszy śmietnik.\
  4. POWERBANK – nawet mały może okazać się ratunkiem w razie, gdy telefon będzie na wyczerpaniu.
  5. APTECZKA – doceniana dopiero w momencie, gdy jest naprawdę potrzebna. A w skład jej powinny wchodzić:
    – bandaże
    – plastry
    – plastry żelowe na odciski
    – koc termiczny
    – nożyczki
    – gazy jałowe
    – chusta trójkątna
    – ustnik
    (jest to absolutne minimum)

  6. ODBLASKI – chodząc po górach często trzeba zrobić pierwsze podejście przy ulicy, albo zakończyć naszą podróż do samochodu wzdłuż szosy. Mało miejsca, a ratują życie.
  7. CZOŁÓWKA(ewentualnie latarka) W przypadku „przestrzelenia” godziny zejścia ze szlaku warto mieć oświetlenie, które pomoże nam w zejściu do parkingu czy schroniska. Czołówka daje nam swobodę rąk i tu bierze górę nad zwykłą latarką.
  8. UBRANIE – nie chodzi tu tylko o to, które mamy na sobie, ale o dodatkowe, które może się przydać w momencie przemoknięcia czy przepocenia.
    – kurtka przeciwdeszczowa, przeciwwiatrowa
    – koszulka na zmianę/koszulka termoaktywna
    – czapka/kaszkietówka
    – buff/chusta pod szyję
    – skarpety na zmianę
    – stuptuty (fajna opcja na poranną rosę lub błotniste ścieżki)
  9. JEDZENIE/WODA – Nawodnienie i zaplecze energetyczne jest bardzo istotne, dlatego trzeba o tym pamiętać. w chłodniejsze dni można wziąć czekoladę, w cieplejsze raczej odradzam, bo się rozpuści 🙂
  10. WOREK NA ŚMIECI!!! -jeśli jesteśmy w stanie wtargać tego batona czy butelkę na górę to również znajdziemy ciut energii w sobie, by znieść je z gór do śmietnika.
  11. TERMOS Z HERBATĄ (bez prądu!!!) – To że u podnóża jest przyjemnie ciepło, nie oznacza, że na szczycie są równie dobre warunki.
  12. Dobrze jest jeszcze zapakować w plecak:
    – chusteczki higieniczne
    – leki przeciwbiegunkowe
    – okulary przeciwsłoneczne

    zegarek
    aparat fotograficzny

To by było na tyle z absolutnie podstawowej listy.
Pamiętajcie, że góry to potęga, do której należy podchodzić z należytym szacunkiem. Wtedy te wyprawy będą bezpieczne. 🙂


Do zobaczenia na szlaku 🙂
Kasia i staś.

Co zabrać na wakacje w ciepłe kraje?

(Lista do pobrania na dole artykułu)

Wakacje to czas beztroski, relaksu i szeroko pojętego odpoczynku, czy to aktywnego, czy biernego…
Ale, ale… kto się pakował w walizkę na wyjazd, a potem w drogę powrotną, ten się w cyrku nie śmieje.

Nic tak nie psuje idealnego wyjazdu, który planowaliśmy miesiącami jak:

  • Zapomniana rzecz, która jest nam niezbędna
  • Nadmiar rzeczy, przez które w drodze powrotnej nasza walizka bardziej przypomina tira z arbuzami niż bagaż.

Jeszcze o ile mamy wykupiony All Inclusive to nie musimy się martwić o ciężar bagażu, bo transfer lotniskowy załatwi sprawę, to o tyle wyjazd organizowany samodzielnie lub bez zapewnionego transferu może doprowadzić nas do rwania włosów z głowy już na początku wyprawy.

Uprzedzając fakty:

transport publiczny – ciężko operuje się wielką walizką w zatłoczonym miejskim autobusie, metrze bądź pociągu.

taxi – jeśli jedziemy w 2 osoby to większy bagaż się zmieści, ale duże bagaże np. na 4 osobową rodzinę nie zawsze wejdą do przestrzeni bagażowej. Ot i klops.

Ale do rzeczy.

Poniżej znajduje się lista rzeczy do pobrania.
Dzięki niej łatwiej będzie Ci się spakować, bo wystarczy odznaczyć, co jest, a czego jeszcze brakuje.

Podzieliliśmy listę na najważniejsze, dobrze mieć, można mieć.

Mamy nadzieję, że dzięki tej liście wrócisz faktycznie z naładowanymi bateriami.

Pamiętajcie!!
Jeśli nie jedziecie w dzicz to tam też są sklepy i wszystko można ewentualnie dokupić.
Pralki też są w hotelach, nie trzeba zabierać całej szafy ; )

Rzym Ciampino – jak z lotniska do centrum??

Rzym nie od wczoraj jest idealnym miejscem na dłuższe wakacje czy weekendowy wypad za miasto. Z lotniska do centrum dostać się jest całkiem łatwo, choć warto pamiętać o kilku tematach.

Choć opcji jest wiele, bo na przykład:
– mamy w opcji hotelu transfer lotniskowy,
– albo jedziemy na grubo taxi pod same drzwi – na bogato! ( lekką ręką ponad 50 €)
to wydaje mi się, że szybka i tania wersja przejażdżki autobusem, a potem metrem przypadnie do gustu wielu osobom 🙂


Celowo napisałem, że jest to szybka opcja ponieważ w godzinach szczytu, metro pod ziemią jedzie, a samochody jeśli już to poruszają się gęsiego w ślimaczym tempie. : )

Po wyjściu z samolotu i zabraniu swoich bagaży kierujemy się w stronę głównego wyjścia, gdzie po prawej stronie zobaczymy taki oto widok.

Tu właśnie kupujemy bilet na autobus ( 520 lub 720) i metro w jednym.
520 + metro linii A
720 + metro linii B

Koszt biletu to 1,5 €/ w jedną stronę.
(my nauczeni doświadczeniem kupiliśmy od razu bilety powrotne… żeby potem nie szukać) – to po stokroć polecamy : )

Po wyjściu z biletami w ręce przechodzimy pod wiatę przystankową.
Autobusy jeżdżą co parę minut więc nie będzie większego problemu żeby

Wsiadamy do 520(w przypadku gdy chcemy jechać linią metra A), kasujemy i zachowujemy bilet (on upoważnia do przejazdu również metrem!, no i do kontroli : ) Czasem kasowniki płatają figle i nie chcą skasować jakiegoś biletu, dlatego też dobrze mieć ten dodatkowy.

Po ok 15 -20 minutach (w zależności od ruchu ulicznego) jazdy wysiadamy na przystanku przy metrze na stacji CINECITTA. Po wejściu kierujemy się na dół i czekając na metro powoli zaczynamy wchodzić w ten włoski klimat.
Wsiadamy i odszukujemy naszą stacje.

Potem już tylko krótka podróż (ok 20-30 min) i już możemy kąpać się w rzymskich uliczkach i zaułkach.

Wiesz co zwiedzić w Rzymie? – zobacz tutaj.


Buźka,
Kasia i staś.

Jak wejść w ustawienia chińskiego Webasto?

Duża część osób jako ogrzewanie postojowe do swojego auta, kampera, przyczepy czy czegokolwiek ktoś zapragnie wybiera chiński zamiennik zamiast oryginalnego ogrzewania. Z nami było tak samo…. szybki dostęp do produktu, części zamienne (rurki, pompki, tłumiki) dostępne od ręki i …. no właśnie nie oszukujmy się… powinienem zacząć od CENY! Tak, to cena nas przekonała. Stwierdziłem, że jeśli padnie to jeszcze w tej cenie co oryginał kupię dwa w najgorszym przypadku jedno nowe, również chińskie.

No ale przecież nie o tym.

Chwilę spędziłem zanim doszedłem do opcji serwisowych, które można pozmieniać na wyświetlaczu, ale…

Widok na wyświetlaczu pokazuje stan akumulatora (tutaj nie ma znaczenia co pokazuje wyświetlacz, temperaturę otoczenia/temperaturę zadaną/ stan akumulatora/stan o błędach)

Kroki do reprodukcji:

  1. Naciskamy okrągły przycisk oznaczony koła zębatego (lewy, górny róg panelu sterującego)
  2. Wyżej wymieniony przycisk przyciskamy kilkukrotnie do momentu pojawienia się na wyświetlaczu symbolu zamkniętej kłódki, oraz czterech poziomych, mrugających kresek. (zdjęcie poniżej)

3. Tutaj należy wpisać kod 1688. Wykonujemy to w następujący sposób.
4. Strzałkami znajdującymi się po prawej stronie panelu ustawiamy pierwszą wartość. (tj. 1)
5. Naciskamy przycisk OK (w prawym, dolnym rogu panelu)
6. Pierwsza kreska przestała mrugać. Została zatwierdzona.
7. Zostajemy przeniesieni do drugiego rzędu gdzie musimy wpisać kolejną cyfrę kodu.
8. W ten sam sposób postępujemy z dwiema pozostałymi cyframi hasła.
UWAGA! na wpisanie cyfry i zatwierdzenie jest kilka sekund, wiec nie ma co się przejmować jeśli po dłuższej chwili bezczynności ekran przeniesie nas do punktu wyjścia.

W opcjach możemy ustawić pracę pompki i wentylatorów (maksymalny i minimalny zakres). Są też opcje czy zasilanie jest na 12V czy na 24V.

NAJWAŻNIEJSZE!!! – jeśli nie masz pewności co do „krzaczków” typu Hz, V itp. wyświetlanych na wyświetlaczu najlepiej skonsultuj się z profesjonalnym zakładem.
Wpis ten jedynie przedstawia możliwość wejścia w opcje urządzenia i nie zachęca do samodzielnego ingerowania w opcje urządzenia bez specjalistycznej wiedzy. 🙂

Palermo… jeden dzień w stolicy Sycylii

Właściwie powinienem napisać, że było to kilka szybkich godzin, podczas których zerknęliśmy zaledwie na mały kawałek tego wspaniałego miasta. Mam jednak nadzieję, że film który obejrzycie rozpali w Was chęć odwiedzenia tego miasta. Nas to miasto rozpaliło i na pewno nie raz je odwiedzimy. 🙂

Kliknij na obrazek, przeniesie Cię do filmu 🙂

A tutaj znajdziesz informacje gdzie byliśmy, za ile kupiliśmy bilety i o czym warto pamiętać.

Bilety Terrasini – Palermo (2×4,9euro) – tutaj istotnym jest to, że biletu nie da się kupić u kierowcy, jedynie przez Internet.(link) Przystanek w Terrasini też nie jest oczywisty (na bilecie na szczęście jest konkretna lokalizacja).
Palermo – lotnisko (2×5,9 euro) – warto kupić bilet wcześniej, ze względu na kolejki przy kasach my zrobiliśmy to na dworcu idąc do ogrodu botanicznego. Bilet jest ważny w danym dniu – nie na konkretną godzinę. czas podróży na lotnisko to ok. 40-50 min.

Będąc w Palermo

Wiele wspaniałych miejsc jest koło siebie i my właśnie głównie na tych miejscach się skupiliśmy.
– Piazza Pretoria (plac Pretoriański, „plac Wstydu”)
– Piazza Quattro Canti (Plac Cztery Rogi)
– Kościół św. Józefa Teatynów – koszt: 2×3,5euro. Trzeba pamiętać, że Włosi od 13:30 do ok 16 nie pracują wiec i kościoły są wtedy zamknięte. Bilet obejmuje sam kościół jak i wejście do krypt.
– Kościół św. Katarzyny – koszt: 2x5euro – dach z widokiem na panoramę miasta; 2x10euro – dach + kościół.
– Ogród Botaniczny Palermo – 2x7euro. Tu warto ze sobą wziąć coś do jedzenia. Ogród jest ogromny i można w nim spokojnie spędzić ponad 2 godziny.

Istotne:
– siesta – jest to krótka drzemka w godzinach wczesno popołudniowych. … teraz jest to po prostu wolne (w tym czasie nie zrobimy zakupów, a w knajpie zazwyczaj napijemy się tylko kawy, piwa albo wina)[o ile w ogóle]
– coperto – jak już siądziemy we włoskiej knajpie to przygotujmy się na 'coperto’ czyli potocznie nakrycie stołu, które kosztuje od 1-4 euro. (dlatego Włosi często piją kawę na stojąco przy barze lub pizze biorą na wynos)
– servizio – to jest coś w stylu naszego napiwku, który czasem jest naliczany z automatu.

To jest tylko wierzchołek góry lodowej o tym cudownym kraju jakim są Włochy. Każdy fragment tego państwa jest inny, ale to opiszę innym razem 🙂