Włoski klimat Lubelszczyzny… wyprawa rowerowa w okolicy Kazimierza D.

Ilekroć jeżdżę po tej okolicy czy to rowerem czy samochodem, to czuję się jakbym na te parę chwil przenosił się do Włoch. Tych spokojnych, prowincjonalnych.

Dzisiejszą wyprawę rozpocząłem z Puław. W moim przypadku był to dość łatwy wybór, bo w nich mieszkam, ale jeśli chcesz wyruszyć moim szlakiem, a nie mieszkasz w okolicy, to gorąco polecam pociąg. Bilet za rower to niecałe 10 zł, a koszt biletu dla pasażera jest zależny od długości trasy i ewentualnych zniżek. Tutaj polecam zawsze godziny poranne, bo jest nieco taniej…. a jak się da pojeździć w środku tygodnia to często można dorwać naprawdę tani bilet.

Ale wróćmy na szlak….

Trasa z Puław do Bochotnicy wiedzie wzdłuż wału, co daje bardzo przyjemny początek przygody w otoczeniu natury. Jest wyłożona kostką brukową co dla niektórych może być minusem, ale to już kwestia gustu.
Na wysokości zjazdu na przeprawę promową Bochotnica -Nasiłów należy skręcić ze ścieżki w lewo i dojechać do głównej szosy łączącej Puławy z Bochotnicą. Na rozjeździe w prawo i po paruset metrach na rondzie w lewo.

Zanim prawdziwa przygoda się rozkręci warto uzupełnić płyny, bo przez następne kilometry sklepów jest jak na lekarstwo. Sklep popularnej sieci znajduje się po lewej stronie drogi tuż przed zjazdem na Opole Lubelskie i Annopol.


To tu zaczyna się pierwsza wspinaczka, premia górska i koszulka w grochy na szczycie. I na tym szczycie właśnie powoli zaczyna się włoski klimat. Wąska droga z leniwie wleczącymi się samochodami i linią drzew aż po horyzont. Po obu stronach drogi znajdują się winnice i sady. Droga lekko meandruje i daje się odczuć kilkoma podjazdami i nielicznymi, ale szybkimi zjazdami. Typowy spokój. Po pokonaniu lekko ponad 34 kilometrów docieram do Opola Lubelskiego, w którym również można uzupełnić zapasy wody. W takie dni jak dziś, gdzie ostre słońce tnie od samego rana warto pamiętać (Ba!) trzeba! o dobrym nawodnieniu.


Trasa przez Opole przebiega w miarę gładko. W miarę, ponieważ ścieżka rowerowa jest współdzielona z pieszymi, co lekko spowalnia cały przejazd, ale za to pozwala popatrzeć na miasto z ponad 600 letnią tradycją. Po opuszczeniu granic miasta ścieżka się kończy i wrócić można na drogę, która prowadzi do miejscowości Łaziska. W niej właśnie skręcić trzeba na Wilków i dalej jechać drogą wśród pól i lasów zaciągając się zapachem lasu. W samym Wilkowie na rozjeździe dróg należy skręcić w lewo i tylko parę kilometrów dalej znajduje się kolejna okazja do „spalenia nogi”. Zaraz za miejscowością Dobre znajduje się srogi podjazd, który powoduje lekką spinkę na udzie (osobiście uwielbiam to uczucie).

Zaraz za podjazdem krajobraz zmienia się znów na sadowo-winnicowy, by już po kilku kilometrach wjechać do zatłoczonego przez turystów Kazimierza Dolnego.
To miasteczko nad Wisłą przyciąga przez cały rok artystów i gro turystów z całej Polski (osobiście polecam zwiedzać poza sezonem).

Po wyjechaniu do Kazimierza dojeżdżając do ronda w Bochotnicy z bagażem pięknych „włoskich” obrazków zaczyna się powrót z wyprawy. Raczej leniwy, spokojny, niż mocny i wyciskający.

Po 83 kilometrach mogę powiedzieć jedno. Jeśli planujesz wypad rowerowy w góry czy do Włoch to jest to cudowne miejsce, by się do tego przygotować.
Trasa jest przeznaczona dla średniozaawansowanych i raczej tak trzeba ją traktować. Brak pobocza w większości drogi (Bochotnica – Opole) może lekko zniechęcić do rodzinnej wycieczki. Ale za to trasa od Kazimierza do Łazisk (w drugą stronę) jest spokojna i powinna być bułką z masłem dla rodziców z wesołą gromadką czy to w przyczepce czy na własnych bolidach.

Do zobaczenia na szlaku,
staś.

Autem po Europie – o tym nie zapomnij!

Wyruszając w podróż samochodem zarówno po Polsce jak i po Europie powinniśmy pamiętać o paru podstawowych rzeczach bez których nasz wyjazd może być narażony na spore nieprzyjemności oraz koszty (mandaty).

Aby zminimalizować szansę na nieprzyjemną konfrontację ze służbami mundurowymi stworzyliśmy podstawową listę wszystkiego co niezbędne.

W każdym kraju będzie nam potrzebny trójkąt ostrzegawczy, a w przypadku jazdy z przyczepką tych trójkątów musi być dwa. Na Łotwie i w Estonii niezależnie od tego czy ciągniemy przyczepkę czy nie potrzebne są dwa trójkąty.

W wielu krajach niezbędna jest kamizelka, nie tylko dla kierowcy ale i dla pasażerów. Dodatkowym wymogiem na Słowacji jest to, że muszą one się znajdować w kabinie pasażerskiej, a nie jak to często bywa w bagażniku.

Nasi południowi sąsiedzi zresztą mają największe wymagania co do wyposażenia w samochodzie.
Najbardziej liberalna pod tym względem jest Dania.
Jest kilka „smaczków” jak kliny pod koła, dodatkowe okulary korekcyjne, lina holownicza czy zabezpieczenie antywłamaniowe o których warto pamiętać wjeżdżając do niektórych państw.

W tabeli zaznaczyliśmy jeszcze, w którym kraju opony zimowe są wymagane, a w których nie.


Wyjeżdżając w podróż upewnij się, czy obowiązujące przepisy danego kraju  nie zostały znowelizowane.

Co prawda zgodnie z Konwencją Wiedeńską przejeżdżając przez dany kraj obowiązuje nas wyposażenie auta z którego jesteśmy, wiec nie powinniśmy dostać mandatu np. za brak klinów pod koła w Estonii, ale nie wiem czy warto wchodzić w sprzeczki podczas wyjazdu na wakacje.

Szerokiej drogi i przede wszystkim
BEZPIECZNIE!

Kasia i staś.

Podróż w czasie…. Muzeum – Kaszubski Park Etnogaficzny.

Cofnąć się w czasie chociaż raz. Chociaż raz poczuć klimat przeszłych lat.
Jak się żyło? Jak się uczyło? Pracowało? Odpoczywało?
Któż by nie chciał przeżyć takiego czegoś na własnej skórze?

Ja zawsze marzyłem, żeby zobaczyć wiktoriańską Anglię, Wenecję i początek handlu, Paryż za czasów Templariuszy i to jak żyli moi pradziadkowie.

Spędzając kilka dni na rowerowo – kamperowej wyprawie z Kasią na Kaszubach nie sposób było ominąć to cudowne miejsce. A mowa tutaj o Skansenie we Wdzydzach.

To ponad stuletnie muzeum było pierwszym takim w Polsce, które było w całości na świeżym powietrzu. Z biegiem lat zasoby muzeum powiększały się i powiększały. I co więcej powiększają się nadal. Świadczą o tym tabliczki, które zapowiadają pojawienie się nowych chałup, zagród, itp.
Obecnie zajmuje teren 22 ha, czyli kawał przestrzeni „utkanej” historią.

Ale do rzeczy.

Swoją przygodę rozpoczęliśmy dość późno, bo około 13:20 w niedzielę wjechaliśmy na przestronny parking, który częściowo był osłonięty drzewami. Parking jest darmowy i bardzo zadbany, co już od początku pozytywnie nastrajało. Dodatkowym plusem jest to, że jeszcze przed wejściem na teren skansenu można skorzystać z toalet.

Byliśmy miło zaskoczeni tym, że mimo pory, którą wybraliśmy nie było tłumów szturmujących kasę biletową. Może to pora obiadowa sprawiła tak miłą niespodziankę?!

Do kupionych biletów (2x22zł [normalne]) dostaliśmy mapkę, dzięki której wiedzieliśmy, gdzie się kierować i w jakiej kolejności możemy zwiedzać. Możemy, ale nie musimy, bo tu też dowolność. Dla rodziców małych szkrabów są przygotowane przy wejściu specjalne wózki, które z łatwością pokonają nawet najcięższy piach.

Z biletami, mapką, aparatami i zapartym tchem wkroczyliśmy w świat – nam dzieciakom -obcy, nieznany, nowy, choć stary.

Już od samego początku można zauważyć, że skansen ma przyciągnąć nie tylko dorosłych żądnych wiedzy, ale i dzieciaki, które też tej wiedzy łakną… tylko wiadomo, w inny sposób.

Specjalne pokoje przygotowane dla najmłodszych, łózko na którym można się spokojnie położyć, czy zajęcia z malowania na szkle to tylko jedne z licznych atrakcji tego miejsca.

Mnogość chat po prostu powalała, od prostych małych po wielkie dwory, kościół, szkoła czy tartak też były na naszej liście zwiedzania. Większości można dotknąć, można wejść.
Opisy budynków są po polsku, angielsku no i oczywiście kaszubsku.
Tutaj kulturę się kultywuje, tak prawdziwie i widać to na każdym kroku!


Na 22 ha, czyli ogromnym terenie można się nie lada zmęczyć. I tutaj warto mieć ze sobą wodę i jakieś kanapki, bo wracanie do karczmy, która znajduje się przy samym wyjściu i zaczynanie wszystkiego od nowa nie należy do najlepszych pomysłów. My nauczeni doświadczeniem wzięliśmy po dwie butelki dużej wody i było na styk. I tutaj rodzi się pytanie…. Co jak się za dużo wypije? Z tym też nie ma problemu, bo toalety są. Tylko trzeba się dobrze rozglądać, gdyż są często stworzone na wzór czasów, które minęły, więc nie wyróżniają się z otaczającej zabudowy. : )

My spędziliśmy tam blisko 3 godziny i jeśli miałbym być szczery to jest dla mnie osobisty limit muzealny i wystawowy. Spokojnie jednak można tam spędzić cały dzień zachodząc od okienka do okienka i zaglądając do środka.
A tego dnia trochę jest, bo w sezonie wakacyjnym w weekendy skansen jest czynny od 10 do 18.

Czy jest to miejsce godne polecenia?
Zdecydowanie tak!
Czy odwiedzimy go kolejnym razem?
Zdecydowanie tak!
Czy Kaszuby i skansen nas wciągnęły?
Zdecydowanie tak!

Tak więc nie zdziwię się jeśli się tam któregoś razu zobaczymy 😉

Kasia i staś.

Co zabrać na szlak?… czyli wakacje w górach.

(lista do pobrania na dole artykułu)
(poradnik wideo również na dole)

Zanim zaczniemy chodzić po górskich szczytach musimy skompletować sprzęt, który jest niezbędny podczas takich wypraw.
Jeszcze wcześniej powinniśmy zdać sobie sprawę, że góry (jakiekolwiek) to potęga i nie należy tej potęgi lekceważyć.

Jeszcze na etapie planowania wypadu w góry powinniśmy dobrze rozplanować poszczególne kwestie. Miejsce, przewyższenia, trasy, warunki itp.

Dziś zajmiemy się jedynie letnimi wypadami, raczej amatorskimi i pół amatorskimi, ponieważ nie będziemy uwzględniać tu czekanów, lin, kasków, raków itp.

Poniżej znajduje się lista najbardziej podstawowych rzeczy, które przydarzą się albo mogą się przydać podczas wyprawy. A jeszcze niżej znajduje się lista do pobrania i sprawdzenia przed wyjazdem.

LISTA:

  1. PLECAK – najlepiej jakby miał „oddychające plecy”. To bardzo istotna kwestia, ponieważ brak wentylacji pleców równa się mokra koszulka, natomiast to równa się szybsze wychładzanie organizmu, łatwiejsze przeziębienie i ogólny dyskomfort. Dodatkowym atutem jest pas biodrowy – to nie ramiona plecaka mają nieść cały ciężar…. on ma być rozłożony 🙂 Wiele takich można znaleźć w popularnych sklepach sportowych. Coraz więcej pojawia się dobrej jakości plecaków z drugiej ręki, dzięki czemu możemy trochę zaoszczędzić.
  2. Drugi podpunkt, ale również na pierwszym miejscu…
    BUTY – Buty powinny być wygodne i sprawdzone. Kupowanie butów tuż przed wyjazdem często kończy się otarciami, bąblami i odciskami. Dlatego warto rozchodzić na ile się da nawet nowe buty przed wyjściem w góry (Niektórzy mówią, że but musi obetrzeć, żeby pasował do stopy i żeby nosiły się potem dobrze – szczerze mówiąc nie rozumiem tej techniki masochizmu 🙂 )
  3. MAPA – papierowa, laminowana!!! Choć telefon jest nieodłączny w naszym życiu, to w przypadku gór lepiej go nie przeciążać, bo (odpukać) w najbardziej potrzebnym momencie ekran powie nam „bateria rozładowana” i kontakt z jakąkolwiek służbą ratowniczą będzie nie tyle utrudniony, co niemożliwy.
    Dlatego wybieramy papier, ale laminowany. Po to, żeby móc z mapy korzystać wiele razy. Podczas zlewy albo częstego składania i rozkładania już po jednej wyprawie zwykłą najtańszą wrzucimy w pierwszy lepszy śmietnik.\
  4. POWERBANK – nawet mały może okazać się ratunkiem w razie, gdy telefon będzie na wyczerpaniu.
  5. APTECZKA – doceniana dopiero w momencie, gdy jest naprawdę potrzebna. A w skład jej powinny wchodzić:
    – bandaże
    – plastry
    – plastry żelowe na odciski
    – koc termiczny
    – nożyczki
    – gazy jałowe
    – chusta trójkątna
    – ustnik
    (jest to absolutne minimum)

  6. ODBLASKI – chodząc po górach często trzeba zrobić pierwsze podejście przy ulicy, albo zakończyć naszą podróż do samochodu wzdłuż szosy. Mało miejsca, a ratują życie.
  7. CZOŁÓWKA(ewentualnie latarka) W przypadku „przestrzelenia” godziny zejścia ze szlaku warto mieć oświetlenie, które pomoże nam w zejściu do parkingu czy schroniska. Czołówka daje nam swobodę rąk i tu bierze górę nad zwykłą latarką.
  8. UBRANIE – nie chodzi tu tylko o to, które mamy na sobie, ale o dodatkowe, które może się przydać w momencie przemoknięcia czy przepocenia.
    – kurtka przeciwdeszczowa, przeciwwiatrowa
    – koszulka na zmianę/koszulka termoaktywna
    – czapka/kaszkietówka
    – buff/chusta pod szyję
    – skarpety na zmianę
    – stuptuty (fajna opcja na poranną rosę lub błotniste ścieżki)
  9. JEDZENIE/WODA – Nawodnienie i zaplecze energetyczne jest bardzo istotne, dlatego trzeba o tym pamiętać. w chłodniejsze dni można wziąć czekoladę, w cieplejsze raczej odradzam, bo się rozpuści 🙂
  10. WOREK NA ŚMIECI!!! -jeśli jesteśmy w stanie wtargać tego batona czy butelkę na górę to również znajdziemy ciut energii w sobie, by znieść je z gór do śmietnika.
  11. TERMOS Z HERBATĄ (bez prądu!!!) – To że u podnóża jest przyjemnie ciepło, nie oznacza, że na szczycie są równie dobre warunki.
  12. Dobrze jest jeszcze zapakować w plecak:
    – chusteczki higieniczne
    – leki przeciwbiegunkowe
    – okulary przeciwsłoneczne

    zegarek
    aparat fotograficzny

To by było na tyle z absolutnie podstawowej listy.
Pamiętajcie, że góry to potęga, do której należy podchodzić z należytym szacunkiem. Wtedy te wyprawy będą bezpieczne. 🙂


Do zobaczenia na szlaku 🙂
Kasia i staś.

Co zabrać na wakacje w ciepłe kraje?

(Lista do pobrania na dole artykułu)

Wakacje to czas beztroski, relaksu i szeroko pojętego odpoczynku, czy to aktywnego, czy biernego…
Ale, ale… kto się pakował w walizkę na wyjazd, a potem w drogę powrotną, ten się w cyrku nie śmieje.

Nic tak nie psuje idealnego wyjazdu, który planowaliśmy miesiącami jak:

  • Zapomniana rzecz, która jest nam niezbędna
  • Nadmiar rzeczy, przez które w drodze powrotnej nasza walizka bardziej przypomina tira z arbuzami niż bagaż.

Jeszcze o ile mamy wykupiony All Inclusive to nie musimy się martwić o ciężar bagażu, bo transfer lotniskowy załatwi sprawę, to o tyle wyjazd organizowany samodzielnie lub bez zapewnionego transferu może doprowadzić nas do rwania włosów z głowy już na początku wyprawy.

Uprzedzając fakty:

transport publiczny – ciężko operuje się wielką walizką w zatłoczonym miejskim autobusie, metrze bądź pociągu.

taxi – jeśli jedziemy w 2 osoby to większy bagaż się zmieści, ale duże bagaże np. na 4 osobową rodzinę nie zawsze wejdą do przestrzeni bagażowej. Ot i klops.

Ale do rzeczy.

Poniżej znajduje się lista rzeczy do pobrania.
Dzięki niej łatwiej będzie Ci się spakować, bo wystarczy odznaczyć, co jest, a czego jeszcze brakuje.

Podzieliliśmy listę na najważniejsze, dobrze mieć, można mieć.

Mamy nadzieję, że dzięki tej liście wrócisz faktycznie z naładowanymi bateriami.

Pamiętajcie!!
Jeśli nie jedziecie w dzicz to tam też są sklepy i wszystko można ewentualnie dokupić.
Pralki też są w hotelach, nie trzeba zabierać całej szafy ; )

Zamojskie ZOO – miejsce pełne atrakcji.

Spędzając wakacje na Roztoczu lub przyjeżdżając do Zamościa choćby na jeden dzień, warto wybrać się do miejsca, w którym spokojnie spędzimy parę godzin ucząc się o zwierzętach z różnych zakątków świata.

Nasz niedzielny poranek rozpoczęliśmy od zwiedzania ZOO w Zamościu. Celowo piszę o niedzielnym poranku, ponieważ najwięcej osób zwiedza takie miejsca w weekendy i chcieliśmy na własnej skórze się przekonać o tłumach napierających na kasy biletowe w pierwszy weekend wakacji.
I tu przyjemne zaskoczenie, bo przyjechaliśmy ok 10:30, a na parkingu było kilkanaście samochodów.

Kupiliśmy bilety (normalny: 40 zł ulgowy: 30 zł) i rozpoczęliśmy naszą przygodę.
Pełen cennik poniżej:

Ogród Zoologiczny to całkiem spory obszar zajmujący 13,8 ha, gdzie mieszka ponad 2500 zwierząt z różnych zakątków świata. Ogród im. Stefana Milera jest jedynym takim ogrodem na Lubelszczyźnie i jednym z nielicznych na wschodzie Polski. Cieszy się ogromną popularnością, którą widać było jak już kierowaliśmy się ku wyjściu… ale po kolei : )

Przy kasie biletowej otrzymaliśmy mapkę ZOO ( dodatkowa duża znajduje się tuż przy wejściu), która zdecydowanie ułatwia zwiedzanie. Dodatkowo znaki przy ścieżkach pokazują, gdzie znajdują się konkretne zwierzęta. Jedynym minusem jest to, że nie ma oznaczonego kierunku zwiedzania. Choć jak później pomyślałem ma to też swoje plusy, bo po przejściu przez kasę każdy idzie w swoją stronę, co nie powoduje ogromnych kolejek przy początkowych wybiegach dla zwierząt. : )

Przechadzając się po ZOO, zmęczeni zwiedzaniem, czasem siadaliśmy na ławeczce i podziwialiśmy różne gatunki zwierząt. Zmęczyć się można, bo spędziliśmy tam 2,5 h, a podejrzewam, że moglibyśmy jeszcze tam posiedzieć. Dodatkowo dla najmłodszych są przygotowane place zabaw, gdzie mogą dać upust roznoszącej je energii. : )

Do dyspozycji zwiedzających są jeszcze knajpki, gdzie można kupić lody, napoje i skromny fastfood. Dla osób ceniących sobie swoje jedzenie lub coś zdrowszego jest też miejsce ze stołami gdzie można usiąść i zjeść własny posiłek. My wybraliśmy właśnie tę drugą opcję. Pod daszkiem, w cieniu. Przyjemnie.

Bardzo miłym akcentem jest wyjście naprzeciw rodzicom małych szkrabów, które trzeba przewinąć w najmniej oczekiwanym momencie, albo choćby nakarmić w zaciszu. W tym celu jest postawionych kilka domków „przyjaznych maluchom”, gdzie znajduje się kanapa, przewijak i kran. Super opcja!

Zamojskie ZOO jak i cały region Roztocza rozwija się w szybkim tempie i to widać. Jest to świetne miejsce dla dzieciaków, które oprócz poznawania nowych, nieznanych dotąd im gatunków mogą zbierać pieczątki ze swojej wyprawy. Nieco starsi z pewnością usystematyzują sobie wiedzę na temat bardziej czy mniej zagrożonych gatunków. 🙂

Z całą pewnością jest to miejsce, gdzie warto przyjechać i spędzić około 2-3 godziny ucząc się przy tym i dobrze bawiąc.

Acha i pamiętajcie….

Do zobaczenia na szlaku,
Kasia i staś.

Rzym Ciampino – jak z lotniska do centrum??

Rzym nie od wczoraj jest idealnym miejscem na dłuższe wakacje czy weekendowy wypad za miasto. Z lotniska do centrum dostać się jest całkiem łatwo, choć warto pamiętać o kilku tematach.

Choć opcji jest wiele, bo na przykład:
– mamy w opcji hotelu transfer lotniskowy,
– albo jedziemy na grubo taxi pod same drzwi – na bogato! ( lekką ręką ponad 50 €)
to wydaje mi się, że szybka i tania wersja przejażdżki autobusem, a potem metrem przypadnie do gustu wielu osobom 🙂


Celowo napisałem, że jest to szybka opcja ponieważ w godzinach szczytu, metro pod ziemią jedzie, a samochody jeśli już to poruszają się gęsiego w ślimaczym tempie. : )

Po wyjściu z samolotu i zabraniu swoich bagaży kierujemy się w stronę głównego wyjścia, gdzie po prawej stronie zobaczymy taki oto widok.

Tu właśnie kupujemy bilet na autobus ( 520 lub 720) i metro w jednym.
520 + metro linii A
720 + metro linii B

Koszt biletu to 1,5 €/ w jedną stronę.
(my nauczeni doświadczeniem kupiliśmy od razu bilety powrotne… żeby potem nie szukać) – to po stokroć polecamy : )

Po wyjściu z biletami w ręce przechodzimy pod wiatę przystankową.
Autobusy jeżdżą co parę minut więc nie będzie większego problemu żeby

Wsiadamy do 520(w przypadku gdy chcemy jechać linią metra A), kasujemy i zachowujemy bilet (on upoważnia do przejazdu również metrem!, no i do kontroli : ) Czasem kasowniki płatają figle i nie chcą skasować jakiegoś biletu, dlatego też dobrze mieć ten dodatkowy.

Po ok 15 -20 minutach (w zależności od ruchu ulicznego) jazdy wysiadamy na przystanku przy metrze na stacji CINECITTA. Po wejściu kierujemy się na dół i czekając na metro powoli zaczynamy wchodzić w ten włoski klimat.
Wsiadamy i odszukujemy naszą stacje.

Potem już tylko krótka podróż (ok 20-30 min) i już możemy kąpać się w rzymskich uliczkach i zaułkach.

Wiesz co zwiedzić w Rzymie? – zobacz tutaj.


Buźka,
Kasia i staś.

Łeba rowerem na Wydmy

Mimo że my wybraliśmy się tym szlakiem rowerami to mam nadzieję, że ten krótki wpis przyda się wszystkim tym, którzy chcą się dostać na „Polską Saharę”.

Wypad rowerowy na wydmy rozpoczęliśmy z centrum miasta, a dokładnie z parkingu przy ulicy Powstańców Warszawy (Przy Ośrodku Zdrowia). Informacja jest o tyle istotna, iż większość miasta jest w strefie płatnego parkowania (Poniedziałek – Piątek 8-20). Od tego parkingu strefa się kończy i swobodnie można zaparkować ; )

Jadąc ulicą wzdłuż Powstańców Warszawy skręciliśmy w lewo w ulicę 11 listopada, a następnie zjeżdżając z ronda wjechaliśmy na ulicę H. Sienkiewicza.
Zaraz za mostkiem na ul H.Sienkiewicza, po lewej stronie drogi zaczyna się ścieżka rowerowa, którą dotarliśmy bezpiecznie do kolejnego ronda gdzie skręciliśmy w lewo w „szlak czerwony”. Tu jeszcze przyjemniej, bo jeszcze bliżej natury dojechaliśmy ścieżką do budki, w której kupiliśmy bilety (ceny poniżej).
W tym miejscu trasy mielśmy już przebyte 2,9 km.
Tutaj w okolicy również znajduje się parking, zatem jeśli ktoś chce skrócić wyprawę o ten dystans to jest ku temu okazja (ciężko powiedzieć jak sytuacja parkingowa przedstawia się w szczycie sezonu- my byliśmy na początku czerwca.)

Budka znajduje się po prawej stronie tuż przed betonowymi słupami stojącymi na drodze.

CENNIK:
Bilet normalny 8 zł
Bilet ulgowy 4 zł

Potem nasza trasa to już czysta bajka. Czekało nas 5 km przygody. Szlak rozdziela się na trakt pieszy i dla meleksów (po tym trakcie również jeżdżą rowery).

Na zmęczonych wędrowców czekały wiaty do odpoczynku, ławeczki na tarasach widokowych i chcące się bardzo zaprzyjaźnić KOMARY! Dobrze jest zabrać jakiś środek na te małe potworki, bo jeśli planujecie postój na jedzenie to pamiętajcie, że one też już będą czekały.

Po dotarciu na miejsce mogliśmy zostawić rowery na strzeżonym parkingu po prawej stronie (10 zł/rower) albo przypiąć za darmo do stojaków po lewej stronie. I tu istotne. Czy podróżujemy z rowerami czy z wózkiem dziecięcym warto mieć zapięcie, żeby przypiąć swój jeżdżący sprzęt. Druga kwestia to plecak, żeby wody, kanapek czy aparatu podczas spaceru nie nieść w ręce. Dobrą opcją jest zabranie małego ręcznika, żeby wytrzeć stopy z piasku po skończonej przygodzie.

Po pozostawieniu rowerów powoli rozpoczęliśmy naszą wspinaczkę w bezkres piasku, co sprawiło nie lada frajdę, ale i lekką zadyszkę : )
Z wydm jest również wyjście na plażę, gdzie przy zachodzącym słońcu można fajnie spędzić czas licząc choćby kamienie : )
My na miejscu spędziliśmy ok. 2 godzin. (Zejście na plaże, wejście na wydmy i masę zdjęć)

Poniżej wrzucamy parę zdjęć i faktów dlaczego tak bardzo warto zwiedzić to miejsce.

Fakty : )

Wydmy położone są na terenie Słowińskiego Parku Narodowego.
Największa wydma zajmuje powierzchnię ok. 500 ha
Najwyższa wydma ma 42 m (Łącka Góra).
Wydmy wędrują z prędkością kilku metrów rocznie.
Przy wędrówce „pochłaniają” one napotkane drzewa, które obumierają. Kompleks tak nazywany jest martwym lasem.

Kasia i staś. : )

Preclem na Północ….. Włoch..

Największą zaletą podróżowania kamperem jest swoboda wyboru, możliwość zachowania pełnej elastyczności i brak konieczności anulowania rezerwacji miejscówek na nocleg. Te i inne plusy zaważyły też podczas tej wyprawy.

Pierwotny zamysł całej wyprawy obejmował Jutlandie, czyli spory kawałek Danii. Niestety szeroko zakrojone plany wyjazdowe stworzone przez Kasie legły w gruzach, gdy z Morza Północnego w stronę Danii (następnie Polski) przyszedł całkiem zimny front. I z ciepłej majówki zrobiła się zimna majówka, bardzo zimna. Do ostatniej chwili liczyłem, że jednak coś pójdzie inaczej i jednak zawitamy na przedproże Skandynawii, ale ostatecznie zrobilismy zwrot na pięcie i pojechaliśmy do jakże cudownych Włoch.

I tu zaczyna się ta opowieść….

Przejdź do filmu : )

Jak wejść w ustawienia chińskiego Webasto?

Duża część osób jako ogrzewanie postojowe do swojego auta, kampera, przyczepy czy czegokolwiek ktoś zapragnie wybiera chiński zamiennik zamiast oryginalnego ogrzewania. Z nami było tak samo…. szybki dostęp do produktu, części zamienne (rurki, pompki, tłumiki) dostępne od ręki i …. no właśnie nie oszukujmy się… powinienem zacząć od CENY! Tak, to cena nas przekonała. Stwierdziłem, że jeśli padnie to jeszcze w tej cenie co oryginał kupię dwa w najgorszym przypadku jedno nowe, również chińskie.

No ale przecież nie o tym.

Chwilę spędziłem zanim doszedłem do opcji serwisowych, które można pozmieniać na wyświetlaczu, ale…

Widok na wyświetlaczu pokazuje stan akumulatora (tutaj nie ma znaczenia co pokazuje wyświetlacz, temperaturę otoczenia/temperaturę zadaną/ stan akumulatora/stan o błędach)

Kroki do reprodukcji:

  1. Naciskamy okrągły przycisk oznaczony koła zębatego (lewy, górny róg panelu sterującego)
  2. Wyżej wymieniony przycisk przyciskamy kilkukrotnie do momentu pojawienia się na wyświetlaczu symbolu zamkniętej kłódki, oraz czterech poziomych, mrugających kresek. (zdjęcie poniżej)

3. Tutaj należy wpisać kod 1688. Wykonujemy to w następujący sposób.
4. Strzałkami znajdującymi się po prawej stronie panelu ustawiamy pierwszą wartość. (tj. 1)
5. Naciskamy przycisk OK (w prawym, dolnym rogu panelu)
6. Pierwsza kreska przestała mrugać. Została zatwierdzona.
7. Zostajemy przeniesieni do drugiego rzędu gdzie musimy wpisać kolejną cyfrę kodu.
8. W ten sam sposób postępujemy z dwiema pozostałymi cyframi hasła.
UWAGA! na wpisanie cyfry i zatwierdzenie jest kilka sekund, wiec nie ma co się przejmować jeśli po dłuższej chwili bezczynności ekran przeniesie nas do punktu wyjścia.

W opcjach możemy ustawić pracę pompki i wentylatorów (maksymalny i minimalny zakres). Są też opcje czy zasilanie jest na 12V czy na 24V.

NAJWAŻNIEJSZE!!! – jeśli nie masz pewności co do „krzaczków” typu Hz, V itp. wyświetlanych na wyświetlaczu najlepiej skonsultuj się z profesjonalnym zakładem.
Wpis ten jedynie przedstawia możliwość wejścia w opcje urządzenia i nie zachęca do samodzielnego ingerowania w opcje urządzenia bez specjalistycznej wiedzy. 🙂